Sygnaliści w Polsce. 43 proc. Polaków zgłosiłoby łapówkę w pracy

sygnaliści w Polsce

Sygnaliści w Polsce mogą dziś liczyć na ustawową ochronę, a gotowość do zgłaszania nieprawidłowości wyraźnie wzrosła. Według najnowszego badania CBOS 43 proc. respondentów powiadomiłoby przełożonych o koledze przyjmującym łapówki, podczas gdy w 2019 r. było to 27 proc. Jednocześnie 73 proc. pracowników wierzy, że w ich miejscu pracy istnieje poufny i bezpieczny kanał zgłoszenia. Największą przeszkodą pozostaje jednak obawa przed piętnem donosiciela, wskazywana przez 37 proc. osób, które nie zdecydowałyby się na reakcję.

.Takie wnioski przynosi komunikat CBOS „Polacy o sygnalizowaniu nieprawidłowości”, opublikowany w sierpniu 2026 r. Badanie przeprowadzono od 2 do 12 lipca na reprezentatywnej imiennej próbie 938 pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL, z wykorzystaniem wywiadów bezpośrednich, telefonicznych i ankiet internetowych. W pytaniu o reakcję na przyjmowanie łapówek uwzględniono 903 osoby, które udzieliły odpowiedzi. Wyniki opisują deklaracje, a nie zachowania obserwowane w rzeczywistych sytuacjach, są jednak ważnym miernikiem zmiany społecznej dokonującej się po wprowadzeniu nowych przepisów.

Ustawa z 14 czerwca 2024 r. o ochronie sygnalistów weszła w zasadniczej części w życie 25 września 2024 r., zobowiązując podmioty, na rzecz których pracę zarobkową wykonuje co najmniej 50 osób, do ustanowienia wewnętrznych procedur zgłaszania naruszeń. Od 25 grudnia 2024 r. działają również przepisy o zgłoszeniach zewnętrznych, a Rzecznik Praw Obywatelskich przyjmuje informacje, dokonuje ich wstępnej weryfikacji i kieruje je do właściwych organów. Sygnalista może skorzystać ze ścieżki wewnętrznej, zewnętrznej albo, po spełnieniu ustawowych warunków, z ujawnienia publicznego. Nie ma przy tym obowiązku, aby przed zgłoszeniem zewnętrznym najpierw zawiadamiał pracodawcę.

Nie można na podstawie jednego sondażu przesądzić, że to właśnie ustawa spowodowała wzrost gotowości do działania z 27 do 43 proc. CBOS wskazuje jednak, że nowe kanały zgłaszania i gwarancje ochrony mogły przyczynić się do zmiany, zwłaszcza że równolegle niemal o połowę zmniejszyła się grupa osób, które nie wiedziałyby, jak się zachować. Prawo nadało sygnaliście wyraźniejszy status i opisało procedurę, ale jego skuteczność zależy od tego, czy pracownik wierzy, że zgłoszenie pozostanie poufne, zostanie uczciwie rozpatrzone i nie obróci się przeciwko niemu.

Sygnaliści w Polsce potrzebują wiarygodnych procedur. Ufa im 73 proc. pracowników

Wśród 549 osób pracujących 73 proc. zgadza się ze stwierdzeniem, że w ich miejscu pracy każdy pracownik może poufnie i bezpiecznie przekazać informacje o nieprawidłowościach, przy czym 41 proc. wyraża tę opinię zdecydowanie. Przeciwnego zdania jest 16 proc., a 11 proc. nie potrafi ocenić sytuacji. Samo istnienie procedury nie jest zatem równoznaczne z powszechnym poczuciem bezpieczeństwa, lecz trzy czwarte pozytywnych odpowiedzi stanowi mocny punkt wyjścia.

Najważniejsza zależność pojawia się wtedy, gdy przekonanie o bezpieczeństwie zestawi się z gotowością do działania. Wśród pracowników deklarujących, że zgłosiliby przyjmowanie łapówki, 90 proc. uważa, że w ich miejscu pracy funkcjonuje bezpieczna i poufna ścieżka. Wśród osób, które nie zawiadomiłyby przełożonych, odsetek ten wynosi 60 proc., a w grupie odpowiadającej „to zależy” sięga 81 proc. Nie jest to dowód prostego związku przyczynowego, ale pokazuje, że wiarygodność kanału zgłoszeniowego i gotowość do skorzystania z niego pozostają ze sobą ściśle powiązane.

Szczególnie interesujący jest podział według formy własności miejsca pracy. W instytucjach całkowicie publicznych oraz w podmiotach całkowicie prywatnych gotowość zgłoszenia łapówki deklaruje po 55 proc. pracowników, a odmowę po 14 proc. Inaczej jest w spółkach z udziałem właścicieli prywatnych i państwa, gdzie zgłoszenie zapowiada 36 proc., natomiast 29 proc. nie powiadomiłoby przełożonych. Różnica jest tym bardziej zastanawiająca, że po pominięciu odpowiedzi „trudno powiedzieć” istnienie bezpiecznej ścieżki potwierdza 77 proc. pracowników takich spółek, niemal tyle samo co w sektorze publicznym, gdzie odsetek wynosi 76 proc.

Może to oznaczać, że formalna znajomość procedury nie usuwa niepewności związanej z układem zależności, rozproszoną odpowiedzialnością i oceną możliwych konsekwencji zgłoszenia. CBOS nie bada bezpośrednio przyczyn tej różnicy, dlatego nie należy przypisywać jej jednemu mechanizmowi. Wynik pokazuje jednak obszar wymagający osobnej diagnozy: w spółkach o mieszanej strukturze własności zaufanie do kanału nie przekłada się na gotowość działania tak wyraźnie jak w sektorze publicznym i prywatnym.

Poczucie bezpieczeństwa jest również nierówno rozłożone w hierarchii zawodowej. Po wyłączeniu odpowiedzi „trudno powiedzieć” poufność i bezpieczeństwo zgłoszenia potwierdza 87 proc. kadry kierowniczej i specjalistów z wyższym wykształceniem, lecz 65 proc. pracowników usług i 77 proc. pracowników administracyjno-biurowych. Osoby znajdujące się wyżej w strukturze organizacji mają zwykle większą wiedzę o procedurach i silniejszą pozycję, ale mogą też oceniać rozwiązania, za które współodpowiadają, bardziej optymistycznie niż pracownicy niższych szczebli.

Gotowość zgłoszenia rośnie wraz z wykształceniem: deklaruje ją 54 proc. osób z ukończonymi studiami wyższymi i 35 proc. osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Wśród absolwentów studiów tylko 10 proc. odrzuca możliwość poinformowania przełożonych, podczas gdy w grupie z wykształceniem zasadniczym zawodowym jest to 27 proc. Badanie nie wykazało natomiast istotnego związku pomiędzy taką decyzją a religijnością. Różnice między grupami wyróżnionymi ze względu na deklarowaną wiarę czy udział w praktykach religijnych były niewielkie.

Aneks do raportu uzupełnia ten obraz. Zgłoszenie najczęściej deklarują osoby w wieku 35–44 lat, wśród których odsetek wynosi 55 proc., a najrzadziej badani mający co najmniej 65 lat, gdzie jest to 35 proc. W miastach liczących ponad 500 tys. mieszkańców gotowość działania sięga 56 proc., zaś wśród osób z dochodem co najmniej 6000 zł na członka gospodarstwa domowego wynosi 61 proc. Te wyniki nie mówią, że zamożność czy miejsce zamieszkania tworzą etyczną przewagę, lecz sugerują, że poczucie sprawczości i bezpieczeństwa ekonomicznego może ułatwiać podjęcie ryzyka.

Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Juliusz Braun przypominał, że kapitał społeczny wyrasta z zaufania, norm postępowania i zdolności współdziałania, a wysoki poziom zaufania zmniejsza koszty kontroli oraz ułatwia funkcjonowanie instytucji. Z perspektywy badania CBOS bezpieczny kanał dla sygnalisty jest właśnie elementem infrastruktury zaufania. Nie zastępuje uczciwej kultury organizacyjnej, ale daje pracownikowi procedurę działania wtedy, gdy zwykłe relacje i nieformalne mechanizmy zawodzą.

37 proc. obawia się piętna donosiciela

Najtrwalsza bariera nie ma charakteru prawnego ani technicznego. Wśród osób, które nie zgłosiłyby przyjmowania łapówki przez kolegę, 37 proc. jako najważniejszy powód wskazuje obawę przed uznaniem za donosiciela. Kolejne 21 proc. sądzi, że takie sprawy trudno udowodnić, a 19 proc. uważa, że osoby zgłaszające same mają później problemy. Hierarchia powodów niemal nie zmieniła się od 2019 r., gdy wartości te wynosiły odpowiednio 36, 23 i 18 proc.

To najważniejsze ostrzeżenie płynące z raportu. Można stworzyć skrzynkę, infolinię, formularz, wyznaczyć pełnomocnika i uchwalić zakaz działań odwetowych, ale formalna ochrona nie usuwa społecznego kosztu wystąpienia przeciwko osobie z własnego zespołu. W języku potocznym sygnalista wciąż bywa utożsamiany z donosicielem, chociaż istotą prawnie chronionego zgłoszenia jest przekazanie informacji o naruszeniu uzyskanej w kontekście związanym z pracą, a nie działanie z pobudek osobistych.

„Wszystko co Najważniejsze” opisywało spór, jaki towarzyszył niemieckiej ustawie o ochronie informatorów, gdzie zwolennicy nowych rozwiązań akcentowali bezpieczeństwo zgłaszających, a krytycy ostrzegali przed kulturą donosów i niszczeniem relacji społecznych. Polski sondaż pokazuje, że ten spór nie jest wyłącznie semantyczny. Słowo „donosiciel” potrafi skuteczniej zablokować reakcję niż brak wiedzy o adresacie zgłoszenia, który jako główną przeszkodę wskazuje zaledwie 3 proc. odmawiających działania.

Ważne są przy tym więzi w miejscu pracy. W innym badaniu opisywanym przez „Wszystko co Najważniejsze” 64 proc. Polaków uznało posiadanie w pracy osoby, z którą rozumieją się bez słów, za istotne, a 80 proc. deklarowało większą efektywność przy dobrej atmosferze w zespole. Te relacje budują kapitał organizacji, lecz mogą również zwiększać moralny koszt zgłoszenia dotyczącego kolegi. Dojrzała kultura pracy musi więc chronić jednocześnie więzi, domniemanie uczciwości i prawo do bezpiecznego reagowania na naruszenia.

Osobnego namysłu wymaga 21 proc. badanych odpowiadających, że decyzja „zależy” od okoliczności. W tej grupie 20 proc. uzależnia ją od relacji i stopnia zażyłości z kolegą, 19 proc. od powagi oraz okoliczności zdarzenia, 14 proc. od przedmiotu, formy i wysokości łapówki, a 12 proc. od wcześniejszej rozmowy ze sprawcą i jego reakcji. Kolejne 7 proc. bierze pod uwagę sytuację życiową, materialną i zawodową kolegi, podczas gdy w 2019 r. podobnej odpowiedzi udzielał 1 proc. tej grupy. Są to odsetki liczone wyłącznie wśród osób odpowiadających „to zależy”, nie w całej próbie.

Raport CBOS spotyka się tu z opisywanym już na portalu problemem podwójnych standardów w etyce finansowej. „Wszystko co Najważniejsze” wskazywało, że 85 proc. Polaków uznaje etykę finansową za ważną, ale tylko 44 proc. uważa, że społeczeństwo postępuje w tej sferze etycznie, a odstępstwa wobec państwa i instytucji bywają łatwiej racjonalizowane. W przypadku sygnalistów podobne napięcie pojawia się pomiędzy ogólną normą uczciwości a konkretną relacją, lojalnością zespołową i oceną osobistego ryzyka.

Gdy problem dotyczy kierownictwa, rośnie znaczenie zgłoszenia zewnętrznego

Ośrodek CBOS przedstawił respondentom sześć scenariuszy naruszeń w instytucjach publicznych. Odsetek osób uważających, że nie należy nikogo zawiadamiać, wynosił w nich od 1 do 5 proc., co pokazuje bardzo szeroką zgodę co do samej konieczności reakcji. Różnice dotyczyły przede wszystkim wyboru adresata zgłoszenia.

Za wykorzystaniem kanału wewnętrznego opowiada się 72 proc. badanych w przypadku lekarza wiedzącego o błędach popełnianych przez innego lekarza, 67 proc. w przypadku złego traktowania podopiecznych domu opieki, 66 proc. przy korzyściach przyjmowanych w urzędzie skarbowym i 60 proc. w przypadku łapówek przyjmowanych przez policjantów. Przy molestowaniu ucznia przez nauczyciela opinie dzielą się niemal po połowie: 51 proc. wybiera dyrekcję szkoły, a 46 proc. prokuraturę lub inne służby. Im większe zagrożenie dla bezbronnych osób i im poważniejsze podejrzenie przestępstwa, tym wyraźniej rośnie oczekiwanie reakcji niezależnej od samej instytucji.

Jedyny scenariusz, w którym przeważa ścieżka zewnętrzna, dotyczy kopalni, gdzie kierownictwo fałszuje pomiary stężenia niebezpiecznych gazów. Zawiadomienie prokuratury lub innych służb popiera 53 proc. badanych, a zgłoszenie wewnętrzne 42 proc. To racjonalna odpowiedź na konflikt interesów: gdy podejrzenie dotyczy osób zarządzających i jednocześnie zagrożone jest życie pracowników, kanał podporządkowany tej samej strukturze traci wiarygodność.

Badanie ujawnia zatem zasadę ważniejszą niż mechaniczne promowanie jednej drogi. Kanał wewnętrzny jest preferowany, gdy istnieje wiarygodny szczebel zdolny przerwać naruszenie, natomiast ścieżka zewnętrzna staje się konieczna, gdy problem sięga kierownictwa, wewnętrzna bezstronność jest wątpliwa albo stawka obejmuje bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia. Ustawa słusznie nie ustanawia obowiązkowej kolejności zgłoszeń, ponieważ w części sytuacji wymaganie wcześniejszego zawiadomienia pracodawcy mogłoby zwiększyć ryzyko dla sygnalisty lub utrudnić zabezpieczenie dowodów.

Znaczenie ochrony przed odwetem widać również poza Polską. Portal opisywał propozycje wzmocnienia ochrony asystentów Parlamentu Europejskiego po skandalu korupcyjnym, przypominając, że część pracowników obawiała się zwolnienia po ujawnieniu nieprawidłowości. Procedura ma sens dopiero wtedy, gdy osoba zgłaszająca nie musi wybierać między interesem publicznym a własnym bezpieczeństwem zawodowym.

Z raportu wynikają cztery wnioski. Po pierwsze, wzrost z 27 do 43 proc. deklaracji zgłoszenia wskazuje na istotną zmianę postaw, choć nie pozwala jeszcze mierzyć faktycznego wykorzystania procedur. Po drugie, 73 proc. pozytywnych ocen kanałów zgłoszeń to dobry rezultat, ale różnica między 87 proc. kadry kierowniczej a 65 proc. pracowników usług pokazuje nierówny dostęp do poczucia bezpieczeństwa. Po trzecie, utrzymujące się 37 proc. wskazań na piętno donosiciela dowodzi, że najtrudniejsza praca dotyczy kultury organizacyjnej, języka i reakcji zespołu, a nie samego regulaminu. Po czwarte, wynik 53 proc. poparcia dla zewnętrznego zgłoszenia, gdy nieprawidłowość obciąża kierownictwo kopalni, potwierdza potrzebę istnienia niezależnej drogi zawiadomienia.

Polska wykonała ważny krok, tworząc ustawową ochronę sygnalistów i powszechne kanały przyjmowania zgłoszeń. Teraz rozstrzygające będzie to, czy organizacje potrafią udowodnić w praktyce, że zgłoszenie prowadzi do bezstronnego wyjaśnienia sprawy, poufność nie jest fikcją, a odwet spotyka się z realną sankcją. Dopiero wtedy pracownik przestanie widzieć w decyzji o reakcji wybór między uczciwością a lojalnością wobec własnego środowiska. Raport CBOS pokazuje, że społeczna gotowość rośnie, lecz zaufanie nadal trzeba budować na każdym szczeblu organizacji.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 sierpnia 2026