Złoto jako waluta wszech czasów

waluta wszech czasów

Dzieje pieniądza, jeśli zaliczyć do niego pradawne płacidła i pełniące ich rolę sumeryjskie gliniane tabliczki, liczą już sobie ponad 5 tys. lat. Jednak żadnej z mnóstwa walut używanych na przestrzeni tysiącleci nie udało się funkcjonować przez cały ten okres. Jedynie złoto niezmiennie – od czasów starożytnego Egiptu – zachowuje swoją siłę nabywczą.

Wojny, pandemie, kryzysy gospodarcze, wielkie klęski żywiołowe, a także nieodpowiedzialna polityka niektórych władców powodowały, że niewielu walutom udawało się trwać przez stulecia. Do walut funkcjonujących najdłużej należy brytyjski funt szterling, którego początki datuje się na VIII w. Tradycją sięgającą antyku, choć przerywaną na dłuższe okresy, a ciągłą od 1770 r., szczyci się indyjska rupia. Wśród współczesnych walut o dziejach najdłuższych, a zarazem wyróżniających się stabilnością, dominują emitowany od 1792 r. dolar amerykański oraz wprowadzony w 1850 r. frank szwajcarski. Historia polskiego złotego zaczęła się w 1663 r., aczkolwiek „złotymi” już w XIV-wiecznej Polsce zwykło się nazywać ówczesne dukaty. Dzieje złotego przez wieki były równie burzliwe, jak dzieje naszego państwa i narodu. Od 1924 r., w którym złoty zastąpił markę polską, do wybuchu II wojny światowej nasza narodowa waluta miała czas swej świetności jako jeden z najbardziej stabilnych środków płatniczych. Na pewno nie byłoby też polskiego wzrostu gospodarczego, w ostatnich dziesięcioleciach największego po chińskim, gdyby nie nasz dzisiejszy polski złoty, jego siła i stabilność.

W poszukiwaniu stabilnej wartości

To, że dany pieniądz ma długą tradycję, nie oznacza, że może trwale utrzymać swoją wartość. Mimo że dolarem sprzed stu lat nadal można zapłacić (choć nie we wszystkich krajach, w wielu przyjmowane są banknoty mające nie więcej niż kilka lat), to jednak jego siła nabywcza w XXI w. jest znacznie niższa, niż była w XX w. A jeśli jako środka płatniczego użylibyśmy złota, to okazałoby się, że np. dobry męski garnitur kupimy dziś za podobną ilość cennego kruszcu, za jaką nawet kilka wieków temu nabywało się ówczesny jego odpowiednik. Z wielu podobnych przykładów wynika, że w perspektywach długoterminowych na posiadaniu złota niemal nigdy się nie traci. Zwykle jest się co najmniej „na niewielkim plusie”. Gromadzenie osobistych oszczędności w złocie wiąże się jednak z odwiecznym ryzykiem jego utraty w następstwie rozboju lub kradzieży. Żaden sejf nie gwarantuje stuprocentowego zabezpieczenia, a skrytki depozytowe w bankach są usługą coraz droższą i coraz rzadszą. Zrabowane złote przedmioty przestępcy najczęściej przetapiają, a to oznacza, że nigdy nie zostaną odzyskane.

Mikołaj Kopernik definiował silną walutę jako taką, która ma powszechnie uznawaną wartość – wysoką, a zarazem stabilną. Państwo emitujące i mające w obiegu taki pieniądz za jego właśnie sprawą stwarza warunki gospodarczego rozwoju i wzrostu zamożności wszystkich grup społecznych. To zaś przekłada się na wewnętrzny ład, pozycję międzynarodową i siłę militarną, z którą muszą się liczyć potencjalni agresorzy. „Szczególniej te kraje kwitną, które mają dobrą monetę; upadają zaś i giną, które używają złej” – stwierdzał Kopernik. Ciągle wracający problem upadku zaufania do obowiązującej waluty uczestników większych transakcji skłaniał do płacenia złotem. Nikt nigdy nie podważył bowiem przekonania, że jeśli na posiadaniu złota można stracić – to tylko w krótkiej perspektywie. W dłuższej – zawsze oznaczało ono mniejszy lub większy, ale pewny zysk. Pomimo też niekończących się prób podrobienia złota – nikomu nie udało się to na tyle, żeby wprowadzić do obiegu większą ilość fałszywego kruszcu. Łatwo bowiem było się przekonać, czy ma się do czynienia z prawdziwym metalem. Jeśli nawet ktoś dał się oszukać, za czyste złoto przyjmując stop zawierający domieszkę srebra lub miedzi, to jego straty raczej nie były nazbyt dotkliwe. Zarazem bardzo ograniczone występowanie w przyrodzie cennego kruszcu nigdy nie pozwoliło na wprowadzenie złota do wszystkich transakcji. Większa ilość obniżyłaby zresztą jego wartość. „Nie-złote” środki płatnicze zawsze były więc koniecznością. To z kolei wiązało się z ciągle powracającymi perturbacjami, dla przezwyciężenia których niezbędne okazywało się znów – złoto.

Cel ataków

Fundamentalna rola własnego – krajowego pieniądza sprawia, że bywa on celem ataków. Zdarzało się też, że do obiegu wdzierał się konkurencyjny pieniądz obcych emitentów, czerpiących z tego procederu oczywiste korzyści. Do standardu okupacyjnego należy narzucanie przez najeźdźców ich własnej waluty jako obowiązującej na podbitym obszarze. Pieniądz bywa też fałszowany, co od zarania dziejów jest zaliczane do najcięższych i traktowanych najsurowiej przestępstw. Fałszerzy kiedyś karano wlewaniem do ust roztopionego metalu, dziś można za to do końca życia nie wyjść z więzienia. W Polsce grozi za to współcześnie wyrok do 25 lat. A jednak zbrodni tej dopuszczały się, i to na kolosalną skalę, niektóre państwa, produkujące w swych mennicach, na podstawie decyzji swoich władz, podrobione pieniądze innych państw. Skutki fałszowania środków płatniczych Mikołaj Kopernik nazywał „spodleniem monety”. Mimo że nasz wielki rodak miał na myśli jedynie fałszerstwa dokonywane przez indywidualnych kryminalistów, zwracał uwagę na wielkie szkody wyrządzane tym sposobem gospodarce, a tym samym państwu i społeczeństwu.

Jednym z krajów z długą tradycją fałszowania cudzej waluty były Prusy. W XVIII w. wyniszczały gospodarkę naszego kraju zalewem rzekomo polskich monet. Nie było to trudne – większość konsumowanych w Prusach produktów rolnych, a także duża część bydła i koni kupowana była w Polsce. Od 1751 r. Prusacy płacili za nie podrobionymi pieniędzmi. Równocześnie wozy wyładowane fałszywymi monetami dostarczały je niezliczonym przekupionym karczmarzom, rozprowadzającym „spodlony” pieniądz po wszystkich regionach naszego kraju. Gospodarkę i finanse Rzeczypospolitej doprowadzało to do ruiny. A budżet Prus, w 1740 r. dysponujący siedmioma mln talarów i który po zagarnięciu Śląska wzrósł do 12 mln, z samego tylko fałszowania monet uzyskał łącznie nie mniej niż 25 mln. Zanim Polacy, po rozpoznaniu oszustwa, zaczęli żądać zapłaty tylko w złocie, za wydrenowane z naszego kraju pieniądze, Prusy zwiększyły liczebność swojej armii do 150 tys. żołnierzy. Po czym zainicjowały dokonanie pierwszego rozbioru Polski, żądając dla siebie jej ziem gospodarczo najcenniejszych. Na zaanektowanych terenach Prusy znów puściły w obieg swój pieniądz – tym razem w postaci pozornie atrakcyjnych kredytów, które – wespół z pruskim prawem – okazały się pułapkami. Po kilkunastu latach zadłużenie Polaków z zaboru pruskiego pozwoliło na przejmowanie niemal całej ziemi i budynków znajdujących się w polskich rękach. Z tej zapomnianej dziś lekcji ówcześni Polacy wyciągnęli wnioski, aby wystrzegać się ofert banków niemieckich i powołać własne instytucje finansowe. A Niemcy, nie mogąc dłużej utrzymywać procederu na swych rubieżach wschodnich (wtedy „karierę” zrobiło słowo „oszwabić”) kontynuowały go w koloniach i za swymi rubieżami zachodnimi.

Po rozpoczęciu II wojny światowej niemiecka armia i wielka część niemieckich służb już od  września 1939 r. robiły wszystko, by przechwycić zasoby złota Banku Polskiego. Inwestując w zbrojenia, Berlin tak dalece bowiem wydrenował rezerwy Reichsbanku, że marka stawała się pieniądzem niemal bez pokrycia. Bez szybkiego i wielkiego wojennego rabunku znów stałaby się ona pieniądzem „śmieciowym”, a niemiecka gospodarka znalazłaby się na krawędzi załamania. Zrabowane złoto miało być pierwszorzędnym czynnikiem ratującym tę sytuację. Tego, że w realiach wojny upada wartość każdego pieniądza, dowodzą niezliczone kontrakty zawierane w czasie konfliktów zbrojnych, a najpewniejszym pieniądzem staje się wtedy złoto. (…)

Zachęcamy do zapoznania się z pełnym tekstem artykułu, który ukazał się w 24. wydaniu kwartalnika „Obserwator Finansowy” i jest dostępny w serwisie ObserwatorFinansowy.pl

Artur Adamski, Departament Analiz i Badań Ekonomicznych NBP

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 sierpnia 2026