Plaża w Da Nang i początek wojny, której miało nie być [Michał KŁOSOWSKI]

Marzec nigdy nie wpisywał się w schematy. Jako historyk zawsze zastanawiałem się dlaczego akurat ten miesiąc tak pełny jest w różnorakie wydarzenie historyczne, które zmieniały bieg polityki, religii, nauki i kultury. Może właśnie dlatego 8 marca 1965 roku na małej wietnamskiej plaży w Da Nang wylądowali amerykańscy żołnierze rozpoczynając wojnę, która zmieniła Amerykę.
Historyczny marzec
.Dnia 1 marca 1815 roku Napoleon Bonaparte uciekł z Elby i wylądował we Francji, rozpoczynając słynne „Sto dni”, które zakończyły się jego ostateczną klęską w Bitwie pod Waterloo. 15 marca 44 roku p.n.e., w dniu znanym jako Idy Marcowe, spiskowcy zamordowali Juliusza Cezara, co zapoczątkowało upadek republiki i drogę do powstania cesarstwa. 16 marca 1968 roku w czasie wojny wietnamskiej doszło do masakry cywilów w wiosce My Lai, wydarzenia które wstrząsnęło opinią publiczną w Stanach Zjednoczonych i wzmocniło ruch antywojenny. 19 marca 2003 roku rozpoczęła się z koleji wojna w Iraku, gdy koalicja pod przywództwem USA zaatakowała reżim Saddam Hussein, rozpoczynając konflikt, który zmienił sytuację na Bliskim Wschodzie. 25 marca 1957 roku zaś podpisano Traktaty rzymskie, które stworzyły Europejską Wspólnotę Gospodarczą i stały się fundamentem dzisiejszej Unii Europejskiej. Z kolei 30 marca 1981 roku w Waszyngtonie doszło do zamachu na prezydenta Ronalda Reagana, który mimo ciężkich ran przeżył i wrócił do pełnienia obowiązków po kilku tygodniach.
Zdaje się jednak, że najważniejszym na XX wieku marcowym dniem był jednak 8 marca 1965 roku, kiedy to na plaży w Da Nang w Wietnamie Południowym wydarzyła się scena, która w pierwszej chwili przypominała raczej uroczysty rytuał niż początek wielkiej wojny. Z pokładów amerykańskich samolotów i okrętów na brzeg wysiadło około 3,5 tysiąca żołnierzy z 9. Brygady Ekspedycyjnej Korpusu Piechoty Morskiej. Oficjalnie mieli tylko jedno zadanie: zabezpieczyć bazę lotniczą przed atakami partyzantów Viet Congu. Na plaży nie czekał na nich jednak ogień karabinów maszynowych. Zamiast niego byli burmistrz miasta i uczennice z kwiatowymi girlandami. Dziewczęta zawieszały je na szyjach marines, a dowódcy wygłaszali krótkie przemówienia powitalne. Żołnierze, jak wspominał później jeden z nich, Philip Caputo, wyglądali jak antyczni bohaterowie wracający z wyprawy, a nie jak oddział wkraczający do strefy wojny.
Marcowa cisza przed burzą w Da Nang
.Kilka godzin później ruszyli, by zabezpieczyć wzgórze 327 w pobliżu bazy. Na miejscu jednak znowu nie znaleźli partyzantów. Jedynymi mieszkańcami wzgórza były małpy, które nie przejęły się obecnością ciężko uzbrojonych przybyszów. Ten niemal idylliczny obraz był jednak tylko chwilą ciszy przed burzą.
Sześćdziesiąt jeden lat i jeden dzień później, historycy patrzą jednakże na lądowanie w Da Nang jak na symboliczny moment rozpoczęcia amerykańskiej wojny w Wietnamie. Konflikt, który wcześniej był przede wszystkim lokalną wojną między Wietnamem Południowym a komunistycznym ruchem wspieranym przez Hanoi, w jednej chwili stał się częścią globalnej konfrontacji zimnej wojny i zmienił historię mediów i wojen na zawsze. Paradoks polegał przede wszystkim jednak na tym, że Stany Zjednoczone były w Wietnamie już od dawna. Po porozumieniach genewskich z 1954 roku to właśnie Amerykanie przejęli odpowiedzialność za szkolenie armii Wietnamu Południowego. Liczba doradców wojskowych rosła z roku na rok: z kilkuset do kilku tysięcy, a potem do ponad dwudziestu tysięcy. Wkrótce jednak granica między „doradzaniem” a prowadzeniem wojny zaczęła się jednak zacierać. Pierwsi amerykańscy żołnierze zginęli w Wietnamie już w 1959 roku. Gdy marines wysiadali na plaży w Da Nang, ponad czterystu Amerykanów zostało już pozbawionych życia w tej odległej części świata.
Trzeźwy pacyfizm
.Nie wszyscy w Waszyngtonie wierzyli, że wysłanie wojsk bojowych jest dobrym pomysłem. Maxwell Taylor, ambasador USA w Sajgonie i były szef połączonych sztabów, ostrzegał, że jeśli Amerykanie postawią w Wietnamie pierwszy krok, nie będą już mogli się cofnąć. Każda porażka będzie prowadziła do wysyłania kolejnych oddziałów, a wojna zacznie wciągać Stany Zjednoczone coraz głębiej: tak jak wcześniej wciągnęła Francję w kolonialnej wojnie o Indochiny. Kasandry chyba także rodzą się w marcu, historia bowiem potoczyła się dokładnie w ten sposób.
Jeszcze w 1965 roku w Wietnamie było już 185 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Trzy lata później ich liczba sięgnęła niemal 550 tysięcy. W sumie przez wojnę przewinęło się ponad 2,6 miliona Amerykanów, ponad 58 tysięcy z nich nie wróciło do domu. Ich nazwiska wyryto później na czarnym granicie pomnika w Waszyngtonie.
Wojna to zawsze zmiana
.Wojna w Wietnamie była jednym z momentów, które na trwałe zmieniły amerykańską politykę zagraniczną. Była też pierwszą wojną transmitowaną niemal na żywo do domów — z obrazami napalmu, zniszczonych wiosek i młodych żołnierzy, którzy coraz częściej zadawali pytanie: dlaczego właściwie tu jesteśmy? W Stanach zaś pytano w drugą stronę, „co tam robią nasi chłopcy”?
Decyzja o wysłaniu pierwszych oddziałów bojowych do Wietnamu jest często oceniana niezwykle surowo. W niedawnym badaniu historyków amerykańskiej polityki zagranicznej została uznana za jedną z najgorszych decyzji w całej historii dyplomacji Stanów Zjednoczonych.
Wszystko zaczęło się jednak od spokojnej plaży w Da Nang, kilku tysięcy marines i kwiatowych girland, które miały symbolizować powitanie. Kilka lat później nikt już nie miał wątpliwości, że to był początek wojny, której miało nie być.
Michał Kłosowski






