Prof. Stefan CIARA: Sprowadzenie Krzyżaków. Początki brutalnej ekspansji

Sprowadzenie Krzyżaków. Początki brutalnej ekspansji

Photo of Prof. Stefan CIARA

Prof. Stefan CIARA

Historyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie Warszawskim.

Fot. IHUW.

Ziemia chełmińska, nadana Zakonowi jako uposażenie za obronę przed Prusami, stała się podstawą i bazą dla podboju ziem pruskich rozpoczętego w 1233 r. Nadanie księcia Konrada obejmowało także drobne posiadłości na lewym, kujawskim brzegu Wisły, m.in. Nieszawę. W XIV w. stały się one przyczółkami zbrojnej krzyżackiej ekspansji w głąb Kujaw – pisze prof. Stefan CIARA

.Od końca X w. Piastowie rządzący Polską dążyli do chrystianizacji i przyłączenia nadbałtyckiej krainy pomiędzy dolną Wisłą a dolnym Niemnem, zamieszkanej przez pogańskich Prusów oraz Jaćwingów, plemiona z bałtyckiej grupy etnicznej pokrewnej Litwinom i Łotyszom.

Wyrazem tych dążeń była zwłaszcza misja św. Wojciecha, zakończona jego męczeńską śmiercią. Jego los podzielił w 1009 r. na pograniczu ziem Prusów i Jaćwingów niemiecki męczennik Bruno z Kwerfurtu wraz z grupą kilkunastu misjonarzy. Nieudane były także próby zbrojnego podporządkowania, które podejmowali polscy książęta. Organizowali oni w dobie rozbicia dzielnicowego wyprawy krzyżowe, czyli krucjaty, czego jedynym praktycznie skutkiem były odwetowe, niszczące rajdy Prusów na Mazowsze. W celu zapobiegania im piastowski książę Konrad Mazowiecki negocjował w roku 1226 (według najnowszych badań) sprowadzenie Zakonu Szpitala Najświętszej Panny Marii Domu Niemieckiego, czyli Krzyżaków. Ci byli akurat do wynajęcia, bo relegowano ich właśnie z Węgier. Natomiast jako datę osadzenia Zakonu w ziemi chełmińskiej przyjmuje się obecnie rok 1228. Niestety książę Konrad nie wysnuł właściwych wniosków z „węgierskiej lekcji”, nie zastanowił się, dlaczego ich wygnano. Mianowicie ówczesne Węgry, obejmujące swymi granicami m.in. także rumuński obecnie Siedmiogród (Transylwanię), były nękane najazdami koczowniczych plemion Kumanów, czyli inaczej Połowców. Dla obrony przed nimi w 1211 r. węgierski król Andrzej II osadził w ziemi Borsa w Siedmiogrodzie zakon krzyżacki. Został do tego nakłoniony najprawdopodobniej przez swą żonę Gertrudę lub landgrafa Turyngii Hermana. Krzyżacy, podobnie jak inne zakony rycerskie (np. joannici czy templariusze), mieli swą genezę w Ziemi Świętej, której bronili przed ekspansją ludów muzułmańskich, zwłaszcza Turków Seldżuków. Zdawali sobie jednak sprawę z tego, że ich obecność na Bliskim Wschodzie nie jest ani trwała, ani pewna. Toteż znalezienie europejskiej siedziby stawało się dla nich absolutną koniecznością.

Osiedleni w Siedmiogrodzie rycerze zakonni mieli bronić nadanego im terytorium przed Kumanami oraz prowadzić wśród nich misje chrystianizacyjne. Krzyżacy wznosili w Siedmiogrodzie zamki, sprowadzali również osadników z Niemiec, zwanych popularnie Sasami. Ambitny wielki mistrz Herman von Salza, dążący do stworzenia samodzielnego krzyżackiego państwa, podjął próbę zrzucenia lennej zależności od króla węgierskiego i powierzenia przyznanej im ziemi w lenno papieżowi. Wówczas madziarski monarcha, mając pełne poparcie węgierskiego episkopatu, ostatecznie wypędził w 1225 r. rycerzy z czarnymi krzyżami na płaszczach. Zresztą już 5 lat wcześniej rozważano takie radykalne rozwiązanie w reakcji na ich państwowotwórcze zamiary. A z Połowcami, częściowo pobitymi przez najazd mongolski, Węgrzy poradzili sobie w końcu sami.

Ziemia chełmińska, nadana Zakonowi jako uposażenie za obronę przed Prusami, stała się podstawą i bazą dla podboju ziem pruskich rozpoczętego w 1233 r. Nadanie księcia Konrada obejmowało także drobne posiadłości na lewym, kujawskim brzegu Wisły, m.in. Nieszawę. W XIV w. stały się one przyczółkami zbrojnej krzyżackiej ekspansji w głąb Kujaw. Ponadto w 1317 r. Zakon wykupił z rąk księcia kujawskiego Leszka Siemomysłowica ziemię michałowską, sąsiadującą z chełmińską. W celu utrwalenia swego panowania nad tą ostatnią ziemią Krzyżacy nie cofnęli się nawet przed fałszowaniem dokumentów; tak było w przypadku tzw. przywileju kruszwickiego, czyli umowy zawartej rzekomo w czerwcu 1230 r. pomiędzy zakonem krzyżackim a księciem Konradem Mazowieckim, w której ten władca jakoby przekazuje Krzyżakom ziemię chełmińską oraz wszelkie podbite przez nich terytoria w wieczyste posiadanie. Treść przywileju kruszwickiego jest znana tylko w postaci regestu, czyli streszczenia, ale historycy polscy uważają go za falsyfikat sporządzony przez Krzyżaków. Historycy niemieccy natomiast uznają go za autentyk.

Podbój ziem pruskich prowadzony był przez Krzyżaków w sposób bardzo systematyczny i planowy. Organizowali oni zbrojne ekspedycje (rejzy) przeciw plemionom pruskim, a w miejsce prymitywnych pruskich grodów błyskawicznie, jak na owe czasy, wznosili potężne warowne zamki z cegły i kamienia. Najpierw wzdłuż dróg wodnych – Wisły, Drwęcy, Zalewu Wiślanego, potem także Pregoły i Niemna, a następnie także w głębi kraju. Prusowie stawiali opór, a nawet, pozornie podbici, wszczynali antykrzyżackie powstania, m.in. w latach 1242–1249 oraz 1260–1273. To ostatnie było potężnym wstrząsem dla Zakonu, który w momencie apogeum ruchu powstańczego zachował jedynie kilka najważniejszych zamków. W końcu jednak powstańcy ulegli wojskom zakonnym, wspartym przez posiłki zbrojne nie tylko niemieckich, ale i polskich książąt. W jednej z krucjat przeciw plemionom pruskim uczestniczył w latach 1254–1255 król czeski z dynastii Przemyślidów Przemysł Ottokar II. Nie tylko walczył i dowodził, ale także zostawił hojny dar na wybudowanie potężnego zamku u ujścia rzeki Pregoły do Zalewu Wiślanego. Na jego cześć zamek ten nazwano Królewcem, po łacinie Regiomontium, czyli Królewska Góra (po niemiecku Königsberg). Zamek ów stał się zalążkiem portowego miasta o tej samej nazwie.

Rok 1283 przyjmuje się jako datę definitywnego zakończenia podboju ziem pruskich. Podbój ten, choć prowadzony brutalnie, nie spowodował całkowitej eksterminacji plemion pruskich. Jeszcze w XV w., jak się w przybliżeniu szacuje, prawie sto tysięcy mieszkańców państwa krzyżackiego używało któregoś z narzeczy języka pruskiego. Język ten ostatecznie zanikł w drugiej połowie XVII w. Pewną liczbę Prusów osadzono na pograniczu ziem zakonnych i Litwy, powierzając im udział w obronie kraju przed napadami wojowniczych wschodnich sąsiadów1 . Warto także odnotować udział posiłkowych oddziałów Prusów, lojalnych wobec Krzyżaków, w kampaniach prowadzonych przez tych ostatnich. W niektórych jednak rejonach, gdzie opór Prusów był szczególnie silny, a terror krzyżacki brutalny, opustoszałe ziemie zasiedlała m.in. ludność chłopska migrująca z sąsiedniego Mazowsza – Mazurzy. Stąd nazwa części Prus Wschodnich – Mazury.

Pokrewny Krzyżakom zakon rycerski Kawalerów Mieczowych, noszący białe płaszcze z czerwonymi krzyżami, osiedlił się w pierwszej połowie XIII w. w Inflantach (od niemieckiego Livland – kraj Liwów), obejmujących terytoria dwóch obecnych państw nadbałtyckich: Łotwy i Estonii. Kawalerowie dzielili zwierzchnictwo nad tymi obszarami z arcybiskupstwem z siedzibą w Rydze. Poza rozszerzaniem i umacnianiem władzy nad Inflantami podjęli oni także próbę ekspansji na wschód w kierunku ziem zamieszkanych przez Rusinów (których nie należy mylić z Rosjanami; wówczas funkcjonowało tylko Księstwo Moskiewskie). Jednak na przedwiośniu 1242 r. zostali zatrzymani i pokonani w słynnej bitwie „na lodowym polu” (na jeziorze Pejpus, czyli Czudzkim) przez księcia Wielkiego Nowogrodu Aleksandra Newskiego. Klęska ta wymusiła zwrot na południe w kierunku Żmudzi. Celem obu zakonów rycerskich stało się osiągnięcie połączenia lądowego ich terytoriów – kosztem tej części ziem państwa litewskiego, która stała im na drodze.

Wróćmy jednak do dziejów zakonu krzyżackiego w Prusach, którego zdobycze terytorialne nie zaspokajały wybujałych i nadal rosnących ambicji Krzyżaków. Bez skrupułów wykorzystywali oni słabość Polski, rozbitej na coraz liczniejsze, często rywalizujące i skłócone między sobą dzielnice. Mieli też dogodne przyczółki do kolejnych etapów ekspansji: nie tylko kujawską Nieszawę, ale także Gniew z okolicą na lewym, czyli pomorskim brzegu Wisły. Pomorze, od paru wieków chrześcijańskie, nie dawało pretekstu misyjnego do podporządkowania tej dzielnicy. Ale pojawiła się inna, bardzo korzystna okazja. Wacław II, król czeski, a w latach 1300–1305 także polski, główny rywal księcia Władysława Łokietka w procesie jednoczenia ziem polskich, zawarł układ z Brandenburgią, wedle którego miał jej oddać Pomorze Gdańskie jako ekwiwalent za tzw. Nową Marchię położoną na pograniczu Wielkopolski i Pomorza.

Tego rodzaju transakcje wynikały z panującej wtedy w Europie podstawowej formy ustrojowej, jaką była monarchia patrymonialna (od patrimonium, czyli ojcowizna); władca był właścicielem państwa i mógł swobodnie dysponować jego terytorium w całości lub części: dzielić, sprzedawać, zamieniać, oddawać w zastaw itd. Jednakże 21 czerwca 1305 r. śmierć Wacława II uniemożliwiła realizację tej transakcji wymiennej. Wobec tego Brandenburczycy postanowili sami wyegzekwować obiekt niedoszłej zamiany. Zbrojnie. W 1308 r. najechali i opanowali Pomorze. Władysław Łokietek, uznając to za jedyny ratunek, wezwał na pomoc Krzyżaków, jako zobowiązanych do wdzięczności za hojne nadanie ziemi chełmińskiej.

Zakonni rycerze nie zawiedli: pokonali i przepędzili najeźdźców. Ale nie za darmo. Zapłatą za odsiecz miało być 2-letnie zatrzymanie przez Zakon połowy gdańskiego grodu. Nastąpiły jednak wydarzenia, które przeszły do historii jako „rzeź Gdańska”. Prof. Kazimierz Jasiński, dokonawszy skrupulatnej analizy historycznych źródeł, ustalił, że „Rzeź […] dotyczyła przede wszystkim rycerstwa polskiego, a podana w źródłach [krzyżackich] liczba 16 [ofiar] dotyczy tylko jego wybitniejszych przedstawicieli. […] Oprócz rycerstwa zginęła w rzezi grupa ludności cywilnej […] składająca się z mieszczan i członków rodzin pomordowanych [rycerzy]”. I nieco dalej: „[…] Rzeź nastąpiła już po zajęciu miasta przez Krzyżaków, kiedy nie zachodziła żadna potrzeba kontynuowania działań wojennych. Została ona dokonana na nie broniącym się już przeciwniku”2. Miasto zostało też zniszczone przez pożar, którego wywołanie przypisywano Krzyżakom. Ci ostatni zrzucali winę za spalenie Gdańska na mieszczan, natomiast negując zarzut dokonania rzezi, czyli zbrodni wojennej, twierdzili, iż wykonali tylko wyrok na 16 przestępcach rabujących mienie.

Cytowany już prof. K. Jasiński szacował liczbę ofiar rzezi od 60 nawet do kilkuset, co było cyfrą wysoką w stosunku do liczby ludności miasta, nieprzekraczającej wtedy kilku tysięcy. To tragiczne wydarzenie nabrało rozgłosu także poza granicami Polski; bulla papieska z 1310 r. podała nawet liczbę 10 tys. wymordowanych, także dzieci. Ta liczba jest zdecydowanie przesadzona, ponieważ ówczesny Gdańsk, jak pisałem przed chwilą, nie miał aż tak wielu mieszkańców.

Bezczelność strony krzyżackiej była jednak wręcz niebotyczna, bo wiosną 1309 r. zażądali oni dodatkowej zapłaty za swoją „akcję wyzwoleńczą”, proponowali też Łokietkowi, by im sprzedał Pomorze Gdańskie. Wobec odmownej odpowiedzi polskiego księcia Zakon zajął ten region zbrojnie, odcinając jednoczące się po rozbiciu dzielnicowym ziemie polskie od Bałtyku. Zabór Pomorza Gdańskiego (terytorium chrześcijańskiego, nie pogańskiego jak Prusy!) przyniósł Krzyżakom kolosalne korzyści: nastąpiło niemal podwojenie obszaru ich państwa i znaczny przyrost liczebności ludności słowiańskiej. Portowy Gdańsk, obok założonego przez Krzyżaków Elbląga, czynił Zakon potęgą w nader dochodowym handlu morskim. Sprzyjało to naturalnie także wzrostowi znaczenia politycznego i militarnego państwa zakonnego3 .

Zabór Pomorza rozpoczął także wieloletni ciąg konfliktów polsko-krzyżackich, rozgrywanych na polach bitew, w sądach i w dyplomacji. Stanowisko Polski uległo pewnemu wzmocnieniu w 1320 r., gdy Władysław Łokietek, zjednoczywszy część ziem polskich, został koronowany na króla w katedrze wawelskiej. Pozwał on Zakon przed sąd papieski, obradujący w Inowrocławiu, którego wyrok ogłoszony w 1321 r. był dla Polski korzystny; nakazywał bowiem zwrot Pomorza Gdańskiego. Nie został jednak wykonany, podobnie jak inne wyroki wydawane w następnych latach. Spowodowane to było silnymi wpływami krzyżackimi w Kurii Rzymskiej oraz sprytną propagandą. Zakon umiejętnie nagłośnił zapoczątkowaną wtedy współpracę militarną Polski z Litwą, naturalną sojuszniczką w walkach z rycerzami w białych płaszczach; oto Polska współdziałała z pogańskimi Litwinami przeciw „szlachetnym obrońcom i szerzycielom religii chrześcijańskiej”!

W 1331 r. krzyżacka agresja nawiedziła Kujawy i Wielkopolskę wschodnią; najeźdźcy zniszczyli m.in. Bydgoszcz, Gniezno, Żnin, Środę, Konin. Niewiele brakowało, by przeciw Polakom stanęły także waleczne zastępy czeskie. Na szczęście wojska krzyżackiego sojusznika, króla czeskiego Jana Luksemburskiego, zgłaszającego roszczenia do polskiej korony, spóźniły się pod Kalisz, gdzie zamierzały połączyć się z rycerstwem zakonnym.

Jesienią tego roku doszło do otwartej konfrontacji: na polach wsi Płowce na Kujawach stoczono wielką bitwę polsko-krzyżacką. Bitwa ta, minimalnie wygrana przez Polaków, nie przyniosła jednak żadnych korzyści politycznych ani terytorialnych, gdyż zagrabione przez Krzyżaków Kujawy powróciły w pełni pod polskie panowanie dopiero za Władysława Jagiełły. Miała jednak duże znaczenie moralne, nie do przecenienia: przekonała bowiem, że Krzyżacy są do pokonania w walnej bitwie. Mit niezwyciężonych rycerzy w białych płaszczach z czarnym krzyżem prysł.

Kazimierz Wielki, syn i następca Łokietka, podjął starania o ponowne poddanie polsko-krzyżackiego sporu sądowi papieskiemu, który w 1339 r. zebrał się w Warszawie. Strona polska bardzo dobrze przygotowała się do tego procesu: w skrupulatnie sporządzonym akcie oskarżenia przedstawiła dzieje stosunków z Krzyżakami, domagając się zwrotu Pomorza Gdańskiego, Kujaw, ziemi dobrzyńskiej, michałowskiej i chełmińskiej. Jeśli chodzi o tę ostatnią, to w akcie oskarżenia podkreślono, iż Zakon utracił wszelkie prawa do jej posiadania, ponieważ dopuścił się zbrojnej agresji przeciw Królestwu Polskiemu jako swemu dobroczyńcy. Sąd, wysłuchawszy 126 świadków, znów wydał wyrok korzystny dla strony polskiej, nakazując Zakonowi zwrot wszystkich spornych terytoriów oraz wypłatę wysokiego odszkodowania i pokrycie kosztów sądowych. Interwencja krzyżacka w kurii awiniońskiej (papiestwo przeżywało wtedy okres tzw. niewoli awiniońskiej, gdy następcy św. Piotra rezydowali we francuskim Awinionie) kolejny raz uniemożliwiła wyegzekwowanie tego wyroku. W tej sytuacji doszło jednak do negocjacji pokojowych. Kazimierz Wielki, nie widząc na razie szans na zbrojne odzyskanie wymienionych terytoriów, podjął rokowania z Krzyżakami, które doprowadziły do zawarcia kompromisowego pokoju kaliskiego w 1343 r. Polska odzyskała Kujawy i ziemię dobrzyńską, natomiast Pomorze Gdańskie miało pozostać w rękach Zakonu jako „wieczysta jałmużna”.

Państwo krzyżackie osiągnęło szczyt swej potęgi. Obejmowało około 58 tys. km2 powierzchni, zamieszkanej według przybliżonych szacunków przez niemal pół miliona ludności, z której ponad 40% miało pochodzenie niemieckie. Ludność wywodząca się od Prusów stanowiła około 29% i podobny odsetek legitymował się słowiańskim, głównie polskim pochodzeniem. Dla porównania: obszar Polski odziedziczonej po Łokietku przez Kazimierza Wielkiego wynosił 113 tys. km2, a w 1370 r., gdy umierał ten ostatni król z dynastii Piastów – 244 tys. km2 (z czego około 25% stanowiły odziedziczone przez Kazimierza ziemie Rusi Halickiej). Terytorium to było zamieszkane przez niemal 2-milionową ludność.

Państwo krzyżackie było jak na owe czasy zorganizowane bardzo nowocześnie, zupełnie wyjątkowo na tle średniowiecznej Europy. Na czele zakonu i państwa stał wielki mistrz, obierany dożywotnio przez kapitułę generalną obejmującą mistrzów krajowych, dostojników Zakonu oraz grono rycerzy zakonnych mających siedzibę w stolicy. Stolicą tą była Wenecja – do chwili zagarnięcia Pomorza Gdańskiego, gdy przeniesiono ją do świeżo wzniesionego zamku w Malborku (Marienburg – zamek Maryi), największej tego typu budowli w Europie.

Spośród wielkich mistrzów epoki największej potęgi Zakonu na uwagę zasługuje zwłaszcza Winrych von Kniprode, sprawujący ten urząd w latach 1352–1382. Państwo krzyżackie rozwijało się wtedy ekonomicznie, nastąpił znaczący przyrost jego zaludnienia. To właśnie wtedy, w 1365 r., von Kniprode gościł w Malborku przybyłego z niespodziewaną wizytą króla Kazimierza Wielkiego, dokonującego objazdu kraju.

.Pod wrażeniem potęgi i zasobności Zakonu polski monarcha wypowiedział do wielkiego mistrza słynne słowa: „[…] znam zdrajców mówiących, że powinienem z wami walczyć, bo brakuje wam żywności. Lecz teraz widzę coś przeciwnego i dostatek wszelkich rzeczy i ani nie chcę z wami walczyć, ani moi nie będą mogli uwierzyć w to, co widziałem na tym zamku pełnym żywności, oprócz tego, czego nie widziałem”4 . Trzeba wszakże pamiętać, że były to słowa mądrego króla, który nie zamierzał zdradzać swego prawdziwego stanowiska wobec tak groźnego sąsiada i przeciwnika; wolał uśpić jego czujność.

Stefan Ciara

Fragment książki „Hołdy pruskie. Zmarnowana szansa Rzeczypospolitej”. Wyd. Biały Kruk, 2026. Polecamy: [LINK].


1. Ks. A. Szorc, „Diecezja warmińska a zakon krzyżacki 1243–1525” w: Zakon Krzyżacki w historii, ideologii i działaniu – symbole dziejowe, red. J. Gancewski, Olsztyn
2010, s. 42.
2. K. Jasiński, „Zajęcie Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków w latach 1308–1309”, „Zapiski Historyczne”, R. 1966, z. 3, s.32–33.
3. I. Kąkolewski, Hołd pruski (1525). Historia, pamięć i narracje o scenariuszach alternatywnych, Warszawa 2025, s. 25–28.
A. Szweda, „Okoliczności wizyty króla Kazimierza Wielkiego w Malborku w 1365 roku”, „Roczniki Historyczne”, t. 77, R. 2011, s. 83–102, cytat ze s. 89.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 marca 2026