Wybory w Mjanmie. Teatr fasadowej demokracji czy szansa dla przeciwników junty?

Mnjanma (dawna Birma) jest od 4 lat pogrążona w wojnie domowej. Teraz rozpoczęły się pierwsze wybory w Mjanmie od początku konfliktu zbrojnego, w którym zbrojne grupy partyzantów nieraz kontrolowały sporą część kraju. Nie są to jednak demokratyczne wybory. Główne partie polityczne zostały rozwiązane, ich przywódcy są uwięzieni, a aż połowa kraju nie weźmie udziału w głosowaniu z powodu trwającej wojny domowej.
Junta, wspierana przez Chiny, dąży do legitymizacji swojej władzy
.Te wybory, wielokrotnie opóźniane przez rządzącą juntę, są powszechnie potępiane jako fikcja, fasadowa demokracja, która ma służyć za dowód społecznego poparcia dla rządów junty. Wojskowi mogą być pewni “wyborczego sukcesu”, bo najpopularniejsza partia, Narodowa Liga na rzecz Demokracji, została rozwiązana, a jej liderka, Aung San Suu Kyi, jest osadzona w tajnym więzieniu.
Niektóre źródła wskazują, że spora część obywateli jest poddawana presji, mającej zmusić ich do głosowania na wojskową koalicje. Zagraniczni obserwatorzy donoszą także o wszechobecnym wojsku i nieumundurowanych policjantach, kontrolujących punkty do głosowania.
Zachodni obserwatorzy twierdzą, że junta, wspierana przez Chiny, dąży do legitymizacji swojej władzy, szukając w ten sposób wyjścia z wyniszczającego impasu zbrojnego. Już ponad 200 osób zostało oskarżonych o “zakłócanie wyborów” lub “sprzeciwianie się procesowi demokratycznemu” na mocy nowego prawa, które za takie przestępstwa przewiduje surowe kary, w tym karę śmierci.
Wiele wskazuje na to, że te wybory mogą być desperacką próbą odzyskania kontroli nad populacją po tym, jak konflikt zbrojny pogrąża się w impasie. Wojsko junty walczyło na kilku frontach, zarówno z grupami oporu sprzeciwiającymi się zamachowi stanu, jak i z armiami etnicznymi, które mają własne milicje. W wyniku serii poważnych porażek rząd stracił kontrolę nad całymi regionami kraju, ale w tym roku odzyskało niektóre tereny dzięki nieustannym nalotom, wspieranym przez Chiny i Rosję.
Maciej Bzura



