System obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej Moskwy jest przestarzały i nieskuteczny

System obrony przeciwlotniczej

Rosyjska stolica została zaatakowana przez ukraińskie bezzałogowce w nocy z 26 na 27 października. Pomimo posiadania dość rozbudowanego systemu obrony przeciwlotniczej zwalczanie bezzałogowców nadal jest dla Rosjan sporym wyzwaniem.

Nieskuteczny system obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej Moskwy

.Ministerstwo obrony Rosji poinformowało o przechwyceniu 193 ukraińskich dronów, z czego 40 nad obwodem moskiewskim. Celem 34 z nich miała być sama Moskwa: lokalne media poinformowały – powołując się na relacje mieszkańców – o wybuchach, jakie było słychać w kilku dzielnicach miasta. Z kolei władze potwierdziły czasowe wstrzymanie pracy dwóch lotnisk.

W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia przedstawiające pojazd terenowy typu pick-up z zamontowanym na pace karabinem maszynowym, zaparkowany tuż pod murami Kremla. Taki widok, dotąd charakterystyczny dla Ukrainy, przedstawiający mobilne grupy ogniowe, które mają za zadanie zwalczać bezzałogowce na krótkim i bardzo krótkim dystansie – pokazuje, jak problematyczne jest radzenie sobie z tego typu zagrożeniami także dla Rosji.

Rosyjska stolica posiada dość rozbudowany system obrony przeciwlotniczej – został zaprojektowany i zbudowany jeszcze w czasie Zimnej Wojny, jednak jego podstawowym założeniem była obrona przed atakiem z wykorzystaniem pocisków manewrujących i balistycznych, w tym nuklearnych. Aktualnie istniejąca wersja systemu antybalistycznego to A-135 Amur: funkcjonuje od 1995 roku i jest stale modernizowana. System jest wyposażony w radar dalekiego zasięgu Don-2M, zlokalizowany w pobliżu Moskwy, i pociski z głowicami nuklearnymi, które mają za zadanie zwalczanie rakiet balistycznych przeciwnika w końcowej fazie lotu, na granicy przestrzeni kosmicznej (tj. na wysokości do 100 km).

W skład obrony przeciwlotniczej rosyjskiej stolicy wchodzą także systemy średniego zasięgu S-300 i S-400, a także Tor i Buk oraz systemy artyleryjskie. Wśród tych ostatnich najczęściej wykorzystywanym jest system Pancyr-S1 – posiadający zarówno pociski rakietowe krótkiego zasięgu, jak i armatki o kalibrze 30 mm zamontowane na podwoziu ciężarówki Kamaz.

Kolejny udany atak ukraińskich dronów na Moskwę

.System obrony wokół stolicy Rosji jest cały czas rozbudowywany. – W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zbudowano 21 nowych pozycji dla systemów obrony przeciwlotniczej wokół Moskwy – napisał w niedzielę ukraiński portal Militarnyj. Są to stanowiska głównie dla systemów rakietowych i artyleryjskich (w tym specjalne wieże, na których są rozmieszczane pojazdy systemu Pancyr; wcześniej ustawiano je także na dachach budynków, w tym siedziby ministerstwa obrony Rosji). Większość nowych instalacji zlokalizowano na południe od miasta, na spodziewanych kierunkach możliwych ataków.

Mimo tych działań ukraińskie drony już wiele razy docierały nad Moskwę. Nie spowodowały jak dotąd poważnych zniszczeń, jednak takie przypadki pokazują, że system obrony rosyjskiej stolicy nie jest szczelny, zwłaszcza przeciwko zagrożeniom, jakie stwarzają stosunkowo małe i nisko latające bezzałogowce (niski pułap utrudnia wykrywanie celów z dużej odległości). Dużo bardziej skomplikowana jest sytuacja w rejonach oddalonych od głównych ośrodków miejskich: znaczna liczba potencjalnych celów i brak odpowiedniej liczby naziemnych systemów przeciwlotniczych (te są zaangażowane nie tylko do osłony Moskwy czy kluczowych instalacji wojskowych i przemysłowych w pobliżu granicy z Ukrainą, ale także do działań na linii frontu, gdzie aktywność ukraińskich bezzałogowców jest największa) sprawia, że ukraińskie ataki przynoszą efekty. Dowodem na to jest kryzys rosyjskiego sektora paliwowego i braki w zaopatrzeniu w paliwa, co jest skutkiem uderzeń w rafinerie i rurociągi, także te zlokalizowane w odległości 1500-2000 km od linii frontu.

Rosja nie posiada odpowiedniej liczby systemów defensywnych

.Wraz ze wzrostem liczby i możliwości ukraińskich bezzałogowców sytuacja będzie się pogarszać: Rosja nie posiada odpowiedniej liczby systemów defensywnych, które mogłyby zapewnić skuteczną ochronę tak rozległego terytorium przed atakami. Problem ten dotyczy nie tylko systemów naziemnych, ale także dostępności samolotów myśliwskich i radarów, a także systemów walki radioelektronicznej. Dlatego, podobnie jak w przypadku strony ukraińskiej, także rosyjska armia poszukuje alternatywnych i tańszych w eksploatacji rozwiązań, które pozwolą na zwiększenie skuteczności obrony przed dronami.

Często oznacza to kopiowanie wprost ukraińskich rozwiązań: najprostsze z nich to pojazdy cywilne wyposażone w broń maszynową, będące podstawą mobilnych grup odpowiedzialnych za zwalczanie dronów. W tym celu zamiast odrzutowych samolotów myśliwskich używa się także lekkich maszyn szkolnych, np. dwumiejscowych Jak-52: w takim przypadku drona ma za zadanie zniszczyć strzelec z karabinem maszynowym zajmujący miejsce w otwartej kabinie (co ciekawe, ten typ samolotu w takim charakterze jest używany przez obie strony konfliktu).

Stosunkowo nowym sposobem zwalczania bezzałogowców jest użycie tzw. dronów przechwytujących. Są to niewielkie drony-kamikaze, celem których jest start i doprowadzenie do zderzenia z wrogim bezzałogowcem, a tym samym jego neutralizacja. Ich główną zaletą w porównaniu z innymi środkami walki ma być stosunkowo niski koszt produkcji oraz precyzja. Systemy tego rodzaju rozwijają obie strony konfliktu – zarówno Ukraina jak i Rosja, choć do osiągnięcia przez nie pełnych zdolności, by wpływać na sytuację w dużej skali, jest jeszcze daleko. Podobnie jest z systemami defensywnymi opartymi o lasery – pojedyncze egzemplarze pojawiały się na Ukrainie (otrzymane m.in. z Wielkiej Brytanii) i w Rosji (głównie pochodzenia chińskiego), jednak ich zastosowanie nie wyszło poza fazę wstępnych testów. (PAP)

Rozwój technologii zmienia nasz świat

.O szansach, które dla Polski niosą z sobą badania najnowszych technologi pisze na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Abishur PRAKASH, futurolog geopolityki.

„Wyobraźmy sobie świat, w którym zwykli ludzie mogą używać satelitów do własnych potrzeb, tak jak firmy i rządy robią to od dziesiątek lat. Taka jest wizja SatRevolution, polskiej firmy z branży kosmicznej, która w 2018 roku wypuści cztery minisatelity wydrukowane w technice 3D, nazwane imieniem słowiańskiego boga wojny, płodności i obfitości – Światowida” – opisuje ekspert.

To Polska jako pierwsza na świecie – nie Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja czy Indie – może dać ludziom możliwość, której nigdy nie mieli: wykorzystanie satelitów.

„Udostępnianie klientom usługi satelitarnej na żądanie wpisuje się w rosnący trend, zauważalny na całym świecie. Państwa coraz częściej wykorzystują nowatorskie technologie, by stworzyć lepsze warunki ekonomiczne dla swoich społeczeństw. Ale gdy przyjrzymy się temu z bliska, obraz ten wygląda jeszcze nieco inaczej: nowe technologie pozwalają państwom zyskiwać przewagę geopolityczną. Czy możliwe jest, że Polska zwiększy swoje wpływy geopolityczne dzięki technologii? A jeśli tak, to jak to osiągnąć” – zastanawia się ekspert.

W jego ocenie opowiedzią może być utworzenie Wolnego Rynku Robotyki (ang. Free Market for Robotics, FMR) w Europie Środkowo-Wschodniej.

.Wolny – tworzony przez Polskę – rynek może obejmować przede wszystkim kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Polska mogłaby się stać liderem automatyzacji w regionie. W przyszłości FMR mógłby przekształcić się w nowy rodzaj sojuszu geopolitycznego zaproponowanego i kontrolowanego przez Warszawę – cały tekst [LINK].

PAP/Dariusz Materniak/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 października 2025