Polityczna przemoc w Kolumbii. Czy partyzanci na nowo rozpętają wojnę?

Kolumbia, kraj który od dekad zmaga się z przemocą karteli i bojówek z każdej strony politycznego centrum, przez ostatnie lata miała nadzieje na deeskalacje. W kraju panował rozejm – niepełny, nieidealny, ale faktyczny, a to napawało obywateli nadzieją. Niestety, 26 kwietnia w w zamachu bombowym na kolumbijskiej autostradzie zginęło co najmniej 14 osób. Władze powiązały te zdarzenia z grupami partyzantów, którzy nadal nie złożyli broni.
Przemoc w mieście Cauca zaszkodzi prezydentowi Kolumbii
.Prezydent Kolumbii Gustavo Petro obwinił za atak rebeliantów powiązanych z frakcjami Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) które nadal walczą mimo rozejmu, który oficjalnie trwa od 2016 roku. FARC to największa z wielu radykalnie lewicowych bojówek, które od lat 60-tych XX wieku prowadzą wojnę przeciwko rządowi Kolumbii i prawicowym organizacjom paramilitarnym.
Wojna domowa, trwająca już 7 dekad, jest już od wielu lat zdominowana przez grupy które porzuciły próbę zmiany systemu politycznego. Prawicowe i lewicowe grupy walczą głównie o dominacje nad rynkiem narkotyków, dodatkowo rywalizując z kartelami.
Prezydent Gustavo Petro zareagował ostro. O sprawcach powiedział, że są „terrorystami, faszystami i handlarzami narkotyków”, i wezwał, by najlepsze jednostki wojska stanęły z nimi do walki. Twardy ton nie jest przypadkiem. Według Reutersa władze wiążą zamach z rebeliantami z dysydenckich frakcji FARC, zwłaszcza z otoczeniem Ivána Mordisco, czyli jednego z najbardziej znanych przywódców, którzy odrzucili porozumienie pokojowe z 2016 roku.
Rozejm z FARC doprowadził do demobilizacji tysięcy bojowników, ale nie zakończył całej przemocy. Część struktur odłączyła się, nie złożyła broni i z czasem weszła głębiej w gospodarkę narkotykową i lokalne układy siły. To one dziś przypominają, że Kolumbia wciąż płaci za niepełne rozbrojenie dawnej rebelii.
Świadkowie cytowani przez AFP relacjonowali, że siła wybuchu była tak duża, iż odrzuciła ludzi na kilka metrów. Równolegle władze informowały o kolejnych mniejszych atakach w regionie, w tym o uderzeniu wymierzonym w bazę wojskową w rejonie Cali, gdzie ranne zostały co najmniej dwie osoby.
Cauca nie jest przypadkowym miejscem. To jeden z obszarów, gdzie od lat ścierają się dawne struktury rebelianckie, grupy narkotykowe i państwo, a kontrola nad terytorium oznacza kontrolę nad trasami przemytu, lokalną polityką i życiem zwykłych mieszkańców.
Najtrudniejszy dla Petro jest polityczny wymiar tej przemocy. Obecny prezydent, sam mający partyzancką przeszłość, od początku forsował kontrowersyjną strategię „pokoju totalnego”, czyli próbę równoległych rozmów z różnymi grupami zbrojnymi, okresowych zawieszeń broni i stopniowego wygaszania przemocy. Ta linia miała być alternatywą wobec czysto militarnej odpowiedzi państwa. Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że ta idea nie przyniosła przełomu, na który liczył rząd.
Reuters pisał wprost, że fala przemocy w Cauca staje się argumentem przeciwko tej polityce. Krytycy wskazują, że rozmowy z uzbrojonymi frakcjami nie rozbroiły regionów, lecz dały części grup czas na przegrupowanie i odbudowę siły. Zamach z 25 kwietnia wpisuje się właśnie w tę rosnącą narrację o słabości państwa i o kosztach zbyt miękkiego podejścia do zbrojnych aktorów.
Wybory prezydenckie w cieniu zamachu terrorystycznego
.To wszystko dzieje się w ważnym momencie dla kraju. Wybory prezydenckie w Kolumbii odbędą się 31 maja 2026 roku, a bezpieczeństwo jest jednym z kluczowych tematów kampanii. Kandydatem obozu rządzącego jest Iván Cepeda, który broni potrzeby kontynuowania rozmów pokojowych. Po drugiej stronie stoją m.in. Paloma Valencia i Abelardo De la Espriella, którzy zapowiadają ostrzejszą, bardziej represyjną linię wobec grup zbrojnych.
Zamach w Cauca nie jest więc “tylko” atakiem na cywilów. To także wydarzenie, które może realnie wpłynąć na ton i kierunek końcówki kampanii wyborczej. Im więcej będzie takich ataków, tym lewicy będzie trudniej przekonywać, że jego rozmowy i rozejmy dają państwu kontrolę nad sytuacją.
Kolumbia po raz kolejny musi zmierzyć się z dylematem, które zna od lat: czy przemoc zrodzoną przez dawne wojny partyzanckie, narkobiznes i słabość państwa da się wygasić negocjacjami, czy tylko twardą pacyfikacją.
Wojciech T. Madeja



