Pokojowa Nagroda Nobla 2024

Nagroda Nobla musi się zmieniać i iść z duchem czasu - ocenił Joergen Watne Frydnes, przewodniczący Norweskiego Komitetu Noblowskiego. 11 października, w najbliższy piątek, Komitet ogłosi tegorocznego laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Nagroda Nobla musi się zmieniać i iść z duchem czasu – ocenił Joergen Watne FRYDNES, przewodniczący Norweskiego Komitetu Noblowskiego. 11 października, w najbliższy piątek, Komitet ogłosi tegorocznego laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Mieszko CZARNECKI: Od 1901 roku, gdy pierwszą nagrodę pokojową otrzymał założyciel Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Henry Dunant, wiele się zmieniło. Pokój ma dziś chyba inne znaczenie niż ponad wiek temu.

Joergen Watne FRYDNES: Jest nam dużo trudniej niż kapitułom innych nagród. Związani wyraźną wolą Alfreda Nobla, musimy dziś jednak za każdym razem szukać nowego znaczenia pokoju i procesów do niego prowadzących. Dziś nie ma jednej mapy, wytyczonej ścieżki, jednego kryterium, którym zawsze mielibyśmy się kierować. Najważniejsze, czego się uczymy, to właśnie to, że nie ma jednej drogi do pokoju. Będą pojawiać się nowe rozwiązania, nowe zagrożenia. Ponieważ to rozumiemy, przyznawana przez Komitet nagroda cały czas się rozwija, a przez to stara się dobrze odpowiadać swojemu czasowi. Równouprawnienie, tolerancja, ochrona środowiska, nierówności ekonomiczne – nad tymi tematami nie zastanawiano się w 1901 roku tak bardzo, jak dziś.

Ale i tak wielu twierdzi, że to najbardziej upolitycznione wyróżnienie na świecie.

Joergen Watne Frydnes: Nie ma nic bardziej politycznego na świecie, niż pokój. Członkowie Komitetu są wskazywani przez norweskie partie polityczne, stąd rozumiem ten pogląd. Naszym zadaniem jednak, o czym uparcie przypominamy, nie jest bycie think tankiem czy instytucją polityczną lub partyjną. Komitet jest od tego, by wykonywać wolę Alfreda Nobla i przyznawać jego Pokojową Nagrodę. Będziemy popełniać błędy. Będziemy krytykowani. Za każdym razem jednak wyciągamy z naszych wyborów lekcję. Uczymy się na nich.

Na szczęście zawsze mamy dwa pytania, a odpowiedzi na nie pomagają nam w dokonywaniu wyborów. Te pytania brzmią: czym jest pokój i jaka jest najskuteczniejsza droga do jego osiągnięcia. Te dwie wytyczne kierują nami. Będziemy odważni, bo podejmowanie decyzji za każdym razem wymaga od nas odwagi – zwłaszcza, gdy nasze wybory dotyczą procesów, które jeszcze się nie zakończyły. Wówczas przez tę czy inną stronę z pewnością zostaniemy uznani za niewiarygodnych i stronniczych. Mierzyliśmy się z tymi opiniami, mierzymy, i musimy być gotowi, że będziemy się mierzyć.

Jako najmłodszy w historii przewodniczący Komitetu ogłosisz pojutrze laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Nie wahałeś się, czy objąć to stanowisko?

Joergen Watne Frydnes: Oczywiście, że miałem wątpliwości. Czym innym jest być członkiem Komitetu, a czym innym jest nim kierować. Uważam jednak, że ktokolwiek zostałby wskazany przez Komitet, powinien podjąć się tego zadania. Nie sądzę, że w kierowaniu komitetem najistotniejsze jest doświadczenie. Decyzję o tym, czyje wysiłki na rzecz pokoju zostaną wyróżnione, podejmujemy wspólnie, a jest nas pięcioro, każdy w innym wieku.

Wielu z dotychczasowych laureatów było znacznie młodszych ode mnie. Nadia Murad miała 25 lat, gdy odbierała swoje wyróżnienie. Malala Yousafzai z Pakistanu była 17-latką. Lech Wałęsa był w moim wieku, gdy w 1984 jego żona, Danuta, odbierała w jego imieniu nagrodę. Nie powinniśmy czuć się przytłoczeni dziedzictwem poprzedników. Powinniśmy z ich dokonań czerpać motywację, inspirację, siłę do zmieniania świata, a nie czuć się ograniczani przez monumentalne postaci. Młodzież ma wszystko, by odgrywać kluczową rolę we współczesnym świecie, bo to oni przejmą stery po nas.

Masz swoje doświadczenia w walce z terroryzmem. Kierowałeś odbudową ośrodka na Utoyi po zamachach z 22 lipca 2011 roku. Czy sądzisz, że wysiłki na rzecz walki z terroryzmem zasługują na szczególne docenienie?

Joergen Watne Frydnes: W trakcie pracy na Utoyi zrozumiałem, że terroryzmu nie można oceniać wyłącznie jako relacji między ofiarami a zamachowcami czy reżimem a osobami walczącymi z nim. Często zapominamy, że najważniejszą rzeczą jest stworzenie warunków dla pojednania, uzdrowienia, pokoju w ramach wspólnoty. Nie „przeciwko komuś”, ale „z kimś”. Że chodzi o drogę prowadzącą do pokoju, a nie tylko okazję do wyrażenia nienawiści wobec sprawców.

Spotkałem się z każdym, kto przeżył Utoyę, z każdą rodziną, która straciła kogoś na wyspie. Widziałem ich cierpienie, bezsilność i złość. Ta złość nie była wyłącznie wobec sprawcy, ale wobec rządu, policji, otoczenia, świata. Setki godzin rozmów, spotkań, patrzenia wzajemnie w oczy pokazały i mnie, i im, że możemy razem znaleźć w sobie wolę, być wybrać inny kierunek niż drogę nienawiści i zemsty. Dokładnie tak, jak powiedział Nelson Mandela: „Najprostszą sposobem na pokój jest usiąść obok siebie na ławce w parku”.

Rozmawiał Mieszko Czarnecki/PAP

Komitet Noblowski nagrodził w 2020 r. Światowy Program Żywnościowy

.„Jak łatwo sytemu zapomnieć o głodzie. Tymczasem na świecie głoduje prawie 800 milionów ludzi, głównie w Afryce Południowej, Azji, Ameryce Południowej i Środkowej. W krajach, z których czasem docierają do nas wstrząsające zdjęcia wychudzonych dzieci z ogromnym błaganiem w oczach, kobiet wędrujących kilometrami w upale po wodę, miejsc nękanych powodziami czy suszami, omijanych przez wygodnickich turystów z rozwiniętego świata. Czasem poświęcimy chwilę i zaniepokojeni, jak bardzo te umierające z głodu dziecko na zdjęciu czy migawce filmowej wiekiem czy kolorem oczu przypomina nasze własne, wyślemy SMS czy nawet wpłacimy datek z tego, co nam zbywa. Poczujemy się przez chwilę szlachetniejsi, lepsi i uspokojeni. Okaleczone przez lata sumienie łatwo jest dziś omamić byle czym. Wracamy do własnych problemów, najwyżej dzieląc się w mediach społecznościowych czy przy rodzinnym obiedzie w świąteczny poranek opowiadaniem, jak pięknie pomagamy głodującym dzieciom w Syrii, Wenezueli i Afganistanie.

Oczywiście gdzieś w głębi serca rozumiemy, że problem głodu w tych biedniejszych częściach świata nie zmniejszył się znacząco przez tę chwilową, wstrzemięźliwą jednak, naszą wspaniałomyślność.

Wokół problemu głodu narosło wiele mitów. Wśród nich niezmiernie szkodliwe są takie, że nic nie możemy zrobić i że jest to problem (od)wieczny i nierozwiązywalny – zawsze był, jest i będzie. Jednak współczesna ekonomia jest w stanie rozwiązać problem głodu. Głód już od dawna nie jest problemem ekonomicznym, ale politycznym. Nie ma wątpliwości, że globalne zasoby żywnościowe znacząco przewyższają potrzeby wszystkich mieszkańców naszej planety. Nawet o 100 procent” – pisze na łamach Wszystko co Najważniejsze Prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK, latynoamerykanistka.

PAP/Wszystkoconajważniejsze/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 października 2024