
Kryzys Rzeczypospolitej i cywilizacji łacińskiej
Religijna i cywilizacyjna wspólnota, zwana Christianitas, chociaż w pewnych reliktach trwa do dzisiaj, zaczęła ulegać rozmyciu z końcem średniowiecza, a szczególnie z początkiem reformacji. Zniknęła powszechna przynależność do jednej wspólnoty wyznaniowej, pojawiły się Kościoły protestanckie, niezależne od papieża, a więc od władzy centralnej, za to mające w niektórych krajach status oficjalnej religii państwowej – pisze prof. Wojciech POLAK
.Za tym szło rugowanie wielu elementów katolickich związanych z cywilizacją Christianitas. Proces ten pogłębił się jeszcze w epoce oświecenia, w XVIII stuleciu. Pojęcie przedmurza chrześcijaństwa stawało się rzadko używane. Polacy pod zaborami, prześladowani zwłaszcza przez prawosławną Rosję i protestanckie, ale równocześnie przesiąknięte bizantynizmem Prusy, mówili częściej o obronie cywilizacji łacińskiej.
W ramach tej obrony Polacy walczyli zbrojnie. Walczyli o wolność ojczyzny najpierw u boku Napoleona I, potem w kolejnych powstaniach zbrojnych, w końcu w rozmaitych formacjach zbrojnych podczas I wojny światowej. Hasło obrony cywilizacji łacińskiej szczególnie mocno wybrzmiało w Manifeście Tymczasowego Rządu Narodowego, który rozpoczynał działania zbrojne Powstania Styczniowego. Autorka tego Manifestu, Maria Ilnicka, była poetką, pisarką, tłumaczką i publicystką, a w latach 1865–1896 redaktor naczelną tygodnika „Bluszcz”. Oto fragment Manifestu: „A teraz odzywamy się do Ciebie, Narodzie Moskiewski: tradycyjnem hasłem naszem jest wolność i braterstwo Ludów, dla tego też przebaczamy Ci nawet mord naszej Ojczyzny, nawet krew Pragi i Oszmiany, gwałty ulic Warszawy i tortury lochów Cytadelli. Przebaczamy Ci, bo i Ty jesteś nędzny i mordowany, smutny i umęczony, trupy dzieci Twoich kołyszą się na szubienicach carskich, prorocy Twoi marzną na śniegach Sybiru. Ale jeżeli w tej stanowczej godzinie nie uczujesz w sobie zgryzoty za przeszłość, świętszych pragnień dla przyszłości, jeżeli w zapasach z nami dasz poparcie tyranowi, który zabija nas, a depcze po Tobie – biada Ci! bo w obliczu Boga i świata całego, przeklniemy Cię na hańbę wiecznego poddaństwa i mękę wiecznej niewoli, i wyzwiemy na straszny bój zagłady, bój ostatni Europejskiej Cywilizacyi z dzikiem barbarzyństwem Azyi”.
Podczas zaborów równocześnie z walką zbrojną prowadzono zmagania właśnie o charakterze cywilizacyjnym, w obronie cywilizacji łacińskiej. Przeciwstawiano się germanizacji i rusyfikacji, systematycznie organizując na przykład tajne nauczanie i stowarzyszenia samokształceniowe. Na Kresach Wschodnich setki księży katolickich, przy okazji nauczania religii, uczyło dzieci czytać i pisać po polsku; robili to także duchowni w pozostałych zaborach. Wspominaliśmy już, że chłopi polscy podczas nauki czytania i pisania posiłkowali się znakomitym elementarzem Konrada Prószyńskiego „Promyka”, który umożliwiał samodzielną naukę, z niewielką tylko pomocą innej osoby.
Za nauką czytania i pisania szło szybkie wyrabianie się polskiej świadomości narodowej. Orężem w walce o polskość była kultura polska: wspaniała poezja romantyczna (Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Cypriana Kamila Norwida, Wincentego Pola i in.), powieści historyczne Henryka Sienkiewicza czy Józefa Ignacego Kraszewskiego, powieści obyczajowe Bolesława Prusa, malarstwo Jana Matejki, Stanisława Wyspiańskiego czy Jacka Malczewskiego, dociekania klasyków naszej historiografii itp. Znakomicie rozwijała się polska nauka.
Walka o charakterze cywilizacyjnym polegała także na obronie Kościoła katolickiego przed prześladowaniami z rąk zaborców (niszczenie i prześladowanie unitów w zaborze rosyjskim, represje przed Powstaniem Styczniowym i w czasie jego trwania, Kulturkampf w zaborze pruskim itd.). W 1886 r. rząd pruski utworzył Komisję Kolonizacyjną, która zajmowała się wykupywaniem ziemi z rąk polskich i osadzaniem na niej Niemców. Utworzono także w 1894 r. Towarzystwo dla Popierania Niemczyzny na Kresach Wschodnich, które pod koniec XIX w. zmieniło nazwę na Niemiecki Związek Kresów Wschodnich, zwany Hakatą. Symbolem oporu Polaków przeciwko posunięciom germanizacyjnym był nieustępliwy chłop Michał Drzymała, który nabył ziemię we wsi Podgradowice, ale władze niemieckie nie chciały mu dać zezwolenia na budowę domu. Zamieszkał więc wraz z rodziną w wozie cyrkowym. To był czas, gdy już nie tylko obywatele szlacheccy woleli być Polakami, ale także chłopi dojrzewali do świadomości narodowej.
Innym symbolem walki Polaków z germanizacją i tępieniem religii katolickiej stały się dzieci z wielkopolskiej Wrześni, które w 1901 r. odmówiły przyjmowania niemieckich katechizmów i odpowiadania w języku niemieckim na lekcjach religii. Sadystyczni nauczyciele niemieccy karali je chłostą i aresztem; dotkliwym represjom poddano także rodziców protestujących przeciwko tym metodom.
Dzieci z Wielkopolski i Pomorza także w latach 1906–1907 podjęły masowe protesty przeciwko wprowadzaniu nauki religii wyłącznie w języku niemieckim. Tak pisał o owych protestach ks. Czesław Gałek: „Następna fala strajków nastąpiła w 1906 r. Była to reakcja dzieci i ich rodziców na wzmożoną próbę wprowadzania języka niemieckiego do nauki religii. Strajki rozpoczęły się 24 czerwca 1906 r. od Miłosławia [w Wielkopolsce] i szybko przeniosły się na inne miejscowości. W pierwszej połowie 1906 r. strajkowało kilka tysięcy dzieci. Rodziców i dzieci do strajków motywował arcybiskup gnieźnieński i poznański Florian Stablewski (1841–1906), który w oficjalnych wypowiedziach i pertraktacjach z władzami podkreślał konieczność nauczania religii w języku polskim. Na skutek jego listu pasterskiego ilość strajkujących dzieci zwiększyła się dziesięciokrotnie i ciągle się powiększała. W samej Wielkopolsce pod koniec 1906 r. strajkowało ponad 45 tysięcy uczniów w około 750 szkołach. Strajki przeniosły się także na Pomorze, Gdańsk i Kaszuby. W Prusach Zachodnich [tzn. na Pomorzu Nadwiślańskim] w latach 1906–1907 strajki szkolne miały miejsce w ok. 496 szkołach” .
O polskość trzeba było walczyć, ale widać to się opłacało, lud widział w tym sens, skoro nawet dzieci stawały się nieustępliwe i odważnie sprzeciwiały się zaborcy. Po tych wydarzeniach ks. Jana Olszewskiego i jego organistę Dominika Czapiewskiego postawiono przed sądem i skazano odpowiednio na półtora i pół roku więzienia. Za co ich skazano? Za polskość oczywiście. Sądzono też 26 rodziców protestujących dzieci. Zapadły wyroki 4–12 miesięcy więzienia (najczęściej 6 lub 8) i dodatkowo drastycznie wysokie grzywny i opłaty sądowe. Te ostatnie doprowadziły wielu mieszkańców Kasparusa do ubóstwa.
W Kolonii niedaleko Kartuz strajk szkolny rozpoczął się 9 listopada 1906 r. Niemiecki kierownik szkoły, niejaki Ronke, tak pisał o tym wydarzeniu w szkolnej kronice: „Minione półrocze przyniosło smutne dni dla wielu uczniów dwujęzycznych. Poprzez skrupulatną agitację nakłoniono polską ludność do tego, aby ich dzieci stawiły opór regulaminowi szkolnemu. To miało miejsce również w tutejszej gminie. Widmo strajku straszyło we wsi już od tygodni. W pierwszych dniach listopada kolega von Czarnowski ze Staniszewa, który tutaj naucza religii katolickiej, otrzymał list. Oświadczono w nim, że polscy rodzice zabronili swoim dzieciom udziału w lekcjach religii w języku niemieckim. Prawie wszyscy rodzice polskich uczniów poparli to oświadczenie. Kiedy kolega von Czarnowski w dniu 9 listopada wszedł do klasy, uczniowie powitali go w języku polskim i nie odpowiadali również na pytania zadawane w języku niemieckim. Ażeby lekcja religii nie była zupełnie stracona, przeprowadzono ją w formie wykładowej. Następnie 6 uczniów odpowiadało na niemieckie pytania. 70 uczniów strajkowało także jeszcze na koniec roku szkolnego. Próbowano wszystkiego, aby złamać opór strajkujących uczniów. Wściekłość przy rozpalonym fanatyzmie nie była wskazana. Surowe środki, jak pozostawienie na dwa lata do czasu zwolnienia ze szkoły, jak dodatkowa godzina za każdą godzinę odmowy oraz brak pozwoleń na urlop na prace rolnicze, nie odniosły oczekiwanego skutku. Dowodzi to, że przywódcom polskiego ruchu udało się przedstawić część naszego narodu – niemieckich nauczycieli w jak najczarniejszych barwach. Nie mają oni (Polacy) serca i nie myślą o tym, że okazują niewdzięczność, skłaniając się świadomie ku złemu i uczynki te pozostają bez kary ze strony niemieckich władz. Najlepszą naszą odpowiedzią na powyższe wydarzenia jest milczenie”.
Bardzo długo, bo aż pięć miesięcy, strajkowały dzieci w Pleszewie w dawnym powiecie kościerskim. Ich forma strajku była zupełnie wyjątkowa w skali Pomorza, gdyż polegała na zupełnym bojkocie nauki religii w języku niemieckim. W Schodnie w tym samym powiecie nauczyciel Schulz z Berlina na powitanie go w języku polskim zareagował napadem szału, wrzaskiem i próbami bicia dzieci trzciną. Wyjątkowo brutalnie znęcano się nad dziećmi w Luzinie w dawnym powiecie wejherowskim. Podczas strajku w miejscowości Linia (w tym samym powiecie) nauczyciel-sadysta, niejaki Tatuliński, bił dzieci, a uczennicy Barbarze Pipce naderwał ucho, co spowodowało trwałe okaleczenie dziewczynki. Także w Dobrzewinie, w dawnym powiecie wejherowskim, nauczyciel wyjątkowo brutalnie katował polskie dzieci. W Łąkiem, w dawnym powiecie chojnickim, sadyzmem wyróżnił się nauczyciel o nazwisku Ciechanowski. W tym samym powiecie nauczyciele dotkliwie bili dzieci także w Karsinie. W ogóle bicie stosowano wobec strajkujących dzieci bardzo często, urządzano także pokazowe wykonywanie kary chłosty wobec uczniów uznanych za inicjatorów protestów. Do najbardziej drastycznego wydarzenia doszło w Osowie w dawnym powiecie chojnickim. Prof. Lidia Burzyńska-Wentland pisała: „Sprawą bezprecedensową było jednak pobicie ucznia Józefa Czapiewskiego z Osowa w powiecie chojnickim przez młodego niemieckiego nauczyciela, w wyniku którego chłopiec zmarł po trzech dniach. Pobicie ze skutkiem śmiertelnym stwierdził wezwany lekarz, który wskutek doniesienia był zmuszony dokonać sekcji zwłok. Jednak władze, nie chcąc dopuścić do skandalu, powierzyły sprawę oceny przyczyn śmierci chłopca lekarzowi powiatowemu. Ten stwierdził, że dziecko zmarło z powodu tyfusu. Po tym fakcie władze oświatowe w trybie natychmiastowym przeniosły młodego nauczyciela do innego powiatu”
Do tego dochodziły inne metody szykanowania uczniów: straszenie, obdarzanie przez nauczycieli najgorszymi wyzwiskami (często podczas bicia), wydalanie ze szkół, pozostawianie w szkole po południu w zamkniętych pomieszczeniach (areszt), karne przenoszenie do niższych klas, wpisywanie informacji o udziale w strajku na świadectwie szkolnym, przedłużanie obowiązku szkolnego nawet o dwa lata, niezwalnianie dziecka do udziału w pilnych pracach polowych. Aby zastraszyć uczniów, do szkół przyprowadzano niekiedy żandarmów i urzędników pruskich. Rodziców skazywano na kary nawet wielomiesięcznego więzienia i rujnujące grzywny, nakładano na nich podwyższone podatki, zwalniano z pracy, usuwano z organów nadzoru szkolnego, odbierano renty, zabierano dzierżawione pola i pastwiska. Karano też księży popierających strajki.

.O tym wszystkim musimy wiedzieć i pamiętać także na początku wieku XXI, polskość jest bowiem znów rugowana – premier obecnego rządu stwierdził nawet, że jest to nienormalność – rugowana w sposób bardziej cywilizowany, ale metodami skuteczniejszymi. Ale polskość była i jest piękna, przyciągająca, skoro nie chciano z niej rezygnować nawet w obliczu brutalnych represji. Natomiast metody stosowane przez zaborców w celu naszego wynarodowienia dowodziły bez wątpienia wielkiego kryzysu nie tyle Rzeczypospolitej, co całej cywilizacji zachodniej.
Fragment książki „Polski my naród”. Wyd. Biały Kruk, 2026. Polecamy: [LINK].






