Mariusz MASZKIEWICZ: Niemcy w rosyjskiej sieci. Ostrzeżenie Jürgena Rotha

Niemcy w rosyjskiej sieci. Ostrzeżenie Jürgena Rotha

Photo of Mariusz MASZKIEWICZ

Mariusz MASZKIEWICZ

Polski socjolog, dyplomata, publicysta, działacz społeczny i gospodarczy. Ambasador RP w Białorusi (1998–2002) i Gruzji (2016–2024).

Wyniki wyborów w dwóch landach oraz w stolicy RFN wskazują na nieuchronny zwrot w stronę Rosji. Stanowi to dla Polski zagrożenie porównywalne bodajże z falą rewolucyjną z początku XX wieku, podnoszoną przez probolszewickie zastępy wielbicieli Róży Luksemburg. Przypomnę, że bolszewickie przejście przez trupa Polski do Europy zakładało właśnie sojusz Moskwy z Berlinem – pisze Mariusz MASZKIEWICZ

.Wybory do parlamentów regionalnych (krajowych) w Niemczech pokazują z coraz większą wyrazistością, jak spełnia się czarna przepowiednia dziennikarza śledczego Jürgena Rotha (1945–2017) co do oplątania państwa przez rosyjską sieć zależności i mafijnych struktur ze Wschodu. Przypomnę, że ten dziennikarz śledczy jest autorem głośnej książki Mafialand Deutschland. Sam tytuł nie oznaczał, że poczciwi niemieccy wyborcy stanowią część mafii. Tu chodzi o duże struktury finansowe i polityczne ze Wschodu, które zawładnęły Niemcami.

Na początku swojej aktywności dziennikarskiej (lata 70. i 80. XX wieku) Jürgen Roth badał turecki i kurdyjski świat przestępczy, potem zwrócił uwagę na przestępczość zorganizowaną przenikającą z Polski do Niemiec. Ponieważ jednak uczciwie kopał głęboko, znalazł źródło wszystkich politycznych i gospodarczych problemów ostatnich dekad.

W Polsce – spośród analityków, których czasem słucham – bodajże tylko Marek Świerczek tak mocno i jednoznacznie wskazuje na związki świata przestępczego z polityką w krajach byłego ZSRS. Większość naszej miałkiej analityki bagatelizuje to zjawisko lub usiłuje ideologicznie skierować uwagę przeciw Ukrainie, podczas gdy grup przestępczych nie obchodzą państwa, narody ani polityka. Nie chodzi zresztą tylko o Rosję. Choć to właśnie w Rosji doszło do tak skutecznego połączenia struktur mafijnych z instytucjami państwa. Trendsetterem był oczywiście Łukaszenko. Trzeba jednak pamiętać, że monopol w tym zakresie przypada zasadniczo na worów w zakonie z Kaukazu Południowego. I nie jest bez związku fakt, że Stalin, wywodzący się ze świata kryminalnego Tbilisi i Baku, stanął potem na czele państwa tak hołubionego dzisiaj przez Putina i jego zwolenników. Łukaszenko zastąpił mafię w swoim państwie, natomiast Putin wszedł z nią w symbiozę – stał się najważniejszym z worów w zakonie i stoi dziś na czele interesów wszystkich oligarchów i liderów świata przestępczego na obszarze postsowieckim. Z tych zasobów korzysta też, prowadząc swoje sprawy na Zachodzie.

W polskiej i zachodniej analityce wciąż brakuje mi autorów (bo dziennikarzy już nie ma), którzy bezkompromisowo i jednoznacznie tropiliby – tak jak Jürgen Roth – powiązania świata mafijnego z polityką i zależną od polityki gospodarką (duże firmy państwowe, koncerny zachodnioeuropejskie uzależnione od decyzji polityków itd.). Jednego z nich uciszono – Marcina Reya – który od 2014 roku skutecznie wskazywał na problem. Kazano mu milczeć. Lakoniczność tego zdania nie jest przypadkowa.

Wyniki wyborów w dwóch landach oraz w stolicy RFN wskazują na nieuchronny zwrot w stronę Rosji. Stanowi to dla Polski zagrożenie porównywalne bodajże z falą rewolucyjną z początku XX wieku, podnoszoną przez probolszewickie zastępy wielbicieli Róży Luksemburg. Przypomnę, że bolszewickie przejście przez trupa Polski do Europy zakładało właśnie sojusz Moskwy z Berlinem. Iluzja, że Niemcy rozliczyły się ze swoją nazistowską i bolszewicką przeszłością, nie może nam przesłaniać brutalnej rzeczywistości, w której zwolennicy AfD i różnorakich partii lewicowych powoli biorą rewanż, szukają porozumienia z Moskwą i Mińskiem i śmiało będą kroczyć po naszych głowach, aby ten cel osiągnąć.

.Ułatwi ten proces skala wielopiętrowej korupcji w UE, ukryta za całym skomplikowanym systemem prawno-politycznym, ukryta za parawanem „ekologii, praw człowieka, równości, ochrony planety itd.”. W piątym roku wojny Rosji przeciwko słabszej i zależnej od Zachodu Ukrainie usłyszałem dzisiaj (21 września 2026 r.), że w KE zaproponowano „gigantyczne sankcje” wobec rosyjskich firm sektora obronnego. Może się przesłyszałem? Nie. I nie chodzi już o 5 tys. używanych hełmów, ale o wprowadzenie ograniczeń w handlu tymi komponentami uzbrojenia rosyjskiego, które lada chwila mogą bombardować polskie, litewskie i estońskie miasta. To ma być krok milowy Brukseli i Berlina w stronę pokonania Putina. Oby tylko zdążyli w tej dekadzie.

Zajęcie aktywów francuskich koncernów w Rosji po pięciu latach wojny ilustruje skalę hipokryzji i chciwości. Putin może powtarzać za bolszewikami metafory o kapitalistach walczących o kontrakt na dostawę sznura. Sto lat temu tego typu konstatacje pojawiały się w zachodniej prasie i w debatach jako krytyka zachodnich korporacji handlujących z ZSRS.

Z najnowszych informacji z Brukseli wynika, że ambasadorowie państw UE (COREPER) w poniedziałek 21 września doszli do politycznego porozumienia w sprawie zdjęcia sankcji z dwóch oligarchów – Usmanowa i Fridmana – w zamian za wydłużenie cyklu odnawiania sankcji na pozostałe 3000 osób i podmiotów (z dotychczasowych 6 miesięcy do nawet 36 miesięcy). Propozycja została w poniedziałek wieczorem rozesłana do stolic państw członkowskich w procedurze pisemnej (tzw. cichej zgody). W środę, 23 września, decyzja Rady Europejskiej weszła w życie. Uwolnienie z azerskiego więzienia francuskiego biznesmena jest tu jedynie zasłoną dymną. Kiedyś światli liderzy UE zasłaniali się Orbánem. Teraz nie muszą.

To, co stało się w związku z polityką sankcji wobec Rosji, wywołuje dziś więcej niż oburzenie. Wskazuje wyraźnie, że nie tylko węgierski czy słowacki biznes uległ totalnie rosyjskim wpływom, ale i francuskie i niemieckie korporacje nacisnęły na hamulec i uruchomiły wszystkie zasoby, aby zmusić urzędników w Brukseli do polityki ustępstw wobec Kremla. Z drugiej strony i Waszyngton kierowany przez prezydenta-biznesmena pokazuje, że może się dogadać z Łukaszenką w sprawie chlorku potasu. Za chwilę Litwa i Łotwa przeżyją kolosalną inwazję dyplomatyczną, która zmusi je do otwarcia portów w Rydze i Kłajpedzie na białoruski towar.

.Czy za kilka miesięcy Berlin – ze słabym CDU i odchodzącym w cień kanclerzem – rozpocznie odwrót od polityki wstrzymywania Rosji i Putina? Czy Schroeder ze swoimi politycznymi sojusznikami wróci na urząd?

Jedyna nadzieja, że korupcja nie opuści także samej Rosji i agresywne plany Putina rozmyją się w sporach między poszczególnymi grupami mafijnych bossów.

Mariusz Maszkiewicz

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 września 2026