Skąd się biorą zmarszczki? [Bighamton University]

Starzejąca się skóra rozciąga się, kurczy oraz załamuje pod wpływem nacisku, i w ten sposób powstają zmarszczki. Potwierdziły to eksperymenty przeprowadzone w amerykańskim Binghamton University. Z biegiem lat jest na to coraz bardziej podatna, a promienie słońca dodatkowo to przyspieszają.
Twarde dowody eksperymentalne, ukazujące fizyczny mechanizm starzenia się
.Badając próbki ludzkiej skóry naukowcy z Binghamton University potwierdzili, że starsza skóra – oprócz tego że ma więcej zmarszczek – to jest bardziej podatna na ich powstawanie. Opisują także, w jaki sposób się one tworzą.
Zmarszczki powstają, gdy skóra rozciąga się w jednym kierunku, a kurczy w innym, co powoduje jej załamywanie się, a z wiekiem ten efekt staje się coraz bardziej wyraźny – wyjaśniają badacze.
Od dawna uważano, że skóra marszczy się z powodu wielu czynników, np. genetyki, chorób oraz fotouszkodzeń spowodowanych promieniowaniem słonecznym. Wcześniejsze badania z wykorzystaniem modeli komputerowych wykazały też zmiany w właściwościach mechanicznych i strukturze warstwy skóry właściwej, które zachodzą z wiekiem.
Jednak aż do teraz nie zostało to potwierdzone eksperymentalnie na prawdziwych próbkach skóry.
– To już nie jest tylko teoria. Mamy teraz twarde dowody eksperymentalne, ukazujące fizyczny mechanizm starzenia się – mówi prof. Guy German, autor badania.
– Kiedy zacząłem zajmować się tą dziedziną, jednym z moich celów było sprawdzenie, czy mogę rozwikłać proces starzenia się skóry. Kiedy włączam telewizję, radio, przeglądam internet czy chodzę po sklepach, słyszę tysiąc różnych rzeczy na temat tego, jak poprawić jej zdrowie. Ja chcę wiedzieć, co z tego jest prawdą, a co nie. Pomyślałem więc, że zejdę od razu do sedna i spróbuję samodzielnie to samodzielnie – opowiada.
Gdy skóra jest za stara, załamuje się. Tak powstają zmarszczki
.Badacz wraz z zespołem użył tensometru o niskiej sile, aby rozciągać nieduże fragmenty skóry, pochodzące od osób w wieku od 16 do 91 lat. Symulował w ten sposób siły, jakim skóra naturalnie podlega. Odkrył, że gdy jest rozciągana w jednym kierunku – kurczy się w przeciwnym, jednak to kurczenie się nasila się z wiekiem, co właśnie prowadzi do powstawania zmarszczek.
– Jeśli na przykład rozciągniesz masę Silly Putty (rodzaj zabawkowej masy plastycznej), to rozciąga się ona poziomo, ale jednocześnie kurczy w drugim kierunku – staje się cieńsza. Skóra robi to samo. Wraz z wiekiem to kurczenie się staje coraz mocniejsze, a jeśli skóra kurczy się zbyt mocno, zaczyna się załamywać. W ten sposób powstają zmarszczki – opisuje prof. German.
– Z upływem lat sytuacja trochę się pogarsza i okazuje się, że skóra bardziej rozciąga się na boki, co prowadzi do powstawania zmarszczek. Powodem, dla którego tak się dzieje, jest to, że skóra nie znajduje się w stanie całkowitego spoczynku. Tak naprawdę jest nieco napięta. Istnieją więc wewnętrzne siły w samej skórze i to one są siłą napędową powstawania zmarszczek – wyjaśnia specjalista.
Zaznacza przy tym, że spędzanie dużych ilości czasu na słońcu może przyspieszać tworzenie się zmarszczek w równym stopniu, jak wiek.
– Jeśli ktoś spędza życie, pracując na zewnątrz, ma większe ryzyko, że jego skóra będzie starzej wyglądała i będzie pomarszczona, niż osoby na przykład pracujące w biurze. Chronologiczne starzenie się skóry i jej fotostarzenie się dają podobne efekty. Warto więc cieszyć się wspaniałym latem, ale lepiej nie zapomnieć o kremie z filtrem. Twoje przyszłe ja ci za to podziękuje – podkreśla prof. German.
Czy dobre życie to sprawa medycyny?
.Koncepcja wellness tworzona była przez lekarzy, począwszy od lat 60. ubiegłego wieku, w czasach tzw. ruchu potencjału ludzkiego, i oznacza przede wszystkim jakość życia człowieka. Teoria wellness wnosi do medycyny przesłanie, że człowiek może prowadzić dobre życie, niezależnie od stanu swojego zdrowia – pisze Ewa STELMASIAK.
W dobie komercyjnej eksploatacji idei wellness — nie tylko w branży spa — warto wrócić do jej definicji i korzeni. Wszystko zaczęło się w latach 60. w USA, kiedy to lekarz medycyny zajmujący się zawodowo statystyką w ochronie zdrowia, Halbert L. Dunn, wygłosił serię krótkich wykładów w unitariańskim zborze w stanie Virginia. To właśnie on użył wtedy po raz pierwszy określenia High-Level Wellness, uwzględniającego zintegrowany sposób funkcjonowania, który prowadzi do maksymalizacji potencjału człowieka. W jego wykładach, wydanych później w formie książkowej pod tym samym tytułem, znaleźć można prawdziwe perły, dr Dunn bowiem potrafił na wskroś przejrzeć systemy, które inni brali za pewnik.
Mówił na przykład o tym, że lekarze za bardzo skupiają się na chorobie, a równie ważne jest budowanie u pacjentów tego, co dziś nazwalibyśmy dobrym życiem. Mówił, że zdrowie i wellness to dynamiczny proces, a nie statyczny stan. Mówił o konieczności ekspresji własnej indywidualności w świecie oraz że człowiek to kontinuum ciała, umysłu i ducha, które funkcjonuje w stale zmieniającym się otoczeniu i przepływie wydarzeń. To właśnie on stworzył termin „zdrowie pozytywne”, które w artykule pt. High-Level Wellness for Man and Society zdefiniował jako „nie płaską, mało interesującą sferę braku choroby, ale raczej fascynującą i stale zmieniającą się panoramę samego życia”.
Halbert L. Dunn to trudny do zaszufladkowania wizjoner o wielkim umyśle ukształtowanym przez wiedzę z zakresu statystyki, anatomii, fizjologii, medycyny, nauk o zdrowiu, a także psychologii, filozofii i duchowości. Koncepcje Halberta L. Dunna odnajdujemy w nurtach psychologii humanistycznej Carla Rogersa (stawanie się w pełni człowiekiem), Abrahama Maslowa (samoaktualizacja), psychologii pozytywnej Martina Seligmana (zdrowie pozytywne), pojęciu salutogenezy Aarona Antonovsky’ego i w innych modelach ilustrujących rozwój myśli o zdrowiu, takich jak holistyczne czy procesowe ujęcia zdrowia.
Aby w pełni zrozumieć wkład teorii wellness do medycyny, nie można pominąć modeli obrazujących powiązania między wellness i zdrowiem, stworzonych przez innego lekarza i specjalistę w zakresie zdrowia publicznego, który rozwinął i spopularyzował myśl Halberta L. Dunna. Jest nim John W. Travis, autor książki Wellness Workbook: How to achieve enduring health and vitality oraz modelu „Kontinuum Choroby/Wellness” (ang. ill-ness vs. well-ness), po raz pierwszy opublikowanego w 1975 roku. Wyróżnił on dwa paradygmaty: leczenie — paradygmat reprezentowany przez medycynę — oraz wellness — paradygmat wspomagający rozwój świadomości człowieka.
Przekaz płynący z jego modelu jest następujący: zdrowie i dobrostan podlegają gradacji, a proces leczenia, które zawiera się w paradygmacie wellness, może w najlepszym razie doprowadzić pacjenta do punktu neutralnego, w którym nie rozpoznaje on w sobie ani zdrowia, ani choroby. Człowiek, który znajduje się w tym miejscu, może wychodzić z założenia, że skoro nie jest chory, to znaczy, że jest zdrowy. Tymczasem w paradygmacie wellness chodzi o to, by nie zatrzymać się w punkcie neutralnym, ale pójść dalej ku świadomości, edukacji i rozwojowi. Paradygmat wellness nie ma na celu „zastąpić paradygmatu leczenia (…), ale w harmonijny sposób z nim współdziałać”. To właśnie tym obszarem zdrowia zajmuje się coaching wellness, odnosząc się do sfery myśli, emocji i ducha oraz ich powiązań ze zdrowiem fizycznym.
Patrząc na stan zdrowia, który John W. Travis ujął wizualnie jako czubek góry lodowej, należy zatem wziąć pod uwagę takie obszary, jak styl życia, sposób odżywiania, aktywność fizyczna, sen, relaksacja i radzenie sobie ze stresem. Idąc w głąb pod wodę do ukrytych części góry lodowej obrazującej zdrowie, mamy kwestie kulturowe, psychologiczne i motywacyjne, w tym normy społeczne. Najgłębszy poziom związany jest ze sferą nieświadomą, sensem życia i miejscem człowieka we wszechświecie. Wszystkie one mają związek ze stanem zdrowia fizycznego.
Modele Johna W. Travisa obrazują związki pomiędzy zdrowiem i wellness, ukazując zdrowienie w ujęciu całościowym, w którym nie chodzi o samo ustąpienie objawów choroby, ale również o jakość życia. Ścieżka wellness dostępna jest dla każdego w każdym momencie życia, niezależnie od tego, czy jest w pełni zdrowy, czy boryka się z chorobami. Jej humanistyczne przesłanie podnosi na duchu, bo opiera się na założeniu, że dobre życie nie jest zarezerwowane tylko dla ludzi zdrowych, a na zdrowienie trzeba spojrzeć szerzej niż tylko przez pryzmat choroby.
Wellness oznacza więc po prostu proces dobrego i świadomego życia, prowadzący do realizacji pełni potencjału człowieka w sposób zrównoważony i holistyczny. Jeżeli — jak twierdzi dr John W. Travis — „choroby i objawy świadczą o próbie ciała-umysłu-ducha, by rozwiązać zaistniały problem, i stanowią przesłanie od sfery podświadomej do świadomości”, konieczne staje się wspomaganie zdrowienia w obszarach innych niż ten, którym zajmuje się model biomedyczny. Ponadto, skoro nie da się wyłączyć zdrowia fizycznego z całości funkcjonowania człowieka w świecie, dobre życie bezdyskusyjnie staje się sprawą medycyny.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/ewa-stelmasiak-czy-dobre-zycie-to-sprawa-medycyny/
PAP/MB