Smartfony nie dają dzieciom nic dobrego

Australia jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła w grudniu zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 16 roku życia, a Polska i inne kraje europejskie mają podobne plany. 10 lutego przypada Dzień Bezpiecznego Internetu.
Rodzic nie musi być ekspertem technologicznym, żeby chronić dziecko w sieci. Dzień Bezpiecznego Internetu przypomina o tym
.Smartfon w rękach dziecka jako sposób na uspokojenie lub nudę zwiększa ryzyko problemów z uwagą i uzależnień behawioralnych w przyszłości – powiedziała dr Magdalena Rowicka. 8 lutego przypada Dzień Bezpiecznego Internetu.
Dr Magdalena Rowicka, psycholog i badacz związana z Akademią Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, omówiła zagrożenia związane z używaniem cyfrowych technologii przez najmłodszych.
Jest autorką i kierowniczką serii projektów badawczych „Brzdąc w sieci”, poświęconych używaniu technologii cyfrowych przez dzieci do szóstego roku życia. Jak podkreśliła, badania nie dotyczyły konkretnych aplikacji społecznościowych, lecz ogólnych wzorców korzystania z ekranów. – Mam nadzieję, że dzieci do szóstego roku życia nie korzystają z mediów społecznościowych, a jeśli już mają kontakt z ekranem, są to treści dobrane przez rodziców, a nie krótkie, przypadkowe materiały generowane przez algorytmy – zaznaczyła.
Zdaniem badaczki problemem, który dotyczy zarówno dzieci, młodzieży, jak i dorosłych, jest popularność kilkunastosekundowych filmów. – W przeciwieństwie do dłuższych materiałów, które wymagają skupienia i śledzenia wątku, krótkie treści nie wnoszą wartości poznawczej i „degenerują” umiejętność utrzymania uwagi – oceniła Rowicka. Jak dodała, mechanizm ten opiera się na intensywnej stymulacji układu nagrody, co sprawia, że odbiorcy chętnie sięgają po kolejne materiały, często bez kontroli czasu i treści.
Psycholog zwróciła uwagę, że algorytmy rekomendacyjne nie tylko powielają wcześniejsze zainteresowania użytkownika, ale stopniowo podsuwają treści coraz bardziej skrajne. – Jeżeli dziecko lub nastolatek zaczyna oglądać treści smutne, rezygnacyjne, związane z poczuciem bezsensu czy wycofania, algorytm bardzo szybko uczy się, że to przyciąga uwagę, i zaczyna pokazywać tego coraz więcej – wyjaśniła.
Jak dodała, w skrajnych przypadkach może to prowadzić do kontaktu z treściami dotyczącymi autoagresji, samookaleczeń, a nawet narracji normalizujących myśli samobójcze. – To jest szczególnie niebezpieczne dla młodych osób, które nie mają jeszcze ukształtowanych kompetencji psychospołecznych i nie potrafią zdystansować się do tego, co widzą w sieci – zaznaczyła.
Rowicka wskazała także na ryzyko związane z tzw. challengami, czyli internetowymi wyzwaniami. – Część z nich ma charakter pozornie niewinnej zabawy, ale inne mogą prowadzić do zachowań ryzykownych, autoagresji lub realnego zagrożenia zdrowia i życia. Algorytmy, promując treści angażujące emocjonalnie, mogą przyczyniać się do ich szybkiego rozpowszechniania – powiedziała.
Psycholog podkreśliła, że takie treści są łatwe w odbiorze i nie wymagają wysiłku poznawczego. – Dają szybką przyjemność albo chwilowe ukojenie, ale jednocześnie wypierają aktywności, które wymagają zaangażowania, jak czytanie książek, rozmowa czy twórcza zabawa – zaznaczyła. Jej zdaniem szczególnie niebezpieczne jest to w przypadku dzieci, które dopiero uczą się sposobów radzenia sobie z emocjami, stresem i nudą.
– Jeżeli od najmłodszych lat dziecko uczy się, że telefon jest podstawowym sposobem na smutek, napięcie czy frustrację, to w przyszłości nie będzie poszukiwało innych strategii. To klasyczny mechanizm sprzyjający uzależnieniom behawioralnym – oceniła Rowicka. Dodała, że badania „Brzdąc w sieci” pokazują, iż dzieci, którym od początku stawia się jasne zasady korzystania z technologii, szybciej uczą się funkcjonowania w ich ramach. – I mogę zaręczyć, że w żaden sposób nie są z tego powodu dyskryminowane przez rówieśników – zaznaczyła.
Ekspertka odniosła się również do argumentu rodziców, którzy deklarują brak kompetencji cyfrowych. – Rodzic nie musi być ekspertem technologicznym, żeby chronić dziecko w sieci. Jego podstawowym obowiązkiem jest wprowadzenie zasad, obecność i zainteresowanie tym, co dziecko robi – podkreśliła. Jak zaznaczyła, pomocne mogą być bezpłatne materiały edukacyjne przygotowane przez organizacje pozarządowe, fundacje i instytucje publiczne, które tłumaczą zagrożenia w przystępny sposób.
– Wystarczy wspólnie obejrzeć krótki film edukacyjny, porozmawiać o nim z dzieckiem, zapytać, co je zaniepokoiło. To nie wymaga zaawansowanej wiedzy technicznej, tylko czasu i gotowości do rozmowy – zaznaczyła. Jej zdaniem brak reakcji i wycofanie się rodziców z obszaru cyfrowego pozostawia dzieci same w świecie, którego mechanizmów same nie rozumieją. – W ten sposób „produkuje się” cyfrowe sieroty – podkreśliła.
Ekspertka krytycznie odniosła się także do skuteczności tzw. kontroli rodzicielskiej w aplikacjach społecznościowych. – Często jest ona pozorna. Rodzic nie ma realnego wglądu w to, jakie treści dziecko zapisuje, ogląda lub do jakich wraca. Kluczowe znaczenie mają relacja z dzieckiem i zasady wprowadzane od samego początku – oceniła.
Zdaniem dr Rowickiej dziecko powinno mieć przestrzeń do rozmowy o treściach, które je zaniepokoiły – od cyberprzemocy, przez wulgarne materiały, po treści seksualne lub przemocowe – bez obawy przed karą czy gniewem rodziców. – Brak takiego poczucia bezpieczeństwa sprawia, że dzieci zostają z tymi doświadczeniami same – zaznaczyła.
Psycholog podkreśliła, że normatywnie rozwijające się dzieci nie potrzebują ekranów do prawidłowego rozwoju. – Do drugiego roku życia najlepiej całkowicie unikać ekranów, a nawet do końca przedszkola nie ma rozwojowej potrzeby korzystania z nich – oceniła. Jeśli ekrany są już używane, zarekomendowała wspólne oglądanie bajek z rodzicem, rozmowę o treściach oraz bardzo ograniczony czas ekspozycji.
– Ekran nie przyspiesza rozwoju dziecka. To, co naprawdę rozwija, to relacja, rozmowa i wspólne doświadczenia – podsumowała Rowicka.
Dzień Bezpiecznego Internetu ustanowiony został z inicjatywy Komisji Europejskiej w 2004 roku. Jego celem jest celu zwrócenie uwagi na kwestię bezpiecznego dostępu dzieci i młodzieży do zasobów internetowych.
W dniu 10 lutego przypada Dzień Bezpiecznego Internetu, ustanowiony z inicjatywy Komisji Europejskiej w 2004 roku. Według raportu NASK „Nastolatki 3.0” na jednego nastolatka przypada około sześć kont w mediach społecznościowych. Wśród najczęściej używanych aplikacji wyróżniono Messenger, TikTok, Instagram i YouTube. Opublikowane 29 września ub. r. badanie wskazuje również na to, że średni czas korzystania z mediów społecznościowych w ciągu dnia przez nastolatków w Polsce wynosi 3 godziny i 23 minuty.
Ile krajów zakazało najmłodszym korzystać z internetu?
.Medioznawca z UMCS dr Ilona Dąbrowska podkreśliła w grudniu w rozmowie z mediami, że aktualne prawo w Polsce nie jest w stanie ochronić dzieci przed potencjalnymi zagrożeniami, a tych – według niej – jest naprawdę bardzo wiele. Jak dodała, współczesny rodzic mierzy się z bardzo dużym wyzwaniem, chcąc ograniczyć dostęp dzieci do niebezpiecznych treści. Jej zdaniem blokada rodzicielska na urządzeniach młodych użytkowników jest jednym ze sposobów sprawowania opieki, jednak należy pamiętać, że dzieci potrafią omijać tego typu blokady.
W Polsce rozważane jest wprowadzenie zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla nieletnich. Klub Koalicji Obywatelskiej ma przygotować do końca lutego poselski projekt ustawy ograniczającej możliwość korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci i młodzież do ukończenia 15. roku życia. Jest to inicjatywa ministry edukacji, posłanki KO Barbary Nowackiej i posła KO Romana Giertycha. Zielone światło do opracowania projektu dało już kolegium klubu KO.
– Wzorujemy się na Australii – powiedziała dziennikarzom 15 stycznia szefowa MEN. – Oczekujemy, że big techy nie będą dopuszczały, by dzieci korzystały ze szkodliwych treści, które są tam dostępne – zaznaczyła. Wyjaśniła, że ma to być „dokładnie to, co od grudnia wprowadziła Australia – z tą różnicą, że 16. rok życia uważamy za przesadny”. W ocenie ministry zamierzona w polskich regulacjach granica 15 lat jest „sensowna” i już usankcjonowana w przepisach.
Chodzi o przepisy, które Australia jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła w grudniu ub.r. w życie. Tam zakaz korzystania z platform społecznościowych miał objąć użytkowników poniżej 16. roku życia. Te osoby nie mogą korzystać w Australii m.in. z serwisów takich, jak: Reddit, Facebook, Instagram, Snapchat, Threads, TikTok, X i YouTube. Firmy technologiczne, które nie wdrożą skutecznie przepisów, mogą zostać ukarane grzywną sięgającą do równowartości 28 mln euro. Podobne plany ma Malezja, która planuje wprowadzić zakaz jeszcze w 2026 r.
Wcześniej w listopadzie ub.r. Parlament Europejski przyjął dokument wyrażający zaniepokojenie zagrożeniami dla zdrowia fizycznego i psychicznego osób nieletnich w sieci. Proponuje się w nim, by dostęp do mediów społecznościowych, platform wideo i wirtualnych asystentów AI, takich jak ChatGPT, miały dopiero 16-latki lub – za zgodą rodziców – 13-latki.
Badanie Eurobarometru „Stan Dekady Cyfrowej 2025” wykazało, że ponad 9 na 10 Europejczyków uważa, że pilnie potrzebne są działania władz publicznych mające na celu ochronę dzieci w internecie przed negatywnym wpływem mediów społecznościowych. 93 proc. respondentów twierdzi, że platformy społecznościowe źle wpływają na zdrowie psychiczne dzieci, a 92 proc. twierdzi, że są one narażone na cyberprzemoc i nękanie w sieci. Według badania kolejne 92 proc. Europejczyków chce zapewnienia mechanizmów ograniczających treści nieodpowiednie dla ich wieku.
Zakaz korzystania z social mediów przez dzieci zostanie wprowadzony również w Hiszpanii. – Będziemy chronić nieletnich przed cyfrowym Dzikim Zachodem – powiedział premier Hiszpanii Pedro Sánchez, występując 3 lutego na Światowym Szczycie Rządów w Dubaju.
Sanchez zapowiedział też pociągnięcie do odpowiedzialności karnej kierownictw serwisów społecznościowych w przypadku publikowania nielegalnych treści, mowy nienawiści czy manipulacji algorytmami. Rząd w Madrycie i hiszpańska prokuratura zbadają ewentualne naruszenia przepisów przez Groka, TikToka i Instagram.
Z kolei rząd Wielkiej Brytanii ogłosił w nocy z 19 na 20 stycznia, że rozważa szereg środków mających chronić dzieci przed zagrożeniami w internecie. Brytyjscy ministrowie mają odwiedzić Australię, by wyciągnąć wnioski z jej podejścia do tej sprawy. Rząd Wielkiej Brytanii nie podał konkretnego wieku, od którego używanie platform społecznościowych miałoby być zakazane. Wymienił natomiast inne rozważane środki, w tym zaostrzenie regulacji dotyczących korzystania z telefonów w szkołach oraz usprawnienie metod weryfikacji wieku użytkowników stron internetowych.
Rozważane jest również ograniczenie „potencjalnie uzależniających właściwości” platform, na przykład tych skłaniających użytkownika do przewijania bez końca („infinite scrolling”).
Natomiast rząd Danii uzgodnił w listopadzie z opozycją wprowadzenie zakazu korzystania z platform społecznościowych przez dzieci i młodzież do lat 15. Jak ustalono, nieletni w wieku 13-15 lat będą mogli używać aplikacji za zgodą rodziców. Zakaz ma zostać uchwalony jeszcze w tej kadencji parlamentu, czyli do jesieni 2026 roku.
Zakazanie platform społecznościowych nieletnim zapowiedział prezydent Francji Emmanuel Macron. 26 stycznia francuskie Zgromadzenie Narodowe zatwierdziło projekt ustawy zakazującej korzystania z mediów społecznościowych osobom poniżej 15. roku życia. Projekt trafi do Senatu, gdzie wejdzie w życie.
Słowenia jest na etapie przygotowywania projektu ustawy zakazującej dostępu do mediów społecznościowych dzieciom poniżej 15. roku życia. Takie działania zapowiedział 5 lutego wicepremier Słowenii Matej Arcon podczas konferencji prasowej. Jak mówił, inicjatywę podjęło Ministerstwo Edukacji, opierając się na doświadczeniach innych krajów, a w opracowaniu ustawy mającej na celu ochronę dzieci i młodzieży wezmą udział również eksperci w dziedzinie edukacji i technologii cyfrowych.
Według agencji informacyjnej Reuters Grecja jest „bardzo bliska” ogłoszenia podobnego zakazu. Zaś rząd Szwecji zlecił ekspertom analizę, czy i w jaki sposób należy ograniczyć korzystanie przez dzieci z platform społecznościowych.
„Wszystko zawdzięczamy, ale też wszystkiemu winni są nasi rodzice”
.Wakacje to dla wielu dobry czas do refleksji. Kiedy obserwuję szalejące w moim ogrodzie dzieci moich dzieci, zastanawiam się nad tym, w jaki sposób rodzice wpływają na los swojego potomstwa.
Nasz sposób dogadywania się z innymi, podobnie jak to, jak postrzegamy i oceniamy świat, a nawet to, jak się zachowujemy w sytuacji zagrożenia, w znacznym stopniu stanowi naturalną konsekwencję tego, jak porozumiewali się ze sobą oraz z nami nasi rodzice. W jaki sposób rozmawiano w środowisku, w którym powoli wkraczaliśmy w dorosłość.
O tym, że to właśnie od naszych rodziców przejmujemy pewne powtarzane klisze językowe świadczy choćby sytuacja, kiedy w dorosłych związkach słyszymy niekiedy: „Mówisz jak twoja matka” albo „Zachowujesz się dokładnie jak twój ojciec”. Co więcej, sami niekiedy się łapiemy na tym, że wypowiadane przez nas słowa oraz kryjące się za nimi poglądu już gdzieś słyszeliśmy. I właśnie wtedy przypominamy sobie, że to były słowa naszych rodziców. Co gorsza, słowa, które swego czasu bardzo nas irytowały…
Wspomniane kalki językowe bardzo często przekładają się na nasze postawy czy reprezentowany przez nas system wartości. W jakim przekonaniu żyje dziewczyna, w której głowie zasiano pogląd, że „Faceci potrafią tylko krzywdzić kobiety”, a w jakim chłopak, któremu zakodowano pogląd, że „One zrobią wszystko, żeby cię wykorzystać”? Jak się układają związki tych osób z przedstawicielami płci przeciwnej? I jak muszą się czuć ich partnerzy osądzani od czasu do czasu poprzez pryzmat tych właśnie poglądów?
Stereotypy myślowe i powtarzające się w naszych wypowiedziach kalki to efekt powszechnie używanych form komunikowania się bezrefleksyjnie wykorzystywanych niemal przez wszystkich. Jednym z tego typu mechanizmów jest używanie słów „nigdy” bądź „zawsze”. Słownikowe znaczenie obu pojęć wskazuje na swoistą ciągłość określanych nimi zdarzeń. Natomiast w zdaniach typu: „Ty nigdy nie potrafisz tego zrobić tak jak należy” albo „Zawsze zachowujesz się tak samo” mówią nie tyle o zauważonej ciągłości, ale o poziomie emocji reprezentowanych przez osoby, które je wypowiadają. I nigdy nie są do końca prawdziwe.
Podobne zadanie pełni szereg innych schematów wypowiadania się. Choćby para-pytanie, które w gruncie rzeczy stanowi najczęściej ocenę: „Czy na ciebie można kiedykolwiek liczyć?” albo jeszcze gorzej: „Czy musisz postępować tak nierozważnie?”. W podobny sposób używamy też zdań typu: „A więc uważasz, że nie mam racji” czy „No oczywiście, zaraz znowu się okaże, że ja jestem wszystkiemu winny”.
Wszystko zawdzięczamy, ale też wszystkiemu winni są nasi rodzice. Dorothy Law Nolte, amerykańska pedagog rodzinny, opublikowała na łamach l„Torrance Herald” skierowany do rodziców wiersz mający im uzmysłowić zakres wpływu na postawy oraz zachowania swojego potomstwa. Zawarła w nim szereg tez typu:
- Dzieci wciąż krytykowane uczą się potępiać
- Dzieci, którym nie szczędzi się pochwał uczą się uznawać wartości
- Dzieci wychowywane w atmosferze wrogości uczą się walczyć
- Dzieci w pełni aprobowane uczą się lubić samych siebie
- Dzieci wzrastające w strachu uczą się bać
- Dzieci akceptowane uczą się odnajdywać w świecie miłości
- Dzieci, które spotykają się wciąż z politowaniem uczą się użalać nad sobą
- Dzieci wzrastające w atmosferze wspólnoty, uczą się hojności
- Dzieci ciągle ośmieszane uczą się nieśmiałości
- Dzieci otaczane atmosferą uczciwości uczą się czym jest prawda i sprawiedliwość
- Dzieci wzrastające wśród zazdrości uczą się czym jest zawiść
- Dzieci otoczone łagodnością uczą się spokoju ducha
- Dzieci bezustannie zawstydzane uczą się poczucia winy
- Dzieci żyjące w klimacie przyjaźni uczą się jak wspaniale jest żyć
- Dzieci otoczone tolerancją uczą się cierpliwości
- Dzieci wychowane w poczuciu bezpieczeństwa, uczą się ufać sobie i innym
- Dzieci otrzymujące dość zachęty uczą się śmiałości
Bardzo szybko zbiór tych tez stał się jedną z bardziej popularnych ilustracji spotkań, konferencji i szkoleń dla rodziców.
Nasze dzieci są takie, jakimi my jesteśmy dla naszych dzieci. Jeśli chcemy, żeby nasze dzieci szanowały innych, umiały z nimi współpracować, potrafiły się komunikować i kochały bez cienia zaborczości – to my dorośli powinniśmy przede wszystkim polubić siebie i poprzez naszą samoakceptację budować naszą dobrą miłość dla naszych dzieci. Nasze dobre z nimi relacje. Naszą zgodę na to, że są inne od nas i przez to inaczej niż my mogą (a nawet powinny) widzieć i oceniać otaczający je świat.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jaroslaw-kordzinski-odpowiedzialnosc-rodzicow/
PAP/MB



