
Czarny sierpień, zguba Putina
Reżim Putina jest skostniały, ale kruchy, a napięcie, któremu podlega, stale rośnie – pisze Edward LUCAS
.Sierpień jest w Rosji znany jako „przeklęty miesiąc” – i nie bez powodu. Sierpniowy pucz z 1991 roku doprowadził do ostatecznego upadku Związku Sowieckiego. Kiedy w sierpniu 1998 roku wybuchł kryzys finansowy, byłem świeżo przybyłym korespondentem „The Economist” w Moskwie. Rosja ogłosiła niewypłacalność i zdewaluowała rubla. Większość moich kolegów przebywała na urlopach. Ja nie.
Rok później, w sierpniu 1999 roku, zaczął nabierać kształtu moskiewski spisek, który wyniósł Władimira Putina do władzy. Osaczony Borys Jelcyn mianował na premiera Putina, będącego wówczas politykiem właściwie nikomu nieznanym. Tajemniczy atak terrorystyczny w Dagestanie był pierwszym z całej serii zainscenizowanych zbrodni, za które obwiniono czeczeńskich terrorystów. Twarda odpowiedź Putina na te wydarzenia uczyniła z niego bohatera narodowego. W sierpniu 2000 roku zatonął atomowy okręt podwodny „Kursk”. Działania Putina związane z tym wydarzeniem obnażyły charakterystyczne dla nowego rosyjskiego przywódcy odruchy wyniesione z KGB – przede wszystkim jego bezduszną niekompetencję. Sierpień 2008 roku przyniósł wojnę w Gruzji, co dowiodło, że Rosja może bezkarnie atakować inne państwa. Była to zgubna lekcja.
Inne sierpnie przynosiły śmiertelne powodzie i pożary lasów, katastrofy lotnicze oraz kolejne tragedie. Jak napisała w 2011 roku moja redakcyjna koleżanka z „The New Yorker”, Julia Ioffe: „Każdego sierpnia Rosjanie czekają na historię – i rzadko się rozczarowują”.
U progu tegorocznego sierpnia Putin mierzy się z najgorszym splotem problemów dyplomatycznych, gospodarczych, finansowych, politycznych i wojskowych w ciągu 26 lat swoich rządów. Niedobory paliwa, wywołane precyzyjnymi ukraińskimi uderzeniami w rafinerie ropy, nie są już tylko uciążliwością. Powodują szok inflacyjny i recesyjny, który dotyka całej rosyjskiej gospodarki. Zwiększają również napięcie polityczne. Konieczność zabezpieczenia dostaw dla Moskwy – miasta, w którym dokonuje się przewrotów – oznacza, że to prowincja musi ponosić konsekwencje i coraz bardziej kipi ze złości.
To jeden z powodów, dla których polityczna cena wojny rośnie w zawrotnym tempie. Normalność – kojące przekonanie, że dzisiejszy dzień będzie przypominał wczorajszy, a jutrzejszy nie będzie od nich różny – stanowiła największe osiągnięcie epoki Putina. Dziś leży w gruzach.
Ukraińskie ataki na magazyny Wildberries – przedsiębiorstwa będącego mniej więcej rosyjskim odpowiednikiem Amazona, choć odgrywającego w Rosji jeszcze większą rolę – nie tylko zakłóciły przyzwyczajenia zakupowe dziesiątek milionów Rosjan. Obróciły także w popiół źródła utrzymania ogromnej liczby osób związanych z handlem internetowym. Uderza to również w system bankowy, który już ugina się pod ciężarem niespłacanych kredytów. Wszystko to dzieje się w chwili, gdy niemożliwa do wygrania wojna Putina wymaga coraz większych wyrzeczeń, napięcia i poświęcenia. Krążą pogłoski, że władze planują zamienić depozyty bankowe Rosjan na obligacje wojenne. Mówi się także o przynajmniej częściowej mobilizacji, która miałaby zostać przeprowadzona w nadchodzących miesiącach.
.Rosja obchodzi 22 sierpnia Dzień Flagi Państwowej – święto mające być demonstracją narodowej dumy. Ryzyko ukraińskich ataków dronowych sprawia jednak, że nie odbędą się żadne publiczne uroczystości. Dla Kremla jest to kolejne upokorzenie.
Taki splot problemów byłby poważną próbą dla przywództwa Putina nawet u szczytu jego potęgi i popularności. Dla schorowanego, starzejącego się przywódcy, którego rzadkie i coraz mniej przekonujące wystąpienia publiczne stają się przedmiotem drwin, może to okazać się ciężarem zbyt wielkim. Putin jest wyczerpany – zarówno politycznie, jak i fizycznie. System, którym kieruje, stał się tak sztywny, że nie potrafi już reagować na kolejne wstrząsy. To właśnie czyni go kruchym. Za bombastyczną retoryką i politycznym teatrem rosyjska władza opiera się przede wszystkim na strachu i chciwości. Ile możesz ukraść? Jak bardzo obawiasz się, że ktoś ci to odbierze? Co możesz zrobić, aby go powstrzymać?
Przez ostatnie ćwierć wieku odpowiedź na te trzy pytania była zawsze taka sama: należy trzymać się blisko Putina. To on pozwala kraść. Lojalność wobec niego pozwala zachować to, co zostało ukradzione.
.Wyłania się jednak nowy paradygmat. Szef wygląda na człowieka skazanego na klęskę. Nikt nie chce upaść razem z nim. Pytanie nie dotyczy już tego, czy należy opuścić tonący okręt, lecz tego, kiedy to zrobić. Nie wiemy, kiedy ani w jaki sposób system Putina się załamie. Wiemy jednak, że gdy chciwość okaże się silniejsza od strachu, zmiana nastąpi błyskawicznie.




