Quentin SKINNER: Filozofowie powinni na poważnie zainteresować się śmiechem

Filozofowie powinni na poważnie zainteresować się śmiechem

Photo of Quentin SKINNER

Quentin SKINNER

Brytyjski historyk, profesor nauk humanistycznych oraz nauk politycznych, współtwórca „szkoły Cambridge”, jeden z najwybitniejszych specjalistów w zakresie badań nad historią myśli politycznej.

zobacz inne teksty Autora

Filozofowie powinni na poważnie zainteresować się śmiechem. Dlatego celem moich dociekań będzie zbadanie podstaw i źródeł tego przekonania, a następnie próba jego wyjaśnienia – pisze Quentin SKINNER

.Pod koniec dzieła Nietzschego Poza dobrem i złem czytamy następujące słowa: „pozwoliłbym sobie nawet na hierarchię filozofów, zależną od hierarchii ich śmiechu”. Pisarz żywi gwałtowną niechęć do tych filozofów, którzy chcieli „oczernić śmiech”. W szczególności wyróżnia za to przewinienie Hobbesa, dodając jednocześnie, że właśnie takiej purytańskiej postawy oczekiwałoby się od Anglika. Nietzsche opiera swoje oskarżenie, jak to bywa, na błędnym cytacie z Hobbesa odnoszącym się do śmiechu w filozofii. Bez wątpienia jednak miał rację, wskazując, iż Hobbes – podobnie jak większość filozofów jego czasów – z góry zakładał, że filozofowie powinni na poważnie zainteresować się śmiechem. Dlatego celem moich dociekań będzie zbadanie podstaw i źródeł tego przekonania, a następnie próba jego wyjaśnienia.

Sugestia, że śmiech ma znaczenie dla filozofii, pojawiła się w pierwszych dziesięcioleciach XVI wieku. Wielu wybitnych humanistów podjęło się wówczas udowodnienia znaczenia i doniosłości śmiechu. Najważniejsze wydają się dyskusja Baltazara Castiglionego w Libro del Cortegiano z roku 1528 oraz Juana Luisa Vivesa w De Anima & Vita z 1539. W dalszych latach tego stulecia, po raz pierwszy od czasów antycznych, zaczęła się pojawiać literatura specjalistyczna na temat fizjologicznego i psychologicznego aspektu tego zjawiska. Pionierem był tutaj Laurent Joubert, lekarz z Montpellier, którego Traité du ris został opublikowany po raz pierwszy w Paryżu w 1579 roku. Wkrótce potem pojawiły się podobne traktaty we Włoszech, między innymi Celsa Manciniego De risu, ac ridiculis w roku 1598, Antonia Lorenziniego De Risu w roku 1603 oraz Elpidia Berrettaria Phisici, et philososophi Tractatus de Risu w tym samym roku. Jeszcze bardziej zaskakujące jest znaczenie, jakie przypisywało temu tematowi wielu najznakomitszych przedstawicieli tej nowej filozofii. Kartezjusz bada miejsce śmiechu wśród innych emocji w swoim utworze Namięt- ności duszy, Hobbes czyni podobnie w Elementach prawa i w kilku późniejszych swoich pracach; Spinoza broni wartości śmiechu w Części IV Etyki; wielu zaprzysięgłych zwolenników Kartezjusza wykazywało szczególne zainteresowanie tym zjawiskiem, a godnym uwagi przykładem jest Henry More i jego dzieło pt. Account of Virtue.

Zdaniem wszystkich tych myślicieli najważniejsze pytanie, które powinno się pojawić w odniesieniu do śmiechu, dotyczy emocji, którym daje on asumpt. Niektórzy komentatorzy rozważali zjawisko śmiechu w kontekście wylewania łez. Francisco Vallesio, jeden z lekarzy Filipa II, rozdział swoich Controversiae z roku 1582 zatytułował De Risu et Fletu, natomiast Nicander Jossius Venafranus opublikował cały traktat pod tym samym tytułem w roku 1580. Timothy Bright, londyński lekarz, podobnie zestawia śmiech z płaczem w Treatise of Melancholie z roku 1586, tak jak Rudolf Goeckel (Goclenius) Starszy w Physica Commentatio De Risu & Lacrymis w roku 1597. W ten sam sposób Hobbes łączy śmiech ze łzami w Critique Thomasa White’a De Mundo, a Kartezjusz w Namiętnościach duszy.

Wśród elementów wspólnych dla śmiechu i płaczu wymienieni pisarze wyróżniają fakt, że obie te czynności są charakterystyczne dla rodzaju ludzkiego, że w większości przypadków nie da się ich kontrolować oraz że wydają się prawie nienaturalnie gwałtownymi reakcjami na wewnętrzne poruszenie duszy. Łatwo zgadzają się co do tego, że główną emocją, która wyraża się płaczem, musi być przygnębienie i smutek, którym może w niektórych przypadkach towarzyszyć strach. Aczkolwiek, jak wprost przyznaje Bright, przyczyna śmiechu „jest znacznie trudniejsza do odkrycia, a powód nie jest zbyt oczywisty”. Jaka namiętność duszy mogłaby być tak złożona i mocna, by skłonić nas do „wybuchu”, jak wyraża to Vallesio, w „niemalże konwulsyjnej” reakcji?

Wszyscy byli zgodni, że jednym z uczuć, które należy brać pod uwagę, musi być jakaś forma radości bądź szczęścia. Wśród pisarzy humanistycznych Castiglione podkreśla w Dworzaninie, że (w słowach przekładu sir Tomasza Hobbesa z roku 1561) „śmiech bowiem występuje tylko u ludzi i jest on zawsze jakby przejawem pewnego rodzaju wesołości odczuwanej w głębi umysłu”. Vives w podobny sposób mówi w De Anima & Vita, że „śmiech rodzi się ze szczęścia i przyjemności”, a tę doktrynę podchwycili i powtarzali wielokrotnie humaniści następnych generacji.

Na podobne założenia natrafiamy w literaturze medycznej. Pionierem w tej dziedzinie na pewno jest lekarz Girolamo Fracastoro, autor książki De Sympathia &Antipathia Rerum z roku 1546. Przyczyną radości, jak oświadcza, musi być jakaś forma „wewnętrznego szczęścia”. Z tym stanowiskiem zgadza się Laurent Joubert, utrzymując, że namiętność, która pobudza nas do śmiechu, zawsze musi być jakoś powiązana z uciechą, natomiast Francisco Vallesio w bardziej prosty sposób zapewnia: „wierzę, że ludzie śmieją się, kiedy ma miejsce coś radosnego”. W ciągu pokolenia wszyscy piszący na ten temat przyjęli to założenie za rzecz oczywistą. Kartezjusz w Namiętnościach duszy pisze po prostu: „wydaje się, że śmiech jest jedną z głównych oznak radości”, natomiast Hobbes konkluduje z jeszcze większą energią w Elementach prawa, że śmiech „jest zawsze radością”.

Powszechnie jednak uznawano, iż ta radość musi być osobliwego rodzaju, jako że wydaje się w pewien sposób połączona z uczuciem lekceważenia, pogardy, a nawet nienawiści. Wśród humanistów najwcześniej Castiglione wprowadza argument o takim wydźwięku. Ilekroć się śmiejemy, zawsze kogoś „ośmieszamy i wyszydzamy”, za każdym razem starając się „wyszydzać i ośmieszać wady”. Thomas Wilson rozwija tę sugestię w swojej Arte of Rhetorique z 1554 roku, neoklasycznym traktacie poświęconym elokwencji w języku angielskim. W Księdze drugiej znajdziemy tam długi fragment zatytułowany „O rozweselaniu słuchaczy i pobudzaniu ich do śmiechu”, w którym pisarz utrzymuje, że kiedy natrafiamy w czyimś zachowaniu na „czułostkowość, moralne zepsucie albo deformację”, doświadczamy przymusu „pogardliwego jej wyśmiania”.

Jeśli przejdziemy do pisarzy medycznych, to znajdziemy ową teorię wyłożoną w sposób jeszcze bardziej szczegółowy. Prawdopodobnie najsubtelniejszą analizę przeprowadził Laurent Joubert, uznając przy tym wpływ, jaki wywarła na niego wcześniejsza praca François Vallerioli, kolegi lekarza z Montpellier. Załóżmy, że pytamy, pisze Joubert w pierwszym rozdziale swojego Traité, „co jest przedmiotem śmiechu?”. Opierając się na rozważaniach Vallerioli, odpowiada, że śmiejemy się ze „wszystkiego, co jest śmieszne, niezależnie od tego, czy zostało uczynione, czy powiedziane”. Ale wszystko, co uważamy za śmieszne, jak stara się wyjaśnić Joubert w rozdziale drugim, zawsze będzie „czymś, co wydaje nam się brzydkie, zdeformowane, nieuczciwe, nieprzyzwoite, złośliwe i mało stosowne”. Tak więc śmiech zawsze będzie miał źródło w głębokim namyśle nad uczynkami lub słowami, „które noszą znamiona szpetoty, nie zasługując na politowanie”. To z kolei oznacza, iż radość, której doświadczamy, nigdy nie jest czysta. Nie da się całkowicie uniknąć pogardy czy niechęci do nikczemności i szpetoty; „wspólnym rysem naszego śmiechu jest pogarda lub szyderstwo”. Joubert idzie dalej, dodając, że w konsekwencji tych złożonych uczuć nie da się całkowicie oddzielić śmiechu od smutku. „Jako że wszystko, co jest śmieszne, wynika ze szpetoty i nieuczciwości”, oraz zważywszy na to, że trudno nam się zdobyć na głęboki namysł w pokoju ducha nad taką przykrością, „wszystko, co jest śmieszne, przynosi nam zarazem i przyjemność, i smutek”.

Rzadko podejmowano za Joubertem akcentowanie tristesse, natomiast jego twierdzenie, że śmiech jest zasadniczo wyrazem pogardy dla absurdalnych rzeczy, cieszyło się popularnością i wielokrotnie je powtarzano, a czynili to zwłaszcza ci, którzy aspirowali do połączenia spostrzeżeń dokonywanych przez humanistów z odkryciami nabierającej coraz większego znaczenia literatury medycznej. Być może najważniejszym pisarzem w tej materii był Robert Burton, który we wstępie do Anatomii melancholii z roku 1621 oświadcza, że nigdy nie było „tak wielu powodów do śmiechu”, z jakimi mamy do czynienia dzisiaj w naszym chorym świecie. Następnie wyjaśnia, że śmiejąc się „pogardzamy innymi, pogardzamy światem głupoty”, i że świat nigdy nie był tak pełen głupoty, którą należy wyszydzać i potępiać, tak pełen ludzi, którzy są „głupi i niedorzeczni”. Sir Thomas Browne, kolejny lekarz wykształcony według humanistycznych zasad, wypowiada się w podobnym stylu w swojej Pseudodoxia Epidemica z 1646 roku. Omawiając w Księdze siódmej zamiłowanie do śmiechu, zgadza się, że „istnieje śmiech pogardy lub oburzenia”, i dodaje, że nawet sam Bóg jest opisywany w Piśmie Świętym jako wyszydzający niepobożnych.

Podobne analizy przedstawili inni wiodący przedstawiciele nowej filozofii, między innymi Kartezjusz oraz Hobbes. Głównym twierdzeniem Kartezjusza dotyczącym śmiechu w Namiętnościach duszy jest to, że „Chociaż wydaje się, iż śmiech jest jedną z głównych oznak radości, przecież wywołać go może jedynie radość umiarkowana, z którą łączy się jakiś podziw lub jakaś nienawiść”. Filozof kładzie szczególny nacisk na kwestię, do której potem wraca, rozważając la moquerie. „Wyśmiewanie lub szyderstwo jest rodzajem radości zmieszanej z nienawiścią. […] I gdy to spostrzeżenie występuje nagle, niespodziewane zdziwienie jest przyczyną, że wybucha się śmiechem […]”

Nic zatem dziwnego, że i Hobbesa pociąga takie wyjaśnienie źródeł śmiechu. Jego pogląd na psychologię humanistyczną opiera się, jak wyjaśnia w Lewiatanie, na przeświadczeniu, że można zaobserwować coś „jako ogólną skłonność wszystkich ludzi, stałe i nieznające spoczynku pragnienie coraz to większej mocy, które ustaje ze śmiercią”. Nie tylko okazuje się, że ludzie „z natury miłują wolność i władzę nad innymi”. Faktem jest także, iż „człowiek, którego zadowolenie polega na porównywaniu samego siebie z innymi ludźmi, nie może zasmakować w niczym innym niż tylko w tym, co go nad innych wywyższa”. Jednak zgodnie z rozważaną przez nas teorią śmiechu śmiejemy się zarówno z radości, jak i w sytuacji, gdy śmiech jest narzędziem wyrażania szyderczego i pogardliwego poczucia naszej własnej wyższości. Jak widać, szczególne zainteresowanie Hobbesa śmiechem może równie dobrze wynikać z faktu, że zjawisko to stanowi dla niego doskonałą ilustrację bardziej ogólnych sądów na temat natury ludzkiej.

Nie da się jednak powiedzieć, że Hobbesowskie wyjaśnienie śmiechu jest dokładnie takie samo jak Kartezjusza. Kiedy Hobbes zaczyna się zajmować tym fenomenem w Elementach prawa – gdzie omawia go w sposób najbardziej kompleksowy – ukazuje go także w pewnej interesującej wariacji. Zauważa, że czasami śmiejemy się nie dlatego, że czujemy pogardę do konkretnej osoby, ale ponieważ uświadomiliśmy sobie pewną ogólną absurdalność. Pozwala to uwzględnić możliwość „śmiechu bez obrazy”; sądzi się, że ma ona miejsce, gdy śmiejemy się „z absurdów i słabostek rozważanych w oderwaniu od osób i gdzie całe towarzystwo może się śmiać razem”. Taki śmiech nadal będzie wyrazem szyderstwa i pogardy, ale zamiast szydzić z innych, łączymy swe siły, wyśmiewając komiczne elementy świata i jego obyczaje.

Co ciekawe, Hobbes jednak nie wraca do tego ujęcia w żadnej ze swoich późniejszych wypowiedzi na temat śmiechu, a jego zwyczajowe wyjaśnienie tego zjawiska pozostaje bliskie poglądom Kartezjusza.

.Podsumowując, można powiedzieć że zdaniem rozważanych przez nas pisarzy musiałyby się zdarzyć dwie rzeczy, żebyś poczuł dreszczyk wesołości. Musiałbyś dostrzec pewną godną pogardy wadę albo słabostkę w kimś innym albo w swoim poprzednim ja i musiałoby się to wydarzyć w taki sposób, by wywołać w tobie radosne uczucie wyższości. Warto tu podkreślić, że zgodnie z tradycją takiego myślenia trzeba wyraźnie odróżnić śmiech od uśmiechu. Podczas gdy śmiech jest szyderczy, uśmiech jest uważany za naturalną oznakę przyjemności, a w szczególności sympatii i zachęty.

Sir Thomas Browne odwołuje się do tej dystynkcji w swojej Pseudodoxia Epidemica, próbując rozwiązać scholastyczną zagadkę, czy Chrystus kiedykolwiek się śmiał. Jego odpowiedź jest następująca: nawet jeśli przyznamy, że nigdy tak nie czynił, to nie możemy sobie wyobrazić, że nigdy się nie uśmiechał, jako że uśmiechanie się byłoby najpewniejszym dowodem Jego człowieczeństwa.

Quentin Skinner
Fragment książki Wizje polityki, t. 3, „Hobbes i nauka społeczna”, tłum. Kinga Koehler, wyd. Wydawnictwo Naukowe UKSW, 2021 r. [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 kwietnia 2024