Dlaczego Polacy odkładają decyzję o dziecku. Nowe badanie PIE

dlaczego Polacy odkładają decyzję o dziecku

Dlaczego Polacy odkładają decyzję o dziecku, choć większość nadal uważa rodzinę z dwojgiem dzieci za idealną? Badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazuje, że znaczenie mają nie tylko dochody, praca i mieszkanie, lecz także sposób, w jaki para wyobraża sobie własną przyszłość. Potrzeba wcześniejszego „uporządkowania życia” wiąże się z niższą gotowością do rodzicielstwa, natomiast aspiracje i poczucie wspólnego planu mogą ją wzmacniać.

.Polacy nie muszą odrzucać rodzicielstwa, aby dzieci rodziło się coraz mniej. Wystarczy, że decyzję o pierwszym lub kolejnym dziecku będą przesuwać do chwili, gdy znajdą lepszą pracę, kupią mieszkanie, poprawią sytuację finansową, zakończą studia albo odzyskają poczucie kontroli nad życiem. Problem polega na tym, że taki „właściwy moment” może nie nadejść, ponieważ wraz z realizacją jednego warunku pojawiają się następne. Najnowsze badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego sugeruje, że o intencjach prokreacyjnych decydują nie tylko posiadane zasoby, lecz także opowieść, jaką para tworzy o własnej przyszłości.

To ważne uzupełnienie wcześniejszych danych. Z międzynarodowego badania Gallup International wynikało, że 55 proc. Polaków uważa rodzinę z dwojgiem dzieci za idealną, 20 proc. wybiera model z co najmniej trojgiem dzieci, a bezdzietność jest ideałem jedynie dla 3 proc. respondentów. Łącznie 75 proc. wskazuje więc rodzinę z minimum dwojgiem dzieci, chociaż rzeczywista dzietność pozostaje bardzo niska. O luce między deklarowanym ideałem a życiem pisaliśmy w analizie „Polacy chcą mieć dzieci, ale ich nie mają. Dane ujawniają skalę pęknięcia”. Nowe ustalenia PIE pozwalają zajrzeć do środka tej luki i lepiej zrozumieć, dlaczego przywiązanie do rodziny nie musi przekształcać się w narodziny dzieci.

Przyszłość zajmują stabilizacja, praca i pieniądze

Badanie PIE objęło 99 heteroseksualnych par mieszkających razem, czyli 198 osób z okolic Warszawy. Uczestników poproszono o opisanie możliwego obrazu własnego życia za dwa lata, a następnie zmierzono ich chęć posiadania dziecka w perspektywie dwóch–trzech lat na skali od 0 do 10. Średnia wyniosła 4,87 punktu. Nie był to reprezentatywny sondaż ogólnopolski, lecz badanie pilotażowe, którego wartość polega przede wszystkim na uchwyceniu mechanizmu dotychczas słabo widocznego w debacie o demografii.

W 168 udzielonych odpowiedziach słowa „stabilizacja” lub „stabilność” wystąpiły 62 razy, praca i kariera 52 razy, a finanse 39 razy. Oznacza to, że temat stabilizacji pojawił się w 36,9 proc. opisów, praca w 31,0 proc., a pieniądze w 23,2 proc. Najczęściej powtarzaną frazą dwuwyrazową była „stabilność finansowa”, odnotowana 16 razy, natomiast „zmiana pracy” wystąpiła 11 razy. Dziecko, rodzina i relacja z partnerem pojawiały się w wizjach później niż potrzeba uporządkowania podstaw codziennego życia.

Wcześniejsze badanie młodych Polaków wskazywało podobny katalog deklarowanych przeszkód: 32 proc. wymieniało złe warunki mieszkaniowe, 31 proc. niestabilne zatrudnienie i również 31 proc. trudną sytuację finansową. Zarazem 35 proc. chciało przede wszystkim mieć dużo pieniędzy, a 30 proc. osiągnąć sukces zawodowy. Tamte wyniki opisaliśmy w tekście „Najnowsze badanie o młodych Polakach. Chcą mieć dużo pieniędzy, nie chcą mieć dzieci”. Analiza PIE nie powtarza jednak wniosku, że aspiracje wypierają rodzinę. Przeciwnie, pokazuje, że cele rozwojowe mogą tworzyć dla rodzicielstwa miejsce, podczas gdy niekończące się oczekiwanie na stabilizację to miejsce zamyka.

Dwie opowieści o przyszłości prowadzą w przeciwne strony

Wizję aspiracyjną, obejmującą rozwój zawodowy, własną firmę, zakup domu, awans lub inne jasno określone cele, sformułowało 44,4 proc. uczestników. Potrzebę uprzedniego ustabilizowania życia wyraziło 34,3 proc. badanych. Pierwszy sposób myślenia wiązał się ze wzrostem chęci posiadania dziecka średnio o 0,94 punktu na dziesięciostopniowej skali, drugi natomiast z jej spadkiem o 0,99 punktu. Niemal symetryczny układ wyników sugeruje, że różnica nie przebiega między ludźmi ambitnymi i rodzinnymi, lecz między poczuciem sprawstwa a doświadczeniem niepewności.

Aż 80 proc. osób, które umieściły aspiracje w swoim obrazie przyszłości, deklarowało intencję prokreacyjną wynoszącą co najmniej 5 punktów, a więc wyższą od średniej całej próby. W planach na przyszłość dziecko nie występowało jako konkurent kariery, domu czy samorealizacji, ale jako jeden ze składników udanego życia. Dopiero na etapie realizacji poszczególne cele mogą zacząć walczyć o czas, energię i pieniądze. Na poziomie wyobraźni rodzicielstwo pozostaje jednak częścią rozwoju, o ile przyszłość jest postrzegana jako przestrzeń działania, a nie seria problemów, które najpierw trzeba usunąć.

Najbardziej odpornym statystycznie rezultatem badania był ujemny związek między potrzebą stabilizacji a gotowością do posiadania dziecka. Utrzymywał się on także po uwzględnieniu statusu materialnego, wieku, wykształcenia, liczby posiadanych dzieci i formy związku. Nie oznacza to, że mieszkanie, zatrudnienie i dochody tracą znaczenie. Wynik pokazuje coś subtelniejszego: obiektywne warunki przechodzą przez filtr osobistej oceny, dlatego dwie pary o zbliżonych zasobach mogą zupełnie inaczej odpowiedzieć na pytanie, czy nadszedł czas na dziecko.

Decyzję podejmuje para

Współczynnik korelacji wewnątrzklasowej wyniósł 0,65, co oznacza, że około dwóch trzecich niewyjaśnionej przez model zmienności intencji przypadało na poziom pary. Partnerzy byli pod względem chęci posiadania dziecka znacznie bardziej podobni do siebie niż osoby połączone przypadkowo. To jeden z najmocniejszych argumentów przeciwko projektowaniu polityki rodzinnej tak, jak gdyby decyzję podejmowały dwie niezależne jednostki.

Znaczenie miało również subiektywne poczucie, że partner podobnie wyobraża sobie przyszłość. Każdy kolejny stopień zgodności na zastosowanej skali wiązał się ze wzrostem deklarowanej chęci posiadania dziecka o około 0,59 punktu. Nie chodziło przy tym o potwierdzoną zgodność odpowiedzi obojga uczestników, lecz o przekonanie jednej osoby, że wspólna droga rzeczywiście istnieje. Rodzicielstwo wymaga więc nie tylko dwóch indywidualnych planów, ale również wiary, że plany te prowadzą w tę samą stronę.

Pieniądze pomagają, ale nie rozwiązują całego problemu

Wyższa ocena własnej sytuacji materialnej podnosiła intencję prokreacyjną o 0,44 punktu na każdy stopień czteropunktowej skali. Przejście na kolejny poziom formalizacji związku, od relacji nieformalnej w stronę małżeństwa, wiązało się ze wzrostem o 0,71 punktu. Każde już posiadane wspólne dziecko obniżało natomiast chęć posiadania następnego średnio o 1,54 punktu. Są to wyniki zgodne z intuicją, ale dopiero zestawienie ich z siłą narracji pokazuje, dlaczego jeden transfer finansowy nie może stać się kompletną polityką demograficzną.

Na „Wszystko co Najważniejsze” prof. Jerzy Hausner zwracał uwagę, że pewność zatrudnienia może mieć większe znaczenie niż jednorazowy bodziec pieniężny, ponieważ buduje poczucie stabilnej przyszłości. Z kolei prof. Irena E. Kotowska podkreślała, że dostęp do mieszkań, bezpieczeństwo pracy oraz partnerski podział obowiązków wpływają na decyzje rodzinne, lecz ich rola zależy od oczekiwań wobec życia, związku i rodziny. Badanie PIE dostarcza dla tej intuicji języka i miary: zasób działa nie tylko przez swoją wartość, ale przez poczucie przewidywalności, które może wytworzyć.

Interesujący, choć eksploracyjny rezultat dotyczył otoczenia politycznego. Oczekiwanie poprawy sytuacji politycznej w kraju wiązało się ze wzrostem chęci posiadania dziecka o 0,42 punktu, podczas gdy przewidywanie poprawy gospodarczej nie miało istotnego związku z intencją. Nie wolno na tej podstawie twierdzić, że polityka jest ważniejsza od gospodarki dla dzietności całej Polski. Można jednak postawić hipotezę, że trwały konflikt, gwałtowne zmiany reguł i katastroficzny język debaty osłabiają zdolność ludzi do budowania spokojnego obrazu własnego życia.

Polityka rodzinna musi odbudować przewidywalność

Badanie nie unieważnia świadczeń, urlopów rodzicielskich, żłobków ani rozwiązań mieszkaniowych. Pokazuje natomiast granicę polityki opartej wyłącznie na kalkulacji dochodu gospodarstwa domowego. Jeśli młodzi ludzie odczuwają swoje życie jako tymczasowe, a przyszłość jako pasmo warunków do spełnienia, dodatkowe pieniądze mogą poprawić budżet bez zmiany zasadniczej narracji. Potrzebne są rozwiązania trwałe, zrozumiałe i odporne na zmianę kadencji, które pozwolą parze planować w perspektywie dłuższej niż kilka miesięcy.

Barbara Socha pisała na łamach „Wszystko co Najważniejsze” o sześciu filarach polityki zwiększania dzietności, rozpoczynając od konsensusu i ciągłości działania państwa. Ustalenia PIE wzmacniają ten kierunek, ale dodają jeszcze jeden poziom: adresatem polityki powinna być para budująca wspólną przyszłość. Państwo nie stworzy za obywateli bliskiej relacji ani nie podejmie za nich decyzji, może jednak ograniczyć liczbę powodów, dla których każda ważna decyzja wydaje się przedwczesna.

Potrzebna jest też zmiana języka publicznego. Jeżeli o dziecku mówi się niemal wyłącznie jako o koszcie, ryzyku i wyrzeczeniu wymagającym rekompensaty, nawet najbardziej hojny program utrwala obraz rodzicielstwa jako obciążenia. Tymczasem w aspiracyjnych wizjach uczestników badania dziecko mieściło się obok domu, rozwoju i sukcesu. Polityka przyjazna rodzinie powinna zatem umożliwiać realizację aspiracji razem z rodzicielstwem, zamiast przekonywać młodych, że przed narodzinami dziecka muszą najpierw zakończyć własny rozwój.

Ostrożność pozostaje konieczna. Próba była niewielka, rekrutowana przez internet, ograniczona do jednego regionu i wyraźnie niereprezentatywna, między innymi pod względem wykształcenia. Badanie mierzyło deklarowaną chęć, a nie późniejsze narodziny, oraz wykazywało związki korelacyjne, nie zależności przyczynowe. Jego największa wartość polega więc nie na ogłoszeniu jednej recepty dla całego kraju, ale na zmianie pytania: zamiast pytać wyłącznie, ile pieniędzy brakuje młodym ludziom, warto sprawdzić, dlaczego tak wielu z nich nie potrafi uznać swojej przyszłości za wystarczająco uporządkowaną, aby zmieściło się w niej dziecko.

Sebastian Nizio

Źródło: Łukasz Baszczak, „Wyobrażenia o przyszłości jako rama metodologiczna analizy intencji posiadania dzieci”, PIE Working Paper 2/2026, Polski Instytut Ekonomiczny, 2026.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 września 2026