Spór o Falklandy znów narasta. Argentyna grozi sankcjami firmom naftowym
Spór między Wielką Brytanią i Argentyną o Falklandy ponownie się zaostrza. Prezydent Javier Milei zapowiedział sankcje wobec firm zaangażowanych w wydobycie ropy w pobliżu wysp i powtórzył, że Buenos Aires uważa archipelag za część swojego terytorium. Londyn odpowiada, że jego stanowisko pozostaje niezmienne, a o przyszłości wysp powinni decydować ich mieszkańcy.
Downing Street podkreśliło, że stanowisko Wielkiej Brytanii jest „niezachwiane”
Falklandy, nazywane w Argentynie Malwinami, pozostają przedmiotem sporu od XIX wieku. Wielka Brytania sprawuje nad nimi kontrolę od 1833 roku, a Argentyna uważa to za bezprawną okupację. Londyn wskazuje z kolei na zasadę samostanowienia mieszkańców. W referendum z 2013 roku 99,8 proc. głosujących opowiedziało się za pozostaniem brytyjskim terytorium zamorskim.
Spór ma także wymiar historyczny związany z wojną z 1982 roku. Wtedy wojska argentyńskie zajęły wyspy, a Wielka Brytania wysłała na południowy Atlantyk zespół ekspedycyjny i po 74 dniach odzyskała archipelag. Zginęło 255 brytyjskich żołnierzy, 649 argentyńskich wojskowych i trzech mieszkańców wysp.
Javier Milei w swoim wystąpieniu ponownie stwierdził, że Falklandy „historycznie i prawnie” należą do Argentyny. Odrzucił również argument o prawie mieszkańców do samostanowienia, przekonując, że osoby zamieszkujące wyspy nie mogą rozstrzygać o suwerenności nad terytorium, które Buenos Aires uważa za argentyńskie.
Bezpośrednim powodem zaostrzenia tonu jest planowane rozpoczęcie eksploatacji pola naftowego Sea Lion. Złoże znajduje się około 130 mil od Falklandów i według szacunków zawiera około 1,7 mld baryłek ropy. Brytyjska Rockhopper Exploration i izraelska Navitas Petroleum chcą rozpocząć wydobycie w 2028 roku.
Javier Milei określił projekt jako zagrożenie dla interesów Argentyny i zapowiedział sankcje wobec firm oraz osób zaangażowanych w inwestycję. Argentyńskie przepisy już teraz pozwalają nakładać ograniczenia na przedsiębiorstwa prowadzące działalność na wodach wokół Falklandów bez zgody Buenos Aires. W sobotę kancelaria prezydenta poinformowała o rozpoczęciu procedur wobec 45 osób i podmiotów, ale nie podała ich nazw.
Rockhopper i Navitas odpowiedziały, że posiadają ważne licencje wydane przez władze Falklandów i działają przy pełnym poparciu rządu brytyjskiego. Firmy zapewniły, że obecny spór polityczny nie zmienia harmonogramu projektu.
Londyn także nie zamierza ustępować. Downing Street podkreśliło, że stanowisko Wielkiej Brytanii jest „niezachwiane”, a wyspy pozostaną brytyjskim terytorium zamorskim tak długo, jak będą tego chcieli ich mieszkańcy. Rząd zaznaczył również, że prawo do samostanowienia obejmuje możliwość korzystania z lokalnych zasobów naturalnych.
Brytyjskie władze zapewniają, że siły zbrojne pozostają gotowe do obrony archipelagu. Na Falklandach utrzymywana jest stała obecność wojskowa, obejmująca lotnictwo, jednostki lądowe i systemy obrony. Sam konflikt z 1982 roku sprawił, że Londyn od dekad traktuje archipelag jako jeden z najbardziej wrażliwych punktów swojej polityki obronnej.
Do sporu coraz mocniej włącza się jednak również polityka amerykańska. Milei przekonuje, że stosunek Stanów Zjednoczonych do Falklandów może się zmieniać. Donald Trump powiedział wcześniej, że amerykańskie stanowisko w tej sprawie jest poddawane ponownej ocenie.
Dotychczas Waszyngton formalnie zachowywał neutralność w sporze o suwerenność, choć uznawał brytyjską administrację nad wyspami. W 1982 roku administracja Ronalda Reagana udzieliła jednak Wielkiej Brytanii znaczącego wsparcia logistycznego i wywiadowczego podczas wojny z Argentyną.
Obecne relacje są bardziej skomplikowane. Milei pozostaje jednym z najbliższych politycznych partnerów Trumpa w Ameryce Łacińskiej i przedstawia Argentynę jako ważnego sojusznika USA na półkuli zachodniej. Jednocześnie Trump w ostatnich miesiącach krytykował Londyn i sugerował, że tradycyjne więzi amerykańsko-brytyjskie nie powinny być traktowane jako bezwarunkowe.
Dla Mileia temat Falklandów ma również znaczenie wewnętrzne. W Argentynie roszczenia do Malwinów od dawna należą do nielicznych kwestii, które łączą dużą część sceny politycznej. Przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi Milei konkuruje także z politykami oskarżającymi go o zbyt łagodne podejście do Wielkiej Brytanii.
Jedną z takich osób jest jego była polityczna sojuszniczka i obecna rywalka Victoria Villarruel, która próbuje prezentować się jako bardziej zdecydowana obrończyni argentyńskich roszczeń terytorialnych. Zaostrzenie stanowiska wobec Londynu pozwala Mileiowi częściowo odebrać jej ten argument.
Spór o Falklandy regularnie wraca również w kulturze masowej i sporcie. Po tegorocznym zwycięstwie Argentyny nad Anglią podczas mistrzostw świata piłkarze świętowali z transparentem „Las Malvinas son Argentinas”. FIFA ukarała za to argentyńską federację, ponieważ regulamin zabrania politycznych demonstracji.
Największe znaczenie ma jednak ropa. Dopóki Falklandy pozostawały przede wszystkim odległym archipelagiem o znaczeniu strategicznym, spór mógł być utrzymywany głównie na poziomie dyplomatycznym. Rozpoczęcie eksploatacji dużego złoża węglowodorów zmienia jego charakter.
Jeśli wydobycie z Sea Lion rzeczywiście ruszy w 2028 roku, wyspy uzyskają nowe źródło dochodów, a Wielka Brytania i lokalne władze wzmocnią gospodarcze podstawy swojej obecności na archipelagu. Dla Argentyny oznaczałoby to utrwalenie sytuacji, której Buenos Aires nie uznaje.
Dlatego obecne napięcie może być trwalsze niż wcześniejsze wymiany deklaracji. Milei próbuje wykorzystać jednocześnie argument historyczny, presję gospodarczą i dobre relacje z Waszyngtonem. Londyn odpowiada, że kwestia suwerenności nie podlega negocjacjom bez zgody mieszkańców Falklandów.
Ponad czterdzieści lat po wojnie podstawowe stanowiska obu stron pozostają więc niemal takie same. Zmieniło się otoczenie: w grę wchodzą dziś miliardy dolarów z przyszłego wydobycia ropy, relacje Argentyny ze Stanami Zjednoczonymi i coraz bardziej niepewny układ sił na Zachodzie.
Maciej Bzura








