Referendum Karola Nawrockiego. Najprostsze z możliwych pytań

Prezydent Karol Nawrocki ogłosił w Dębicy (woj. podkarpackie), że złożył drugi wniosek o referendum w sprawie Zielonego Ładu. Dodał, że przygotowane zostało nowe pytanie referendalne: „Czy jest Pan/Pani za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?”.

Karol Nawrocki spotkał się z mieszkańcami Dębicy

Tuż przed wyjazdem do Dębicy złożyłem drugi wniosek o referendum w sprawie Zielonego Ładu – powiedział Karol Nawrocki.

Dodał, że „przy pierwszej próbie nie odpowiadało pytanie”. – Przygotowaliśmy w Kancelarii Prezydenta RP zupełnie inne, nowe pytanie, proste pytanie: „Czy jest Pan/Pani za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?” – poinformował.

W swoim wystąpieniu prezydent krytycznie odniósł się do postawy Senatu oraz władz parlamentarnych.

– Niestety, tak jak w Sejmie nie podejmuje się dyskusji o ustawach, inicjatywach ustawodawczych prezydenckich, tak Senat boi się referendum. Wówczas przy pierwszej próbie nie odpowiadało pytanie, było złe pytanie. Ja szukam kompromisów, szukam rozwiązań. Jeśli Senatowi nie odpowiadało pytanie, to przygotowaliśmy w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zupełnie inne, nowe pytanie – powiedział Karol Nawrocki.

Kwestia cen energii elektrycznej

Prezydent odniósł się do kwestii cen energii elektrycznej, wskazując na obciążenia wynikające z europejskiego systemu handlu emisjami (ETS) oraz założeń Zielonego Ładu. Według przedstawionych przez niego danych polscy przedsiębiorcy płacą 252 euro za megawatogodzinę prądu, podczas gdy stawka w Niemczech wynosi 237 euro, we Francji 166 euro, a w Hiszpanii 158 euro.

Głowa państwa skrytykowała ponadto podjęte przez Ministerstwo Energii prace nad rozporządzeniem, które zdaniem prezydenta ma ukryć na rachunkach wysokość opłat wynikających z polityki klimatycznej.

– Co zaproponowało ministerstwo? Że nadal będziemy płacić zielone podatki ETS, tylko z rachunków zniknie to, ile płacicie za Zielony Ład. Tu jest Polska i Polacy, my się nie damy oszukiwać. Nie róbcie takich rzeczy, nie każcie ludziom płacić kosztów polityki Zielonego Ładu, zabierając im jeszcze z oczu to, za co płacą – zaznaczył.

W przemówieniu Karol Nawrocki podsumował dotychczasową działalność legislacyjną. Poinformował o podpisaniu 245 ustaw oraz zastosowaniu prawa weta wobec 41 projektów.

– Niektórzy mają problem z matematyką i ze statystyką, nazywając mnie wetomatem. Tymczasem podpisałem zdecydowanie więcej po głębokich analizach niż zawetowałem. Ale prezydent jest też od tego, żeby tam, gdzie robi sobie z obywateli żarty, powiedzieć stop! Weto! Dlatego 41 wet podjąłem – wyjaśnił Karol Nawrocki.

„Do ustaw, które są dobrymi rozwiązaniami, dopisuje się ustawy, które są nie do zaakceptowania”

Głowa państwa skrytykowała ponadto przetrzymywanie prezydenckich projektów ustaw w Sejmie przez marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, podając jako przykłady projekt obniżający ceny energii oraz inicjatywę „PIT 0 proc. dla rodzin, rodzina na plus”.

Zarzucił też parlamentowi próby zmiany przepisów przy okazji ustawy o statusie osoby najbliższej oraz nowelizacji dotyczącej ochrony zdrowia.

– Do ustaw, które są dobrymi rozwiązaniami, dopisuje się ustawy, które są nie do zaakceptowania. Jeśli z ustawy o statusie osoby najbliższej robi się zmianę ponad 200 ustaw polskiego porządku prawnego, jeśli niszczy się artykuł 18 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który mówi jasno, że związek małżeński jest związkiem kobiety i mężczyzny i należy, i Rzeczpospolita musi ten związek otaczać największą opieką, jeśli próbuje się moją obietnicę wyborczą zamknąć w tworzeniu quasi-małżeństwa podważającego artykuł 18 Konstytucji, to jest kuglarstwo. Na to się nie zgadzam – oświadczył Karol Nawrocki.

Pierwszy wniosek o przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego został skierowany do Senatu w pierwszej połowie roku. Projekt zawierał zestaw pytań dotyczących odrzucenia polityki Zielonego Ładu oraz systemu ETS. Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji oraz większość senacka zgłosiły obiekcje formalno-prawne, wskazując na nieprecyzyjne sformułowanie pytań oraz sugerujący charakter ich treści, co doprowadziło do odrzucenia wniosku w głosowaniu plenarnym. 

Jak pisze Paweł Szefernaker Szef Gabinetu Prezydenta RP na platformie X:

„Prezydent Karol Nawrocki poinformował podczas dzisiejszego spotkania w Dębicy o ponownym złożeniu do Senatu wniosku o przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego. Dlaczego ponownie? Bo za pierwszym razem Polkom i Polakom odebrano prawo głosu, zasłaniając się formą pytania. Prezydent Karol Nawrocki zmienił więc treść pytania, uznając, że najważniejsze jest to, by Naród mógł wypowiedzieć się w sprawie, która będzie kosztować Polskę biliony złotych”.

„Minister Paulina Henning-Kloska apeluje o merytoryczną dyskusję, a więc do dzieła. Zacznijmy od tego, że Europa od ponad 30 lat rozwija najbardziej ambitną politykę klimatyczną na świecie i trzeba uczciwie przyznać – jest w tym całkiem skuteczna. W ciągu ostatnich 30 lat UE zredukowała własne emisje o 35%. Tylko czy świat podążył za nią? Nie. Globalne emisje w tym samym czasie wzrosły o ponad 63%. My ograniczamy emisje, inni je zwiększają. Dziś Europa odpowiada już tylko za 6% globalnych emisji, ale to nie jest sukces. To dowód, że nasz wysiłek robi się coraz mniej istotny na tle reszty świata” – podkreśla.

Szef gabinetu prezydenta RP podaje, że w 2005 roku Europa odpowiadała za około 25% światowej produkcji przemysłowej, Chiny za 9%. Dziś Europa ma już mniej niż 17%, a Chiny (których emisje wzrosły o +318% od 1990 roku) odpowiadają za około 28%. Produkcja nie zniknęła ze świata. Wyjechała z Europy. Razem z miejscami pracy, inwestycjami i podatkami.

W jego ocenie to właśnie nazywa się deindustrializacją. Co więcej, mamy na nią twarde liczby: 643 tysiące miejsc pracy ubyło w energochłonnym przemyśle UE od 2008 roku. Ile razy słyszeliśmy, że polityka klimatyczna nie tylko zbuduje przewagę gospodarczą Europy, ale także uniezależni nas od importu paliw? Ostatni raz usłyszeliśmy to w piątek od komisarz Teresy Ribery, prezentującej rewizję dyrektywy ETS. Jest jeden prosty i obiektywny wskaźnik, który pozwala to zweryfikować – wskaźnik zależności importowej energii. „W 1990 roku wynosił on w Unii Europejskiej 50%. Dziś? Prawie 60%. Trzydzieści lat polityki mającej zapewnić Europie przewagę gospodarczą i niezależność energetyczną, a jesteśmy bardziej zależni od importu paliw i mniej istotni gospodarczo niż na początku tej drogi. A przed nami najtrudniejsza jej część” – zaznacza.

Paweł Szefernaker przypomina, że przez 30 lat zredukowaliśmy emisje o około 30%. Na osiągnięcie celu 90% redukcji, którą Unia chce osiągnąć do 2040 roku, mamy już tylko 16 lat. To oznacza, że tempo zmian i wysiłek przemysłu i obywateli musi być ponad trzykrotnie szybszy niż przez ostatnie trzy dekady. To nie jest plan. To jest ściana, na którą konsekwentnie prowadzi nas Komisja Europejska. Piątkowa propozycja rewizji ETS tylko potwierdziła, że Unia nie zamierza zmieniać tego kierunku.

„Ostatnie miesiące rozbudziły nadzieje, że zapowiadana rewizja dyrektywy ETS przyniesie realną ulgę europejskiemu przemysłowi. O tym jak pozorna i rozczarowująca okazała się piątkowa rewizja dyrektywy ETS już pisałem, ale przyjrzyjmy się temu od innej strony. Czym właściwie okazała się propozycja przedstawiona w piątek przez Komisję Europejską? Rząd ogłosił sukces i przekonuje, że Komisja Europejska łagodzi politykę klimatyczną. Czy rzeczywiście? Jeżeli porównamy nowe propozycje z wcześniejszymi planami Komisji na lata 30., to widać pewne złagodzenie. Wolniej będą wygaszane darmowe uprawnienia dla przemysłu, zmieniono też niektóre mechanizmy ograniczające liczbę uprawnień na rynku” – podkreśla.

W jego ocenie Komisja sama zakłada, że cena uprawnień do emisji wyniesie około 110 euro za tonę CO₂ już w 2030 roku, a średnio 150 euro za tonę w latach 2031–2040. To nie są prognozy przeciwników ETS, lecz założenia przyjęte przez samą Komisję Europejską. Już przy cenie 110 euro koszt ETS dla elektrowni na węgiel brunatny przekroczy 520 zł na każdej wyprodukowanej megawatogodzinie energii. Dla porównania – średnia cena energii elektrycznej na rynku hurtowym w Polsce w ubiegłym roku wyniosła około 470 zł/MWh. Innymi słowy, sam koszt ETS może być wyższy niż wartość całej wyprodukowanej energii – jeszcze zanim doliczymy koszt paliwa, wynagrodzeń czy utrzymania elektrowni.

„A przecież Komisja zakłada, że po 2030 roku cena uprawnień będzie jeszcze wyższa. System zostanie rozszerzony na spalarnie odpadów. Według wyliczeń Komisji koszt zagospodarowania odpadów może wzrosnąć nawet o 66%, a rachunek ostatecznie trafi do mieszkańców w opłatach za odpady i ciepło. Bez zmian pozostaje również ETS2, który od 2028 roku obejmie ogrzewanie budynków i paliwa transportowe. Rodzina ogrzewająca dom węglem może ponieść ponad 39 tys. zł dodatkowych kosztów do 2035 roku. Komisja spowalnia wygaszanie darmowych uprawnień dla przemysłu, ale z tego rozwiązania nie rezygnuje” – przypomina polityk.

W jego ocenie rewizja nie oznacza więc odejścia od polityki klimatycznej. Oznacza próbę złagodzenia najbardziej nierealnych elementów wcześniejszych planów przy zachowaniu tego samego kierunku. Dlatego pytanie referendalne musi zostać zadane, musimy odpowiedzieć sobie czy Europa jest w stanie udźwignąć wyższe ceny energii, kolejne koszty dla gospodarstw domowych, słabszą ochronę przemysłu i dalszą centralizację decyzji gospodarczych. „Szanowni Państwo, potrzebujemy w końcu uczciwej, merytorycznej dyskusji o tym, ile realnie kosztuje nas ta polityka i co realnie daje w zamian. Referendum nie jest atakiem na klimat ani żadnym Polexitem. To szansa, aby Polacy mogli wypowiedzieć się w sprawie, która będzie miała wpływ na ceny energii, konkurencyjność naszej gospodarki i życie milionów rodzin. Nie na podstawie haseł, lecz faktów” – zaznacza Paweł Szefernaker.

PAP/NZ




Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 lipca 2026
fot.: Mikołaj Bujak/KPRP