Trzeba rozpocząć przygotowania do wejścia do Rady Pokoju [Marcin PRZYDACZ]

przygotowania do wejścia do Rady Pokoju

Kancelaria Prezydenta uważa, że trzeba rozpocząć przygotowania do wejścia do Rady Pokoju – powiedział szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Dodał, że KPRP chciałaby uzyskać stanowisko rządu w tej sprawie oraz poznać opinie wszystkich ugrupowań sejmowych.

Premier Donald Tusk podczas ostatniego unijnego szczytu w Brukseli nie wykluczył przeprowadzenia w Sejmie dyskusji

.Marcin Przydacz w Polsat News pytany o działania wokół ew. dołączenia Polski do zainicjowanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa Rady Pokoju odpowiedział, że kancelaria prezydenta chciałaby uzyskać w tej sprawie „jakiekolwiek stanowisko rządu”. Podkreślił, że opinia MSZ, którą otrzymała KPRP przed kilkoma tygodniami jest „bardzo lakoniczna i bez treści”.

– My uważamy, że trzeba rozpocząć prace przygotowawcze do wejścia do tej Rady. Natomiast żeby mogło się to odbyć, jako do organizacji międzynarodowej, musi być tutaj po pierwsze uchwała Rady Ministrów, a po drugie finalna zgoda wyrażona w ustawie. Czyli wszystkie siły parlamentarne w Sejmie, albo przynajmniej większość, musi się na to zgodzić – powiedział Marcin Przydacz.

Z tego powodu, jak wyjaśnił Marcin Przydacz – będzie to przedmiotem rozmów podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego, którą prezydent zwołał na 11 lutego. Otoczenie prezydenta chce sprawdzić jaka jest „gotowość i temperatura po stronie zarówno rządu, jak i sił parlamentarnych”.

Premier Donald Tusk podczas ostatniego unijnego szczytu w Brukseli nie wykluczył przeprowadzenia w Sejmie dyskusji odnośnie ew. dołączenia do Rady Pokoju i wskazał, że trzeba przeanalizować wszystkie „za” i „przeciw”.

Czy Polska rozpocznie przygotowania do wejścia do Rady Pokoju?

.Prezydent USA Donald Trump zainaugurował w styczniu w szwajcarskim Davos powołaną przez siebie Radę Pokoju. Państwa członkowskie mają być wybierane przez Donalda Trumpa na trzyletnie kadencje, chyba że zapłacą ponad 1 mld dolarów za stałe członkostwo. Donald Trump ma być dożywotnim prezesem Rady o niemal nieograniczonych uprawnieniach.

Prezydent USA zaprosił do gremium dziesiątki światowych przywódców, w tym Władimira Putina. Ofertę zaakceptowali przywódcy m.in.: Arabii Saudyjskiej, Argentyny, Białorusi, Egiptu, Izraela, Kataru, Kazachstanu, Kosowa, Pakistanu, Paragwaju, Turcji i Węgier.

Wśród zaproszonych do Rady Pokoju przywódców znalazł się Karol Nawrocki, który wziął udział w ceremonii podpisania aktu powołującego Radę, ale nie złożył pod nim podpisu.

Polityka Donalda Trumpa zamienia sojusze w twarde, cyniczne transakcje

.Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi? Wystarczy spojrzeć na to, jak wysoką cenę ma retoryka prezydenta Stanów Zjednoczonych, przynosząca niewiele korzyści – pisze Edward LUCAS

Whistorii przemówień politycznych trudno znaleźć słowa, które kosztowałyby tak dużo, a dały tak niewiele, jak ostatnie wypowiedzi Donalda Trumpa o najbliższych sojusznikach Ameryki. W rozmowie z Fox News amerykański prezydent oświadczył, że „nie jest pewien”, czy NATO ruszyłoby Stanom Zjednoczonym na pomoc, „gdybyśmy kiedykolwiek jej potrzebowali”. Dorzucił, że „tak naprawdę nigdy niczego od nich nie wymagaliśmy”. Następnie skwitował: „Będą mówić, że wysłali żołnierzy do Afganistanu. I rzeczywiście tak zrobili, tylko że trzymali ich z dala od linii frontu”.

Te niedorzeczne, pogardliwe uwagi mogą podobać się jego fanom z ruchu „America First”, którzy zapewne wierzą, że Stany Zjednoczone samodzielnie wygrały pierwszą i drugą wojnę światową oraz że brały w nich udział od początku do końca. Ale dla państw (trzydziestu członków NATO i dwudziestu jeden partnerów), które stanęły po stronie Ameryki po zamachach z 11 września 2001 roku, kiedy to Sojusz po raz pierwszy w historii uruchomił artykuł 5 o zbiorowej obronie, słowa Donalda Trumpa są po prostu obrzydliwe.

Dla porządku: z 3621 poległych żołnierzy sił koalicyjnych w Afganistanie 2461 było Amerykanami. Jak zazwyczaj bywa u Donalda Trumpa, także i tym razem w jego słowach jest trochę niewygodnej prawdy. Niektóre państwa – zwłaszcza Niemcy, Włochy, Francja i Hiszpania – wysyłały swoje kontyngenty z poważnymi ograniczeniami, tzw. caveats, określającymi, gdzie i w jaki sposób mogą być użyte (zakazywały na przykład patroli nocnych). Krytycy kpili wówczas, że skrót ISAF – International Security Assistance Force – w rzeczywistości znaczy „I Saw Americans Fight” (Patrzyliśmy, jak walczą Amerykanie).

W efekcie Stany Zjednoczone bardziej polegały na tych, którzy nie wprowadzili szeregu ograniczeń dla udzielanej pomocy. Najwyższe straty (w stosunku do liczby ludności) poniosły Gruzja, Dania, Wielka Brytania i Estonia. Kraje te nie miały w Afganistanie nic do ugrania. Stawiły się, bo są częścią Sojuszu, i skoro ta wojna była ważna dla USA, była ważna także dla nich.

Donald Trump, jak wiadomo, nigdy za nic nie przeprasza. Nawet gdy w reakcji na niecodzienną publiczną reprymendę ze strony brytyjskiego premiera sir Keira Starmera wydał dodatkowe oświadczenie, w którym chwalił brytyjskie wojsko, tylko podkreślił postawę „nie wiem, nie obchodzi mnie to” wobec pozostałych sojuszników. Fakt, że niemal nikt z protrumpowskich komentatorów w Stanach Zjednoczonych tej kompromitacji nawet nie zauważa – albo nie postrzega jej jako coś istotnego – jeszcze pogarsza sytuację.

Zniewaga dotyczy przeszłości, ale kształtuje przyszłość. NATO istnieje z jednego powodu: by w razie potrzeby włączyć amerykańską potęgę militarną w obronę Europy. Do tego potrzebne są pieniądze z Kapitolu oraz ludzie, plany i sprzęt z Pentagonu – wszystko, co zamienia deklaracje w realną siłę. Ale ostatecznie i tak o podjęciu działań zadecyduje charakter prezydenta Stanów Zjednoczonych. Czy jako naczelny dowódca rzeczywiście będzie gotów wysłać żołnierzy na wojnę w obronie sojuszników?

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-polityka-donalda-trumpa-zamienia-sojusze-w-twarde-cyniczne-transakcje/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 lutego 2026