
Wielki Post AD 2026
Wielki Post opierał się od zawsze na trzech filarach: postnych praktykach, modlitwie i jałmużnie. Jak powiedział papież Leon XIV, Wielki Post to czas, w którym Kościół zaprasza nas do ponownego umieszczenia w centrum naszego życia misterium Boga, a jednocześnie do słuchania słowa Bożego i postu, który stanowi konkretną praktykę przygotowującą do przyjęcia słowa Bożego – pisze prof. Piotr CZAUDERNA
.Nadszedł ponownie czas Wielkiego Postu, czas, który dobrze jest mądrze wykorzystać. Tyle tylko, że dzisiejszy świat zupełnie temu nie sprzyja. Czytanie z pierwszej niedzieli Wielkiego Postu pochodzące z ewangelii św. Mateusza opisuje kuszenie Chrystusa po jego 40-dniowym poście, w którym jedną z pokus jest władza nad wszystkimi królestwami tego świata w zamian za pokłon oddany szatanowi. To jedna z najczęstszych naszych pokus, kuszenie oddania się duchowi tego świata, duchowi władzy i mamony w zamian za doczesne powodzenie, a czasem za zwykły „święty spokój”. Nasz pokłon to często nic wielkiego, jedynie drobna zgoda na kłamstwo, albo prosta rezygnacja z mozolnego odkrywania prawdy i trwania przy niej.
Wielokrotnie w przeszłości pisałem na łamach „Wszystko co Najważniejsze” [LINK] o kategorii prawdy i jej centralnym znaczeniu dla współczesności. Bycie w prawdzie pozwala oprzeć się pokusie włączenia się za wszelką cenę do, tzw. głównego nurtu, czyli jak to dziś modnie się określa „mainstreamu” nowoczesności czy też może lepiej ponowoczesności. Prawda nie zależy przecież od tego, ile osób ją wyznaje. Nie polega na plebiscycie czy głosowaniu. Nadal nieustannie zdumiewa mnie tolerowanie, a wręcz jawne przyzwolenie, na obecność w życiu publicznym i to na bardzo eksponowanych stanowiskach, polityków, którzy regularnie kłamią i dla których bezczelne, jawne kłamstwo stało się wręcz drugą naturą i sposobem na skuteczne uprawianie polityki. Bezrefleksyjnie oddajemy na nich swoje głosy i popieramy ich, mimo że wielokrotnie zostaliśmy przez nich oszukani.
Co o tym decyduje? Czy emocje? Czy zainwestowane wcześniej poparcie dla określonej strony sceny politycznej, które po pewnym czasie trudno jest wycofać, bo wymaga to rewizji własnych map? Często zadaję sobie pytanie jak to możliwe, że tak łatwo przychodzi nam akceptacja kłamstwa w polityce? Przecież najpewniej w życiu prywatnym nie chcielibyśmy z osobami, które notorycznie nas okłamują i oszukują, mieć cokolwiek do czynienia. Jak to powiedział Albert Einstein: „Kto w drobnych sprawach nie dba o prawdę, temu nie może ufać w ważnych sprawach”.
Profesor Ryszard Legutko powiedział ostatnio w wywiadzie, że od czasu „komuny” nie spotkał się chyba z człowiekiem, który tak strasznie kłamie, jak obecny premier: „on kłamie tak, jak oddycha. [Ktoś, kto] wpuścił największą ilość toksyn w polskie umysły, w polską przestrzeń publiczną, bez zmrużenia oka mówi o miłości i wspólnocie […] Proszę zwrócić uwagę, skąd się bierze ta nienawiść i te obelgi”? Zdaniem profesora wynikają one z dewastacji duszy. Być może pan profesor ma rację w swojej intuicji, że dusza przynajmniej niektórych polskich polityków jest w pewien sposób „zdewastowana”.
Ale taki sposób uprawiania polityki ma jeszcze i inny potężny skutek – dewastuje nasze wspólnotowe życie i uniemożliwia racjonalną dyskusję w sferze publicznej. Jak niedawno zwrócił uwagę w swoim tekście „Triumf infantylizmu. Jak zepsuliśmy debatę publiczną” opublikowanym w portalu „Wszystko co Najważniejsze” [LINK] polski polityk, Łukasz Schreiber: „Taki charakter przybrała dzisiejsza debata polityczna w swoim najgorszym wydaniu: banalna, powierzchowna, podsycająca emocje, oparta na tanich trikach socjotechnicznych. Jest przy tym jednocześnie dziecinna i brutalna”. I żeby było jasne – dotyczy to moim zdaniem wszystkich stron konfliktu politycznego w Polsce.
Ale zapomnijmy o bieżącej polskiej polityce i wróćmy do tego, co naprawdę w życiu kluczowe i ważne, do tego, co pozwala nabrać dystansu i utrzymać właściwe proporcje. Wróćmy zatem do kończącego się już Wielkiego Postu. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że w dawnym Kościele dni postnych było o wiele więcej niż obecnie: nie tylko sam Wielki Post, który był zresztą niegdyś dłuższy o dwa tygodnie niż dziś, i wszystkie piątki, ale i był jeszcze post adwentowy. W Wielką Sobotę także poszczono i podobno pito jedynie wodę święconą. Poszczono także w każdy piątek i sobotę oraz w wigilie ważniejszych świąt, jak również w tzw. Suche Dni, które przypadały w środę, piątek i sobotę cztery razy do roku: po trzeciej niedzieli Adwentu, po trzeciej niedzieli wstępnej postu, po Świątkach i po Podwyższeniu Krzyża Świętego.
Dawniej, w Środę Popielcową zasłaniano w kościołach ołtarze i trwało to przez cały okres Wielkiego Postu, co miało symbolizować żałobę po cierpieniach Chrystusa i przemawiać do serc wiernych napełniając je żalem i skruchą. W trakcie obrzędu posypywania głów popiołem padały znamienne słowa: „prochem jesteś i w proch się obrócisz”, które dziś zastąpiono frazą „nawracajcie się i wierzcie w ewangelię”. W starej książce do nabożeństwa wydanej w Gnieźnie w roku 1861, a ułożonej przez arcybiskupa poznańskiego Marcina Dunina, zawarto na ten dzień następującą modlitwę: „Wysłuchaj nas, o Panie, bo litościwa jest dobroć Twoja; spojrzyj więc na nas według wielkości miłosierdzia Twojego. Nawróćcie się do mnie z całego Waszego serca, w poście, płaczu i jęczeniu. Rozdzierajcie wasze serca, a nie odzienia i nawróćcie się do Pana Boga waszego, bo On jest cierpliwy, łaskawy i wielce miłosierny. […] Boże, który nie chcesz śmierci grzesznika, lecz pragniesz jego pokuty i poprawy, wejrzyj łaskawie na ułomność natury ludzkiej, a pobłogosław ten popiół, którym chcemy mieć posypane głowy nasze na okazanie naszej nikczemności, pokory i pragnienia przebłagania Cię za niewdzięczności nasze; abyśmy w uczuciu, że prochem jesteśmy i że za karę za grzechy, nasze ciała, na czas dziś nam ukryty, w proch się obrócą, mogli otrzymać przebaczenie wszystkich grzechów, i nagrodę obiecaną z serca pokutującym grzesznikom”.
Rytuał środy popielcowej miał przypominać o naszej śmiertelności i o tym, że przeminiemy, jak wszystko na tym padole. Byłem ostatnio w czeskiej Pradze, gdzie w barokowym klasztorze Loreta na Strahowie potężna rodzina książęca Lobkowitzów zbudowała wierną kopię domu Matki Bożej (Santa Casa) znajdującego się we włoskim Loreto. Stąd zresztą wzięła się nazwa tego miejsca. W 2011 roku dokonano tam fascynującego odkrycia. Odkopano pod podłogą klasztornego kościoła kryptę zawierającą niesamowite freski, które przedstawiają, tzw. ARS MORIENDI, czyli sztukę umierania. Krypta nie jest udostępniona dla zwiedzających ze względu na kruchość samych fresków. Można jednak wejść do jej trójwymiarowego modelu naturalnej wielkości.

.Barokowe malowidła ścienne pochodzące z 1664 r. przedstawiają nie tylko motywy Śmierci i Zmartwychwstania, ale także alegorię Czasu w postaci Chronosa z klepsydrą i kosą czy Śmierci napinającej łuk, co symbolizuje kruchość ludzkiej egzystencji.

.Ich efekt potęguje to, że freski namalowano wyłącznie w odcieniach czerni i szarości techniką „chiaroscuro”. Są one prawdopodobnie dziełem anonimowego malarza z zakonu kapucynów. Być może był nim brat Kosma z Austrii. Czytelną inspiracją dla nich są holenderskie ryciny. Dekorację krypty zamówiła ówczesna mecenas Loreto, hrabina Elżbieta Apollonia z Kolowrat. Zdumiewa to, że jeden z fresków jest w oczywisty sposób wzorowany na obrazie Rembrandta van Rijn „Wskrzeszenie Łazarza” znajdującym się obecnie w Los Angeles County Museum of Art, potem szeroko rozpowszechnionym dzięki sztychowi opartym na płótnie malarza. Praska wersja powstała jeszcze za życia samego Rembrandta!

.Część fresków znalazła potem swoje odzwierciedlenie w projekcie „Castrum Doloris”, czyli tzw. Zamku Bólu, stworzonym w 1698 roku na potrzeby pochówku hrabiego Václava Ferdinanda z Lobkowitzów.
Najbardziej poruszający jest jednak obrazek małego chłopca z czaszką puszczającego bańki „Homo bulla est” (Człowiek jest jak bańka), z pewnością oparty na rycinie holenderskiego artysty, Hendricka Goltziusa z Harlemu (1558-1617), którą zatytułowano „Quis evadet? (Kto ucieknie?) i opatrzono łacińską inskrypcją: „Gdy nagle zwiędnie pachnący, srebrzysty wiatr wiosenny, skrzydła zginą, piękno zginie, tak samo życie ludzi, teraz narodzonych, niestety, przemija jak bańka”.

.Ale w Pradze jest jeszcze drugi skarb związany z Wielkim Postem. Jest nim wielkoformatowy malarski cykl dziesięciu obrazów pochodzący z innej perły barokowej architektury, kościoła św. Mikołaja. Przedstawiają one Mękę Chrystusa począwszy od modlitwy w Ogrójcu po Pietę i złożenie do Grobu. Namalował je pod koniec życia, niejako w szczycie swej kariery, czeski malarz Karel Skreta Sotnovski (1610-1674) z Zaworzyc. Uznaje się go za ojca malarstwa barokowego w Czechach.

.Urodził się w szlacheckiej rodzinie protestanckiej właścicieli licznych młynów. Nie wiadomo, gdzie uczył się malarstwa. W czasie wojny trzydziestoletniej, aby uniknąć jej okrucieństw, wyjechał do Włoch, gdzie spędził kilka lat w Wenecji, studiując dzieła Veronese’a, Tycjana, Guida Reni, Carracia i Tintoretta, a następnie w 1634 roku udał się do Rzymu. Tam dołączył do holenderskiego stowarzyszenia malarzy zwanego Schildersbent, czyli „Ptaki jednego pióra” pod indywidualnym pseudonimem „Miecz”.

.W 1638 roku ostatecznie powrócił do Pragi, gdzie przyjął katolicyzm i zaczął przyjmować zlecenia od zakonu jezuitów. W 1645 roku otworzył własną pracownię i wstąpił do cechu artystów, pełniąc funkcję jego przewodniczącego w latach 1651–1661. Jego burzliwe życie stało się nawet tematem dramatu teatralnego i opery. Nic dziwnego, że obrazy z kościoła św. Mikołaja naprawdę poruszają sposobem przedstawienia emocji i bólu widocznego na twarzach, szczególnie „Modlitwa w Ogrójcu”, „Pieta” czy „Mater dolorosa”.

.Wielki Post opierał się od zawsze na trzech filarach: postnych praktykach, modlitwie i jałmużnie. Jak powiedział papież Leon XIV, Wielki Post to czas, w którym Kościół zaprasza nas do ponownego umieszczenia w centrum naszego życia misterium Boga, a jednocześnie do słuchania słowa Bożego i postu, który stanowi konkretną praktykę przygotowującą do przyjęcia słowa Bożego.

.Choć w dzisiejszych czasach może się to wydawać anachroniczne, jest to niezastąpiona praktyka ascetyczna na drodze nawrócenia. Właśnie dlatego, że angażuje ciało, uwidacznia to, czego odczuwamy „głód”. Służy zatem rozeznaniu i uporządkowaniu „żądz”. Ale post to nie tylko konkretne wyrzeczenia, to także przemiana własnej postawy, to próba wyzbycia się złych nawyków względem siebie i bliźnich, to także kształtowanie własnego charakteru i wyrobienie własnej silnej woli. Jak co roku, zadaję sobie pytanie czy udało mi się czas Wielkiego Postu dobrze wykorzystać?




