Paulina MATYSIAK: Cztery minuty na wykluczenie transportowe Polaków

Cztery minuty na wykluczenie transportowe Polaków

Photo of Paulina MATYSIAK

Paulina MATYSIAK

Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Autorka felietonów "Pisane lewą ręką", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autorki

Porządna ustawa o publicznym transporcie zbiorowym stanowi konkretną odpowiedź na pytanie, czy państwo dostrzega ludzi mieszkających poza największymi miastami. Czy rozumie, że autobus to nie luksus, tylko warunek normalnego życia. Czy umie postrzegać Polskę inaczej niż przez pryzmat kilku metropolii i ich obwodnic. Czy traktuje mieszkańców małych miejscowości jak pełnoprawnych obywateli – pisze Paulina MATYSIAK

.Są w polityce takie momenty, kiedy więcej niż wielkie deklaracje mówią drobne gesty. Albo ich brak. Można przez lata zapowiadać wielką reformę, mówić o walce z wykluczeniem transportowym, powoływać pełnomocników, pisać strategie, organizować konferencje i używać wszystkich właściwych słów. A potem przychodzi moment próby, kiedy projekt ustawy trafia do Sejmu, wiceminister Bukowiec wychodzi na mównicę i opowiada o nim… zaledwie przez cztery minuty.

Cztery minuty na ustawę, która ma dotyczyć milionów ludzi. Cztery minuty na problem, który decyduje o tym, czy ktoś dojedzie do lekarza, pracy, szkoły, urzędu, na pociąg, do rodziny, do znajomych. Cztery minuty na coś, co rząd przedstawia jako największą reformę od lat. No to powiedzmy jasno: to nie jest poważne traktowanie ani Sejmu, ani samorządów, ani przewoźników, ani pasażerów. Nikogo.

.Postanowiłam złożyć wniosek o wysłuchanie publiczne rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Oczywiście nie po to, żeby opóźniać prace czy robić jakiś polityczny spektakl. W żadnym razie! Cel moich działań jest jasny – po prostu wreszcie wysłuchać tych, którzy od lat mówią, co w tym systemie nie działa. Ekspertów, organizacji branżowych, samorządów, przewoźników, pasażerów. Ludzi, którzy potrzebują konkretnych rozwiązań. I często je mają, wystarczy z nich skorzystać.

I nie chcę ustawiać się wyłącznie jako krytyk zaproponowanej przez rząd ustawy. Ten projekt ma kilka potrzebnych zapisów. Nie udawajmy, że wszystko jest w nim złe. Pojawia się chociażby transport na żądanie, o którym wreszcie będzie można poważnie porozmawiać. Ale jednocześnie projekt pozostawia bez odpowiedzi wiele palących zagadnień. Nie ma reformy ulg ustawowych, bez której trudno mówić o prawdziwej integracji transportu autobusowego i kolejowego. Nie ma wspólnego biletu, choć był zapowiadany przez samego ministra Klimczaka. Nie ma włączenia kolei w przeciwdziałanie wykluczeniu transportowemu, choć problemy na stykach województw są znane od lat, gdzie pociągi regionalne zbyt często kończą bieg na granicy administracyjnej, bo samorządy nie dogadują się co do finansowania połączeń. Nie ma zwiększenia pieniędzy w FRPA ani podniesienia stawki dopłaty za kilometr. Projekt zmienia nazwę Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na Fundusz Przeciwdziałania Wykluczeniu Transportowemu, ale za nową nazwą nie idą większe środki. Jest za to bardzo dużo przerzucania odpowiedzialności i bardzo mało czasu dla samorządów, które miałyby te przepisy wdrażać.

2 lipca, w dniu sejmowej debaty nad projektem, odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Przyszli przedstawiciele strony branżowej, samorządowej i eksperci. Mówili o praktycznych skutkach ustawy, o lukach, o ryzykach, o rozwiązaniach, które trzeba poprawić. To były uwagi ludzi, którzy wiedzą, jak wygląda organizacja transportu poza ministerialnym gabinetem. I właśnie dlatego wysłuchanie publiczne jest potrzebne, bo jeśli rząd naprawdę chce naprawiać transport publiczny, to powinien chcieć słuchać.

Demokracja nie polega na tym, że minister przychodzi, opowiada o projekcie przez cztery minuty (na przedstawienie projektu w Sejmie pan minister przeznaczył mniej czasu niż na zorganizowany przez ministerstwo briefing prasowy na ten sam temat) i wszyscy mają klaskać. Obywatele, organizacje społeczne, samorządy i eksperci mogą wejść w proces legislacyjny i powiedzieć, gdzie jest błąd, tego brakuje, to nie zadziała, to trzeba poprawić. I naprawdę warto, żeby ci, którzy tak często odmieniają słowo „demokratyczny” przez wszystkie przypadki, tym razem zagłosowali za demokratyczną procedurą.

.Porządna ustawa o publicznym transporcie zbiorowym stanowi konkretną odpowiedź na pytanie, czy państwo dostrzega ludzi mieszkających poza największymi miastami. Czy rozumie, że autobus to nie luksus, tylko warunek normalnego życia. Czy umie postrzegać Polskę inaczej niż przez pryzmat kilku metropolii i ich obwodnic. Czy traktuje mieszkańców małych miejscowości jak pełnoprawnych obywateli.

Dlatego sprawa jest prosta. Jeśli projekt jest dobry, rząd nie powinien bać się dyskusji. Jeśli projekt ma słabe punkty, to trzeba je poprawić. Jeśli ministerstwo naprawdę chce walczyć z wykluczeniem transportowym, niech posłucha tych, którzy z tym wykluczeniem mierzą się codziennie.

Paulina Matysiak

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 lipca 2026