Partia Razem wpychana w koalicję z PiS i prawicą

Marcelina Zawisza uważa, że w Sejmie obowiązuje nieformalny zakaz współpracy dotykający klub poselski Razem. Posłowie mówią: „chętnie podpisalibyśmy się pod waszym projektem, ale nie mamy zgody” – powiedziała Marcelina Zawisza. Trzeba było zostać w Lewicy – odpowiada jej była liderka Razem, Magdalena Biejat.
Mimo „blokady” ze strony koalicji rządzącej, Razem nadal jest „otwarte na rozmowy ze wszystkimi”.
.Zgodnie z Regulaminem Sejmu poselskie projekty ustaw mogą być wnoszone przez komisje sejmowe lub co najmniej 15 posłów podpisujących projekt. Koło poselskie Razem po odejściu z niego Pauliny Matysiak tworzy obecnie czworo posłów.
Partia Razem przedstawiła do tej pory kilka rozwiązań legislacyjnych – najbardziej medialnym był projekt ustawy o podatku antyspekulacyjnym, czyli podatku od wartości trzeciego mieszkania. Do dziś nie zebrano jednak wystarczającej liczby podpisów w Sejmie pod tą inicjatywą. Razem przedstawiło też projekt mający regulować najem krótkoterminowy oraz projekt dot. podatku cyfrowego.
Na ten moment wymaganą liczbę podpisów zebrały dwie propozycje Razem. Pierwsza dotyczy zmniejszenia grup przedszkolnych – projekt ten znajduje się na etapie konsultacji społecznych; drugi mający zapewnić dzieciom darmowe posiłki w szkołach trafił do tzw. „zamrażarki” sejmowej, tzn. nie został poddany pierwszemu czytaniu na komisji sejmowej.
Pod oboma projektami, oprócz polityków Razem, podpisy złożyli posłowie PiS. Zawisza pytana o powód takiego stanu rzeczy oceniła, że w Sejmie panuje nieformalny zakaz współpracy z Partią Razem. W szczególności – jej zdaniem – jest on widoczny wśród polityków koalicji rządzącej.
– Niestety często jest tak, że podchodzą do nas posłowie i mówią, że bardzo chętnie podpisaliby się pod naszym projektem, ale nie mogą, bo nie mają zgody szefostwa klubu. I to ze wszystkich klubów w Sejmie, chyba z wyjątkiem PSL-u – mówiła.
Marcelina Zawisza zaznaczyła, że niektórzy z parlamentarzystów wyrażają chęć dalszej współpracy nad projektami. – Na przykład przewodniczący Polski 2050 Paweł Śliz pyta, czy może zobaczyć projekt i później daje nam informację zwrotną – czy tak, czy nie, czy jeszcze potrzebują czasu, czy są gotowi do współpracy – dodała. Jej zdaniem Paweł Śliz zadeklarował takie zainteresowanie projektem dot. przedszkoli.
Posłanka podkreśliła, że mimo „blokady” ze strony koalicji rządzącej, Razem nadal jest „otwarte na rozmowy ze wszystkimi”. – Powtarzamy to od samego początku, że jeśli chodzi o podpisy pod poszczególnymi projektami, to cała ta blokada, którą koalicja rządząca próbuje robić, jest dosyć śmieszna. Mówimy tu o rzeczach, które sami przecież mieli na sztandarach i sami chcieli realizować, kiedy byli w opozycji – oceniła.
Projekt Razem dot. darmowych posiłków w szkołach jest bliźniaczo podobny do projektu Nowej Lewicy z poprzedniej kadencji Sejmu. Chodzi o projekt nowelizacji prawa oświatowego, który zobowiązywał szkoły podstawowe do zapewnienia każdemu uczniowi ciepłego posiłku za darmo. Projekt ten – tak samo, jak propozycja Razem – ostatecznie utknął w sejmowej „zamrażarce”.
Z kolei propozycję zmniejszania liczby uczniów w klasach popierała podczas kampanii wyborczej na prezydenta Warszawy w 2024 r. Magdalena Biejat, wicemarszałek Senatu z ramienia Lewicy, wcześniej współprzewodnicząca Partii Razem. W rozmowie z mediami podkreśliła, że nadal zgadza się z tym kierunkiem zmian, ale nie zapoznała się jeszcze z treścią projektu Razem.
– Nie mam zwyczaju sprzeciwiać się jakiemuś projektowi tylko dlatego, że napisał go ktoś inny niż ja. Ministerstwo edukacji narodowej również opracowuje rozwiązania mające na celu zmniejszenie liczby dzieci w grupach. Z tego, co wiem, to są dobre kierunki. Tak, nie mam problemu, żeby to powiedzieć – podkreśliła senatorka Lewicy.
Klub poselski Razem jest krytykowany przez Magdalena Biejat
.Zanim Partia Razem podjęła decyzję o odłączeniu się z klubu Lewicy, w parlamencie z ramienia ich partii zasiadało 10 polityków. W 2024 roku, przed decyzją kongresu partii o opuszczeniu klubu i założeniu osobnego koła, pięć parlamentarzystek – w tym Magdalena Biejat – postanowiło odejść z Razem i pozostać w klubie Lewicy.
Zdaniem Magdaleny Biejat, gdyby politycy Razem nie podjęli wówczas takiej decyzji, nadal mogliby efektywnie procedować swoje projekty. – To jest bardzo proste, naprawdę, tu się nie ma co obrażać. Jak państwo chcieli mieć wystarczającą liczbę posłów do zbierania podpisów, to mogli zostać w klubie Lewicy. Teraz wyszli z klubu Lewicy, mają tyle posłów, ile mają i muszą sobie radzić, takie jest życie – powiedziała Magdalena Biejat.
Z rozmów z wpływowymi politykami Nowej Lewicy wynika, że kierownictwo partii dąży do ponownego – jak w 2023 roku – skonstruowania wspólnej listy wyborczej z Partią Razem i mniejszymi lewicowymi ugrupowaniami, m.in. Polską Partią Socjalistyczną czy Unią Pracy. Wśród polityków Razem z kolei panuje przekonanie, że najlepszym rozwiązanie dla ich partii jest samodzielny start.
Z ostatniego, marcowego badania CBOS wynika, że na Partię Razem głosować chce 3,8 proc. badanych. Nowa Lewica może liczyć na poparcie rzędu 3,5 proc. Z kolei w badaniu z lutego kolejność była odwrotna; Nowa Lewica otrzymała 4,6 proc. poparcia, a Partia Razem 3,7 proc.
Dlaczego przestałem chodzić na wybory?
.
Malaparte w Zamachu stanu pisał: „Jest jasne, że ani rządy, ani spiskowcy nie zadali sobie jeszcze pytania, czy istnieje nowoczesna technika zamachu stanu i jakie mogą być jej zasadnicze reguły”. Dziś już wiemy, że nowoczesna technika zamachu stanu istnieje – pisze Michel ONFRAY
Wzłowieszczym wieku totalitaryzmów – wieku XX – dyktatura była jawna i masowa, dawało się ją zobaczyć, przeczytać, usłyszeć. Od Lenina po Hitlera, poprzez Stalina, a potem od Mao do Pol Pota i Castro wspierała się na uzbrojonych po zęby wojskowych, na więzieniach i obozach otoczonych drutem kolczastym i wieżyczkami wartowniczymi, na wszechwładnej policji politycznej, na dysponowaniu życiem i śmiercią obywateli, z licznymi wariacjami na temat ustawy o podejrzanych z 1793 roku, która pozwalała na zabijanie przeciwników, jak onegdaj rzeźnik rozprawiał się z bydłem.
Orwell podał wersję hard tej dyktatury w Roku 1984; wersję light w Nowym wspaniałym świecie przedstawił Huxley. U pierwszego jest Wielki Brat, który wie i widzi wszystko i eliminuje przeciwników. U drugiego istnieje soma, narkotyk, który usypia czujność poddanych, dzięki czemu idą ochoczo na służbę władzy.
We Francji model dyktatury jest bardziej modelem Huxleya niż Orwella, u którego tyrania jest przedstawiona zbyt jawnie, co czyni ją zbyt kruchą. Łatwiej jest usypiać i zwodzić, niż bić i brutalizować. Łatwiej ogłupiać, mamić, niż stosować przemoc fizyczną z rozlewem krwi włącznie. Edward Bernays, krewny Freuda, w książce cynicznie i szczerze zatytułowanej Propaganda (1928) zawarł instrukcję obsługi manipulacji. Goebbelsowi się ona spodobała. Zakładam, że George’owi Sorosowi również. Zamach stanu Malapartego (1931) zostaje w tyle. Maastrichtowcy są oczywiście bardziej adeptami propagandy niż zamachu stanu, chociaż jak się tak przyjrzeć…
Zawieszam głos dlatego, że do dziś mam wątpliwości związane z referendum z 20 września 1992 roku. Pamiętam, że tamtego dnia jak miliony ludzi czekałem przed telewizorem na ogłoszenie wyników, które miało nastąpić w pierwszej sekundzie pierwszej minuty godziny 20, po zwyczajowym suspensie nakręcanym przez machinę medialną. Na kanale, gdzie w studiu, jeśli dobrze pamiętam, siedziała Simone Veil, nie podano ostatecznego wyniku. Powiedziano jedynie, że różnica jest niewielka.
Nie było więc wyniku szacunkowego, ale dwadzieścia minut później pojawił się François Mitterrand w całym majestacie, aby ogłosić – niczym pół sfinks, pół jakuza – że „tak” wygrało i że Francja pisała w ten sposób wspaniałą kartę historii… Słowa głowy państwa były performatywne, więc wybór został ogłoszony jako ostateczny. W medialnym kurniku gdakanie trwało do ciemnej nocy.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michel-onfray-dlaczego-przestalem-chodzic-na-wybory/
PAP/MB





