Kim Dzong Un fortyfikuje granicę. W Seulu wraca debata o bombie atomowej

Napięcia na Półwyspie Koreańskim ponownie rosną po eksplozjach min, które zraniły trzech południowokoreańskich żołnierzy. Jak opisuje „Le Figaro”, Kim Dzong Un rozbudowuje umocnienia, odwraca się od Seulu i coraz mocniej opiera bezpieczeństwo swojego reżimu na broni jądrowej oraz współpracy z Rosją. Po drugiej stronie granicy powraca pytanie o własne odstraszanie atomowe, podczas gdy perspektywa nowych rozmów Pjongjangu z Donaldem Trumpem pozostaje niepewna.
.Z obserwatorium Aegibong, położonego około 40 kilometrów na północny zachód od Seulu, widać północnokoreańskich robotników pracujących nad umocnieniem pogranicza. Korespondent „Le Figaro” opisuje ludzi wyposażonych w łopaty, przebudowywaną drogę i druty kolczaste, które coraz szczelniej oddzielają dwa państwa. Według towarzyszącego mu wysokiej rangi uciekiniera z Korei Północnej prace prowadzą osoby skierowane do nich na polecenie władz. Ten widok pokazuje materialne skutki polityki, w której dawna obietnica zjednoczenia ustępuje trwałemu odgrodzeniu się od południowego sąsiada.
Prace obejmują strefę zdemilitaryzowaną, czyli DMZ, rozciągającą się, według danych przywołanych przez francuski dziennik, na długości 248 kilometrów i mającą około czterech kilometrów szerokości. Pas ziemi ustanowiony po wojnie koreańskiej pozostaje symbolem podziału utrwalonego rozejmem z 1953 roku, po którym nie zawarto traktatu pokojowego. Ograniczenie dostępu ludzi pozwoliło zarazem odrodzić się dzikiej przyrodzie, co opisywaliśmy w tekście o dzisiejszym obliczu strefy zdemilitaryzowanej. Obecna rozbudowa przeszkód i pól minowych nadaje tej przestrzeni ponownie wyraźnie wojskowe znaczenie.
Napięcia na Półwyspie Koreańskim po wybuchach min
Bezpośrednim powodem najnowszego kryzysu były dwie eksplozje min 21 września 2026 roku w zachodniej części DMZ, w pobliżu Paju. Rannych zostało trzech południowokoreańskich żołnierzy, z których dwóch odniosło poważne obrażenia. „Le Figaro” przypomina podobny incydent z 2015 roku, kiedy wybuch miny okaleczył dwóch wojskowych i doprowadził do gwałtownego wzrostu napięcia. Seul domaga się obecnie przeprosin i zapowiada odpowiedź, której formy nie sprecyzował.
Według południowokoreańskiej armii miny zostały celowo umieszczone przez Północ po południowej stronie wojskowej linii demarkacyjnej, a Dowództwo ONZ uznało sytuację za naruszenie rozejmu. Kim Jo Dzong, wpływowa siostra przywódcy Korei Północnej, odrzuca oskarżenia, zarzucając Seulowi fabrykowanie dowodów i przygotowywanie prowokacji. Cytowany przez „Le Figaro” Christopher Green z International Crisis Group wskazuje na niejednoznaczność sytuacji, która pozostawia miejsce zarówno dla podejrzeń o świadome działanie Pjongjangu, jak i dla jego zaprzeczeń. Spór o odpowiedzialność za wybuchy staje się przez to kolejnym elementem kryzysu, w którym obu stronom coraz trudniej porozumieć się nawet co do przebiegu wydarzeń.
Francuska gazeta opisuje również skalę prac wojskowych prowadzonych przez Północ od 2024 roku. Według przywołanych przez nią danych południowokoreańskiej armii do robót skierowano w tym roku dodatkowych około pięciu tysięcy ludzi, a po północnej stronie linii demarkacyjnej powstają pola minowe i przeszkody przeciwpancerne. W pobliżu granicy rozmieszczono także mobilne wyrzutnie rakiet kalibru 600 milimetrów, zdolne do rażenia Seulu. Deputowany opozycji Yu Yong-weon, powołujący się na dane resortu obrony, mówi o około pięćdziesięciu przypadkach przekroczenia linii demarkacyjnej przez północnokoreańskich żołnierzy w ciągu dwóch ostatnich miesięcy.
Za fortyfikacjami stoi zmiana polityczna o znaczeniu większym niż kolejne zaostrzenie wojskowej retoryki. Kim Dzong Un odrzucił wizję zjednoczenia półwyspu, która przez dziesięciolecia należała do podstawowych deklarowanych celów jego poprzedników, i zaczął przedstawiać Koreę Południową jako wrogie państwo. Odejście od dotychczasowej doktryny znalazło odzwierciedlenie również w zmianach konstytucyjnych, które opisaliśmy na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Umocnienia utrwalają więc podział, któremu Pjongjang nadaje nowe uzasadnienie ustrojowe i strategiczne.
Rosja daje oparcie, kultura Południa budzi obawy
Jak wynika z reportażu „Le Figaro”, relacje między Koreami zmienia również zbliżenie Pjongjangu z Moskwą. Udział północnokoreańskich wojsk w wojnie przeciwko Ukrainie i współpraca z Rosją sprawiają, że reżim zyskuje inne oparcie dla swojej polityki bezpieczeństwa. Christopher Green ocenia, że Północ jest obecnie mniej zainteresowana poszerzaniem kontaktów dyplomatycznych poprzez Seul. Szerszy kontekst tego przetasowania przedstawia publikacja o zacieśnianiu relacji wojskowych Korei Północnej z Rosją i Chinami.
W ocenie analityków cytowanych przez francuski dziennik uszczelnianie granicy służy także powstrzymywaniu napływu południowokoreańskiej kultury popularnej. Seriale, muzyka i filmy pokazujące życie po drugiej stronie podziału podważają monopol informacyjny reżimu, który traktuje je jako zagrożenie dla swojej kontroli nad społeczeństwem. „Le Figaro” przypomina, że ustawa przeciwko treściom uznanym za reakcyjne, przyjęta w 2020 roku, przewiduje skrajnie surowe kary, w tym pracę przymusową i karę śmierci. Nośnik z nagraniami z Południa staje się w takim systemie przedmiotem o znaczeniu politycznym, a zamykanie granicy ma także wymiar walki o dostęp do informacji.
Po południowej stronie zmieniają się natomiast społeczne wyobrażenia o sąsiedzie. Według przywołanego przez gazetę czerwcowego badania National Unification Advisory Council niemal połowa osób w wieku dwudziestu i trzydziestu kilku lat ma negatywny obraz Korei Północnej. Jednocześnie 41,9 proc. ogółu badanych nadal wiąże nadzieje ze współpracą, co autor reportażu łączy z większym przywiązaniem starszych pokoleń do wspólnej historii. Kawiarnia Starbucks na tarasie Aegibong, z którego odwiedzający fotografują północnokoreański krajobraz, staje się w jego relacji obrazem dwóch społeczeństw oddalających się od siebie mimo geograficznej bliskości.
Dylemat atomowy Seulu i warunki rozmów z Trumpem
Najpoważniejsze zagrożenie opisywane przez „Le Figaro” dotyczy jednak rozbudowy północnokoreańskiego potencjału jądrowego. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej w komunikacie z 7 września 2026 roku wyraziła poważne zaniepokojenie działaniem instalacji wzbogacania uranu w Kangson i Jongbjon oraz doniesieniami o zwiększaniu produkcji materiałów przeznaczonych do broni jądrowej. Agencja wskazała również na nowy budynek w Jongbjon, którego infrastruktura i widoczne na zdjęciach wirówki odpowiadają cechom instalacji wzbogacania uranu. Według francuskiego dziennika Kim Dzong Un traktuje arsenał atomowy jako podstawową gwarancję przetrwania reżimu, a amerykański atak na Iran utwierdził go w tym przekonaniu.
W tych warunkach na Południu ponownie pojawia się pokusa własnej bomby atomowej albo przynajmniej rozwijania zdolności pozwalających zachować taką opcję na przyszłość. Autor „Le Figaro” wskazuje na model potencjału nuklearnego pozostającego w rezerwie, kojarzony z zaawansowanym zapleczem technologicznym Japonii. Opisuje jednak debatę strategiczną, a nie ogłoszoną decyzję władz Korei Południowej o rozpoczęciu programu broni jądrowej. Jej znaczenie polega na pytaniu, czy dotychczasowy system odstraszania i ochrona amerykańskiego sojusznika pozostaną wystarczające wobec rosnącego arsenału Północy.
Osobnym przedsięwzięciem jest południowokoreański projekt okrętów podwodnych o napędzie jądrowym, któremu francuska gazeta przypisuje istotne miejsce w planach Seulu. MAEA potwierdziła we wrześniu, że Republika Korei formalnie zgłosiła zamiar rozpoczęcia konsultacji dotyczących odpowiednich zasad stosowania zabezpieczeń materiałów jądrowych. Seul zadeklarował przy tym przestrzeganie swoich zobowiązań wynikających z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i porozumień z agencją. Napęd jądrowy okrętu oraz jego uzbrojenie atomowe są odrębnymi kwestiami, dlatego samego projektu nie można traktować jako dowodu decyzji o budowie bomby.
Prezydent Lee Jae-myung, wybrany w 2025 roku, nadal próbuje odbudować możliwość rozmów z Północą. 1 października ponownie zapowiedział praktyczne działania zmierzające do ograniczenia napięć, mimo ostrej retoryki płynącej z Pjongjangu. Jego pole manewru ograniczają jednocześnie nuklearne ambicje sąsiada, zależność od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa i znaczenie Chin w regionalnym układzie sił. Perspektywę dialogu dodatkowo utrudnia osłabienie bezpośredniej komunikacji wojskowej, pogłębiające ryzyko błędnej interpretacji incydentów granicznych.
Donald Trump pozostaje dla Pjongjangu potencjalnym rozmówcą, lecz Korea Północna stawia warunek dotyczący samego celu negocjacji. Według relacji francuskiego dziennika Kim Jo Dzong przypomniała 19 sierpnia, że jej brat zachował dobre wspomnienia z wcześniejszych spotkań z amerykańskim prezydentem, jednocześnie domagając się odejścia Waszyngtonu od postulatu denuklearyzacji półwyspu. Stephen Biegun, były negocjator administracji Trumpa, oceniał podczas wrześniowej konferencji w Incheon, że powiązania bezpieczeństwa Pjongjangu z Rosją uzasadniają sceptycyzm wobec perspektyw rozmów. Dostrzegał jednak również sygnały, które jego zdaniem nie pozwalają całkowicie wykluczyć powrotu do kontaktów.
„Le Figaro” wskazuje listopadowy szczyt APEC w chińskim Shenzhen jako potencjalną okazję do dyplomatycznego przełomu, zarazem oceniając, że szanse na nowe spotkanie Trumpa z Kim Dzong Unem maleją. Sam termin i miejsce wydarzeń APEC są potwierdzone przez organizację, natomiast spotkanie obu przywódców pozostaje scenariuszem, a nie uzgodnionym wydarzeniem. W ocenie rozmówców gazety trwałe odgrodzenie się Północy może ograniczać część ryzyka konwencjonalnej konfrontacji, lecz nie usuwa zagrożenia związanego z rozbudową jej arsenału atomowego. Dla Seulu oznacza to konieczność równoczesnego utrzymywania możliwości dialogu i przygotowywania odpowiedzi na sytuację, w której najważniejszy sąsiad konsekwentnie wzmacnia własne środki odstraszania.
Karolina Jaszowiecka



