Paulina MATYSIAK: Wakacje bez autobusu

Wakacje bez autobusu

Photo of Paulina MATYSIAK

Paulina MATYSIAK

Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Autorka felietonów "Pisane lewą ręką", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autorki

Na koniec roku szkolnego warto wystawić świadectwo nie tylko uczniom, ale i całemu państwu. I nie będzie to wysoka ocena, bo państwo oblało – nie odpowiedziało na bardzo proste pytania: czy młody człowiek z małej miejscowości ma takie samo prawo do wakacji, spotkań, kultury, sportu i odpoczynku jak jego rówieśnik z dużego miasta? A jeśli odpowiedź zależy od tego, czy rodzice mają samochód i czas, to znaczy, że jest tu do odrobienia bardzo ważna lekcja. Wykluczenie transportowe nie robi sobie wakacji – pisze Paulina MATYSIAK

.W piątek uczniowie odebrali świadectwa. Wiadomo, towarzyszyły pewnie temu różne emocje, ale wszystkich łączy to, że tak oto rozpoczęły się wakacje. Tylko że w wielu miejscowościach razem z końcem roku szkolnego kończy się coś jeszcze: autobus. Ten sam, który przez dziesięć miesięcy dowoził dzieci i młodzież do szkoły, nagle znika z rozkładu albo przestaje być dla nich dostępny. Szkoła się zamyka, a razem z nią zamyka się okno na świat

Dla części uczniów wakacje oznaczają wyjazd na kolonie, rodzinny urlop, zajęcia dodatkowe, basen, kino i spotkania ze znajomymi. Dla innych oznaczają dwa miesiące siedzenia w domu, bo rodzice pracują, samochód jest jeden albo nie ma go wcale, a najbliższe miasteczko z biblioteką, domem kultury, boiskiem, pociągiem czy przyjaciółmi jest kilka albo kilkanaście kilometrów dalej. Gdy nie ma transportu publicznego, wakacje bardzo szybko przestają być czasem wolności, a stają się czasem odcięcia.

O wykluczeniu transportowym często mówimy w kontekście pracy, lekarza, urzędu czy szkoły. I słusznie. Ale za rzadko mówimy o tym, że brak autobusu zabiera młodym ludziom także zwykłe dzieciństwo i nastoletniość. Możliwość spotkania się z rówieśnikami, pojechania na trening, uczestniczenia w zajęciach w domu kultury, odwiedzenia biblioteki albo po prostu wyjścia gdzieś dalej niż do sklepu we własnej miejscowości. I to nie są jakieś fanaberie, tylko po prostu normalne życie.

Nie wszystkich stać na wakacje. Nie każde dziecko pojedzie nad morze, w góry albo za granicę. Wielu rodziców przez całe lato normalnie pracuje, często zmianowo, bez możliwości dowożenia dzieci tam, gdzie akurat chciałyby pojechać. Wtedy państwo i samorząd powinny być po stronie młodych ludzi, a nie milcząco zakładać, że jakoś sobie poradzą. Nie ma nauki, to nie ma potrzeby uruchamiać autobusów, czyż nie? Tyle że dla uczniów oznacza to samotność, zależność od rodziców i poczucie, że wszystko, co ciekawe, dzieje się gdzieś poza zasięgiem. Autobus szkolny nie może być jedynym śladem państwa w terenie. Jeśli kursuje tylko wtedy, gdy trzeba dowieźć ucznia na lekcje, to znaczy, że młodego człowieka traktujemy przede wszystkim jako obowiązek edukacyjny do obsłużenia, a nie jako osobę, która ma swoje potrzeby także po dzwonku i po zakończeniu roku szkolnego. A przecież szkoła nie jest całym życiem dziecka.

.Na koniec roku szkolnego warto więc wystawić świadectwo nie tylko uczniom, ale i całemu państwu. I nie będzie to wysoka ocena, bo państwo oblało – nie odpowiedziało na bardzo proste pytania: czy młody człowiek z małej miejscowości ma takie samo prawo do wakacji, spotkań, kultury, sportu i odpoczynku jak jego rówieśnik z dużego miasta? A jeśli odpowiedź zależy od tego, czy rodzice mają samochód i czas, to znaczy, że jest tu do odrobienia bardzo ważna lekcja. Wykluczenie transportowe nie robi sobie wakacji.

Paulina Matysiak

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 czerwca 2026