Zmiany klimatu w średniowiecznej Europie zmieniały bieg historii

Długotrwałe susze, pożary miast, nieudane zbiory i choroby nie są wyłącznie problemem współczesności. W XIII-wiecznej Anglii zdarzały się miesiące bez deszczu, pola zamieniały się w pył, a brak paszy prowadził do śmierci zwierząt. Średniowieczne kroniki często opisują, jak silnie pogoda wpływała wtedy na gospodarkę, zdrowie i codzienne życie.

Korzystne warunki na północnym Atlantyku pomogły wikingom

.Jak podają historycy na łamach platformy The Conversation, między X a XIII wiekiem w wielu częściach świata panowały podwyższone temperatury. Okres ten bywa nazywany średniowiecznym optimum klimatycznym, choć coraz częściej badacze używają szerszego określenia: średniowieczna anomalia klimatyczna. Zmiany nie wszędzie wyglądały tak samo. W jednych regionach oznaczały cieplejsze i bardziej wilgotne warunki, w innych susze, pożary i spadek plonów.

Na wyższe temperatury wpływało między innymi zwiększone promieniowanie słoneczne docierające do Ziemi. W tym okresie było też stosunkowo niewiele dużych erupcji wulkanicznych, które zwykle powodują czasowe ochłodzenie przez wprowadzanie pyłów do atmosfery. Przykładowo, w XIII-wiecznej Anglii wyjątkowo suche lata powtarzały się kilka razy. Susza z 1212 roku sprzyjała rozprzestrzenieniu się wielkiego pożaru Southwark w Londynie, w którym zginęły tysiące ludzi. Jeszcze lepiej udokumentowany był kryzys z 1252 roku. Benedyktyński kronikarz Mateusz z Paryża pisał o czterech miesiącach nieznośnego gorąca i suszy, od marca do lipca. Według jego relacji nie spadł w tym czasie deszcz ani nawet rosa.

Podobny opis pojawił się w kronice opactwa Tewkesbury. Mnisi zanotowali, że susza trwała cztery miesiące, trawa zniknęła, a jej resztki po roztarciu w dłoniach zamieniały się w pył. Kronika książąt Walii przedstawiała sytuację jeszcze bardziej dramatycznie. Ziemia była tak wysuszona, że drzewa nie dawały owoców, pola nie przynosiły plonów, a ryb brakowało zarówno w rzekach, jak i w morzu. Brak pastwisk szybko odbił się na hodowli. Bydło i inne zwierzęta traciły na wadze, a część z nich padała. Ziemia stała się tak twarda, że w jednej z posiadłości należących do biskupstwa Winchester przez sześć tygodni nie można było rozpocząć orki.

Długie okresy wysokich temperatur zwiększały liczbę pcheł, much i komarów. Kronikarze odnotowywali wzrost zachorowań, szczególnie na terenach podmokłych i nizinnych. W średniowiecznych źródłach pojawiały się opisy gorączek, dreszczy i tak zwanych potów, które mogły oznaczać malarię. Choroba występowała wówczas w Anglii, zwłaszcza w rejonach bagiennych. Dla mieszkańców średniowiecznych miast i wsi susza była jednocześnie kryzysem żywnościowym, sanitarnym i zdrowotnym. Nie istniały nowoczesne wodociągi, systemy ostrzegania ani służby zdolne do szybkiego reagowania na wielkie pożary. Kilka miesięcy nietypowej pogody mogło więc doprowadzić do katastrofy obejmującej całe regiony.

Co ciekawe, podwyższone temperatury nie wszędzie przynosiły wyłącznie straty. W północnej Europie sprzyjały rozwojowi rolnictwa, handlu i osadnictwa. W cieplejszych warunkach wydłużył się sezon wegetacyjny, a uprawy można było prowadzić na terenach wcześniej uznawanych za zbyt chłodne. W południowo-wschodniej Anglii klimat pozwalał na uprawę winorośli. W Domesday Book z 1086 roku zapisano 45 winnic należących do normańskich właścicieli i wielkich opactw.

Korzystne warunki na północnym Atlantyku ułatwiły także wyprawy żeglarzy z północy. Topniejący lód pozwolił im dotrzeć do Islandii, Grenlandii, a później również do Winlandii, utożsamianej z częścią dzisiejszej Nowej Fundlandii. Cieplejszy okres przyczynił się do wzrostu liczby ludności. Między 600 a 900 rokiem populacja Eurazji wzrosła jedynie ze 167 do 178 milionów. Między 900 a 1200 rokiem niemal się podwoiła, osiągając około 324 milionów. W średniowiecznej Europie rozwijały się w tym czasie miasta, handel i gospodarka pieniężna. Historycy określają ten proces mianem rewolucji handlowej.

Niestety, W drugiej połowie XIII wieku klimat stał się bardziej niestabilny. Wielka erupcja wulkaniczna z 1257 roku wyrzuciła do atmosfery ogromne ilości pyłu. Skutkiem były ochłodzenie, nieurodzaj i głód, także w Londynie. Na początku XIV wieku przyszły wyjątkowo intensywne deszcze i niskie temperatury. Zboża nie dojrzewały, a kolejne zbiory kończyły się niepowodzeniem. Kryzys osiągnął szczyt podczas wielkiego głodu z lat 1315-1317, w którym zginęło około 10 procent mieszkańców Europy. Ta pogoda miała również znaczenie dla późniejszego rozwoju epidemii. Czarna śmierć z lat 1347-1353, która zabiła od jednej trzeciej do dwóch trzecich europejskiej ludności, dotarła do Europy między innymi na statkach przewożących zboże sprowadzane po wcześniejszych nieurodzajach.

Średniowieczna anomalia klimatyczna była jednak zjawiskiem regionalnym, wywołanym głównie przez naturalne czynniki. Obecne ocieplenie ma charakter globalny i jest napędzane przede wszystkim przez emisje gazów cieplarnianych związane z działalnością człowieka. Współczesne społeczeństwa mają jednak przewagę, której brakowało ludziom w XIII wieku. Dysponują prognozami pogody, systemami ostrzegania, służbami ratowniczymi i możliwością szybkiego przekazywania informacji. Historia średniowiecznych susz przypomina, że sama technologia nie usuwa zagrożenia, ale może znacznie ograniczyć jego skutki.

Maciej Bzura

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 lipca 2026