Michał KŁOSOWSKI: Francja, której nie chcieliśmy zobaczyć

Francja, której nie chcieliśmy zobaczyć

Photo of Michał KŁOSOWSKI

Michał KŁOSOWSKI

Zastępca Redaktora Naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”, szef działu projektów międzynarodowych Instytutu Nowych Mediów, publikuje w prasie polskiej i zagranicznej. Watykanista, autor programów radiowych i telewizyjnych. Stypendysta Departamentu Stanu USA, Instytutu Kultury św. Jana Pawła II rzymskiego Angelicum oraz amerykańskiego Acton Institute. Autor książek „Dekada Franciszka” i „Droga Leona”. Przygotowuje doktorat na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, wykłada na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

To jeszcze nie koniec. Papieska pielgrzymka odsłoniła Francję, która nie mieści się w wygodnych schematach, i Kościół, żywy w kraju głęboko zsekularyzowanym, młodych, odnajdujących w wierze nadzieję, a nawet społeczeństwo zdolne choć na chwilę odzyskać spokój mimo ciągłych konfliktów i polaryzacji. Leon XIV przypomniał przy tym, że publiczna obecność chrześcijaństwa zobowiązuje do czegoś więcej niż obrony własnej tożsamości – pisze Michał KŁOSOWSKI

.W czasie pielgrzymki Leona XIV zobaczyliśmy inną Francję. Kraj, który dotychczas pozostawał zamknięty, czasem za kratami zbudowanymi przez innych, czasem za własnymi, odsłonił coś nieuchwytnego, przechowywanego w największej bliskości części francuskiego społeczeństwa. Przywykliśmy w końcu do określonego, jakże użytecznego obrazu tego kraju tak bardzo, że wszystko, co do niego nie pasowało, traktowaliśmy jako wyjątek.

Tymczasem podczas kilku dni papieskiej podróży wyjątek okazał się dostatecznie liczny, młody i widoczny, aby zakwestionować samą regułę. Ma to szczególne znaczenie dla polskiego sposobu myślenia. Francja od dawna służy jako użyteczny kontrapunkt: liberalna, świecka, zsekularyzowana, przedstawiana niekiedy jako ostrzeżenie przed wszystkim, czym Polska być nie powinna. W takiej opowieści jej Kościół miał przede wszystkim ilustrować skutki odejścia od religii i powolny upadek, sami zaś francuscy katolicy stawali się bohaterami historii, której zakończenie napisano za nich.

Tymczasem pielgrzymka Leona XIV podważyła ten porządek. Wiele było w jej trakcie komentarzy, mnóstwo emocji. Papieska podróż pokazała jednak przede wszystkim, że w społeczeństwie liberalnym i głęboko zsekularyzowanym wiara może być żywa, przechowywana, przekazywana i odkrywana na nowo; że dla istnienia katolicyzmu wcale nie potrzeba politycznego konserwatyzmu czy prawicowości i że utrata dawnej pozycji społecznej nie musi oznaczać utraty zdolności do głoszenia Ewangelii.

.Skąd bowiem wzięły się te tłumy na ulicach Paryża, skąd dziesiątki tysięcy młodych na Stade de France? Nie wyrosły przecież nagle z ziemi, z niczego, wskazując, że między Kościołem dominującym a Kościołem zanikającym istnieje jeszcze rzeczywistość wspólnoty, która potrafi dojrzewać, pracować i cierpliwie szukać języka rozmowy ze swoim czasem, nawet jeśli jest to ekstremalnie trudne.

Spoglądając na tłumy na paryskim placu de la Concorde, trzeba jednak uważać, aby jednego uproszczenia nie zastąpić drugim. Tłumy wiernych i rekordy chrztów dorosłych w 2026 roku nie unieważniły sekularyzacji, tak samo jak radość tych dni nie usunęła ran francuskiego Kościoła. Zobaczyliśmy natomiast ludzi, których obecność wymaga przede wszystkim korekty naszych sądów. Młodych, którzy nie przyszli doglądać końca pewnej tradycji, lecz szukać początku własnej drogi.

Leon XIV przybywał do Francji po wcześniejszej podróży do Hiszpanii. Te dwa spotkania z europejskim chrześcijaństwem warto czytać razem. O ile jednak świat języka hiszpańskiego jest papieżowi bliski po latach pracy w Peru, o tyle Francja postawiła go wobec innego doświadczenia historycznego, innego sposobu rozumienia Republiki i miejsca religii w świecie. W obu przypadkach powracało jednak pytanie o zdolność wiary do kształtowania przyszłości, o tę nieuchwytną jakoś nadzieję i optymizm w patrzeniu na przyszłość tak, by Europa nie została potraktowana jak archiwum chrześcijaństwa. Nie oznacza to jednak, że historia i przeszłość nie są istotne – wręcz przeciwnie.

Na Stade de France piętnaście wieków francuskiej historii religijnej otrzymało twarze i imiona. Korowód świętych przywoływał ludzi, którzy przechodzili przez wojny, prześladowania, rewolucje i społeczne wstrząsy, zachowując zdolność służenia innym i wolność sumienia. Zgromadzona młodzież mogła zobaczyć, że jej wiara ma długą pamięć, ale także otwartą przyszłość, kiedy papież nazwał młodych przyszłymi świętymi Francji. W swoim wystąpieniu papież nie tylko bowiem przypomniał właśnie świętych, którzy zmieniali bieg historii, zaczynając od przemiany własnego serca, ale i złożył młodemu pokoleniu Francuzów obietnicę na przyszłość.

.Podczas tego czuwania katolicy mogli również rozpoznać się nawzajem. Dla człowieka przekonanego, że ze swoją wiarą pozostaje osamotniony, taka chwila ma znaczenie trudne do przecenienia. Widzi obok siebie innych, podobnie poszukujących, czasem równie niepewnych, ale zjednoczonych. I odzyskuje odwagę. Wzruszenie tych dni mówiło wiele o potrzebie doświadczenia wspólnoty, której nie sposób zastąpić statystyką ani deklaracją przynależności.

Chwilę wcześniej w Pałacu Elizejskim Leon podjął równocześnie rozmowę o warunkach publicznej obecności wierzących. Dotknął laïcité, jednej z najczulszych zasad francuskiej Republiki. Powiedział wprost: „Właściwie pojmowana laickość nie polega zatem na wykluczaniu religii z przestrzeni publicznej”. Przypomniał też o dialogu państwa i instytucji religijnych w służbie dobru wspólnemu. Można to odczytać jako próbę renegocjowania sposobu, w jaki Francja rozumie własną laickość, ale biorąc pod uwagę to, że laïcité jest republikańskiej Francji świętością, chodziło o coś więcej. Ustanowione bowiem na początku XX wieku prawo ma swoją praktykę i społeczne znaczenie, którego zniesienia wcale Leon XIV nie postulował. Wskazał tylko, że pierwszy artykuł tego prawa zapewnia wolność sumienia i gwarantuje swobodę sprawowania kultu, z ograniczeniami wynikającymi z porządku publicznego. Wolność należy więc do jego fundamentów.

Stąd wydaje się, że papieskie pytanie trafiało w istotną sprzeczność: czy zasada mająca chronić sumienie nie bywa interpretowana tak, że obywatel wierzący musi ukryć swoje przekonania, aby zostać uznanym za pełnoprawnego uczestnika wspólnej rozmowy? Republika powinna umieć słuchać także tych, którzy uzasadniają swoje zaangażowanie wiarą. Katolicy z kolei powinni przedstawiać własne racje w sposób pozwalający rozmawiać z ludźmi, którzy tej wiary nie podzielają.

W istocie więc wystąpienie w Pałacu Elizejskim było papieskim wskazaniem tego, że na chwilę przed wyborami prezydenckimi we Francji coś znaczącego dzieje się nad Sekwaną i warto wrócić do fundamentów, by świadomie kształtować przyszłość. Obecność katolików w sferze publicznej kraju takiego jak Francja wymaga bowiem pewności siebie, lecz również pokory. Kościół nie potrzebuje odzyskania wszystkich dawnych przywilejów, aby mieć coś ważnego do powiedzenia; potrzebuje wiarygodności: zgodności między tym, co głosi, a sposobem traktowania człowieka. W tej perspektywie Lourdes było koniecznym dopełnieniem Paryża.

Maryjność tego etapu podróży skupiała uwagę na przyjęciu życia i na towarzyszeniu mu w kruchości. W homilii Leon mówił o godności chorych oraz o nawróceniu, którego potrzebuje także sam Kościół. W sanktuarium pytanie o przyszłość Francji otrzymywało bardzo konkretną postać: czy znajdzie się w niej miejsce dla człowieka, który potrzebuje pomocy, nie nadąża, nie potrafi już być samodzielny? Odpowiedź na nie będzie bardziej wymowna niż kolejne zapewnienia o przywiązaniu do wartości. Metz rozszerzyło tę perspektywę na Europę. W miejscu związanym z Robertem Schumanem papież przypomniał o pojednaniu, prawie międzynarodowym i współpracy pozwalającej przezwyciężać pragnienie dominacji. Francja ma w tej historii szczególną odpowiedzialność, w końcu jej wkład w europejski pokój pozostaje zadaniem do podjęcia przez kolejne pokolenia.

.Dziedzictwo zobowiązuje właśnie dlatego, że można je utracić, na co zdawał się zwracać uwagę papież. Istotne dopowiedzenie tego przyszło bowiem podczas konferencji prasowej w samolocie powrotnym do Rzymu. Odpowiadając na pytanie dotyczące Niemiec, Leon zakwestionował łączenie skrajnie prawicowych poglądów z pewnym sposobem wykorzystywania religii. Wskazał, że nie jest ono autentycznym wyrazem chrześcijaństwa, i przeciwstawił nienawiści oraz podziałom ewangeliczne rozumienie, współczucie i towarzyszenie, dodając, że przypadek ten nie dotyczy tylko Niemiec. Te słowa wyznaczyły granicę również dla interpretacji francuskiej pielgrzymki. Odzyskany głos katolików nie może służyć jako uzasadnienie pogardy czy braku programu. Prosił w końcu papież francuskich biskupów, by nie rezygnowali z zabierania głosu i świadczenia wszędzie tam, gdzie to możliwe. I to nawet, jeśli nie będą słuchani.

Z jednej strony bowiem chrześcijańskie korzenie nie dają nikomu prawa do uczynienia z Ewangelii narzędzia rozdzielania ludzi na godnych i niegodnych wspólnoty. Wiara stawia wymagania także temu, kto chciałby się nią posłużyć. Bywa niewygodna dla każdego obozu, ponieważ każe patrzeć na konkretnego człowieka tam, gdzie polityczna wyobraźnia wolałaby widzieć wyłącznie przeciwnika. Nie może być też przemilczana.

.Francuska podróż papieża Leona była więc profetyczna. Przez kilka dni odsłoniła możliwość istnienia Francji spokojniejszej, zdolnej do skupienia i wspólnej radości, patrzącej z nadzieją na przyszłość. Nie uleczyła kraju z przemocy, zmęczenia ani niepewności, wskazując jednak, że żadne z tych doświadczeń nie wyczerpuje jego przyszłości. Najgłębszym zniewoleniem bywa bowiem przekonanie, że wszystko zostało już przesądzone.

Leon XIV pomógł Francji zobaczyć ludzi, którzy temu przeczą, i usłyszeć głosy, które tego nie chcą. Pozostaje pytanie, co stanie się z tą nadzieją i czy my również potrafimy uwolnić się od obrazu Francji i świata pogrążonych w beznadziei, który tak długo był wygodny.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 października 2026
Fot. Vatican Media