Świat pogrąża się w chaosie [Antonio GUTERRES]

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres ostrzegł, że świat pogrąża się w chaosie. Stwierdził, że „szerzą się bezkarność i nieprzewidywalność, a globalny system jest pod bezprecedensową presją wojen, podziałów, kryzysu klimatycznego i erozji szacunku do prawa międzynarodowego”.

Antonio Guterres o sytuacji na świecie

.Kontekstem jest chaos. Jesteśmy światem przepełnionym konfliktami, bezkarnością, nierównościami i nieprzewidywalnością – podkreślił w wystąpieniu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, określonym jako „diagnoza globalnego nieładu i osobiste zobowiązanie do działania w ostatnim roku urzędowania”. Szef ONZ wskazał na zaangażowanie organizacji w łagodzenie konfliktów od Gazy i Ukrainy po Sudan i Jemen, zwracając uwagę, że samo „uciszenie broni” nie wystarczy. – Pokój to coś więcej niż brak wojny – podkreślił Antonio Guterres.

Zapowiedział koncentrację na „większych siłach i megatrendach kształtujących świat” oraz trzech zasadach, które „powinny kierować pracą ONZ i państw członkowskich”. Są to według niego: pokój oparty na rozwoju, prawo międzynarodowe i prawa człowieka bez wyjątku oraz skuteczny multilateralizm zdolny do reformy. W opinii sekretarza generalnego ONZ łączy je wspólny cel: przywrócenie zaufania do współpracy międzynarodowej.

Według Guterresa „w czasie narastających podziałów geopolitycznych oraz cięć w finansowaniu rozwoju i pomocy humanitarnej testowana jest sama idea multilateralizmu”.

– To paradoks naszej epoki: gdy najbardziej potrzebujemy współpracy międzynarodowej, najmniej jesteśmy skłonni z niej korzystać i w nią inwestować. Niektórzy chcą ogłosić międzynarodową współpracę w agonii. Zapewniam: nie poddamy się – zadeklarował szef ONZ.

Guterres argumentował, że ubóstwo, nierówności i słabe instytucje „napędzają przemoc, a trwały pokój wymaga trwałego rozwoju”. Ostro skrytykował też erozję prawa międzynarodowego.

– Nie dzieje się ona w cieniu. Rozgrywa się na oczach świata, na naszych ekranach, na żywo w 4K – zauważył, wymieniając ataki na cywilów, pracowników humanitarnych i łamanie praw człowieka. Alarmował też w sprawie koncentracji bogactwa: najbogatszy 1 proc. posiada 43 proc. globalnych aktywów. W jego opinii jest to „moralnie nie do obrony”.

Guterres ostrzegł na forum Zgromadzenia Ogólnego przed zagrożeniami związanymi z nowymi technologiami, w tym sztuczną inteligencją.

– Musimy dopilnować, by to ludzkość sterowała technologią, a nie odwrotnie – apelował. W nawiązaniu do klimatu akcentował, że „świat w klimatycznym chaosie nie może być światem pokoju”. Wezwał też do „szybszej redukcji emisji i większego finansowania”. Podkreślił też potrzebę reformy globalnych instytucji, w tym Rady Bezpieczeństwa, bo „rozwiązywanie problemów w logice 1945 roku nie rozwiąże problemów 2026 roku”.

Waszyngton nie uporządkuje spraw za nas samych

.Stany Zjednoczone nie planują całkowitego wycofania się z NATO i Starego Kontynentu. Narodowa Strategia Bezpieczeństwa stawia tę sprawę jasno. W pewnym sensie ten dokument otwiera duże możliwości przed Polską, bo Waszyngton widzi bliskie interesy i potencjalnych sojuszników właśnie w Europie Środkowo-Wschodniej – pisze prof. Kazimierz DADAK.

2002 r. wyciekły dane tyczące się irańskiego programu nuklearnego. Wieści te spowodowały alarm na całym świecie i z inicjatywy USA Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła całą serię rezolucji, w ramach których Teheran obłożono ciężkimi sankcjami. We wszystkich przypadkach stali członkowie Rady Bezpieczeństwa, włącznie z Rosją i Chinami, zgodnie głosowali za przyjęciem tych rezolucji. Osamotniony Iran w końcu przystał na warunki postawione przez Waszyngton i w 2015 r. zawarł „porozumienie nuklearne”, po angielsku nazwane Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA). Wszyscy stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ (a także Niemcy i Unia Europejska) zaakceptowali je i wcielili w życie. Trzy lata później prezydent Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofują się z tego porozumienia, i ponownie nałożył ciężkie sankcje na Iran. Co więcej, w czerwcu 2025 r. USA przyłączyły się do izraelskich nalotów na Iran, ale tym razem amerykańskie posunięcia nie spotkały się z aprobatą Moskwy i Pekinu. Wprost przeciwnie, państwa te stanowczo stanęły po stronie Teheranu i nawet dostarczają mu zaawansowaną broń.

6 sierpnia 2025 r. prezydent Trump ogłosił, że wwóz towarów z Indii będzie obciążony dodatkowym cłem w wysokości 25 proc., ponieważ Indie nabywają rosyjską ropę naftową i dzięki temu Moskwa jest w stanie finansować wojnę z Ukrainą. Trzy tygodnie później te sankcje weszły w życie, ale Nowe Delhi nie ugięło się pod presją. Wolumen importu tego surowca spadł, ale daleko przekracza poziom sprzed rosyjskiego najazdu na Ukrainę.

Te dwa przykłady obrazują ograniczone zdolności Stanów Zjednoczonych do osiągania celów, które Waszyngton uznaje za ważne dla swego interesu narodowego. Ten stan rzeczy został oficjalnie uznany w ostatniej narodowej strategii bezpieczeństwa. W przeciwieństwie do uprzednich tego typu dokumentów obecna administracja prezydenta Trumpa przyznaje, że Stany Zjednoczone nie są w stanie kontrolować spraw na całym świecie, ale muszą dokonać wyboru, które obszary są priorytetowe, a w których muszą zmniejszyć swe zaangażowanie. W takim samym dokumencie z 2017 r., pierwsza administracja Trumpa obwieszczała swym obywatelom, że przyszłość jest „świetlana” i że „amerykańskie wartości i wpływy oparte na potędze czynią świat bardziej wolnym, bezpiecznym i zasobnym”.

Zanim przejdziemy do dalszych rozważań, należy koniecznie podkreślić – zapożyczmy tu słynne zdanie Marka Twaina – że „pogłoski o śmierci Ameryki są bardzo wyolbrzymione”. USA nadal są i pozostaną bardzo bogatym, technologicznie zaawansowanym i potężnym państwem. Jedynie ich względna pozycja w świecie ulega osłabieniu.

W 1992 r. gospodarka amerykańska była zdecydowanie największym organizmem na świecie. W wartościach realnych (według parytetu siły nabywczej) Stany Zjednoczone wytwarzały niemal 20 proc. światowego PKB. Dla porównania podajmy, że w tamtym roku druga największa gospodarka, Japonia, była odpowiedzialna za niewiele ponad 8 proc., a trzecia, niemiecka, za poniżej 6 proc. światowego PKB (dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego). W tamtym czasie Rosja wytwarzała prawie 5, a Chiny i Indie, odpowiednio, niewiele ponad 4 i 3 proc. globalnego PKB. Ten sam wskaźnik na koniec 2024 wynosił: Chiny – 19,5 proc., USA – 14,9, Indie – 8,3, Rosja – 3,5, Japonia – 3,3 i Niemcy – 3,1. Zatem z ekonomicznego punktu widzenia USA już nie stoją na najwyższym stopniu podium, a kolejne potęgi Zachodu, Japonia i Niemcy, w ogóle tam się nie mieszczą. W 1992 r. wolny świat pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych wyraźnie dominował nad państwami, które na początku tego wieku utworzyły ugrupowanie zwane BRICS, a dziś mamy do czynienia z odwróceniem sytuacji. Nic w tym dziwnego, bo przecież Chiny i Indie zamieszkuje ponad 1/3 całej ludzkości. Wcielenie w życie efektywnej polityki gospodarczej w tych dwu krajach, szczególnie niesłychane tempo wzrostu w Chinach, spowodowało wywrócenie do góry nogami hierarchii znaczenia ekonomicznego.

Wartość całkowitego PKB jest istotnym wskaźnikiem, pokazuje nie tylko wartość towarów i usług wyprodukowanych w danym roku, ale i atrakcyjność dla zagranicznych przedsiębiorstw jako celu eksportu i inwestycji. Niemniej istotna jest wartość PKB na głowę mieszkańca, bo ten wskaźnik odzwierciedla siłę nabywczą statystycznego obywatela. Im wyższe jest PKB na obywatela, tym większy jest potencjalny wydatek na towary i usługi przekraczające niezbędne potrzeby (wyżywienie i mieszkanie). W tym zakresie Stany Zjednoczone i w ogóle Zachód mają nadal wielką przewagę, ale i tu Chiny szybko gonią czołówkę.

W ostatnich dekadach w największych państwach niepomiernie wzrósł poziom zadłużenia sektora publicznego. W 2001 r. w USA całkowite zadłużenie państwa wynosiło tylko niewiele ponad 53 proc. PKB, a w 2024 r. już ponad 120 proc. W tym samym okresie w Japonii podskoczyło z ponad 145 do niemal 237 proc. Pandemia odcisnęła swe piętno także na finansach publicznych Chin – wzrost długu z niewiele ponad 23 do ponad 88 proc. Jedynymi wielkimi państwami, które utrzymują dyscyplinę budżetową, są Niemcy i Rosja. W tym ostatnim kraju, pomimo wojny z Ukrainą, na koniec 2024 r. stosunek długu do PKB tylko nieznacznie przekroczył 20 proc.

Poziom zadłużenia sektora publicznego jest szczególnie istotny z punktu widzenia zdolności władz do przezwyciężania ciężkich kryzysów (wstrząsy od strony popytu) i mobilizacji gospodarki w przypadku wojny. Zatem gwałtowny wzrost zadłużenia istotnie zawęża pole manewru gospodarczego i najnowsza amerykańska strategia odzwierciedla malejącą zdolność USA do pełnienia roli „straży pożarnej” w każdym zakątku świata. Stąd wynika konieczność ograniczenia zaangażowania wojskowego w niektórych regionach, szczególnie w Europie.

W tym miejscu koniecznie należy zwrócić uwagę na to, że Stany Zjednoczone nie planują całkowitego wycofania się z NATO i Starego Kontynentu. Narodowa Strategia Bezpieczeństwa stawia tę sprawę jasno. W pewnym sensie ten dokument otwiera duże możliwości przed Polską, bo Waszyngton widzi bliskie interesy i potencjalnych sojuszników właśnie w Europie Środkowo-Wschodniej. Tylko od naszych władz zależy to, czy ta okazja zostanie przekuta w trwałe i ścisłe związki wojskowe, polityczne i gospodarcze. Waszyngton nie uporządkuje za nas samych spraw nad Wisłą.

Patrząc na Europę z perspektywy Waszyngtonu, łatwo jest odnieść wrażenie, że tutejsze sprawy stanowią poważne obciążenie dla amerykańskiego interesu narodowego. Z punktu widzenia USA kwestia Ukrainy ma drugorzędne znaczenie. Poza arsenałem atomowym Rosja nie stanowi zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. To, kto panuje nad Dnieprem, jest istotne dla Europy, ale nie za Atlantykiem. Stąd nad Potomakiem można w tej chwili zauważyć wyraźne znużenie nie tyle wojną, ile oporem Ukrainy i Unii w zakresie uczynienia ustępstw wobec Moskwy. Oczywiście należy mieć na uwadze pryncypia, ale realizm w ocenie sytuacji jest także wskazany i prezydent Trump jasno wskazuje na ten wymiar toczących się negocjacji. Amerykanie, a szczególnie Donald Trump czynią ustępstwa wobec przeciwników tylko w obliczu konieczności i tok rozmów pokojowych z Rosją jest najbardziej jaskrawym świadectwem tego, że w Białym Domu w pełni zdano sobie sprawę z ograniczonych możliwości USA i NATO.

Pomimo tego, że dla USA Ukraina nie odgrywa pierwszorzędnej roli, Stany Zjednoczone wzięły na swe barki największy ciężar pomocy Kijowowi. Niemal cała pomoc udzielona była w formie bezzwrotnej, podczas gdy europejska w formie pożyczek. To jest nadzwyczaj istotna różnica. Różnice były także i w innych kwestiach. Waszyngton pomagał i nadal pomaga w zakresach, które są kluczowe, na przykład w zakresie wywiadu. Bez tego wsparcia, do zastąpienia którego Europa nie jest zdolna, straty ukraińskie byłyby dużo wyższe, a rosyjskie dużo niższe.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejszehttps://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-kazimierz-dadak-narodowa-strategia-bezpieczenstwa/

PAP/ Andrzej Dobrowolski/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 stycznia 2026