Agaton KOZIŃSKI: Morawiecki czy Kaczyński? Pollockizacja prawicy

Morawiecki czy Kaczyński? Pollockizacja prawicy

Photo of Agaton KOZIŃSKI

Agaton KOZIŃSKI

Publicysta. Wcześniej pracował we "Wszystko co Najważniejsze", "Polska The Times", redakcji zagranicznej PAP oraz tygodniku "Wprost". Absolwent dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Płocczanin.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Sytuacja na prawicy coraz bardziej przypomina obrazy Jacksona Pollocka. Najwcześniej za pół roku da się jasno ocenić, kto z obecnej plejady graczy siedzi przy stole, a kto znalazł się w karcie dań – pisze Agaton KOZIŃSKI

.„W XI wieku istniały tylko interesy, nie wierność” – pisał w artykule Une crise du pouvoir capétien 1032–1034 („Kryzys władzy Kapetyngów 1032–1034”) belgijski historyk Jan Dhondt w 1967 r. Tamtą epokę teraz przypomniała historyk Justine Firnhaber Baker w książce Kapetyngowie. Jedenaste stulecie opisała jako okres, w którym właściwie nikt nie uznawał niczyjej zwierzchności, a każda decyzja polityczna była wypadkową chwilowej zbieżności bieżących interesów poszczególnych graczy. Generalnie panował chaos, który rzadko – i tylko na moment – udawało się uporządkować. „Nikt nie wiedział, komu jest winien lojalność, gdy pojawiał się konflikt” – konkluduje mieszkająca w Szkocji uczona.

Teraz swój kapetyński moment przeżywa PiS. Ugrupowanie, które przez ostatnie kilkanaście lat zachowywało wewnętrzną spójność, a po utracie władzy w 2023 r. jeszcze się skonsolidowało (wchłonięcie Suwerennej Polski i Republikanów), nagle zaczęło wyglądać niczym XI-wieczna Francja, w której poszczególni feudałowie ścierali się między sobą, nie zwracając uwagi na hierarchię władzy. Niebieska woda, po której długo żeglował pisowski okręt, nagle zrobiła się czerwona od krwi polityków tej samej partii nawzajem zadających sobie brutalne ciosy – powyżej i poniżej pasa.

.Oczywiście, PiS nie funkcjonuje w oderwaniu od rzeczywistości, tylko w bardzo konkurencyjnym środowisku politycznym. Akwen, po którym ta partia mogła pływać – kiedyś ogromny – gwałtownie zaczął się kurczyć poprzez wzrost poparcia dla dwóch Konfederacji. To wymagało reakcji. Partia to zresztą czuła, ferment w niej narastał od dłuższego czasu.

W końcu napięcie stało się nie do zniesienia i Jarosław Kaczyński zareagował tak jak w przeszłości w przypadku ugrupowania Polska Jest Najważniejsza, a później Solidarnej Polski. „Wolę mieć mniejszy klub, niż stracić partię” – powiedział podobno prezes podczas zamkniętych dyskusji na Nowogrodzkiej. W jego przypadku uniwersalna myśl. Frakcję Morawieckiego spotkało dokładnie to samo co wcześniej grupki Pawła Kowala i Zbigniewa Ziobry.

To porównanie zresztą pojawiło się od razu po tym, jak Kaczyński ogłosił, że brak podpisu pod przygotowanym przez Jacka Sasina dokumentem jest równoznaczny z utratą praw członka PiS-u. Ale budowanie prostej analogii między PJN i Solidarną Polską piętnaście lat temu a frakcją Morawieckiego teraz to zbyt duży skrót myślowy. Z kilku powodów. Dwa najważniejsze. Ani Kowal w 2010 roku, ani Ziobro w roku 2011 nie mieli pozycji dzisiejszego Morawieckiego – chodzi o rozpoznawalność, doświadczenie, możliwości organizacyjne i finansowe. PJN i SP działały pewnie na kilkanaście procent możliwości, jakie obecnie mają „harcerze”. 

I drugi powód – ludzie. Polska Jest Najważniejsza założyła klub parlamentarny, do którego weszło 15 posłów. W klubie Solidarnej Polski znalazło się 16 deputowanych. Tymczasem Morawiecki wychodzi z PiS-u, mając po swojej stronie ponad 40 posłów. Może stworzyć trzeci największy klub w Sejmie. Inny wymiar, inny potencjał, inne możliwości. Już na samym początku Morawiecki gra w innej lidze niż jego poprzednicy secesjoniści. Ważne rozróżnienie.

.Oczywiście, sam potencjał to za mało, by na cokolwiek liczyć. W polityce zawsze na pierwszym miejscu jest zdolność docierania do wyborców. Pod tym względem potęgą jest od dawna Jarosław Kaczyński. – Prezes ma w ręku złoty kupon warty mniej więcej 30 proc. głosów w wyborach – tłumaczył mi wpływowy poseł PiS-u przed wyborami prezydenckimi. W 2025 r. przekazał ten kupon Karolowi Nawrockiemu. W 2027 r. użyje go na rzecz PiS-u. To w naturalny sposób ogranicza możliwość manewru Morawieckiemu, jeśli ten zacznie samodzielnie układać listy wyborcze. Poprzeczka wisi wysoko.

Jest kilka scenariuszy układu sił na prawicy po wycięciu frakcji Morawieckiego z PiS-u. Można sobie wyobrazić równoległe listy wyborcze, wspólną koalicję, koalicję drobniejszych sił (Morawiecki, PSL, Polska 2050) przeciwko politycznej oligarchii czy wręcz ponowne połączenie (zawsze dostaje się dodatkowe punkty za zjednoczenie). Modele pośrednie też są w grze. Morawiecki może odegrać w kolejnych wyborach rolę, jaką w 2023 r. miał Szymon Hołownia – albo wręcz Jarosław Gowin w 2015 r. Ale może też jego akcja okazać się pustym przelotem jak w przypadku Pawła Kowala w 2011 r. Dziś wszystkie opcje leżą na stole. Konia z rzędem temu, kto przewidzi układ sił na prawicy za rok i trzy miesiące. Dziś wiemy tylko, że nic nie wiemy.

Poza jednym. Morawiecki – jeszcze jako premier – lubił odwoływać się do pojęcia „schumpeteriańskiego chaosu”. Chodzi o proces twórczej destrukcji zdefiniowany przez Josepha Schumpetera. Według tego ekonomisty siłą napędową kapitalizmu są przede wszystkim gwałtowne zmiany, prowadzące do upadku istniejących struktur.

Dziś dokładnie taki chaos zapanował na prawicy. Po Zjednoczonej Prawicy z 2019 r., która zdobyła wtedy 43 proc. głosów (plus 6 proc. głosów na Konfederację) nie ma śladu. Choć sondażowo partie prawicowe otrzymują podobne poparcie jak siedem lat temu, to tych sytuacji nie da się porównać. W 2019 r. krajobraz polityczny był poukładany jak prostokąty na obrazach Pieta Mondriana. Dziś ramy są tej samej wielkości – ale wewnątrz nich są rozpięte prace namalowane w technice drip painting Jacksona Pollocka. Chaos totalny.

.Powróćmy jeszcze do Francji z czasów pierwszych Kapetyngów. Tamten okres też można nazwać epoką „schumpeteriańskiego chaosu” – dokładnie w logice Schumpetera, bo przecież z tamtego bałaganu narodziła się późniejsza potęga Francji. Dziś nie wiemy, kto okaże się w tej opowieści o prawicy odpowiednikiem Filipa II – Kapetynga, który na przełomie XII i XIII w. zjednoczył Francję po okresie rozdrobnienia. Prawica jest obecnie podzielona na cztery grupy. Każda z nich ma inną wrażliwość, inne atuty. Najwcześniej na początku 2027 r. da się realnie ocenić, kto siedzi przy stole, a kto znajduje się w karcie dań.

Agaton Koziński

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 lipca 2026
Fot. Adam CHEŁSTOWSKI/ Forum