Jolanta PAWNIK: Dom handlowy, który zmieniał się razem z Wrocławiem

Dom handlowy, który zmieniał się razem z Wrocławiem

Photo of Jolanta PAWNIK

Jolanta PAWNIK

Dziennikarka, wykładowca i doradca medialny. Entuzjastka nowych mediów. Krakowianka zakochana w rodzinnym Sandomierzu. Autorka książek "Saga rodu Moszczeńskich" i "Sandomierska piłka ręczna".

Kiedy na początku października 1904 roku otwierano dom towarowy braci Baraschów, miał zachwycać rozmachem, nowoczesnością i ofertą, jakiej Wrocław wcześniej nie znał. Przetrwał kolejne epoki, zmiany właścicieli i przyzwyczajenia klientów. Ponad 120 lat później nadal działa w tym samym miejscu jako Dom Handlowy Feniks – pisze Jolanta PAWNIK

.Kiedy go uroczyście otwierano, we Wrocławiu było pół setki podobnych sklepów. Ten jednak, już na długo przed przyjęciem pierwszych klientów, wzbudzał sensację. Bracia Artur i Georg Baraschowie zamierzali stworzyć coś więcej niż tylko miejsce, gdzie zaspokajano pierwsze potrzeby. Ich Warenhaus miał przyciągać również tych, którzy chcieli spacerować wśród luksusowych towarów.

W dniu inauguracji wnętrza udekorowano kwiatami, zorganizowano bankiet dla kilkuset osób, które uświetniło przedstawienie z udziałem artystów berlińskiej opery. „Pałac towarów” i „Świątynia komercji” – pisały wrocławskie gazety.

Zakupy miały zachwycać

.Gmach, zaprojektowany przez Georga Schneidera, powstał w miejscu wcześniejszej zabudowy przy Rynku, Kurzym Targu i ulicy Szewskiej, a jego konstrukcja z żelaza, betonu i kamienia była bardzo nowoczesna. Przeszklone fasady pozwalały eksponować towary w ogromnych witrynach. W reprezentacyjnym wnętrzu znajdowały się dwukondygnacyjne arkady wsparte na marmurowych kolumnach, szerokie schody, lustra, sztukaterie i metalowe balustrady. Centralną przestrzeń przykrywał szklany dach. Były także drzwi obrotowe, centralne ogrzewanie, wentylacja mechaniczna, oświetlenie elektryczne i windy. Do budynku doprowadzono 51 linii telefonicznych. O klientów dbało ok. tysiąca pracowników.

Klienci mogli wybierać wśród konfekcji damskiej, męskiej i dziecięcej, galanterii, biżuterii, artykułów wyposażenia wnętrz i produktów spożywczych. Na czwartym piętrze ulokowano dział z zabawkami, a na ostatnim atelier fotograficzne. Od strony Rynku znajdowały się sale kawiarniane.

Najbardziej charakterystycznym elementem gmachu był ogromny szklany globus umieszczony na wieży, który miał symbolizować światowe pochodzenie sprzedawanych towarów. Miał on ok. 6,5 metra średnicy, podtrzymywały go cztery sfinksy, a po zmroku kula była podświetlana prądem.

Od pasty do butów do handlowego imperium

.Za przedsięwzięciem stali bracia Artur i Georg Baraschowie, kupcy pochodzący ze Ścinawy nad Odrą. Ich droga do wielkiego handlu zaczęła się od sprzedaży pasty do butów Baratol. Z czasem stworzyli sieć sklepów i domów towarowych działających nie tylko na Śląsku, ale także w innych częściach Niemiec.

Według Małgorzaty Urlich-Kornackiej, autorki książki poświęconej historii domu Baraschów, model biznesowy opierał się na prostej zasadzie: dobra jakość, niewielka marża i duży obrót. Sukces przedsiębiorstwa pozwalał właścicielom realizować kolejne inwestycje, a wrocławski Warenhaus miał być jedną z najbardziej reprezentacyjnych.

Szczególnie barwną postacią był Artur Barasch. Podczas I wojny światowej został odznaczony Krzyżem Żelaznym, należał do Śląskiego Automobilklubu, interesował się sztuką i prowadził działalność kulturalną. W 1914 roku wspólnie z bratem opatentował okulary wojskowe z wymiennymi szkłami.

Baraschowie należeli do żydowskich rodzin, które na przełomie XIX i XX wieku współtworzyły gospodarcze życie Wrocławia. W mieście działało wtedy wiele przedsiębiorstw handlowych należących do żydowskich właścicieli, a dom Baraschów był jednym z najbardziej widocznych świadectw ich sukcesu.

Globus znika z Rynku

.W 1929 roku Baraschowie pod wpływem konkurencji i zmieniających się potrzeb klientów zdecydowali się na wielką przebudowę. Secesyjny przepych ustępował miejsca modernistycznej funkcjonalności. Zmieniono fasadę od strony Rynku, zlikwidowano część dawnego wystroju, otwartą przestrzeń reprezentacyjnego holu podzielono stropami, dzięki czemu uzyskano dodatkową powierzchnię handlową. Pojawiła się też nowinka, która szybko stała się atrakcją: ruchome schody, pierwsze takie urządzenie we Wrocławiu.

Wtedy z panoramy Rynku zniknął również słynny globus. Wokół jego demontażu powstała później opowieść, że został uszkodzony przez piorun. Małgorzata Urlich-Kornacka kwestionuje tę wersję i uważa, że właściciele świadomie zrezygnowali ze znaku swojej firmy. Jak pisze, „Baraschowie złożyli symbol swojej firmy i charakterystyczny element przestrzeni miejskiej na ołtarzu nowoczesności”.

Najbardziej dramatyczny rozdział historii przedsiębiorstwa się rozpoczął, gdy do władzy doszli naziści. Żydowskie pochodzenie Baraschów sprawiło, że firma znalazła się na cenzurowanym. Od 1936 działała pod szyldem nowych właścicieli, Müstermann & Haedecke. Losy braci potoczyły się różnie. Georg wraz z rodziną zdołał opuścić Niemcy. Artur Barasch został deportowany i w 1942 roku zginął w Auschwitz.

Feniks, który nie powstał z popiołów

.Dom towarowy przetrwał oblężenie Festung Breslau w zaskakująco dobrym stanie. Uszkodzone były między innymi okna i elewacja, a część dachu ucierpiała po eksplozji amunicji w pobliskim kościele św. Marii Magdaleny. Solidna żelbetowa konstrukcja ocalała.

Powojenna historia gmachu zaczęła się niemal natychmiast. Budynek trafił do Powszechnej Spółdzielni Spożywców, która stopniowo przywracała mu funkcje handlowe. Naprawiano dach, wstawiano szyby i okna, remontowano podłogi i uruchamiano kolejne części domu. W 1946 roku na parterze sprzedawano zarówno towary wolnorynkowe, jak i odzież wydawaną na kartki.

W latach 1961–1965 przeprowadzono kapitalny remont i modernizację. Do działalności handlowej włączano kolejne kondygnacje, rozszerzano ofertę, a w 1965 roku dom otrzymał nazwę Spółdzielczy Dom Handlowy „Feniks”. Pozostała z nim do dziś. Wbrew popularnej opowieści nazwa nie wzięła się z tego, że dom handlowy miał po wojnie „powstać z popiołów”, ale pojawiła się znacznie później.

Dla kilku pokoleń powojennych Wrocławian Feniks stał się miejscem zakupów, ale również jednym z charakterystycznych miejsc w centrum miasta. Przez wiele lat atrakcją pozostawały ruchome schody, pamiętające przedwojenną modernizację. Zniknęły dopiero na przełomie lat 70. i 80. Sam budynek w 1970 roku wpisano do rejestru zabytków.

Po 1989 roku Feniks pozostał przy Rynku, choć handel stopniowo przenosił się do supermarketów, centrów i galerii handlowych, a obecnie do internetu. Dziś jest jednym z ostatnich śladów dawnego kupiectwa. Kilka lat temu powstała nawet koncepcja, by przywrócić na jego dach słynny globus. Realizacja tego pomysłu wymaga jednak zgody konserwatorskiej i znalezienia sponsora.

Jolanta Pawnik

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 października 2026