
Drobiazgi, przez które rodzicom jest trudniej
Skoro tak często zastanawiamy się, jak wspierać rodziny, warto czasem zacząć nie od kolejnego wielkiego programu, ale od słuchania ludzi, którzy pokazują miejsca, w których obecny system zwyczajnie im przeszkadza. Czasem polityka rodzinna zaczyna się właśnie od naprawienia drobiazgu – pisze Paulina MATYSIAK
.Dużo mówimy w Polsce o demografii. Liczymy urodzenia, zastanawiamy się, dlaczego dzieci rodzi się coraz mniej, dyskutujemy o świadczeniach, mieszkaniach, żłobkach i rynku pracy. I oczywiście wszystkie te wielkie sprawy mają znaczenie. Tyle że życie młodych rodziców składa się również z dziesiątek znacznie mniejszych rzeczy. Każda z osobna może wydawać się drobiazgiem. Ale kiedy poskłada się je w całość, to problem zaczyna być widoczny. I o jednym z takich drobiazgów chciałabym krótko opowiedzieć.
Niedawno napisała do mnie kobieta pobierająca zasiłek macierzyński. Przed urodzeniem dziecka oszczędzała w PPK, czyli Pracowniczych Planach Kapitałowych. Chciałaby robić to dalej, ale w czasie pobierania zasiłku regularne wpłaty ustają. Nie zrezygnowała z oszczędzania i nie straciła pracy. Po prostu na pewien czas przestała dostawać wynagrodzenie, od którego nalicza się wpłaty do PPK.
Zgodnie z obecnymi zasadami pracodawca nie odprowadza wpłat do PPK od zasiłku macierzyńskiego. I można oczywiście powiedzieć: cóż to za problem? Kilka czy kilkanaście miesięcy przerwy w oszczędzaniu nie brzmi jak największe wyzwanie polskiej rodziny. Tylko że dokładnie w ten sposób powstaje system, który teoretycznie wspiera rodziców, a w praktyce co chwilę każe im odbijać się od kolejnego wyjątku albo przepisu, którego nikt nie projektował z myślą o ich sytuacji.
.Ta kobieta nie domaga się od państwa wielkiego programu. Pyta o coś znacznie prostszego. Skoro ma już rachunek PPK, nadal jest uczestniczką programu i chce odkładać swoje pieniądze, to dlaczego nie może co miesiąc przekazywać na ten rachunek 100, 200 albo 300 zł ze swojego zasiłku?
Dlatego skierowałam do Ministerstwa Finansów interpelację w tej sprawie. Pytam między innymi, czy można stworzyć dobrowolny mechanizm dalszego oszczędzania podczas pobierania zasiłku macierzyńskiego i jak można byłoby go zorganizować. Jednym z wariantów do analizy jest również model, w którym własnej wpłacie uczestnika towarzyszyłaby jakaś forma współfinansowania ze środków publicznych. Obecnie ustawa wiąże wpłaty uczestnika z wynagrodzeniem i nakłada ich obliczenie oraz przekazanie na podmiot zatrudniający.
Nie przesądzam, jakie rozwiązanie byłoby najlepsze ani ile kosztowałoby jego wprowadzenie. Od tego są analizy i odpowiedź ministerstwa. Ważniejsze wydaje mi się coś innego – aby takie sygnały traktować poważnie.
Decyzja o dziecku nie zależy oczywiście od PPK. Nikt nie rezygnuje z rodzicielstwa dlatego, że przez kilka miesięcy nie może wpłacić kilkuset złotych na konto. Ale demografia to suma wielu takich drobiazgów: dostęp do żłobka, możliwość pogodzenia pracy z opieką, wysokość dochodów, powrót do pracy i to, czy system w ogóle uwzględnia, że przez jakiś czas rodzic zajmuje się dzieckiem. Każda taka luka osobno jest niewielka. Razem tworzą jednak bardzo konkretny komunikat, że rodzicielstwo jest twoją prywatną decyzją, a resztę jakoś sobie sam poukładaj.
.Skoro tak często zastanawiamy się, jak wspierać rodziny, warto czasem zacząć nie od kolejnego wielkiego programu, ale od słuchania ludzi, którzy pokazują miejsca, w których obecny system zwyczajnie im przeszkadza. Czasem polityka rodzinna zaczyna się właśnie od naprawienia drobiazgu.





