Trzy dni po wyborach prezydenckich aresztowano prezydenta, szefa sztabu i szefa MSW

aresztowano prezydenta

Trzy dni po wyborach prezydenckich i parlamentarnych w Gwinei Bissau dokonano zamachu stanu. Aresztowano ubiegającego się w nich o reelekcję prezydenta Umaro Sissoco Embalo, szefa sztabu sił zbrojnych, jego zastępcę i ministra spraw wewnętrznych.

Trzy dni po wyborach prezydenckich aresztowano prezydenta

.Wybory prezydenckie odbyły się w dniu 23 listopada 2025 r., a 26 listopada ustępujący prezydent powiedział, że wygrał je, zdobywając 65 proc. głosów. Swoje zwycięstwo ogłosił również jeden z głównych kandydatów opozycji Fernando Dias de Costa. Oficjalne wyniki wyborów powinny zostać ogłoszone w czwartek wieczorem.

W dniu 26 listopada, po ogłoszeniu częściowych wyników, oddział wojska udał się do pałacu prezydenckiego, aby aresztować ustępującego prezydenta, który zdążył o tym poinformować dziennik „Jeune Afrique”. Razem z prezydentem aresztowani zostali szef sztabu generalnego, gen. Biague Na Ntan, jego zastępca, gen. Mamadou Toure oraz minister spraw wewnętrznych, Botche Cande. Embalo zapewnił, że podczas tego „zamachu stanu”, który – jak twierdził – został zorganizowany przez szefa armii, nie doszło wobec niego do przemocy.

Gwinea Bissau piątym krajem Afryki opanowanym przez juntę?

.Jednak według informacji, uzyskanych od kilku Europejczyków pracujących w stolicy kraju – Bissau, w mieście od dwóch dni słychać sporadyczne strzały z broni lekkiej, a przy placu Praca dos Herois Nacionais, gdzie znajduje się pałac prezydencki, i w pobliżu ambasad pojawiły się uzbrojone patrole wojska.

Jeśli armia nie przekaże władzy cywilom, Gwinea Bissau będzie piątym krajem Afryki Zachodniej rządzonym przez juntę wojskową, obok sąsiedniej Gwinei, Burkina Faso, Mali i Nigru. W tym niewielkim, liczącym niespełna 2 mln mieszkańców, państwie od czasu uzyskania niepodległości od Portugalii w 1973 r. przeprowadzono cztery zamachy stanu.

Dlaczego powinniśmy interesować się tym, co dzieje się w Afryce?

.Ostatnie wydarzenia w Nigrze są szeroko komentowane na świecie, szczególnie we Francji. Mało jednak mówi się o tym w Polsce. A przecież jeśli Polska chce być krajem liczącym się w Europie, będzie musiała zająć się problemem afrykańskim, bo to jeden z obszarów, na którym Rosja prowadzi z nami wojnę – pisze Nathaniel GARSTECKA.

Zamach stanu w Nigrze w lipcu 2023 r. pogrążył Afrykę Zachodnią w chaosie. Wybrany w 2021 r. prezydent Bazoum został obalony przez generała Omara Tchianiego i spiskowców z elitarnej Gwardii Prezydenckiej. Od tego czasu prezydent i jego rodzina są więzieni, a kraje członkowskie ECOWAS (Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej) zastanawiają się, jak zareagować na zamach stanu, który został potępiony przez Unię Afrykańską, Unię Europejską i Stany Zjednoczone.

To, co dzieje się obecnie, jest kolejnym epizodem długiej serii wstrząsów geopolitycznych, które miały miejsce w tej części świata w ostatnich latach. Francja, była potęga kolonialna, która stara się utrzymać swoje wpływy, staje w obliczu coraz bardziej otwartej konkurencji ze strony Chin, a przede wszystkim Rosji. Rosja ma tradycję infiltracji krajów afrykańskich od czasów sowieckich, postrzega osłabienie Francji jako okazję do rozszerzenia swojej strefy wpływów kosztem Zachodu i zdobycia bogactwa tych krajów. Rosja dąży również do rozwoju sieci handlowych i wojskowych poprzez instalację baz i obecność grup paramilitarnych, a także do eksportu swojego przemysłu nuklearnego i gazowego.

Rosyjska retoryka schlebia afrykańskiej goryczy i niechęci do Francji. Prezydent Federacji Rosyjskiej, Władimir Putin, regularnie wygłasza hasła, które można określić jako dekolonialne i antyzachodnie. Na przykład na ostatnim szczycie Rosja-Afryka porównał „walkę Afryki o wolność” do „walki ZSRR o wolność”, dodając, że to Zachód (zwłaszcza Francja) jest odpowiedzialny za trudności, jakich doświadczają kraje afrykańskie. Ta retoryka, która staje się coraz wyraźniejsza, jest podejmowana i powtarzana przez rosyjskie sieci wpływów w krajach będących celem Moskwy. Tak było w szczególności w Mali, gdzie w 2021 r. doszło do zamachu stanu i przejęcia władzy przez juntę wojskową, która nie zawahała się „zaprosić” rosyjskiej grupy paramilitarnej „Wagner” (nazwanej tak przez Jewgienija Prigożyna i Dmitrija Utkina w hołdzie dla słynnego kompozytora, ponieważ był on ulubieńcem Adolfa Hitlera) do zastąpienia francuskich żołnierzy sił Barkhane, którzy walczyli z organizacjami islamistycznymi w Sahelu, w szczególności z Al-Kaidą Islamskiego Maghrebu i Państwem Islamskim w Wielkiej Saharze. W 2022 r. Francja została zmuszona do zakończenia operacji Barkhane i ewakuacji swoich baz, które zostały natychmiast zajęte przez najemników Wagnera. W trakcie tego procesu wagnerowcy rozpowszechniali kłamstwa o rzekomym zaangażowaniu Francji w zbrodnie wojenne, narażając życie żołnierzy Barkhane.

.Wrogość wobec Francji jest również widoczna w Nigrze, gdzie demonstranci skandują hasła na rzecz Rosji. Moskwa wzmocniła już swoją obecność w Republice Środkowoafrykańskiej, Libii i Sudanie, ale także w krajach Maghrebu, zwłaszcza w Algierii. Ten szybki postęp zaczyna niepokoić Francję, której wpływy w Afryce kurczą się z roku na rok w wyniku bezsilności jej kolejnych przywódców. Oprócz osłabienia sojusznika (Francja i Polska są członkami Unii Europejskiej i NATO) Polska ma kilka powodów do zaniepokojenia tym, co dzieje się w Afryce.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/pepites/osiemdziesieciolatkowie-rzadza-afryka/

PAP/Tadeusz Brzozowski/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 listopada 2025