re-wizje. Przegląd filmów z okazji 100. rocznicy urodzin reżysera

W Radomiu rusza przegląd filmów WAJDA: re-wizje, przygotowany z okazji 100. rocznicy urodzin reżysera. Wydarzenie odbywa się w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia – placówce, do której powstania przyczynił się wybitny twórca filmowy.
Senat RP ustanowił rok 2026 Rokiem Andrzeja Wajdy – jedynego polskiego twórcy uhonorowanego Oscarem
.Do końca roku co miesiąc w kinie Elektrowni prezentowane będą dzieła zmarłego w 2016 r. reżysera. Cykl otworzy niedzielny pokaz filmu „Popiół i diament” (1958). W ramach przeglądu widzowie obejrzą też takie produkcje jak m.in.: Wesele (1972), „Niewinni Czarodzieje” (1960), „Człowiek z marmuru” (1977), „Brzezina” 1970) czy „Ziemia obiecana” (1974). W programie znajdzie się również specjalny pokaz filmu „Dyrygent”, do którego zdjęcia realizowano w Radomiu.
– Przegląd „WAJDA: re-wizje” to nie tylko powrót do klasyki, ale przede wszystkim próba nowego odczytania dzieł artysty, dla którego kino było moralnym i obywatelskim zobowiązaniem – podkreślili w zapowiedzi organizatorzy: Stowarzyszenie Kin Studyjnych oraz Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia”.
Oprócz projekcji jedenastu odnowionych cyfrowo filmów w jakości 4K, organizatorzy przygotowali szereg wydarzeń towarzyszących: wystawę plakatów filmowych, ekspozycję fotografii dokumentujących wizyty Andrzeja Wajdy w radomskiej instytucji, prelekcje i spotkania przybliżające kontekst historyczny i społeczny dzieł.
Senat RP ustanowił rok 2026 Rokiem Andrzeja Wajdy – jedynego polskiego twórcy uhonorowanego Oscarem za całokształt twórczości i zarazem jednej z najważniejszych postaci światowej kinematografii.
Ile będzie trwał przegląd WAJDA: re-wizje
.Andrzej Wajda urodził się 6 marca 1926 r. w Suwałkach. W Radomiu mieszkał od 1934 roku. Jego ojciec – Jakub Wajda – był oficerem 72. Pułku Piechoty, który stacjonował w tym mieście. Jako 14-latek Wajda rozpoczął naukę w gimnazjum na tajnych kompletach. Po pierwszym roku musiał zrezygnować ze szkoły z powodów finansowych.
Aby utrzymać rodzinę, wraz z bratem Leszkiem pracował w Landwirtschaft Zentrale; był magazynierem, a następnie tragarzem i pomocnikiem bednarza. Po wojnie wyjechał do Krakowa.
Związki z Radomiem odnowił na przełomie lat 80. i 90. XX w. Wraz z żoną Krystyną Zachwatowicz przekazał radomskiemu muzeum 78 własnych prac, głównie rysunki i akwarele z okresu młodzieńczego, oraz kilkadziesiąt dzieł innych autorów z własnej kolekcji, m.in. m.in. Tadeusza Kantora i Ryszarda Horowitza. Reżyser był pomysłodawcą i gorącym orędownikiem stworzenia w Radomiu miejsca, w którym prezentowana byłaby bogata kolekcja sztuki współczesnej. Powstał wtedy zamysł otworzonego w 2014 r. Mazowieckiego Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia”. Za zasługi dla miasta został uhonorowany tytułem Honorowego Obywatela Radomia.
Cezary 2026. Sprawy ważniejsze od książek
.Wszyscy sądzili, że głównego Cezara w tym roku dostanie „Nouvelle Vague” Richarda Linklatera. Francuzi są przecież dumni z tego, że Amerykanie wciąż żyją legendą Godarda. Mimo rekordowej liczby nominacji „Nowa Fala” została potraktowana godnie — choćby Cezarem za reżyserię — ale główna nagroda trafiła do kogoś innego. Do filmu, który ani nie celebruje francuskiej wyjątkowości, ani nie zabiera głosu w głośnych kontrowersjach rozdzierających dziś Francję – pisze Margot ROUSSEAU
Nagrodzono „L’Attachement” Carine Tardieu. O tym filmie nie dyskutowali wielcy intelektualiści. Nawet publiczność nie uczyniła z niego wydarzenia sezonu: dzieło zostało dobrze przyjęte w kinach, ale nie było blockbusterem. O czym więc jest film, który branża sama uznała za najważniejszy — ważniejszy nawet od rekonstrukcji Godarda?
andra stoi w drzwiach swojego mieszkania. Za nią regały uginające się od książek. Przed nią sześcioletni chłopiec, którego matka zmarła chwilę wcześniej w połogu. Elliott pyta — nie natarczywie, nie z wyrzutem, po prostu pyta, bo dziecko pyta, kiedy czegoś nie rozumie: „A ty masz rodzinę?”. Sandra odpowiada tak, jak odpowiadała sobie przez dekady, ilekroć ktoś próbował zajrzeć za mur: „Mam książki. Moja rodzina to książki”. Chłopiec milczy chwilę. Potem mówi: „Ale z książkami nie da się porozmawiać”.
Nie ma tu patosu. Nie ma muzyki, która każe się wzruszyć. Jest pauza. Sandra nie znajduje riposty. Nie ma jej. Bo w tym jednym zdaniu dziecko wypowiada prawdę, której ona sama nigdy nie chciała nazwać: jej świat jest uporządkowany, samowystarczalny, szczelny — ale nie odpowiada. Książki milczą.
W „L’Attachement” Carine Tardieu nie ma ani jednej sceny, która próbowałaby przekonać widza siłą. Nie ma deklaracji miłości, nie ma łez na zawołanie, nie ma finału, w którym wszyscy odkrywają, że „rodzina jest najważniejsza na świecie”. Jest za to coś znacznie rzadszego: powolne, nierówne, miejscami bolesne rodzenie się więzi tam, gdzie nikt jej nie planował. Sandra — kobieta po pięćdziesiątce, właścicielka księgarni feministycznej, która świadomie wybrała samotność, autonomię i brak potomstwa — zostaje wciągnięta w codzienne życie rodziny rozbitej przez śmierć: młody wdowiec Alex, sześcioletni Elliott, nowonarodzona Lucille. Na początku jest to pomoc z konieczności. Potem nawyk. W końcu coś, czego Sandra boi się nazwać, bo nazwać znaczy przywiązać się, a przywiązanie znaczy ryzyko straty.
Nie ma tu romantycznego wątku w klasycznym sensie. Alex i Sandra nie stają się parą. Nie ma pocałunku pod choinką. Jest zmiana pieluch o świcie, rysunki wsuwane pod drzwi, rozmowy, w których nikt nie wie, co powiedzieć, a mimo to mówi. Jest Sandra przebierająca się za choinkę bożonarodzeniową, żeby nie być zbyt widoczną — gest absurdalny i wzruszający zarazem, wywołujący jednocześnie śmiech i ukłucie w gardle. To kino o tym, że przywiązanie nie musi być wielkie, heroiczne ani nawet dobrowolne na początku. Wystarczy, że jest prawdziwe.
A Francja w lutym 2026 roku tonie w słowach.
gromadzenie Narodowe przegłosowało — po raz drugi, minimalną większością — ustawę o eutanazji. W Lyonie pochowano chłopaka, który zginął, osłaniając kobiety z kolektywu Nemesis. Prawica widzi w tym morderstwo polityczne, lewica — prowokację skrajnej prawicy. Raporty IFOP są cytowane w kółko: ponad połowa młodych muzułmanów w wieku 15–24 lat uznaje szariat za nadrzędny wobec prawa republikańskiego. Liczby stały się amunicją w wojnie, która nie ma końca: śmierć, przemoc, separatyzm, granice ciała, granice wspólnoty, granice tego, co jeszcze nazywamy „my”.
W Berlinie jury nagradza kino jawnie polityczne. Złotego Niedźwiedzia otrzymuje film będący manifestem przeciw autorytaryzmowi. Wydawałoby się, że Francuzi — naród wielkich słów, politycznych pasji i zbiorowych histerii — pójdą w tym samym kierunku.
Tymczasem w samym środku tej wrzawy trzy Cezary trafiają do filmu, którego najmocniejszym argumentem jest to, że bohaterka odkrywa w sobie czułość, którą przez lata spychała na margines własnej biografii.
Francuskie kino od zawsze potrafiło być zwierciadłem pęknięć. Truffaut w „Czterystu uderzeniach” pokazał dziecko uciekające od matki i ojczyma, kończące na plaży z twarzą, na której nie ma już nadziei, tylko zmęczenie. Chabrol patrzył na małżeństwo jak na przestrzeń, w której małe zło dojrzewa do zbrodni. Godard rozbijał miłość na cytaty, na politykę, na ironię, aż nie zostawało nic trwałego.
Tamto kino było diagnozą rozpadu. Dzisiejsze — przynajmniej w tym werdykcie — nie jest powrotem do dawnego porządku. Nikt tu nie marzy o patriarchacie ani o rodzinie nuklearnej z lat pięćdziesiątych, o kobiecie, która „w końcu zrozumiała, że jej miejsce jest przy dzieciach”. Nie ma też cynicznego relatywizmu, wedle którego wszystko jest konstruktem, a więc wszystko jest dowolne. Jest natomiast uparta, niemal fizyczna wiara, że po dekonstrukcji, po traumie, po utracie człowiek wciąż potrafi coś skleić. Że ponad ideologią istnieje bezpośrednia relacja między ludźmi, czułość i najprostsze odruchy — ludzkie, nie plemienne, nie wynikające z logiki tłumu.
I właśnie w tym momencie konserwatyzm — ten prawdziwy, nie ten z pochodniami — odzyskuje głos. Nie jako hasło wyborcze, lecz jako spojrzenie, które traktuje ludzkie przywiązanie poważnie i bez ironii. Widzi Sandrę, która boi się zależności, i nie karze jej za ten lęk. Dostrzega za to jej przemianę, gdy zamiast z lewacką książką ma do czynienia z małym dzieckiem i wydobywa z siebie stłumiony instynkt macierzyński. Widzi Alexa, który nie umie być ojcem noworodka, i nie szydzi z jego bezradności. Nie potępia go za jego maczystowską obojętność, bo Alex nie jest obojętny i nie jest nieczuły. Widzi Elliotta szukającego matki w obcej kobiecie i pozwala mu na to bez wstydu.
Przywiązanie jest starsze niż ideologie, starsze niż prawa, starsze niż podziały. W lutym 2026 roku, gdy kraj płonie od wielkich słów o śmierci i tożsamości, francuskie kino wybiera proste zdanie: z książkami nie da się porozmawiać. Z drugim człowiekiem — czasem powoli, z wahaniem, z ranami — da się.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/margot-rousseau-cezary-2026-lattachement/
PAP/MB



