„Narwska Republika Ludowa” czyli rosyjska operacja dezinformacyjna

W rosyjskojęzycznych mediach społecznościowych rozpowszechniana jest dezinformacja o rzekomej secesji estońskiej Narwy. Moskwa rozpowszechnia narracje, że powstać ma „Narwska Republika Ludowa”. To czysta dezinformacja, w Estonii nie ma ruchu separatystycznego – powiedział Andres Lember, współzałożyciel estońskiego serwisu propastop.org.
„Prosta i tania metoda prowokowania i zastraszania społeczeństwa”
.Na Telegramie, TikToku i VKontakte pojawiły się rosyjskojęzyczne konta propagujące pomysł oddzielenia od Estonii północno-wschodniej prowincji Ida-Virumaa z jej największym miastem Narwa i utworzenia rzekomej „Narwskiej Republiki Ludowej”. 95 proc. mieszkańców graniczącej z Federacją Rosyjską, 56-tysięcznej Narwy, stanowią etniczni Rosjanie.
Jak podaje estoński serwis propastop.org – zajmujący się demaskowaniem rosyjskiej dezinformacji, który jako pierwszy zauważył w sieci narrację o rzekomej secesji Narwy – Telegram służy jako centralny kanał informacyjny w tej kampanii i to tam regularnie pojawiają się nowe publikacje na ten temat.
– To czysta dezinformacja, bo u nas nie ma ruchu separatystycznego. Zresztą, do tej pory w ogóle nie było w rosyjskojęzycznej infosferze w Estonii takiej separatystycznej narracji – zauważył Lember. Wyjaśnił, że natknął się na te fałszywe informacje przy okazji regularnego monitorowania mediów społecznościowych.
Na razie – jak podkreślił – kanały wykorzystywane do rozpowszechniania tej narracji mają niewielką liczbę wyświetleń, ale zamieszczane tam publikacje są dobrze przygotowane.
Kanał promujący „separatystyczną republikę Narwy” został założony na Telegramie w 2025 r., ale intensywne nagłaśnianie tego tematu zaczęło się w lutym br. Opublikowano tam m.in. dwie wersje flagi ruchu promującego utworzenie „Narwskiej Republiki Ludowej”: zielono-czarno-białą i czarno-zielono-białą, także herb tej wymyślonej przez prawdopodobnie rosyjską propagandę republiki.
W mediach społecznościowych krąży również film z proponowanym „hymnem” republiki, pieśnią „Uleć na skrzydłach wiatru”, pochodzącą z opery „Kniaź Igor” XIX-wiecznego rosyjskiego kompozytora Aleksandra Borodina. – To kampania, która ma nas przetestować, nasze zdolności do monitorowania sieci, a także to, jak zareagują czynniki państwowe – zauważył Lember. W jego opinii na takie prowokacje najlepiej reagować spokojnie, bez histerii i po prostu wyjaśniać, na czym polega dezinformacja. Taka była reakcja estońskich władz.
Marta Tuul, przedstawicielka Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ISS) podlegającej Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, powiedziała, że istnieją powody, by sądzić, że jest to operacja informacyjna mająca na celu sianie zamętu i podważanie spójności społecznej. „Takie taktyki były już stosowane zarówno w Estonii, jak i w innych krajach. To prosta i tania metoda prowokowania i zastraszania społeczeństwa” – powiedziała Tuul, cytowana przez estońską agencję informacyjną Delfi.
Do sprawy odniósł się także minister spraw zagranicznych Estonii Margus Tsahkna, który 16 marca na X napisał, że „Narwa jest i zawsze pozostanie estońskim miastem”. Wezwał do zachowania spokoju w obliczu rosyjskich prób wywołania zamieszania w infosferze i „osłabienia spójności społecznej”.
Narwska Republika Ludowa to fikcja, ale nie należy jej ignorować
.Według dr hab. Aleksandry Kuczyńskiej-Zonik z Instytutu Europy Środkowej i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, która specjalizuje się w badaniach sytuacji społeczno-politycznej na obszarach poradzieckich, za całą operacją stoi Kreml, ale nie stanowi ona realnego zagrożenia dla Estonii i nie zapowiada działań kinetycznych albo rzeczywistego oderwania Narwy od Estonii.
– Tego typu narracje, zresztą nienowe, mają jedynie siać zamęt w społeczeństwie – oceniła Kuczyńska-Zonik.
W opinii ekspertki KUL-u nie ma tutaj mowy o spontanicznej narracji promowanej przez Rosjan zamieszkujących Narwę i okolice. Jej zdaniem czasy się zmieniły i ci ludzie nie poparliby oderwania Narwy od Estonii.
– To nowa generacja. Ponad 30 lat istnienia niepodległego państwa spowodowało, że żyją w środowisku bardziej liberalnym, demokratycznym i zglobalizowanym, a przede wszystkim są przyzwyczajeni do rozwoju gospodarczego – zauważyła Kuczyńska-Zonik i dodała, że po 2022 r. duża część rosyjskiej mniejszości w Estonii bardziej negatywnie zaczęła postrzegać Rosję.
Inaczej było w lipcu 1993 r., kiedy odbyło się referendum zwołane przez Radę Miasta Narwa. 97 proc. mieszkańców opowiedziało się wtedy za autonomią, przy frekwencji 54 proc. Kanclerz Sprawiedliwości Estonii uznał jednak to głosowanie za niezgodne z konstytucją.
W czasie, kiedy odbyło się referendum na terenie Estonii wciąż były jeszcze rosyjskie wojska. W Narwie stacjonował OMON, rosyjskie jednostki specjalne, potocznie nazywane „czarnymi beretami”. Ostatnie zorganizowane oddziały wojsk rosyjskich opuściły Estonię w sierpniu 1994 r.
W opinii Kuczyńskiej-Zonik obecnie narracja o separatystycznej republice Narwy nie będzie miała większego wpływu na mieszkańców tego regionu. Jej zdaniem nie można jednak jej zupełnie bagatelizować.
– Kiedy nastąpiła aneksja Krymu i proklamowano powstanie Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych we wschodniej Ukrainie, pojawiały się narracje, że Narwa, a także łotewska Łatgalia będą następne w kolejce. I choć nic takiego się nie stało, warto monitorować rozwój tej kampanii dezinformacyjnej i uświadamiać ludzi, że to propaganda – powiedziała ekspertka. Należy to robić w taki sposób, dodała, aby nie straszyć społeczeństwa.
Lember ostrzegł jednak, że samo rozpowszechnianie tematu separatyzmu w estońskiej przestrzeni informacyjnej jest niebezpieczne, bo skutecznie „normalizuje” retorykę dotyczącą secesji. Na pytanie, czy nie lepiej jest zignorować rosyjską propagandę, Lember odpowiedział, że przemilczenie jakiegoś oczywistego problemu, nie sprawi, że zniknie.
Dyplomatyczna ofensywa Kremla
.Wojna w Ukrainie ma globalny wymiar. Toczy się nie tylko w płaszczyźnie NATO–Rosja. Wpływ na jej przebieg ma postawa Globalnego Południa, swego czasu określanego jako Trzeci Świat – pisze prof. Kazimierz DADAK.
Najważniejszym państwem wśród członków tego ugrupowania są Indie. Jej zakupy rosyjskiej ropy naftowej stanowią dla Moskwy bezpośrednie wsparcie. Niemniej polityczna neutralność, jeśli nie ciche poparcie, udzielane na scenie międzynarodowej przez inne wielkie państwa, np. Brazylię, pozwala Rosji unikać izolacji i powszechnego potępienia z powodu najazdu na Ukrainę.
Do tej to właśnie publiczności 15 stycznia 2026 r. Władimir Putin skierował ważne przesłanie z okazji złożenia listów uwierzytelniających przez nowych ambasadorów z 35 państw. Jak zwykle było ono pełne przeinaczeń i kłamstw, ale też zawierało istotne sygnały skierowane do sojuszników i przeciwników.
Kremlowski satrapa wylewał krokodyle łzy z powodu rosnących międzynarodowych napięć i toczących się wojen, tak jakby w tej chwili wojna z Ukrainą nie była najpoważniejszym konfliktem. Winę za nią zrzucił na przeciwników, których oskarżył o działanie na szkodę bezpieczeństwa Rosji i złamanie publicznie składanych obietnic, że NATO nie będzie rozszerzać się na wschód. Długo rozwodził się nad rolą Narodów Zjednoczonych i znaczeniem ram prawnych zawartych w Karcie ONZ.
W obecnym kontekście jego narzekanie na łamanie zawartych tam zapewnień o poszanowaniu suwerenności państw członkowskich brzmiały odrobinę mniej cynicznie. Dla Polski Stany Zjednoczone są najważniejszym partnerem i gwarantem niepodległości, stąd to, co wzmacnia potęgę USA, jest słusznie uważane za leżące w naszym interesie narodowym. Ale niejeden członek Globalnego Południa stawia znak równości, gdy jedni mówią, że dla ich bezpieczeństwa narodowego konieczny jest taki, a nie inny stan rzeczy w Ukrainie, a dla drugich – na Grenlandii. Podobnie Karta ONZ nie rozróżnia między dyktaturą i demokracją, każde państwo jest suwerenne i nie ma przyzwolenia dla interwencji zbrojnych, tym bardziej dla zawłaszczania kluczowego surowca ościennego kraju, np. jego zasobów ropy naftowej.
Stąd Putin domagał się pełnego poszanowania suwerenności państw Ameryki Łacińskiej, co stanowiło aluzję do ostatnich wydarzeń w Wenezueli. Prezydent Rosji także uwypuklił braterskie stosunki z Kubą, czym rzucił wyzwanie USA, które najwyraźniej przygotowują się do obalenia tamtejszych władz. Z punktu widzenia odświeżonej doktryny Monroe’a bardzo istotny będzie dalszy rozwój sytuacji na tym odcinku. Skuteczna obrona reżimu kubańskiego przez Moskwę byłaby niesłychanie ważnym sygnałem dla sceptycznie nastawionych do amerykańskiej hegemonii innych państw Ameryki Łacińskiej.
Putin nie omieszkał wyrazić poparcia dla idei wielobiegunowego świata. Rzecz jasna, widzi on Rosję jako jeden z nich. Nie są to mrzonki, bo Rosja ma inicjatywę w walkach w Ukrainie, a te zmagania są powszechnie postrzegane jako wojna zastępcza pomiędzy nią i NATO. Pakt Północnoatlantycki jest bez wątpienia najsilniejszym wojskowym sojuszem na świecie i to, że Moskwa nie uległa w tych bojach, dla wielu obserwatorów stanowi zaskoczenie i jest traktowane jako oznaka jej potęgi i znaczenia. Trudno nie ulec wrażeniu, że administracja Joego Bidena popełniła błąd, dopuszczając do wybuchu tego konfliktu. Ponad cztery lata temu w Waszyngtonie zlekceważono przeciwnika i przeceniono zdolność NATO do wygrania tego zwarcia. Zamiast słabości Rosji obnażono słabość Europy i niedociągnięcia po drugiej stronie Atlantyku.
Słowa o wielobiegunowym świecie zapewne były mile przyjęte przez inne potencjalne bieguny, szczególnie przez Brazylię, której nowy ambasador był obecny podczas uroczystości. Putin podkreślił, że właśnie poprzedniego dnia odbył długą rozmowę telefoniczną z prezydentem Lulą, której przebieg wykazał daleko idącą zbieżność, jeśli nie całkowitą zgodność poglądów w najważniejszych sprawach międzynarodowych. Bliskie związki polityczne i gospodarcze łączą Rosję także z najważniejszymi państwami Bliskiego Wschodu. W Egipcie Rosja buduje elektrownię atomową i wielki ośrodek przemysłowy nad Kanałem Sueskim. Wiele ciepłych słów padło pod adresem Arabii Saudyjskiej, z którą Rosja koordynuje działania na rynku ropy naftowej, a także rozwija współpracę gospodarczą na innych polach, włącznie z kulturą.
Obecnym podczas uroczystości ambasadorom państw afrykańskich przypomniano o roli, jaką odegrała Rosja w procesie dekolonizacji tego kontynentu. Dla polskiego czytelnika wielkim zaskoczeniem musiała być obecność ambasadora Afganistanu, bo Rosja należy do nielicznych państw, które uznały władzę talibów. Ułożenie dobrych stosunków z obiektem sowieckiego najazdu z okresu zimnej wojny leży w żywotnym interesie Rosji. Także z tego powodu, że kraj ten może stanowić ważną zaporę dla amerykańskich prób poszerzenia wpływów w dawnych republikach sowieckich w Azji Środkowej oraz może osłaniać Iran, który jest bliskim sojusznikiem Moskwy.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-kazimierz-dadak-dyplomatyczna-ofensywa-kremla/
PAP/MB



