Michał BONI: Wielkanoc. Czas zatrzymania i refleksji Michał BONI: Wielkanoc. Czas zatrzymania i refleksji

Wielkanoc. Czas zatrzymania i refleksji

Michał BONI

Poseł do Parlamentu Europejskiego. Były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu odpowiedzialny m.in. za politykę rynku pracy, szef zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów, minister administracji i cyfryzacji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Zatrzymajmy się na chwilę, by odetchnąć. Zajrzeć w siebie. Połączyć zmysły z umysłem. Posłuchać którejś z pasji Jana Sebastiana Bacha czy „Mesjasza” Haendla. I spojrzeć na drugiego człowieka bez względu na to, czy jest przeciwnikiem politycznym, czy ma inny kolor skóry i wyznaje inną religię — przez pryzmat cierpienia, doświadczenia odrodzenia i zwycięstwa życia – pisze Michał BONI

W wielu krajach — tak jak i u nas, w Warszawie, dzięki Elżbiecie Pendereckiej — odbywają się wielkanocne festiwale muzyczne. To dobra okazja, by muzyka poprowadziła nas w świat inny niż otaczająca, pospieszna, często zdawkowa, choć nasycana wielkimi słowami rzeczywistość.

Słuchając „V Symfonii” Mahlera czy „Symfonii Fantastycznej” Berlioza, jeszcze w wykonaniu Orkiestry Radiowej z Frankfurtu — otwierasz swoją wyobraźnię na potoki dźwięków, które układają się w znaczące skojarzenia i interpretacje. Zmienność tempa i orkiestracja instrumentów prowadzą do niewyobrażalnej koincydencji zmysłów. Oglądając koncert, patrzysz, jak współpracują ze sobą grupy instrumentów i jak spotyka je ręka dyrygenta. Zaczynasz naprawdę słuchać — i słyszysz więcej, niż potrafisz, bo siła sugestywności tonów otwiera swobodny potok wyobraźni. Zmysły i umysł pracują razem.

Dlaczego to piszę?

Dlaczego potrzebujemy coraz bardziej takich chwil zmiany oraz wytchnienia od codziennych zwyczajów i obowiązków, dlaczego potrzebujemy rytuału oczyszczenia?

Bo jesteśmy zagubieni — i jedyną szansą na odzyskiwanie siebie i poszukiwanie kompasu stają się swoiste rekolekcje.

Dla jednych to zanurzenie się w muzyce, dla innych to dotknięcie estetyczne różnych muz, głębokie oglądanie obrazów choćby van der Weydena „Zdjęcie z krzyża” z przejmująco namalowaną twarzą Marii Magdaleny czy lektura oferowanych przez „Tygodnik Powszechny” na Wielkanoc rekolekcji ks. Józefa Tischnera opartych na dziełach mistrza Eckharta.

Dla jeszcze innych — to refleksja i przeżycie czysto religijne. Święto Zmartwychwstania daje niebywałą okazję do zajrzenia w głąb samego siebie, w swój umysł, ale i w swoje zmysły. Bo jest to święto przekraczania definitywnych granic: przekraczania granicy śmierci, zstąpienia tam, gdzie widać zło, i wydobycia się — w języku laickim — z niebytu, z powrotem do życia, które staje się już inne. Można wierzyć lub nie, ale jest w tej opowieści o Chrystusie, w Jego trwaniu pomiędzy śmiercią a jej pokonaniem, olbrzymia szansa i perspektywa nadziei.

Rogier Van der Weyden. Zdjecie z krzyza. Galeria Prado.

Rogier Van der Weyden. Zdjecie z krzyza. Galeria Prado.

.Trzy tygodnie temu w Rzymie w przerwie konferencji europejskiej o wyzwaniach cyfrowych, tak ważnych dla przyszłości Europy, zajrzałem do barokowego, mistrzowskiego architektonicznie kościoła jezuitów Il Jesu. Patrzyłem na rozwichrzoną harmonię ołtarzy i przeglądałem się w lustrze stojącym pośrodku nawy, dzięki któremu mogłem widzieć swoją twarz na tle powiększonych malowideł i ornamentacji sufitu. Usiadłem z boku. Słychać było barokowe nieszpory któregoś z XVII-wiecznych mistrzów. I to był ten moment, ulotna chwila — zatrzymanie w czasie, wgląd w siebie, wgląd w coś, co JEST NADE MNĄ.

Każdy ma swój sposób zatrzymania się. I każdy należy uszanować. Czy mistrzostwo w robieniu pomysłowych mazurków też prowadzi do tego oddechu, do tej chwili przełamania rutyny? Tak, jeśli jest jednocześnie wyrazem skupienia i miłości. Ktoś powie — to za dużo powiedziane… Za dużo? Wszystko, co czynimy z miłością do innych, do świata, także szanując i kochając samych siebie, jest tym momentem, który może prowadzić do czegoś, co JEST NADE MNĄ.

I teraz kluczowe, wielkopostne i wielkanocne pytanie: co czynimy z miłością? Miłością inną niż ta, o której rozmyślamy przy świętach Bożego Narodzenia. Miłością, która przechodzi przez cierpienie, dojrzewa i szuka pokory, wybaczenia i odrodzenia.

Czy nienawiść sączona przez hejterów i zorganizowane patrole trolli internetowych może być wyrazem miłości?

Czy dzielenie ofiar katastrofy smoleńskiej i ich rodzin na dobre i złe — jest wyrazem miłości?

Czy „naukowe” kłamstwa opowiadane o katastrofie smoleńskiej w Wielkim Tygodniu licują z powagą przesłania Triduum?

Czy mówienie w Wielkim Tygodniu o umieszczaniu uchodźców w kontenerach za drutami — co robi minister rządu jednego z krajów europejskich — w obliczu pogardy, z jaką potraktowano Chrystusa przed Ukrzyżowaniem, jest wyrazem miłości?

Czy zajmowanie się przez media w czasie, gdy domykają się projekty destrukcji sądownictwa w Polsce i zniszczenia separacji władz jako klucza do demokracji, wyłącznie panem Misiewiczem jest wyrazem takiego spojrzenia na świat, dzięki któremu widzi się to, co naprawdę najważniejsze?

Czy afiszowanie się przez urzędników państwowych i urzędy, że czynią coś w imię swojego sumienia, nie grzeszy pychą, bo przecież (rozumiemy to już od czasów Hobbesa i kształtowania się w XIX wieku suwerennych państw) jedynym sumieniem państwa jest Prawo?

I czy ci, którzy w komentarzach do tego tekstu napiszą: „A jakim prawem Boni się wypowiada na temat Wielkanocy?” (to łagodna wersja postów) — zrozumieją, że zawłaszczają dla siebie religię, Kościół, wartości? Czy w ogóle zrozumieją, co piszą?

Właśnie — jesteśmy zagubieni. W Polsce. W społeczeństwie. W świecie, który nas otacza. Na granicy tragizmu: populizmu traktowanego jako najlepszy politycznie sprawny wehikuł zwycięstw. Na granicy absurdu: skrajnego nacjonalizmu, który ma być jedyną prawdziwą ofertą patriotyzmu i narodowej tożsamości. W dobie internetu — gdzie każdy uważa, że ma rację. I nikt nikogo nie słucha naprawdę. W czasach, kiedy niektórzy, „uciekając od wolności”, zapominają, że rozróżnienie między państwem a rządem jest fundamentem wolności.

.Zatrzymajmy się na chwilę, by odetchnąć. Zajrzeć w siebie. Połączyć zmysły z umysłem. Posłuchać którejś z pasji Jana Sebastiana Bacha czy „Mesjasza” Haendla. I spojrzeć na drugiego człowieka bez względu na to, czy jest przeciwnikiem politycznym, czy ma inny kolor skóry i wyznaje inną religię — przez pryzmat cierpienia, doświadczenia odrodzenia i zwycięstwa życia.

Bo tym tak naprawdę jest Wielkanoc.

Michał Boni
13 kwietnia 2017

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 14 kwietnia 2017

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam