Paulina MATYSIAK: Jutro jednak przychodzisz do pracy

Jutro jednak przychodzisz do pracy

Photo of Paulina MATYSIAK

Paulina MATYSIAK

Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Autorka felietonów "Pisane lewą ręką", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autorki

Prawo do odpoczynku ma sens tylko wtedy, gdy towarzyszy mu choć podstawowe prawo do planowania własnego czasu. Pracodawca płaci za określoną liczbę godzin pracy. Nie wykupuje abonamentu na człowieka – pisze Paulina MATYSIAK

.Jest wieczór. Masz już plan na jutro: dziecko trzeba odebrać z przedszkola, potem lekarz, zakupy, może wreszcie spokojny wieczór. I wtedy przychodzi wiadomość z pracy: grafik się zmienił, trzeba przyjść wcześniej, później albo zostać dłużej. Dla firmy to korekta w tabelce, dla pracownika często cały łańcuch problemów: trzeba znaleźć opiekę do dziecka, przełożyć wizytę, zmienić rodzinne ustalenia i sprawdzić, czy po późniejszej zmianie będzie jeszcze, czym wrócić do domu. W dużym mieście może pojedzie nocny autobus, w mniejszym albo na wsi ostatni kurs dawno już odjechał.

Temat zmian grafików podjęłam po sygnałach dotyczących pracowników handlu, między innymi sieci Biedronka. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła kontrole, stwierdziła nieprawidłowości i wydała setki decyzji dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy. Przy tej sprawie ujawnił się jednak szerszy problem: polski Kodeks pracy nie określa ogólnego minimalnego terminu, z jakim pracownik powinien zostać poinformowany o zmianie wcześniej ustalonego harmonogramu. Zapytałam o to Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Resort odpowiedział, że nie planuje wprowadzenia takiego rozwiązania.

Trudno uznać to za satysfakcjonującą odpowiedź. Pracownik nie jest elementem wyposażenia sklepu, który można dowolnie przesuwać w zależności od potrzeb. Poza pracą ma rodzinę, obowiązki, wizyty lekarskie, czasem drugie zajęcie, a przede wszystkim własny czas, którym powinien móc w rozsądnym stopniu dysponować. Tymczasem bardzo często „elastyczność” rynku pracy oznacza po prostu, że to pracownik ma być gotowy dostosować swoje życie do organizacji firmy.

Oczywiście przedsiębiorstwa muszą reagować na nagłe sytuacje. Ktoś zachoruje, pojawi się awaria, większy ruch albo niespodziewana dostawa. Nie wynika z tego jednak, że całe ryzyko organizacyjne powinno być przerzucane na zatrudnionych. Jeżeli w dużej sieci brakuje człowieka na zmianie, jest to przede wszystkim problem organizacyjny przedsiębiorstwa, a nie powód, by w ostatniej chwili burzyć plany rodzinne pracownika.

Właśnie po to istnieje prawo pracy. Nie dlatego, że pracodawca i pracownik nie potrafią ze sobą rozmawiać, lecz dlatego, że ich pozycja negocjacyjna jest nierówna. Teoretycznie pracownik może odmówić albo zmienić zatrudnienie, ale realia są takie, że kasjerka w mieście powiatowym nie zawsze ma kilkunastu pracodawców do wyboru, magazynier niekoniecznie może bez konsekwencji zakwestionować nowy grafik, a samotny rodzic nie zawsze ma kogo poprosić o pomoc. Jeśli ostatni autobus odjeżdża o 20.30, to nie da się go wyczarować po zmianie kończącej się o 22.00. Dlatego warto wyznaczyć jasną granicę i dać pracownikom większą przewidywalność czasu pracy. Można dyskutować, jak długi powinien być minimalny termin uprzedzenia i jakie wyjątki przewidzieć w sytuacjach nadzwyczajnych. Można też uwzględnić specyfikę zakładów działających całodobowo czy różnych systemów zmianowych. To są kwestie do uregulowania w procesie legislacyjnym, a nie argument za pozostawieniem obecnej luki.

.Brak decyzji również jest decyzją. Jeżeli państwo nie ustanawia jasnych zasad, utrwala obecny układ sił, a ten jest korzystniejszy dla strony, która ma większą możliwość narzucania warunków. Czas wolny nie jest przecież wyłącznie okresem, w którym firma akurat nie potrzebuje pracownika. To część jego życia przeznaczona na rodzinę, odpoczynek, hobby, naukę… albo zwyczajnie na nic.

Prawo do odpoczynku ma sens tylko wtedy, gdy towarzyszy mu choć podstawowe prawo do planowania własnego czasu. Pracodawca płaci za określoną liczbę godzin pracy. Nie wykupuje abonamentu na człowieka.

Paulina Matysiak

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 sierpnia 2026