Papieski sekretarz ks. Edgard Iván Rimaycuna Inga udzielił pierwszego od konklawe wywiadu

W pierwszej od maja 2025 roku rozmowie, udzielonej magazynowi Alfa y Omega papieski sekretarz, ks. Edgard Iván Rimaycuna Inga, odsłania nie tylko kulisy swojej pracy, lecz przede wszystkim sposób, w jaki Leon XIV rozumie urząd Piotrowy.
Styl, który mówi więcej niż słowa
Papieski sekretarz ks. Edgard Iván Rimaycuna Inga, który towarzyszy papieżowi od czasów peruwiańskich, podkreśla, że w kardynale Robercie Prevoscie „pozostało wszystko; zmieniło się tylko ubranie i zadanie”. To zdanie staje się kluczem do całego pontyfikatu. Papież, którego znał jako ojca Roberto, pozostał człowiekiem bliskim, spokojnym, słuchającym i uważnym. Zmieniła się jedynie skala odpowiedzialności. Ks. Rimaycuna, biblista po rzymskim, papieskim Pontificio Istituto Biblico, mówi w pierwszej dotychczas rozmowie o swojej misji bez patosu. Sekretarz papieża to w końcu rola, której nikt nie uczy, a która wymaga jednoczesnej obecności i nieobecności. Może dlatego papieski sekretarz sięga po dwie figury: św. Józefa i św. Jana Chrzciciela. Obaj działają z drugiego planu, który w chrześcijaństwie okazuje się planem pierwszym. „Trzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” — to dla niego nie dewiza, lecz metoda pracy.
Latynoamerykański kod i europejska forma
.Rozmowa przeprowadzona w Madrycie, dokąd ks. Rimaycuna przyjechał na obronę doktoratu przyjaciela, pokazuje jeszcze jeden wymiar: wpływ Ameryki Łacińskiej na centrum Kościoła. Papież „zawsze szuka kontaktu, uśmiechu, słowa”. Bliskość, dotyk, religijność ludowa nie są dodatkiem do doktryny, lecz jej żywą formą. To duchowość, która nie zaczyna od dokumentu, ale od relacji i niewątpliwie jest schedą, którą papież Leon XIV przejął po swoim poprzedniku.
Jednocześnie papieski sekretarz podkreśla roztropność i spokój Leona XIV. To nie jest spontaniczność bez hamulców, lecz czułość połączona z dyscypliną. Latynoamerykańska serdeczność spotyka się tu więc z europejską formą i intelektualnym porządkiem.
Zaskakująco ważny fragment rozmowy dotyczy odpoczynku. Ks. Rimaycuna mówi, że jego zadaniem jest również troska o rytm życia papieża. Władza nie polega tu na intensywności działań, lecz na ochronie przestrzeni rozeznania. To logika bardziej zakonna niż administracyjna: porządek dnia jako warunek sensu decyzji.
Podróż jako wdzięczność i Kościół, który widzi
.Pod koniec rozmowy pojawia się wątek papieskich podróży, tak często analizowanych przez watykanistów. W kontekście wizyty w Monako papieski sekretarz mówi, że papież nie pojechał tam po to, by „nauczać” w medialnym sensie ale dlatego, by okazać wdzięczność, powiedzieć: Kościół was widzi, Kościół wam dziękuje. To przesunięcie perspektywy — od centrum ku peryferiom — nabiera tonu cichej kontemplacji.
To wywiad, który można łatwo przeoczyć, nie ma w nim bowiem kontrowersji ani politycznych deklaracji. A jednak właśnie w tej ciszy widać najwięcej. Papież bliski, ale nienarzucający się; obecny, ale nie dominujący; powściągliwy, ale nie zdystansowany. Taki obraz Leona XIV wyłania się z tej rozmowy.
Droga Leona XIV
.Wybór kardynała Roberta Prevosta na Stolicę Piotrową był oczywiście zaskoczeniem dla wielu obserwatorów, ale dla tych, którzy śledzili bieg pontyfikatu Franciszka i narastające napięcia w Kościele powszechnym, miał w sobie głęboką logikę. Kardynał Robert Prevost nie był „papabile” w klasycznym tego słowa znaczeniu – nie był medialnym kandydatem, nie stał na czele żadnego z wyraźnie zarysowanych bloków, nie miał za sobą dużego zaplecza kurialnego ani twardego lobby progresywnego. A jednak to właśnie on uosabiał coś, czego szukała duża część Kościoła: zdolność łączenia przeciwieństw, słuchania różnych wrażliwości i szukania realnych duszpasterskich odpowiedzi w świecie, który przestał być jednolity, a jest coraz bardziej wielobiegunowy i polifoniczny. Jednocześnie był znany i rozpoznawalny wśród kleru, choć może mniej wśród dziennikarzy czy samych wiernych.
Bo kardynał Robert Francis Prevost przez lata funkcjonował „na pograniczu” i w wielogłosie – Ameryki Łacińskiej i Europy, misjonarskiej prostoty i watykańskiego rygoryzmu, teologicznej ortodoksji i duszpasterskiej elastyczności. Pochodzi z Chicago, przez dekady posługiwał jako zakonnik i biskup w Peru, osiadł zaś w Rzymie, centrum Kościoła, ściągnięty tu niejako przez papieża Franciszka. Był człowiekiem, który nie tylko znał świat globalnego Południa, ale był przez niego uformowany – nie jako obserwator, ale jako uczestnik. Tam nauczył się, że Kościół musi być obecny nie jako strażnik prawdy z góry, ale jako towarzysz, który słucha, rozeznaje i działa w konkretnej sytuacji. A to pomysł na Kościół, przy którym twardo obstawał poprzedni papież.
Rzym,
Michał Kłosowski





