Whatsapp na celowniku Komisji Europejskiej

Komisja Europejska poinformowała, że uznała komunikator WhatsApp za bardzo dużą platformę w ramach aktu o usługach cyfrowych (DSA). Nakłada to na serwis dodatkowe wymagania, w tym dotyczące ograniczenia rozprzestrzeniania nielegalnych treści.
Whatsapp na celowniku Komisji Europejskiej
.Unijnymi przepisami objęte zostały otwarte kanały WhatsAppa działające jak platformy mediów społecznościowych. Wyłączone z nich natomiast zostały kanały prywatnej komunikacji stanowiące główną działalność serwisu.
Na początku stycznia 2026 r. Komisja Europejska przyznała, że rozważa wpisanie komunikatora na listę bardzo dużych platform internetowych. W ramach DSA za takie uznawane są serwisy posiadające ponad 45 mln aktywnych użytkowników. WhatsApp przekroczył ten próg jeszcze w lutym 2025 roku; jak wynika z raportów firmy, już wtedy z kanałów WhatsAppa korzystało 46,8 mln Europejczyków.
Pierwszy komunikator objęty przepisami DSA
.Należący do koncernu Meta WhatsApp to pierwszy komunikator objęty przepisami DSA. Na unijnej liście bardzo dużych platform znajdowały się dotąd serwisy społecznościowe, jak np. Facebook czy X oraz wyszukiwarki internetowe.
Unijne przepisy wymagają od bardzo dużych platform internetowych podjęcia większych działań m.in. w zakresie zwalczania nielegalnych i szkodliwych treści.
Czas nowej cenzury
.AFP jest w stanie – w ciągu kilku sekund – ograniczyć na Facebooku zasięg informacji, którą uzna za fałszywą, praktycznie do zera – pisze Wojciech SURMACZ.
Google czy Facebook zdominowały rynek kształtowania opinii i przekazywania wiadomości. Media informacyjne zredukowano do pełnienia czysto usługowej roli wobec gigantów: technologicznie zaniedbane, nieaktywne, coraz bardziej tracące inicjatywę. Najwięksi gracze, jak Reuters, notują straty przychodów na poziomie kilkunastu procent rocznie. Inną filozofię działania przyjęła Agence France Presse (AFP), próbując zasypać technologiczną przepaść dzielącą ją od tzw. strażników bramek dostępu do uwagi czytelników, widzów i słuchaczy, nawiązując z Google czy Facebookiem strategiczne sojusze. Strategiczne, a więc dotyczące np. kwestii fake news.
Problem jest poważny, ponieważ w czasach buszujących w internecie hord botów i algorytmicznych manipulacji szczególnie ważne stają się stare kanony dziennikarstwa – dostarczanie prawdziwych, wartościowych informacji, poszerzanie granic wolności słowa, oddawanie głosu niesłyszalnym, poszerzanie wiedzy o świecie czy wspieranie demokracji.
Alians AFP z Facebookiem pokazuje, że stare kanony dziennikarstwa w połączeniu z nowoczesnymi technologiami, tzw. fact checking, mogą być skuteczną bramką dostępu, a więc także maszynką do wygrywania wyborów przez określone ugrupowania polityczne albo przynajmniej zwiększania ich szans wyborczych.
Kto ma informacje i dostęp do dużych mas – czyli coraz częściej: do smartfonów z treściami kontrolowanymi przez algorytmy (a więc także decyzje) Facebooka i Google – ten ma władzę. Na początku kwietnia 2019 r. poinformowano, że Facebook nawiązał współpracę z AFP, która ma sprawdzać informacje pojawiające się na Facebooku. Wśród 17 krajów, w których realizowana będzie współpraca, wymieniono Polskę.
.Jeszcze pod koniec roku 2018 r. Facebook w Polsce współpracował w podobnym zakresie z Polską Agencją Prasową (PAP) – oba podmioty wspólnie zorganizowały kampanię edukacyjną na temat rozpoznawania fałszywych treści w internecie. Teraz pominięto PAP, tłumacząc, że współpracujące z Facebookiem organizacje muszą mieć specjalne certyfikaty, wydane przez Międzynarodową Sieć Weryfikowania Informacji (International Fact-Checking Network – Poynter Institute). PAP jest w trakcie certyfikacji – od października 2018 r. Facebook nie chciał lub nie mógł czekać na PAP, stawiając na AFP.
PAP/MJ




