Europejski lobbing broni przeszłości [Prof. Piotr SANKOWSKI]

europejski lobbing

Europejski lobbing zbyt często służy ochronie przestarzałych rozwiązań, utrudniając rozwój technologii, które mogłyby zapewnić kontynentowi większą niezależność, przekonuje prof. Piotr Sankowski. W komentarzu opublikowanym na platformie X informatyk wskazuje na bariery w badaniach nad sztuczną inteligencją, opór wobec uproszczenia zakładania firm i kosztowne projekty publiczne. Jego argumentacja prowadzi do konkretnego pytania o to, czy europejska polityka technologiczna pomaga tworzyć produkty zdolne konkurować na światowym rynku.

.Prof. Piotr Sankowski odnosi się do analizy „Financial Times” dotyczącej wpływów amerykańskich gigantów technologicznych w Brukseli. Punktem wyjścia jest przewaga Google, Apple i Amazona w dostępie do unijnych decydentów, odczytywana jako zagrożenie dla europejskiej niezależności. Profesor proponuje spojrzeć również na cele, które przy tej okazji realizują europejskie grupy interesów, i pisze: „Ja jednak zapytam wprost i szczerze. Czy to nie jest świetne?”. Prowokacyjne pytanie otwiera rozważania o tym, co rzeczywiście wzmacnia zdolność Europy do tworzenia własnych technologii.

Według analizy „Financial Times” od wyborów europejskich w czerwcu 2024 roku Google i jego spółki zależne odbyły 302 spotkania z europosłami i wysokimi rangą przedstawicielami Komisji Europejskiej, Apple 257, a Amazon 239. Sankowski przywołuje dla porównania TotalEnergies z 236 spotkaniami, Volkswagena z 231 i Airbusa z 222. Apple wydaje na unijny lobbing około 9 mln euro rocznie, a Meta ponad 10 mln euro. Ich łączny budżet przekracza więc 19 mln euro, wobec maksymalnie 8,7 mln euro dla trzech wymienionych europejskich przedsiębiorstw razem. 

Prof. Sankowski kieruje uwagę na treść zabiegów o wpływy, formułując zasadniczą tezę swojego komentarza: „Zamiast wspierać innowacje, europejski lobbing bardzo często polega na desperackiej obronie przestarzałych rozwiązań”. W tej perspektywie ocena działalności lobbystów powinna uwzględniać jej skutki dla naukowców, przedsiębiorców i użytkowników nowych technologii. Obrona istniejącej pozycji rynkowej może bowiem kolidować z interesem firm, które dopiero powstają, potrzebują dostępu do wiedzy i próbują wprowadzić nowe produkty. Europejskie pochodzenie grupy interesów samo w sobie nie przesądza zatem, że jej postulaty zwiększają innowacyjność kontynentu.

Europejski lobbing a bariery rozwoju sztucznej inteligencji

Pierwszym przykładem są postulaty ograniczania TDM, czyli Text and Data Mining, obejmującego automatyczną analizę tekstów i danych w celu wydobywania z nich informacji. Sankowski krytykuje dążenie do blokowania takich możliwości także w pracach badawczych i naukowych, wskazując na konsekwencje dla rozwoju sztucznej inteligencji. „Chcą tego zakazu nawet wtedy, gdy chodzi o trenowanie modeli AI do celów naukowych i badawczych” – pisze. Jego uwaga dotyczy więc podstawowych warunków prowadzenia badań, od których zależy powstawanie nowych rozwiązań i kompetencji.

Z tej argumentacji wynika, że dostęp do danych należy traktować jako jeden z zasobów budujących europejski potencjał technologiczny. Zespół badawczy potrzebuje możliwości sprawdzania hipotez, porównywania metod i rozwijania narzędzi, zanim powstanie produkt, który można zaoferować użytkownikom. Ograniczanie tych możliwości na wczesnym etapie może osłabiać cały proces, od badań podstawowych po wdrożenia. W takim ujęciu polityka wspierająca niezależność technologiczną powinna tworzyć warunki do zdobywania wiedzy i praktycznego wykorzystywania jej przez europejskie instytucje.

Drugim przykładem jest spór o EU Inc., projekt wspólnej, opcjonalnej formy prawnej prowadzenia działalności w Unii Europejskiej. Sankowski wskazuje na niemieckich notariuszy, którym zarzuca obronę obowiązkowego udziału w procedurach zakładania takich firm. Sens uproszczenia dobrze pokazuje przedstawiony przez Komisję Europejską projekt szybkiej ścieżki rejestracji, zakładający przeprowadzenie jej w pełni online, w ciągu 48 godzin i za maksymalnie 100 euro przy wykorzystaniu standardowych wzorów. To konkretne warunki, które mają ułatwić przedsiębiorcom rozpoczynanie działalności i rozwijanie jej na wspólnym rynku. 

Profesor Sankowski posługuje się ironią, opisując przywiązanie do tradycyjnych formalności: „Przecież nic tak nie wspiera innowacji, jak tradycyjna woskowa pieczęć i wysoka opłata za usługę, którą Amerykanie mogą załatwić jednym kliknięciem”. Znaczenie tej uwagi dotyczy szczególnie małych zespołów, które dysponują ograniczonym kapitałem i czasem. Każdy dodatkowy etap administracyjny angażuje zasoby potrzebne do pracy nad produktem, zdobywania klientów i poszukiwania inwestorów. Jeżeli stały koszt spełnienia wymogów jest taki sam dla dużego przedsiębiorstwa i początkującej firmy, dla tej drugiej stanowi proporcjonalnie większe obciążenie.

Suwerenność technologiczna wymaga sprawnych produktów

Kolejna część komentarza dotyczy rezultatów projektów realizowanych pod hasłem uniezależniania się od amerykańskich dostawców. Sankowski przywołuje Phoenix, rozwijany przez publicznego dostawcę usług informatycznych Dataport jako alternatywne środowisko pracy dla administracji. Do czerwca 2024 roku koszty projektu wyniosły około 140 mln euro, co potwierdza raport hamburskiego organu kontroli finansowej. Sam Dataport przyznał później, że zakończenie projektu w dotychczasowej formule wiązało się z gospodarczą stratą około 90 mln euro. 

Ustalenia kontrolerów wzmacniają argument profesora, ponieważ pokazują znaczenie sposobu prowadzenia takiego przedsięwzięcia. Hamburski Rechnungshof wskazał na poważne niedoszacowanie kosztów i ryzyka, a także istotne braki w zarządzaniu, dokumentacji i mechanizmach kontroli. W raporcie oceniono, że przy realistycznych założeniach Phoenix od początku nie został zaplanowany jako projekt ekonomicznie rentowny. Przypadek ten pokazuje, jak wiele zależy od rzetelnego sprawdzania wykonalności przedsięwzięcia, odpowiedzialności za decyzje i konsekwentnej oceny rezultatów.

Drugim przywołanym przykładem jest Element Pro, komunikator opisany we wpisie jako zapasowe rozwiązanie dla Microsoft Teams w Komisji Europejskiej. Sankowski odwołuje się do niezadowolenia użytkowników, przytaczając opinię jednego z urzędników, który miał określić narzędzie słowami „absolute shit”. W jego argumentacji doświadczenie osoby korzystającej z programu stanowi istotny sprawdzian deklaracji o technologicznej samodzielności. Użyteczność, niezawodność i łatwość codziennej pracy decydują bowiem o tym, czy alternatywne rozwiązanie będzie rzeczywiście wykorzystywane.

W tym ujęciu suwerenność technologiczna wymaga budowania kompetencji pozwalających tworzyć, utrzymywać i rozwijać sprawne systemy. Użytkownik potrzebuje narzędzia, które pomaga wykonać zadanie, a instytucja musi umieć ocenić jego jakość, koszty i możliwości dalszego rozwoju. Z tej perspektywy sukces projektu mierzy się również tym, czy znajduje odbiorców i odpowiada na ich potrzeby. Taka ocena pozwala kierować środki i wysiłek do przedsięwzięć, które zwiększają rzeczywisty potencjał europejskiej gospodarki.

Szerszego uzasadnienia dla tej diagnozy dostarcza raport Maria Draghiego o konkurencyjności Europy, przedstawiony w 2024 roku. Wskazano w nim, że w 2021 roku europejskie przedsiębiorstwa wydały na badania i innowacje około 270 mld euro mniej niż ich amerykańscy odpowiednicy. Raport opisywał także trudności w przekształcaniu pomysłów w działalność gospodarczą oraz bariery regulacyjne utrudniające rozwój innowacyjnych firm na wspólnym rynku. Zestawienie tych ustaleń z argumentacją prof. Sankowskiego prowadzi do wniosku, że warunki powstawania i wzrostu przedsiębiorstw mają zasadnicze znaczenie dla europejskiej pozycji technologicznej. 

Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” opisywaliśmy już diagnozę prof. Sankowskiego dotyczącą rozdrobnienia europejskich projektów sztucznej inteligencji, pieniędzy, danych i mocy obliczeniowej pomiędzy liczne inicjatywy krajowe. Jego komentarz o lobbingu rozwija ten problem o warunki instytucjonalne, w których działają badacze i przedsiębiorcy. Możliwość łączenia zasobów powinna iść w parze ze sprawnymi procedurami oraz przestrzenią do prowadzenia badań i wprowadzania nowych produktów.

Prof. Sankowski ocenia amerykański lobbing przez pryzmat interesów samych korporacji: „Amerykańskie firmy próbują łagodzić unijne przepisy, żeby zarobić więcej. To na pewno nie jest wzór do naśladowania”. Domaga się, aby europejskie ambicje zostały poddane sprawdzianowi skuteczności, który obejmuje wyniki badań, warunki rozwoju firm i jakość dostarczanych narzędzi. Jego końcowe zdanie, „Ich produkty po prostu działają”, wskazuje kryterium, do którego muszą odwoływać się również europejskie projekty. Europa może – po prostu – wzmacniać swoją niezależność przez ułatwianie pracy własnym naukowcom i przedsiębiorcom oraz konsekwentne wymaganie rezultatów od przedsięwzięć finansowanych ze środków publicznych.

X/SN

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 października 2026