
Siedemnaście mgnień Rosji
Niezależnie od gustów międzynarodowa sytuacja i koncert mocarstw mogą nas zmusić do zaakceptowania nieprzyjemnych realiów. Tyle że w wariancie pesymistycznym tego koncertu obaj wielcy zagrają partię obojów, a w nas będą walić jak w bęben – pisze Jan ŚLIWA
Rosja z mapy nie zniknie
.Gdy po agresji na Ukrainę okazało się, że rosyjska amia (druga armia świata!) jest źle przygotowana i skorumpowana (jak całe państwo), wydawało się, że Rosja się zaraz rozsypie. Rajd Prigożyna na Moskwę miał jej zadać śmiertelny cios, a Putin miał uciekać do Korei Północnej. Sankcje miały zadusić rosyjską gospodarkę, niepodległa Syberia miała handlować z Ameryką i Chinami. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Rosja się ogarnęła, pobór do wojska nie spowodował buntu, armia nauczyła się wojny dronowej. Propaganda odtworzyła na świecie obraz potężnej armii – może niepodbijającej innych krajów, ale niedającej się pokonać, posiadającej jako ostateczny argument broń atomową. Coraz częściej słychać, że nowy porządek świata bez Rosji jest niemożliwy. Stany Zjednoczone zaślepione serią blitzkriegów zaatakowały Iran. Może to o jeden krok za daleko. Iran bowiem nie padł, wojna rozlewa się na cały Bliski Wschód, szykuje się gigantyczny kryzys energetyczny i finansowy. Zaufanie do Ameryki maleje, pojawia się stary antyamerykanizm, podsycany arogancją administracji Trumpa. Może się zdarzyć wiele.
Tak więc Rosja nie zniknie z radarów, wręcz przeciwnie. Musimy bowiem zaakceptować, że świat jest taki, jaki jest, a nie taki, jaki byśmy chcieli. Z historii znamy wiele przypadków, gdy miało być inaczej, a wyszło tak, jak wyszło. W końcu XVIII wieku nonszalancja doprowadziła do ponad wieku rozbiorów, krwawych powstań i zapóźnienia gospodarczego. „Zwycięska” II wojna światowa zakończyła się dealem wielkich ponad naszymi głowami, a w konsekwencji półwieczem podległości, brutalnie tłumionymi buntami i znowu zapóźnieniem gospodarczym. W ostatnich dekadach dzięki koniunkturze i ciężkiej, inteligentnej pracy Polska odrobiła sporo strat – i znowu stała się smacznym kąskiem. Chcielibyśmy się wreszcie swobodnie rozwijać, ale geografia się nie zmieniła. A nasi sąsiedzi? Niemcy są asertywni, wierzą w swoje historyczne przeznaczenie do hegemonii, lecz działają raczej „bezkontaktowo”. Rosja jest znowu mocarstwem rewizjonistycznym, ze względu na obecność NATO (jak długo?) nie posuwa się do fizycznej agresji, ale nie miałaby w tym punkcie moralnych skrupułów. Zarówno Niemcy, jak i Rosja uważają Polskę za niepotrzebny element układanki, psujący im grę. Niestety dla innych graczy, również dla Ameryki, a zwłaszcza wyznawców Realpolitik, Europa to Niemcy, a wielki konkurent/partner na wschodzie to Rosja. To utrwalony sposób myślenia, gra w Trójmorze wymagałaby odwagi intelektualnej. Do tego Polska mogłaby w takiej grze zostać tylko wykorzystana do grania na nosie wielkim, a w końcu zostawiona jak z anglo-francuskimi gwarancjami w 1939 r.
Utrwalone przekonania, różne punkty widzenia
.Powiadają, że czym skorupka za młodu nasiąknie… Większość z nas ma na określone tematy od dawna utrwalone poglądy, do których dopasowuje kolejne fakty. Nie chcę tu używać takich określeń, jak uprzedzenia i przesądy, bo są niepotrzebnie stygmatyzujące, a zjawisko jest naturalne.
Bywa też, że poglądy własne nie są kopią poglądów powszechnych, lecz ich zaprzeczeniem. Żyjąc w sowieckim państwie wasalnym, gdzie dla kariery wymagany był ateizm, nabrałem niechęci do komunizmu i innych form lewicy, a filarem swobód był Kościół. Było tak: „oni” puszczają mi w Boże Ciało Bonanzę, a więc pójdę na procesję, by poczuć się wolny. My tęskniliśmy za kapitalizmem i Ameryką, na Zachodzie było to przegrzane, stąd tendencje lewicowe, aż po maoizm i anarchię. Jaskrawy jest kontrast między polskim marcem 1968 a paryskim majem. W sierpniu 1980 r. byłem na obozie językowym (z PAN) we Francji. Były tam portugalskie nauczycielki, którym się w głowie nie mieściło, że polscy robotnicy w oporze wobec komunistów odprawiają mszę pod portretem papieża. Zupełne obustronne niezrozumienie. Z kolei obecna polska młodzież żyje już w innych czasach i często widzi sprawy inaczej niż my.
Z punktu widzenia estetycznego znaczenie ma, po której stronie są tłuści, pewni siebie bonzowie. Gdy widzę na Zachodzie studiujących myśl marksistowską (do dziś!), jestem zszokowany. Dla mnie „myśl marksistowska” kojarzy się z talonem na samochód za pół ceny, za który zapłacą karły reakcji. Tak mnie głupio wychowano, że to za tanio, by sprzedać godność. Odezwał się tu we mnie inteligent: oczywiście sporo jest takich, którzy jak najbardziej chcą zostać tłustymi bonzami. Tacy zapisują się na volkslistę, wstępują do ORMO i PZPR. I oczywiście głosują dokładnie przeciwnie niż ja. Nie można ich jednak lekceważyć. Jest ich wielu, mają media i pieniądze.
Takie przekonania trudno jest zmienić. Musi się wiele zdarzyć, by do tego doszło. Podobnie i inni mają swoje utrwalone przekonania, często inne niż ja. Dyskusja z nimi jest trudna, bo po prostu świat widzą inaczej. Docierają do nich inne fakty, a te same oceniają inaczej. Jeżeli chodzi o nastawienie do Rosji, możemy wyróżnić następujące podstawowe grupy:
- polscy rusosceptycy,
- zachodni rusosceptycy,
- zachodni rusofile,
- polscy rusofile,
- rosyjscy okcydentaliści,
- rosyjscy nacjonaliści.
Grupy te charakteryzują się różnym stosunkiem do kilku podstawowych spraw:
- czym jest Rosja: globalnym zagrożeniem, latarnią ludzkości, państwem jak każde,
- rola Ameryki w świecie: zbawienna, destruktywna, taka sobie,
- kto jest dla kogo zagrożeniem,
- komu co wolno,
- rozszerzenie UE i NATO,
- realizm polityczny, światowy koncert mocarstw,
- Bruksela a państwa narodowe.
Omówmy teraz wymienione powyżej grupy.
Polscy rusosceptycy
.Zacznę od siebie. Myślę, że jestem w miarę typowym egzemplarzem. W szkole za Gomułki i Gierka w historii dużą rolę odgrywała walka Polski o niepodległość, na ogół z Niemcami i Rosją. Rosja była co prawda carska, ale Rosja to Rosja. Czytaliśmy Dziady i Redutę Ordona. Niby to dawne historie, ale na tyle się kojarzyły z sytuacją aktualną, że sowiecki ambasador w marcu 1968 r. antycarskie tyrady wziął do siebie. I słusznie. Co do Związku Sowieckiego, powtarzaliśmy to co trzeba. W Setną Rocznicę Urodzin Lenina (SRUL, 1970) uczyliśmy się życiorysu Wielkiego Wodza Rewolucji i jego myśli. „Co robić?” – zawsze ważne pytanie. „Krok naprzód, dwa kroki wstecz” kojarzyło mi się z gospodarką socjalistyczną. Nie zauważyłem wtedy, by ktoś samorzutnie i gorąco głosił wielkość socjalizmu; wydawałby się śmieszny. W marcu 1968 r. pod moimi oknami (w Gliwicach) przeszła manifestacja studencka, w końcu ulicy mieszkał rektor Szuba: idzie wiosna, trzeba zdjąć Szubę! Zacząłem wtedy z Tatą słuchać Wolnej Europy – Jadwiga Mieczkowska „Fakty, wydarzenia, opinie” itp. Przy kolacji komunistyczna wersja wiadomości, wieczorem prawdziwa. Sportem było szukanie niezakłócanego pasma. Byłem już stracony dla systemu.
Niemniej uczyłem się rosyjskiego przez 8 lat, jest mi bliski. Ceniłem rosyjskich poetów i poetki, Okudżawę śpiewaliśmy po polsku i rosyjsku na rajdach studenckich, docierał do naszych dusz. Raz tylko byłem w Moskwie, poszedłem na Arbat, a tam stał pomniczek Bułata i jego Błękitny Trolejbus. W Galerii Trietiakowskiej podziwiałem ikony Andrieja Rublowa. Rosja to na pewno więcej niż Stalin (skądinąd Gruzin), Trocki (skądinąd Żyd), Dzierżyński (skądinąd niestety Polak) czy Putin.
Trzeba podkreślić, że wśród antyputinistów dużo jest też farbowanych lisów. Wiedzą, że nie wypada popierać Putina, więc z gorliwością neofitów polują na jego zwolenników, realnych i wyimaginowanych. W takim kraju jak Polska walka z Putinem jest poręczną pałką na przeciwników. Stąd powtarzane na okrągło hasła typu „PiS to Rosja” – i to od zawsze. Próbuję w mediach społecznościowych przypominać, kto chciał stawiać mur na granicy i kto organizował w Europie front pomocy wojskowej dla Ukrainy, ale piszący te teksty mają za zadanie wykonać plan trollingu, a nie polemizować.
Zachodni rusosceptycy
.Zachodni rusosceptycy różnią się tym od polskich, że podchodzą do sprawy bardziej intelektualnie, nie przeżyli tego na własnej skórze ani oni, ani nikt z ich rodzin. Rozgryźli oni fałsz rosyjskiej propagandy. Dotyczy to mitu „Świętej Rusi”, przechowującej głębokie wartości w religii i literaturze, ale też obrazu Rosji wiodącej ludy świata ku postępowi. Wiedzą o rosyjskiej i sowieckiej polityce kolonialnej, Gułagu, Katyniu. Są w tych punktach przeciwieństwem rusofilów. Znany jest im putinowski system władzy. Wiedzą też o rosyjskiej wojnie informacyjnej i fizycznej dywersji. Poważnie traktują rosyjskie zagrożenie. Może zanadto nim straszą, bo to też chwytliwy temat. A może wcale nie zanadto, lecz nie dość. To się jeszcze okaże.
Wśród zachodnich rusosceptyków są też liczne farbowane lisy, które po prostu dostosowują się do koniunktury. Ogłaszają oni olbrzymie programy gospodarcze i wojskowe, mające zawstydzić innych (Scholz: Zeitenwende), z których potem niewiele wynika. W istocie programy te przykrywają tęsknotę za powrotem do rosyjskiej ropy i gazu.
Zachodni rusofile
.Najciekawszą i najważniejszą z naszego punktu widzenia grupą są zachodni rusofile. Odgrywają wielką rolę w promowaniu wizerunku Rosji i rozpowszechnianiu jej propagandy. Są grupą bardzo niejednorodną. To ciekawe, że dla tylu ludzi na Zachodzie Rosja się jawi jako kraina marzeń. Jest na tyle daleka i egzotyczna, by pobudzać wyobraźnię, a na tyle bliska, by myśleć, że jest zrozumiała. Polska jest w o wiele gorszej sytuacji. Gdy zaczęto z Zachodu więcej podróżować na Wschód, biura podróży oferowały wycieczki do Pragi i Budapesztu (trochę ciekawsza Mitteleuropa) oraz do Moskwy i Petersburga (kraina Tołstoja i Dostojewskiego). Polska była czarną dziurą, ewentualnie ciekawa jako Auschwitz i okolice.
Rusofile tradycjonaliści widzą na Wschodzie Świętą Ruś, ikony, śpiewy, kadzidła – oazę spokoju w zabieganym zachodnim życiu. Pasuje do tego też Tołstoj, chodzący boso, w chłopskiej rubaszce. Dalej jest wielka kultura: Dostojewski, Puszkin, Czajkowski. Jedną z atrakcji inauguracji igrzysk olimpijskich w Soczi 2014 była panorama rosyjskiej literatury. Pojawił się Bułhakow ze sławną frazą „rękopisy nie płoną”, był nawet Sołżenicyn. Gościnność i otwartość. A miesiąc później zielone ludziki zajęły Krym i Donbas. Rosja jest też widziana jako filar oporu przeciw zachodniej zgniliźnie. Przypomnijmy, że w czasie ZSRS (1920–1991) dokonano tam ponad 260 milionów aborcji – ćwierć miliarda! Szczytem był rok 1965 (5,5 miliona), obecnie jest to wciąż ok. pół miliona, przy ludności ok. 143 mln.
Ale Rosja to też rewolucja. Niedawno widziałem w szwajcarskim Bernie młodych ludzi rozdających gazetki z sierpem/młotem. Trzeba było wziąć. Na uniwersytecie jest kółko marksistowskie. Im dalej od realnego marksizmu, tym bardziej jest on atrakcyjny.
Geopolityczni realiści podkreślają, że Rosja nie zniknie z mapy i ma wciąż broń atomową. Rozumując w kategoriach stref wpływów, uznają, że Rosja ma prawo do zabezpieczania swoich interesów, a jest normalnym krajem, jak wszystkie inne. Przypomina mi się tu Stalin przesuwający fajką strzałki na mapie. Uważają, że strategicznym błędem było „rozszerzenie NATO na wschód”. Dla mnie to nie NATO się rozszerzyło, tylko europejskie narody się wyzwoliły z pułapki jałtańskiej, ale oni nas widzą jedynie jako przedmiot wielkiej gry. Podziwiają Putina jako chytrego gracza, akceptują jego argumenty. Rozumiem, gdy tak myślą Amerykanie, ale my, Polacy, nie powinniśmy się wczuwać w cudze role. Putin nie gra z nami, najwyżej gra nami.
Często się słyszy, że ważne są interesy, a nie moralność. Zależy dla kogo. Ocena etyczna, jakim krajem jest Rosja i jaki los może spotkać jej wasalów, jest szczególnie ważna dla każdego, kto miałby osobiście mieszkać w rosyjskiej strefie wpływów. Inaczej to wygląda, jeżeli się kibicuje z kanapy. Liczni zachodni intelektualiści wykazują się tyranofilią, mimo deklarowanego humanizmu imponuje im silny człowiek i brutalna przemoc. Już Voltaire i Diderot byli zachwyceni carycą Katarzyną, Semiramidą Północy. Subtelny poeta Louis Aragon, piewca oczu Elzy (Elsa Triolet, w istocie Ełła Juriewna Kagan), napisał też Odę do GPU, sowieckiej tajnej policji, odpowiednika Gestapo. Cytat: „Niech żyje GPU przeciwko papieżowi i wszom!”. Sartre’owi bliscy byli Stalin i Fidel Castro. Ich sympatię Rosjanie zdobywają też rozpieszczaniem i specjalnymi względami. George Bernard Shaw w 1931 r. został potraktowany po królewsku: luksusowy hotel, limuzyna z szoferem, kawior bez ograniczeń, potiomkinowskie fabryki z radosnymi robotnikami. Niedawno prawicowy komentator Tucker Carlson odwiedził Moskwę i był zachwycony. Władimir Putin udzielił mu dwugodzinnego wywiadu, gdzie wcisnął mu propagandowy wykład o Rosji, Ukrainie, a również o Polsce, która przed wojną ponoć kolaborowała z Hitlerem i prowokowała Niemcy, nie chcąc oddać Gdańska (Danzig), do którego przecież Niemcy mieli prawo. Czy mają nadal? Carlson, wychowanek amerykańskich szkół, był zachwycony, gdy Putin zaczął perorować o historii średniowiecza. Nigdy kogoś tak mądrego nie widział.
Wobec dziennikarzy metoda „zobaczysz coś, czego nikt nie widział” jest dość skuteczna. W 2017 r. amerykański reżyser Oliver Stone przeprowadził 4-odcinkowy wywiad rzekę z Putinem. Stone był dobrym kandydatem, jako że jest krytyczny wobec działań amerykańskiej administracji i ma skłonność do teorii spiskowych, jak w przypadku zamachu na J.F. Kennedy’ego. Nie jest jednak łatwo stwierdzić, kiedy krytycyzm przeradza się w działalność agenturalną i gdzie jest granica między teorią spiskową a ukrytą prawdą. W podobnym tonie Jeffrey Sachs, prawdziwy autor planu Balcerowicza, głosi, że to Amerykanie wysadzili gazociąg Nord Stream. Potwierdza to sławny tweet Radka Sikorskiego „Thank you, USA”. Przecież szef dyplomacji ważnego państwa NATO by nie kłamał ani nie zmyślał. Weszło to do zestawu złotych myśli ministra Sikorskiego obok stwierdzenia, że mniej się boi niemieckiej potęgi niż niemieckiego braku działania.
Charakterystyczne w rosyjskiej propagandzie jest to, że każdemu oferuje ona to, czego ten szuka. Jest Cerkiew, jest Dostojewski, są Lenin i Stalin, jest Gagarin, jest krytyka amerykańskiego imperializmu, no i oczywiście są tajemnicze, uwodzicielskie, piękne kobiety.
Polscy rusofile
.Polscy rusofile w dużej mierze powtarzają wątki swoich zachodnich kolegów. Dochodzi do tego niechęć do Żydów i Ukrainy. Jeżeli chodzi o Żydów, to nasza wspólna historia jest, delikatnie mówiąc, trudna, a ich nonszalanckie przerzucanie niemieckich zbrodni na Polaków jest trudne do wytrzymania. Tyle że można być tego świadomym, ale może to też być centralnym punktem odniesienia, przesłaniającym wszystko inne, jak choćby zagrożenie ze strony islamizmu. Dalej – jednoznaczne poparcie USA dla brutalnych wojen Izraela wiąże te dwa kraje i łatwy jest stąd wniosek, że Stany Zjednoczone tak naprawdę realizują politykę Izraela, są pod wpływem lobby żydowskiego. Tak to jedna antypatia łączy się z drugą i ją wzmacnia, a od antyamerykanizmu do rusofilii droga jest łatwa.
Z Ukrainą mamy niezałatwioną sprawę rzezi wołyńskiej, jak również zmiany frontu Ukrainy przed wyborami (2023) do Sejmu, gdy Zełenski na międzynarodowym forum obrażał Polskę i prezydenta Dudę. Było to niesmaczne, a jego uprzednie uściski i pocałunki kojarzą się z niewiernym uczniem Pana Jezusa. Wiem, że w polityce nie ma sentymentów, ale jeżeli ktoś po otrzymaniu olbrzymiej pomocy, która uratowała jego istnienie, lekceważy to i wybiera chłodne „realizowanie narodowych interesów”, to niech go nie dziwi reakcja, również w konkretnych faktach, nie tylko w emocjach. No i tu Rosja jest gotowa pomóc w konflikcie z Ukrainą i w jej denazyfikacji. 1 stycznia 2024 r., w urodziny Stepana Bandery, rosyjski dron zniszczył muzeum Romana Szuchewycza we Lwowie. Nie płakałem. Burmistrz Lwowa, Andrij Sadowy, potępił tę „cyniczną wojnę z naszą historią”, a Euromajdan zatytułował: „Russian drones destroy Ukraine freedom fighters museum”. Fakt jest faktem, niestety.
Oczywiście, Rosjanie cynicznie wykorzystują antagonizmy między swoimi przeciwnikami, ale robią to dość sprawnie. Ważne jest adresowanie określonych przekazów do określonych odbiorców, bo nie wszyscy chcą słyszeć to samo. Trzeba pamiętać, że gdy Rosjanie chcą być dla kogoś sympatyczni, proponują często, by się podzielić kimś trzecim. W tej grze zawsze można być raz konsumentem, ale innym razem konsumowanym.
W Polsce odzywają się też dawne reminiscencje, że „Wokulski robił interesy w Rosji”. W międzyczasie mieliśmy jednak Związek Sowiecki, a teraz mamy putinowską Rosję, a zdarza się, że zachodni biznesmeni przepadają w rosyjskich więzieniach. Niech odważni próbują.
Dialog głuchych i co z niego wynika
.O Rosji, jej polityce i mentalności porozmawiamy innym razem. Na razie stwierdźmy, że na Zachodzie mamy do czynienia z różnymi grupami o radykalnie odmiennym stosunku do Rosji. Rzadko się zdarza, żeby ktoś kogoś do swych racji przekonał.
Jak to się skończy, trudno powiedzieć. Światowa sytuacja jest taka, że lepiej odsunąć się od głównej sceny, bo nisko nad głowami mogą latać fajerwerki. Sam, mieszkając w Szwajcarii, myślałem, że jestem bezpieczny, ale obecnie coraz głośniej jest tu o zbliżeniu z UE, automatycznym przejmowaniu wyroków sądów europejskich itp. Niektórzy uważają neutralność za przestarzałą ideę. Mieszkają w jedynym/ostatnim prawdziwie demokratycznym państwie w Europie, a może na świecie. Trwa to od ponad stu lat, wyraźnie jest nudne. Może chcą zdążyć na wielki finał i widzieć go z pierwszych rzędów.
A co z Polską? Normalizacja stosunków z Rosją jest trudna, jako że Polska od kilkuset lat Rosji przeszkadza i działa jej na nerwy. Słowiański naród, który „zdradził” prawosławie, zawsze jakiś inny, oporny, o rogatej duszy. Takie samo nastawienie do Polski ma Putin, który pisze nową historię, w której Polska odgrywa rolę czarnej owcy. Ribbentrop i Mołotow próbują tam ratować pokój, ale przeszkadza ta wredna Polska.
Ale niezależnie od gustów międzynarodowa sytuacja i koncert mocarstw mogą nas zmusić do zaakceptowania nieprzyjemnych realiów. Tyle że w wariancie pesymistycznym tego koncertu obaj wielcy zagrają partię obojów, a w nas będą walić jak w bęben.





