Państwo nakazuje, samorządy płacą. Jean-Luc Moudenc o bezsilności francuskich merów

nielegalne zajmowanie terenów we Francji

Jean-Luc Moudenc, mer Tuluzy i przewodniczący Toulouse Métropole, uważa, że francuskie państwo narzuca samorządom kosztowne obowiązki związane z przyjmowaniem osób prowadzących wędrowny tryb życia, lecz nie zapewnia im wystarczająco skutecznych narzędzi wobec nielegalnego zajmowania terenów. Jego wystąpienie na łamach „Journal du Dimanche” jest nie tylko głosem w sporze o eksmisje i odpowiedzialność za zniszczenia, lecz także kolejnym sygnałem, że pytanie o zdolność państwa do egzekwowania własnych decyzji może stać się jednym z tematów kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku.

.Jean-Luc Moudenc nie jest w tej debacie postacią przypadkową. Centroprawicowy mer został w marcu 2026 roku ponownie wybrany na urząd w Tuluzie, zdobywając w drugiej turze 53 proc. głosów i pokonując François Piquemala, kandydata Francji Nieujarzmionej i bloku lewicowego. Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” opisywaliśmy jego decyzję o wprowadzeniu w czasie wybranych spotkań piłkarskich godziny policyjnej dla osób poniżej 16. roku życia pozostających nocą bez opieki w centrum miasta. W obu przypadkach Moudenc buduje pozycję samorządowca, który chce wykazać, że władza lokalna potrafi reagować, lecz zbyt często natrafia na granice wyznaczane przez państwo, administrację i sądy.

W tekście opinii opublikowanym przez „Journal du Dimanche” mer Tuluzy opisuje powtarzające się latem przypadki nielegalnego zajmowania prywatnych i publicznych terenów przez duże grupy osób określanych we francuskim prawie i administracji mianem gens du voyage. Pojęcie to odnosi się do ludzi, których tradycyjną formą zamieszkania są mobilne miejsca pobytu, nie jest natomiast nazwą jednej narodowości ani jednorodnej grupy etnicznej. Moudenc podkreśla, że nie kwestionuje wybranego przez nich sposobu życia, lecz domaga się, aby wolność przemieszczania się nie oznaczała zgody na zajmowanie cudzej własności, niszczenie infrastruktury ani pozostawianie kosztów napraw podatnikom.

Najważniejsza myśl jego wystąpienia nie dotyczy jednak samego porządku publicznego. Dotyczy sposobu podziału władzy we Francji, w którym państwo ustanawia reguły, prefekt i sąd zachowują kluczowe kompetencje, a gminy oraz związki międzygminne finansują znaczną część infrastruktury i odpowiadają przed mieszkańcami za skutki jej funkcjonowania. Moudenc ujmuje ten problem w formule, która może wykraczać poza opisywaną sprawę: jeżeli ten, kto niszczy, powinien naprawić szkodę, to ten, kto płaci, powinien mieć prawo decydowania.

Plan przyjmowania, który stał się źródłem konfliktu

Francuski system opiera się na departamentalnych planach przyjmowania i zakwaterowania osób prowadzących wędrowny tryb życia. Określają one między innymi liczbę i rozmieszczenie stałych miejsc przyjmowania, rodzinnych terenów czynszowych oraz terenów przeznaczonych dla dużych, okresowych przejazdów. Gminy liczące ponad 5 tys. mieszkańców są co do zasady ujmowane w takim planie, a za tworzenie, utrzymanie i zarządzanie odpowiednią infrastrukturą odpowiadają przede wszystkim właściwe związki międzygminne.

System miał stworzyć równowagę między dwoma obowiązkami Republiki. Z jednej strony państwo i samorządy powinny zapewnić odpowiednie miejsca pobytu ludziom prowadzącym mobilny sposób życia, z drugiej zaś wykonanie tych obowiązków miało ułatwiać przeciwdziałanie zajmowaniu innych terenów. W praktyce powstał jednak skomplikowany mechanizm, w którym możliwość skorzystania z przyspieszonej procedury zależy od wykonania planu, spełnienia jednego z ustawowych wyjątków oraz wykazania, że nielegalny postój zagraża bezpieczeństwu, spokojowi lub warunkom sanitarnym.

Obowiązujące przepisy nie są tak bezwzględne, jak może wynikać z wystąpienia mera Tuluzy. Pozwalają w określonych przypadkach działać także gminie, która sama dysponuje wymaganym terenem, nawet jeżeli cały związek międzygminny nie wykonał jeszcze wszystkich zobowiązań. Moudenc twierdzi jednak, że katalog tych wyjątków jest niewystarczający, procedury trwają zbyt długo, a rozstrzygnięcia zapadają niekiedy dopiero po opuszczeniu terenu przez osoby, których dotyczy postępowanie. W rezultacie samorząd ponosi koszty ochrony i napraw, lecz nie ma pewności, czy prawo zadziała w czasie, w którym interwencja jest rzeczywiście potrzebna.

Mer Tuluzy przypomina, że już we wrześniu 2024 roku wspólnie z innymi merami gmin tworzących Toulouse Métropole, reprezentującymi różne nurty polityczne, zwrócił się w tej sprawie do rządu. Rada miejska Tuluzy i rada metropolitalna przyjęły wówczas równoległe stanowiska, a ówczesny minister spraw wewnętrznych Bruno Retailleau zapowiadał połączenie istniejących propozycji w jeden projekt reformy. Moudenc uważa, że kolejne zmiany na stanowiskach ministerialnych ponownie zatrzymały proces decyzyjny.

Nie oznacza to jednak, że od tego czasu nie wydarzyło się nic. Francuski Senat 10 lutego 2026 roku przyjął w pierwszym czytaniu projekt ustawy dotyczącej walki z nielegalnym zajmowaniem terenów przez gens du voyage. Projekt przewiduje między innymi zmiany w planowaniu miejsc przyjmowania, procedurach reagowania i systemie sankcji, lecz samo głosowanie Senatu nie zakończyło procesu legislacyjnego i nie przekształciło proponowanych rozwiązań w obowiązujące prawo. Polityczna bezczynność, o której mówi Moudenc, nie polega więc na całkowitym braku inicjatyw, lecz na tym, że kolejne zapowiedzi i projekty nie doprowadziły dotąd do reformy uznanej przez merów za wystarczającą.

Samorządy chcą odpowiedzialności połączonej z władzą

Jean-Luc Moudenc proponuje, aby sprawcy zniszczeń rzeczywiście ponosili koszty napraw, również szkód środowiskowych, a decyzje mogły być zabezpieczane między innymi zajęciem pojazdów lub rozszerzonym zakazem przebywania na określonym terenie. Chce także wprowadzenia wiążących terminów dla sędziego i prefekta, zwiększenia sił policji oraz żandarmerii w miejscach szczególnie narażonych na nielegalne zajmowanie gruntów, a także ograniczenia największych przejazdów do skali, która pozwala zapewnić bezpieczeństwo zarówno mieszkańcom, jak i samym uczestnikom tych zgromadzeń. Są to postulaty polityczne, a nie opis obecnie obowiązujących przepisów, zaś część z nich musiałaby zostać oceniona z punktu widzenia proporcjonalności sankcji i ochrony prawa własności.

Najważniejszy postulat dotyczy jednak przyznania związkom międzygminnym rzeczywistego wpływu na treść planów, które później muszą finansować. Moudenc nie domaga się zniesienia obowiązku tworzenia miejsc przyjmowania, lecz zastąpienia jednostronnej logiki państwowych nakazów współdecydowaniem państwa i samorządów. Gmina, która zapewniła wystarczającą liczbę miejsc, a spotkała się z odmową skorzystania z nich, powinna jego zdaniem móc uruchomić przyspieszoną procedurę niezależnie od stopnia wykonania całego planu departamentalnego.

W tym miejscu wystąpienie mera Tuluzy łączy się z szerszą debatą toczącą się na francuskiej prawicy. Bruno Retailleau buduje swój projekt polityczny wokół przywrócenia autorytetu państwa, bezpieczeństwa i zdolności do egzekwowania prawa. David Lisnard, mer Cannes i przewodniczący Stowarzyszenia Merów Francji, przekonuje natomiast, że państwo stało się jednocześnie zbyt rozległe i zbyt słabe: reguluje coraz więcej dziedzin, lecz nie potrafi skutecznie wykonywać swoich podstawowych obowiązków. Moudenc nie przedstawia własnego projektu prezydenckiego, ale jego doświadczenie dostarcza obu tym diagnozom konkretnego, lokalnego przykładu.

Lokalny spór staje się tematem wyborów 2027

Znaczenie tekstu Jean-Luca Moudenca nie wynika wyłącznie ze skali nielegalnego zajmowania terenów ani z ostrości użytego przez niego języka. Jego wystąpienie pokazuje, dlaczego kryzys państwa odczuwany jest we Francji najmocniej niekoniecznie w ministerstwach i parlamencie, lecz w urzędach gmin, których mieszkańcy oczekują natychmiastowego działania. Mer odpowiada politycznie za porządek, choć nie zawsze kontroluje policję, decyzję prefekta, terminy sądu ani zakres obowiązków narzuconych w planie departamentalnym.

Tak przedstawiony problem wykracza daleko poza jedną społeczność. Dotyczy prawa własności, odpowiedzialności za szkody, sprawności wymiaru sprawiedliwości, decentralizacji oraz granicy między prawem do odmiennego sposobu życia a obowiązkiem przestrzegania reguł wspólnych dla wszystkich. Nie da się go rozwiązać wyłącznie poprzez zwiększanie liczby miejsc przyjmowania ani wyłącznie poprzez zaostrzanie sankcji, jeżeli państwo i samorządy nie uzgodnią, kto podejmuje decyzję, kto ją wykonuje i kto odpowiada za jej skutki.

Zbliżające się wybory prezydenckie sprawiają, że głos mera Tuluzy może zostać wykorzystany przez kandydatów prawicy, lecz nie powinien być odczytywany jedynie jako element kampanii. We Francji rośnie przekonanie, że państwo wydaje coraz więcej, tworzy kolejne regulacje i przedstawia nowe plany, a mimo to traci zdolność szybkiego reagowania w sprawach najbardziej widocznych dla obywateli. Spór opisany przez Moudenca może zatem stać się jednym z testów większego pytania, które będzie powracało aż do 2027 roku: czy Republika potrafi jeszcze nie tylko ustanawiać prawo, lecz także stosować je w sposób jednocześnie skuteczny, proporcjonalny i jednakowy wobec wszystkich.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 11 sierpnia 2026