Zbudujmy odporny system ochrony zdrowia na wypadek kryzysu [Prof. Piotr CZAUDERNA]
Potrzebujemy sieci szpitali różnego poziomu, częściowo przygotowanych do działania pod ziemią, w warunkach schronu – mówi doradca społeczny prezydenta Karola Nawrockiego, prof. Piotr Czauderna. Zapowiedział, że powstanie zespół, który przygotuje odporny system na wypadek kryzysu.
Katarzyna NOCUŃ : W Pałacu Prezydenckim na początku listopada odbyło się spotkanie dotyczące bezpieczeństwa medycznego w czasie kryzysu lub wojny. Jakie są wnioski z tego spotkania?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Rozmawialiśmy o stworzeniu systemu ochrony zdrowia, który połączy zasoby cywilne i wojskowe. Chodzi o to, by w razie konfliktu czy poważnego kryzysu państwo mogło skutecznie zareagować i zapewnić opiekę medyczną wszystkim, którzy będą jej potrzebować. Punktem wyjścia był raport przygotowany z udziałem Wojskowego Instytutu Medycznego „Bezpieczni w czasie kryzysu. Jak zadbać o zdrowie obywateli i żołnierzy, kiedy świat się chwieje?”. Omówiliśmy go z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Zdrowia, Biura Bezpieczeństwa Narodowego, konsultantów krajowych, środowiska personelu medycznego i uczelni medycznych.
Jakie są konkluzje?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Zgodziliśmy się, że podczas pokoju, który mamy teraz, chociaż niektórzy twierdzą, że wojna hybrydowa już się toczy, należy zorganizować współpracę systemów wojskowego i cywilnego. Kluczowe są szkolenia personelu medycznego z medycyny taktycznej, czyli medycyny pola walki, obejmujące lekarzy czy ratowników medycznych. Takich szkoleń od dawna w Polsce nie było, a to jedno z najpilniejszych zadań. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało wsparcie finansowe, by można było szybko rozpocząć ich organizację. Wyzwaniem będzie także określenie procedur współdziałania cywilnej i wojskowej ochrony zdrowia i znalezienie optymalnego modelu na czas kryzysu dla polskiej ochrony zdrowia.
Czy w budżecie obronnym przewidziano środki na ochronę zdrowia w czasie wojny?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Na razie takich środków nie przewidywano, mimo że dużo wydajemy na obronność. Na razie nie ma osobnej puli wydatków na ochronę zdrowia w czasie kryzysu. My chcemy zwrócić uwagę na to, że to nie tylko problem wojskowej ochrony zdrowia, ale także zasobów cywilnych, szpitali czy tzw. miejsc schronienia. Powstanie zespół, który przygotuje propozycje budowy odpornego systemu ochrony zdrowia na wypadek kryzysu.
Na jednej z ostatnich konferencji mówił pan, że regionalne mapy potrzeb zdrowotnych nie uwzględniają możliwości wybuchu wojny. To się zmieni?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Tak, uznaliśmy, że mapy potrzeb zdrowotnych trzeba możliwie pilnie zaktualizować, uwzględniając scenariusze kryzysowe.
Ile czasu zajmie nam przygotowanie systemu ochrony zdrowia na czas ewentualnego konfliktu?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Jesteśmy na początku drogi. Teraz najważniejsze jest opracowanie zasad współdziałania cywilno-wojskowego, procedur oraz podstaw prawnych, które pozwolą działać skutecznie w czasie wojny czy katastrofy. To konieczne, żeby współdziałanie i zarządzanie systemem ochrony zdrowia były skuteczne. Trzeba także znaleźć źródła finansowania niezbędnych inwestycji. Podczas wojny czy kryzysu powinny obowiązywać inne procedury medyczne – wówczas wiele standardowych podczas pokoju wymogów nie da się spełnić.
Czy prezydent planuje inicjatywę legislacyjną w tym obszarze?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Na tym etapie jest za wcześnie, by o tym mówić. To temat międzyresortowy, wymagający współpracy kancelarii prezydenta wraz z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Zdrowia i zintegrowania wielu środowisk. Prezydent jest nim jednak żywo zainteresowany, bo dotyczy on bezpieczeństwa państwa.
Czy istnieje plan sieci szpitali z podziemnymi schronami, w których można przeprowadzać operacje?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Takiego planu jeszcze nie ma. Chcemy stworzyć tzw. sieć bezpieczeństwa medycznego. Byłyby to szpitale różnego poziomu, częściowo przygotowane do działania pod ziemią, w warunkach schronu. Wojna w Ukrainie pokazała, jak ważne są takie obiekty. Budowa schronu, w którym można przeprowadzić operacje, przenieść łóżka intensywnej terapii, wymaga odpowiednich działań inwestycyjnych. W Polsce przygotowanie takiego systemu to bardzo kosztowny, ale konieczny projekt infrastrukturalny. W Ukrainie schrony w szpitalach czy w szkołach pozostały jako dziedzictwo Układu Warszawskiego.
Kto powinien opracować mapę potrzeb zdrowotnych na czas wojny, mapę szpitali-schronów?
Prof. Piotr CZAUDERNA: To zadanie międzysektorowe. Podczas pandemii i powodzi na Dolnym Śląsku zarządzanie przejęli wojewodowie. Podobnie byłoby w czasie wojny. Mam nadzieję, że efektem naszego spotkania będzie powołanie zespołu, który opracuje konkretne rozwiązania. To, gdzie zespół zostanie usytuowany, nie zostało jeszcze określone. Na pewno potrzebujemy działań szybkich, średnio- i długookresowych.
Jaka jest pana wizja systemu ochrony zdrowia na czas kryzysu, biorąc pod uwagę wnioski płynące z Ukrainy?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Wojna się zmienia. Ogromną rolę odgrywają drony, które powodują dużą liczbę rannych i utrudniają ich ewakuację. Personel medyczny stał się celem ataków, a znak Czerwonego Krzyża już nie chroni. Wręcz odwrotnie – przyciąga wrogi ogień. Strona rosyjska celuje w tych, którzy mogą ratować rannych i w ten sposób zwiększa straty strony ukraińskiej. Dlatego tak ważne są szkolenia żołnierzy i społeczeństwa z pierwszej pomocy, pomocy przedmedycznej, a także przygotowanie ratowników i lekarzy do działania w warunkach bojowych. Kryzys, ogromna liczba rannych i poszkodowanych wymagających pomocy to wielki stres dla systemu ochrony zdrowia. Obowiązują wtedy inne zasady – pacjenta należy ustabilizować, zrobić minimum, które pozwoli mu przeżyć, bo na więcej nie ma czasu.
Dlatego system opieki musi być wielopoziomowy – od pomocy na polu walki, przez szpitale pierwszego rzutu, aż po odpowiednio wyposażone ośrodki specjalistyczne trzeciego i czwartego rzutu. Ważna jest też ich odpowiednia lokalizacja. Każdy poziom wymaga wyznaczenia placówek, personelu, zapasów leków i sprzętu.
Czy powstaną konkretne scenariusze?
Prof. Piotr CZAUDERNA: Tak, chcemy opracować procedury zarządcze i medyczne na czas utraty łączności, braku prądu. W Stanach Zjednoczonych są „księgi kryzysowe” (tzw. Joint Theater Trauma System – JTTS) – u nas również trzeba takie stworzyć. Musimy mieć alternatywne scenariusze działania, procedury zarządcze i personel, który w czasie pokoju zostanie z tych procedur przeszkolony. One są potrzebne nie tylko na czas wojny, ale na czas dużego wstrząsu, katastrofy naturalnej, pandemii, ataku terrorystycznego. Czasu pokoju trzeba wykorzystać na przygotowanie, aby uniknąć improwizacji w chwili zagrożenia.
Na Ukrainie ofiarami są przede wszystkim żołnierze. Jeśli jednak mamy do czynienia z akcjami terrorystycznymi, to wśród ofiar dominują cywile. Trzeba też pamiętać, że podczas wojny czy kryzysu ludzie nie przestają chorować. Nadal zdarzają się nowotwory, zawały. System musi być gotowy obsłużyć zarówno ofiary działań zbrojnych, jak i zwykłych pacjentów. Pandemia COVID-19 pokazała, jak trudne jest nadrabianie tzw. długu zdrowotnego – musimy uniknąć podobnej sytuacji w razie wojny.
Rozmawiała Katarzyna Nocuń/PAP
Albo Czyste Powietrze, albo zdrowie nas i naszych dzieci
.Według szacunków Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego oraz Europejskiej Agencji Środowiska w naszym kraju przedwcześnie z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera ok. 40 tysięcy osób rocznie! Niestety, wiedza Polaków na temat szkodliwych efektów smogu jest bardzo ograniczona – pisze prof. Piotr CZAUDERNA.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że każdego roku 2,4 miliona ludzi umiera z powodu negatywnego wpływu zanieczyszczenia powietrza na zdrowie. Strategie łagodzące, takie jak zmiany w technologii silników Diesla czy wymiana starych piecyków grzewczych (takie jak polski Program Czyste Powietrze), mogą skutkować mniejszą liczbą przedwczesnych zgonów, jak dowodzi Agencja Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych.
Wynika to z faktu, że zanieczyszczenie powietrza bardzo istotnie wpływa na choroby układu oddechowego. Odpowiada za to tzw. pył zawieszony (PM), czyli złożona mieszanina cząstek stałych i ciekłych zawieszonych w powietrzu, które są uwalniane do atmosfery podczas spalania węgla, benzyny, oleju napędowego czy drewna. Cząsteczki te powstają również w wyniku reakcji chemicznych tlenków azotu i związków organicznych występujących w środowisku. Roślinność i zwierzęta gospodarskie są również źródłami pyłu zawieszonego. W dużych miastach jego produkcja jest przypisywana samochodom, zwłaszcza ciężarowym, piecykom grzewczym i elektrowniom węglowym. Wpływ PM na zdrowie zależy od kilku czynników, w tym od: wielkości i składu cząstek, poziomu i czasu trwania narażenia oraz płci, wieku i wrażliwości osoby narażonej. Objawami narażenia mogą być: uporczywy kaszel, ból gardła, pieczenie oczu i ucisk w klatce piersiowej. Pył zawieszony może również wywoływać astmę, a nawet prowadzić do przedwczesnej śmierci, szczególnie u osób starszych z chorobami współistniejącymi. Ponadto osoby aktywne na świeżym powietrzu są bardziej narażone, ponieważ aktywność fizyczna zwiększa ilość PM przedostających się do dróg oddechowych. Osoby chore (np. na cukrzycę czy niedożywienie) również są narażone na zwiększone ryzyko zachorowań.
Drogi oddechowe stanowią punkt przedostawania się do organizmu zanieczyszczeń, które z kolei mogą powodować choroby płuc. Cząsteczki pyłu zawieszonego mogą osadzać się w dowolnym z trzech przedziałów oddechowych: zewnątrzpiersiowym, tchawiczo-oskrzelowym i pęcherzykowym. PM o średnicy > 10 mikrometrów (duże cząstki) osadzają się w okolicy zewnątrzpiersiowej, PM o średnicy od 5 do 10 mikrometrów osadzają się w okolicy tchawiczo-oskrzelowej, a z kolei cząsteczki o średnicy < 2,5 mikrometrów (drobne cząstki) osadzają się w okolicy pęcherzyków płucnych.
Największe obawy są związane z cząstkami, które przenikają do okolicy tchawiczo-oskrzelowej i pęcherzykowej. Szybkość i wielkość ich depozycji może być również zwiększona u osób z wcześniej istniejącą chorobą układu oddechowego. Sugerowano, że cząsteczki o średnicy <0,1 mikrometra (cząstki ultradrobne) są bardziej toksyczne niż większe cząstki, ponieważ mogą pokrywać w większym stopniu powierzchnię pęcherzyków płucnych. Dodatkowo mogą one wnikać głęboko do płuc i przedostawać się do krwiobiegu, powodując najpoważniejsze uszkodzenia ogólnoustrojowe (w zakresie układu sercowo-naczyniowego i centralnego układu nerwowego).
Jednym z mechanizmów obronnych gospodarza jest fagocytoza cząsteczek ultradrobnych przez makrofagi pęcherzykowe. Jednak ze względu na swój niewielki rozmiar cząstki mogą stanowić przeszkodę w fagocytozie makrofagów, co powoduje ich zwiększoną penetrację, która powoduje z kolei szkodliwe skutki w innych narządach (np. mózgu, sercu, szpiku kostnym itp.). Badania toksykologiczne wykazały translokację cząstek z błony śluzowej węchowej poprzez aksony do opuszki węchowej mózgu. Czynności wykonywane w domu, które powodują powstawanie takich cząstek, obejmują gotowanie (w piekarnikach, opiekanie, smażenie, grillowanie), ale i sprzątanie (ścieranie kurzu, zamiatanie, odkurzanie), a nawet przemieszczanie się ludzi.
Ogólnie rzecz biorąc, cząstki zawieszone wzmagają ostre i istniejące wcześniej choroby układu oddechowego, w tym infekcje wirusowe, astmę, zapalenie oskrzeli oraz przewlekłe choroby układu oddechowego.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-czauderna-zanieczyszczenie-powietrza-zmiany-klimatu-i-zdrowie/
Smartfony i dzieci – epidemia XXI wieku
.Nowe dane z badań medycznych dotyczące problemu używania smartfonów przez dzieci są prawdziwie alarmujące, o czym donosi niedawno opublikowana praca w „Journal of Human Development and Capabilities” – pisze prof. Piotr CZAUDERNA.
Pokolenie Z – ludzie urodzeni między 1997 a 2012 rokiem – jest pierwszą grupą społeczną, która dorastała ze smartfonami i mediami społecznościowymi od wczesnego dzieciństwa. Od początku XXI wieku smartfony, pełniące funkcję przepustki do cyfrowego świata, bardzo szybko stały się centralnym elementem interakcji społecznych i kształtowania tożsamości dzieci i młodzieży.
Dla potrzeb tego tekstu smartfon można zdefiniować jako urządzenie osobiste z dostępem do internetu i aplikacji wykraczających poza połączenia telefoniczne i proste wiadomości tekstowe, które jest łatwo przenośne i zapewnia dostęp do mediów społecznościowych. Smartfony zaoferowały swoim użytkownikom nowe sposoby dostępu do znajomych, informacji i rozrywki. Często jednak zapominamy, że algorytmy uczenia maszynowego wbudowane w platformy mediów społecznościowych aktywnie selekcjonują i wzmacniają różnorakie i niejednokrotnie szkodliwe treści, aby zmaksymalizować zaangażowanie ich użytkowników. Jednocześnie stale obniża się wiek posiadania pierwszego smartfona. Wiele dzieci otrzymuje go już przed rozpoczęciem szkoły średniej i użytkuje go wiele godzin dziennie, także w nocy. Niejednokrotnie widziałem w swojej szpitalnej pracy, jak rodzice zabawiali dzieci, niekiedy bardzo małe, bo dwu-, trzyletnie, dając im do ręki czy wkładając do szpitalnego łóżeczka smartfony i tablety.
Nowe dane z badań medycznych dotyczące problemu używania smartfonów przez dzieci są prawdziwie alarmujące, o czym donosi niedawno opublikowana praca w „Journal of Human Development and Capabilities”. W ramach międzynarodowego projektu Global Mind zbadano związek między wiekiem, w którym dziecko po raz pierwszy otrzymało do użytku własny smartfon, a obecnym stanem jego zdrowia psychicznego, opierając się na danych ponad 100 000 osób w wieku 18–24 lat z różnych kultur i grup językowych na całym świecie.
Projekt ten jest otwartą inicjatywą, której celem jest systematyczne śledzenie oraz analizowanie zmieniającego się krajobrazu zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia w świecie korzystającym z internetu w wielowymiarowym kontekście. Od momentu uruchomienia projektu, w roku 2020, w bazie danych Global Mind zawarto profile i obszerne informacje o kontekście życiowym zebrane od prawie 2 milionów osób ze 163 krajów, w 18 różnych językach.
Ocena zdrowia uczestników projektu dokonywana jest w oparciu o wskaźnik Mind Health Quotient (MHQ). Jest to internetowe narzędzie samooceny, które obejmuje 47 funkcji społecznych, emocjonalnych, poznawczych i fizycznych. MHQ generuje zbiorczy wynik, który odzwierciedla ogólny stan zdrowia psychicznego danej osoby. Obejmuje spektrum od stanu przygnębienia (−100) do stanu rozkwitu (+200).
Najważniejszym odkryciem powyższych badań jest ustalenie, że w przypadku osób, które otrzymały smartfon do własnego użytku przed 13. rokiem życia, ich ogólny stan zdrowia psychicznego i samopoczucie są gorsze wraz z każdym rokiem wcześniejszego otrzymania smartfona. Ta ogólna prawidłowość występuje we wszystkich regionach, kulturach i językach, co podkreśla kluczowe okno rozwojowe, w którym użytkowanie smartfona ma największy negatywny wpływ na rozwój dzieci.
Konkretnymi obserwowanymi objawami chorobowymi są: myśli samobójcze, agresja, poczucie oderwania od rzeczywistości oraz halucynacje. Do specyficznych obserwacji u osób, które otrzymały smartfon w młodszym wieku, należały: zaburzony obraz samego siebie, obniżone poczucie własnej wartości i pewności siebie oraz niska odporność emocjonalna (zwłaszcza u dziewcząt), a także niskie poczucie stabilności i spokoju oraz brak empatii u chłopców. Wyniki te dobitnie wskazują, że na poziomie populacji globalnej, niezależnie od danej kultury czy różnic językowych, posiadanie smartfona przed 13. rokiem życia wiąże się z głębokimi i bardzo niekorzystnymi zmianami w zakresie zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia we wczesnej dorosłości.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-czauderna-smartfony-i-dzieci-epidemia-xxi-wieku/
PAP/MB









