Zakaz kampanii wyborczych w budynkach kościelnych w Lombardii

Biskupi z włoskiego regionu Lombardia wydali zakaz organizacji debat i spotkań wyborczych oraz innych inicjatyw politycznych w budynkach należących do Kościoła. Ponadto zalecili, by kandydaci pochodzący ze środowisk katolickich i mający różne funkcje w Kościele zawiesili ich pełnienie.

Włoscy duchowni zachęcają do apolityczności parafii

.Dokument w tej sprawie został sporządzony po obradach regionalnej konferencji biskupów w związku ze zbliżającymi się wyborami europejskimi i samorządowymi. Podpisało go dziesięciu biskupów z Lombardii na czele z metropolitą Mediolanu arcybiskupem Mario Delpinim.

Dziennik „Il Messaggero” podał, że list ordynariuszy diecezji został rozesłany po całym regionie.

Zgodnie z nim wszelkie obiekty i sale parafialne oraz inne budynki kościelne „nie mogą być wykorzystywane dla celów kampanii wyborczych”.

Wydany przez biskupów zakaz ma oddzielić wspólnoty od polityki

.Podkreślono, że zachęca się świeckich do zaangażowania w politykę, ale bez instrumentalnego wykorzystywania Kościoła. Nie mogą oni być źródłem podziałów we wspólnotach kościelnych – zaznaczyli hierarchowie.

Wraz z arcybiskupem Mediolanu list podpisali biskupi Bergamo, Mantui, Como, Vigevano, Cremy, Lodi, Cremony i Pawii oraz Brescii.

Wcześniej podobne zalecenie wydali biskupi regionu Emilia-Romania.

Kościół w zmieniającym się świecie

.Zakaz polityki w przestrzeni religijnej może być reakcją, na krytykę kościoła, według której Stolica Piotrowa za bardzo angażuje się w świeckie kwestie. Miejscem debat nad kondycją dzisiejszej wiary jest także synod. Michał KŁOSOWSKI, zastępca Redaktora Naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”, szef działu projektów międzynarodowych Instytutu Nowych Mediów, w swoim artykule przedstawia rozważania na temat roli synodu, oraz przyszłości jego postanowień.

W jego opinii choć trudno w to uwierzyć, jest to jedyna przyczyna, dla której ten synod można uznać za przełomowy. Nie wydarzyło się na nim absolutnie nic, czego spodziewać się czy też obawiać można było wcześniej. Wręcz przeciwnie – jedyny aspekt rewolucyjności synodu polega na jego kontrkulturowości i apolityczności. Naiwne? Może i tak, ale chyba właściwe. Największym bowiem przeciwnikiem synodalnego zgromadzenia, ku zaskoczeniu wielu, były świat i model nowoczesności oparty na ciągłym konflikcie, przeciwstawności i politycznej walce. Oparty na wykluczaniu zamiast włączaniu.

„Synod rzucił więc światu rękawicę. Nie na poziomie tematów, nie na poziomie tego, czy warto dyskutować o osobach LGBT+ w Kościele, czy nie; nie w kontekście tego, jak ma się tradycja Kościoła do obecnego świata, albo tego, jaka jest rola kobiet w kościelnej posłudze. Jeśli się przyjrzeć, to tematy te istniały już w kościelnej dyskusji długo przed pontyfikatem papieża Franciszka, dla którego synod jest jednym z głównych dzieł. Chociażby kwestia diakoni kobiet, znanej z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy w wiekach poprzedzających upadek Cesarstwa Rzymskiego kobiety pełniły w Kościele wiele ról, podobnie jak mężczyźni. Dlaczego więc synod jest rękawicą rzuconą światu konfliktów? Bo zgromadzenie to przeciwstawia się logice ciągłej walki i manipulacji; światu mediów goniących za sensacją i szybką informacją; światu, który nie może przeżyć dnia bez różnorakich czerwonych pasków na ekranach telewizorów. Tocząca się za zamkniętymi drzwiami auli Pawła VI dyskusja jest jakby wyjęta z poprzednich wieków, jakby nie z tego świata. Nie słychać zza drzwi krzyków, swarów, waśni” – opisuje autor.

Co więcej,  wbrew wszystkim medialnym głosom, czy to z jednej, czy z drugiej strony wieszczącym różnorakie zmiany doktrynalne, a także – a może zwłaszcza – wybuch kolejnej schizmy oraz wszelkich możliwych wewnątrzkościelnych konfliktów. Okazuje się, że synod mediów jest czymś zupełnie innym niż synod realny, niż tematy ludzi, którzy na rzymskie spotkanie przyjechali ze świata i spotkali się z papieżem i innymi wiernymi oraz biskupami. Mimo próby narzucenia pewnej agendy Kościół i wierni okazali się znacznie bardziej zdroworozsądkowi niż różni wewnątrz- i zewnątrzkościelni naprawiacze.

„Na nowo okazało się, że wiara i zdrowy rozsądek idą ze sobą w parze. A projekcje, do czego służy zgromadzenie synodalne, jak się okazuje, można włożyć między bajki, choć nie ma teorii spiskowej, która podczas tego spotkania nie byłaby obecna” – pisze Michał KŁOSOWSKI.

Zaznacza on jednak, że Świat się zmienił. Co więcej, on zmienia się dalej. Wraz z coraz silniejszym zglobalizowaniem kultury, polityki, ekonomii i w zasadzie wszystkiego, co nas otacza, okazuje się, że oto nadszedł dla Kościoła – po blisko 60 latach od Soboru Watykańskiego II – czas wielkiej korekty. Nie, nie doktrynalnej. To czas korekty hegemonii, odczytania na nowo tego, co już zostało przecież powiedziane: nie będzie Żyda, Greka ani Rzymianina.

„Otóż widzimy obecnie, że nie da się utrzymać modelu europocentrycznego, kiedy coraz bardziej słyszalne są na świecie głosy globalnego Południa, które domagają się od Zachodu przeprosin za kolonializm; kiedy coraz silniej i mocniej wybrzmiewają głosy wszystkich tych, którzy domagają się bycia usłyszanymi i docenionymi, łączy ich bowiem jedno: bycie człowiekiem. I właśnie stąd wypływa ich prawo do głosu – z najbardziej podstawowej, ludzkiej antropologii. I w tym sensie synod jest również modelem – pomimo zewnętrznej fasady równości, okrągłych stolików i zabierania głosu przez świeckich to wciąż Synod Biskupów, w którym świeccy pełnią wyłącznie rolę doradczą, ale mają głos i mogą głośno wypowiedzieć, co sądzą, co myślą, czego potrzebują. To przełamanie klerykalnej bańki – nie zmienia się przecież prawo kanoniczne, nie zmieniają się doktryna i magisterium. Ale zmienia się nastawienie: zamiast wyłącznie nadawać komunikaty, Kościół zaczyna słuchać. Nie tylko w konfesjonale” – dodaje autor.

Co więcej, nie zrozumie tego nikt, kto nie zna Kościoła od wewnątrz; nikt też, kto na synodalne wydarzenia patrzy przez pryzmat wyłącznie medialny. To sprawa ważna – właściwy kontekst i właściwa perspektywa. Tym różni się Kościół od innych instytucji czy organizacji – zamiast kamieni milowych punktem dojścia jest wieczność.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 marca 2024