
Miłość zwycięża wszystko – także skrupulanctwo
Nazywamy je cnotami nadprzyrodzonymi, ponieważ wykraczają ponad samą ludzką naturę, pochodząc bezpośrednio od Boga. Mówimy też o nich cnoty wlane, bo jak podaje Katechizm, Bóg wszczepia je, jakby wlewa do naszych dusz podczas chrztu. Ich najbardziej formalna nazwa to cnoty teologalne, co pochodzi od starożytnego greckiego słowa theos – Bóg – pisze Kevin VOST
Którzy boicie się Pana, zawierzcie Mu, a nie przepadnie wasza zapłata.
Którzy boicie się Pana, spodziewajcie się dobra, wiecznego wesela i zmiłowania!
Księga Syracha 2,8–9
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.
Pierwszy List do Koryntian 13,13
.Każdy z nas powinien zachwycić się bezgraniczną hojnością Boga i nigdy o niej nie zapominać. Zobaczyliśmy już, jak obdarzył On naszą naturę zdolnościami poznania prawdy i czynienia dobra, doskonalonymi przez cnoty intelektualne i moralne. Ufam, że zaczęliśmy dostrzegać, w jaki sposób te wspaniałe naturalne cnoty mogą nam pomóc przezwyciężyć skrupulanctwo. Ale najlepsze dopiero przed nami!
Pismo Święte objawia trzy szczególne cnoty, które pozwalają nam wznieść się ponad ograniczenia naszej natury dzięki łasce Bożej. Piszą o nich Jezus, syn Syracha, w Starym Testamencie i św. Paweł w Nowym – są to wiara, nadzieja i miłość (łac. caritas). Kościół mówi nam, że „kształtują one i ożywiają wszystkie cnoty moralne. Są wszczepione przez Boga w dusze wiernych, by uzdolnić ich do działania jako dzieci Boże i do zasługiwania na życie wieczne” (KKK 1813).
Nazywamy je cnotami nadprzyrodzonymi, ponieważ wykraczają ponad samą ludzką naturę, pochodząc bezpośrednio od Boga. Mówimy też o nich cnoty wlane, bo jak podaje Katechizm, Bóg wszczepia je, jakby wlewa do naszych dusz podczas chrztu. Ich najbardziej formalna nazwa to cnoty teologalne, co pochodzi od starożytnego greckiego słowa theos – Bóg. Tomasz z Akwinu, jak zawsze logiczny i uporządkowany, podaje trzy główne przyczyny, dla których nazywamy wiarę, nadzieję i miłość cnotami teologalnymi:
po pierwsze dlatego, że ich przedmiotem jest Bóg, gdyż do Niego zwracają należycie człowieka,
po drugie dlatego, że są nam wlane przez samego Boga,
i po trzecie dlatego, że poznajemy je jedynie z objawienia Bożego, a mianowicie z Pisma Świętego (ST, 1-2, q. 62, a. 1).
.Są to najbardziej ekscytujące i potężne cnoty, które Bóg daje nam ze swej miłości, abyśmy mogli w miłości przyjąć Jego.
Wspomagają one i podnoszą nasze naturalne cnoty intelektualne i moralne na wyższy poziom tu, na ziemi, ale także otwierają nam drzwi do nieba, byśmy pewnego dnia mogli cieszyć się wiecznością z Bogiem i wielką wspólnotą aniołów i świętych.
Osoby nękane skrupułami mogą się czasem martwić, że poprzez swoje myśli, słowa lub uczynki zamknęły przed sobą bramy niebios, ale Bóg nieustannie oferuje otwierające niebo klucze wiary, nadziei i miłosierdzia tym, którzy żałują realnych grzechów i pragną wykorzystać te cnoty, aby dzielić się Jego miłością. A jak mówi Pismo Święte, gdy nasze serca są rozpalone miłością Bożą, światło naszej miłości będzie promieniować również na naszych bliźnich.
Wejdźmy nieco głębiej w ten temat, by lepiej poznać i bardziej docenić te trzy potężne cnoty, które Bóg umieścił w naszych sercach, aby pomóc nam bliżej poznać i mocniej pokochać Jego, innych ludzi i samych siebie (a im lepiej znamy i kochamy siebie, tym mniej będziemy sparaliżowani skrupulanctwem).
Wiara. Zaufanie Bogu przynosi nagrody doczesne i wieczne
Wiara, pierwsza z trzech cnót teologalnych, kładzie fundament pod wszelkie cnotliwe działania chrześcijanina. Rozum („skrzydło rozumu” w metaforze Jana Pawła II) stanowi podstawę dla cnót naturalnych, intelektualnych i moralnych. Wiara nie stoi w sprzeczności z rozumem, ale jej skrzydło unosi rozum do wyższego królestwa prawd objawionych przez Boga – prawd, których sam ludzki rozum nie może dosięgnąć bez Bożej pomocy. Dana od Boga cnota wiary przychodzi więc, by kształcić i kierować naturalnymi cnotami kardynalnymi i wszystkimi im pokrewnymi, pomagając nam wzrastać w znajomości i miłości Boga – źródła wszystkiego, co słuszne i dobre. Święty Tomasz stwierdza, powtarzając za św. Augustynem, że inne cnoty „nie mogą być prawdziwymi cnotami, jeśli nie poprzedzi ich wiara” (ST, 2-2, q. 4, a. 7). Przecież nie możemy mieć nadziei na niebo ani kochać Boga całym sobą, a naszych bliźnich jak siebie samego, jeśli najpierw nie wierzymy w Boga!
Przypomnij sobie, jak omawialiśmy temat naturalnej cnoty religijności, która pomaga nam w sprawiedliwej relacji z Bogiem. W jaki sposób odnosi się ona do nadprzyrodzonej cnoty wiary, która także jest skierowana do Boga? Tomasz w wymowny sposób wprowadza rozróżnienie o fundamentalnym znaczeniu, opisując, jak teologalna cnota wiary przekracza granice naturalnej cnoty religii: „Otóż czynności, którymi oddajemy cześć Bogu, nie odnoszą się do Niego w ten sposób, jak to czyni wiara, której przedmiotem jest Bóg (zob. ST, 2-2, q. 81, a. 1, 2, 4), nie tylko w tym znaczeniu, że wierzymy w Boga, ale dlatego, że wierzymy Bogu” (ST, 2-2, q. 81, a. 5, wyróżnienie moje).
Zwróćmy uwagę na subtelność tych końcowych słów. Cnota wiary wykracza poza cnotę samej religijności, tworząc intymną, nadprzyrodzoną relację z Bogiem. Przywołajmy nasz początkowy werset z Księgi Syracha, mówiący o tych, którzy „zawierzają Bogu”, wiedząc, że On chętnie wynagrodzi ich tak, jak obiecał. Pochodząca z wiary „bojaźń Boża” wyraża nie tylko: „Boże, wierzę, że istniejesz i boję się kary piekielnej”, ale „Boże, wierzę Tobie i czekam na nagrodę wiecznej radości z Tobą!”. Wracając do Katechizmu, wiara jest pierwszą z cnót, które sprawiają, że jesteśmy zdolni do „działania jako dzieci Boże i do zasługiwania na życie wieczne”.
Czy chcesz zmaksymalizować dobro i radość, których doświadczają twoje dzieci? Jeśli nie masz dzieci, wyobraź sobie, że je masz. Chciałbyś, żeby doświadczały wiecznej radości? Znamy przecież to pytanie Jezusa: „Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą” (Mt 7,9–11). Kiedy przez chrzest zostaliśmy włączeni w wiarę katolicką, to właśnie ten kochający Ojciec umieścił cnotę wiary w naszych duszach. On chce, żebyśmy Jemu zaufali, a przez to rozwijali się i wzrastali, a nie cierpieli i się bali.
Nadzieja. Antycypacja bezgranicznego miłosierdzia i radości
Wiele badań w naukach społecznych i medycynie pokazuje, iż wysoki poziom nadziei wiąże się z pozytywnymi rezultatami osiąganymi we wszelakich dziedzinach, w tym w zakresie wyników akademickich i sportowych, zdrowia fizycznego i psychicznego, reagowania na psychoterapię oraz pomagania dzieciom w uodpornieniu się na poczucie samotności. Nasza psychiczna skłonność do nadziei – przekonanie, że człowiek ma to, czego potrzebuje, aby opracować i zrealizować plany osiągnięcia swoich celów – wydaje się przynosić znaczne korzyści w wielu obszarach, i najprawdopodobniej także w zdolności do pokonania lub lepszego znoszenia skrupulatyzmu. Skrupulaci mogą mieć więc sporo powodów do nadziei, ponieważ u znacznej części osób rzeczywiście odnotowuje się wyleczenie albo znaczącą poprawę dzięki wsparciu psychologicznemu i/lub duchowemu, a nawet, w niektórych przypadkach – od dawna znanej mocy czasu, który leczy rany. Podobnie jak wiele dolegliwości, takich jak ból pleców, może ustąpić samoistnie wraz z upływem czasu, tak niektóre osoby ze skrupulatyzmem rozwojowym odkrywają, że „już z tego wyrosły”.
Natomiast nadzieja jako cnota teologalna wskazuje na ufność w znacznie większą moc niż nasze własne możliwości. Z daną przez Boga cnotą nadziei, nasze nadzieje na pozytywne rezultaty w przyszłości sięgają ku najbardziej pozytywnemu ze wszystkich rezultatów: wiecznej rozkoszy z Bogiem w niebie! Poza tym, dzięki teologalnej cnocie nadziei nie musimy opierać się wyłącznie na naszych wątłych siłach, ale możemy polegać na wszechmocnej sile samego Boga. Możemy powiedzieć ze św. Pawłem: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13). Nadzieja teologalna zakłada nasze pragnienie spędzenia wieczności z Bogiem oraz naszą ufną pewność, że da nam On to, czego potrzebujemy, aby tam dotrzeć dzięki łasce Ducha Świętego. Ci z nas, którzy zmagają się ze skrupulanctwem, na pewno mają w sobie ten element pragnienia, ale może im brakować zaufania. Im głębiej przyjmiemy nadzieję, którą daje nam Bóg, tym śmielsza będzie nasza ufność. Oswoimy się z podejściem: „Popuść wodze i pozwól działać Bogu”.
Miłość. Boża miłość pomoże skrupulatom, by ich światło świeciło przed ludźmi
To, że Bóg jest samą miłością, nie mogło nam zostać objawione wyraźniej niż w słowach: „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). To, że Bóg chce, byśmy współuczestniczyli w Jego miłości, nie mogło nam zostać objawione wyraźniej niż w tych czynach: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,16–17).
Bóg ofiarowuje swoją miłość każdemu z nas, aby nasze własne ciała stały się mieszkaniami Jego Świętego Ducha (zob. 1 Kor 3,16–17; 6,19–20). Święty Paweł jasno określił, że z trzech teologalnych cnót wiary, nadziei i miłości, to właśnie miłość „nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,8) i jest „największą z nich”.
Jak to jest, że tylko miłość trwa wiecznie? Przez wiarę wierzymy w Boga i wierzymy Bogu, chociaż Go nie widzieliśmy. W niebie, obdarzeni uszczęśliwiającą wizją, ujrzymy i poznamy Boga bezpośrednio, nie potrzebując już wiary. Przez nadzieję oczekujemy radości niebiańskiej z Bogiem, ufając, że On zapewni nam to, czego potrzebujemy, by tam dotrzeć. Kiedy już tam będziemy, naszą nadzieję na przyszłość zastąpi wiekuista rzeczywistość. Lecz jeśli chodzi o miłość, ona nie zniknie, ale będzie świecić jaśniej niż kiedykolwiek, gdy staniemy w bezpośredniej obecności samego Boga, który jest miłością.
Głębsze zrozumienie i docenienie chwalebnej, przelewającej się wielkości i wiecznego trwania daru Bożego kochania, udzielającego się poprzez cnotę miłości, powinno zmniejszyć brzemię skrupulatnych dusz, grzęznących w drobnych kamykach skrupułów, od których Boża miłość może ich oswobodzić. Święty Tomasz z Akwinu badał cnotę miłości z różnych punktów widzenia, a będąc Doktorem Anielskim, widział szeroko i dogłębnie. Przyjrzyjmy się tylko kilku jego spostrzeżeniom, które mogą nam pomóc zrzucić z siebie te wszystkie worki skrupułów, którym pozwoliliśmy się obciążać.
W swoim wspaniałym traktacie o miłości, zawartym w dziele Summa teologii (zob. 2-2, q. 23–46), Tomasz formułuje sto czterdzieści trzy artykuły (z poszczególnymi pytaniami i odpowiedziami), obejmujące sto szesnaście stron druku w dwóch kolumnach! Ponieważ tu nasza przestrzeń jest nieco bardziej ograniczona, po prostu zacznę od jego pierwszej refleksji, a potem przejdę do innych fascynujących dzieł Tomasza na temat miłości, które mogą odsłonić bardzo zwięzłe i głębokie podpowiedzi, pomocne dla pokonywania skrupulatyzmu.
Akwinata rozpoczyna obszerny traktat o miłości od wyjaśnienia, że jest ona szczególnym rodzajem przyjaźni, a konkretnie „przyjaźnią człowieka z Bogiem” (ST, 2-2, q. 23, a. 1). Skąd to wiemy? Stąd, że mówi nam to Biblia! Jezus powiedział: „Już was nie nazywam sługami (…), ale nazwałem was przyjaciółmi” (J 15,15). Święty Paweł również powiedział nam – w tym samym liście, w którym z takim kunsztem wyjaśnił naturę miłości – że „wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym” (1 Kor 1,9). A Jezus oświadczył: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15,13–14). Wiemy, że On rzeczywiście oddał za nas swoje życie i że największymi przykazaniami, jakie nam dał, są te, aby kochać Boga całym sobą i kochać naszych bliźnich tak, jak kochamy samych siebie (zob. Mt 22,37–39; Mk 12,29–31; Łk 10,27).
Niestety, skrupulatyzm w pewnym sensie zniekształca Jezusowe prawo miłości, czyniąc z niego prawo strachu. Na szczęście św. Tomasz podzielił się z nami fascynującymi i, miejmy nadzieję, pomocnymi spostrzeżeniami na temat różnych kategorii prawa w oddzielnej pracy poświęconej miłości[1].
Prawo naturalne
Bóg, stwarzając pierwszych ludzi, Adama i Ewę, dał im naturalne światło dla odróżniania dobra od zła w zakresie tego, co powinniśmy, a czego nie powinniśmy robić. To naturalne prawo było obecne w istotach ludzkich we wszystkich kulturach. Święty Paweł tak pisał do pogan z I wieku, którzy nie mieli Prawa Mojżeszowego:
Gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające. [Okaże się to] w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie według mojej Ewangelii (Rz 2,14–16).
Ta świadomość prawa naturalnego trwa w nas do dziś. Święty Tomasz zauważa: „Każdy na przykład wie, że jeśli nie chce, by jemu coś czyniono, to sam drugiemu nie powinien tego czynić”[2]. W naszym pierwotnym stanie, zanim zgodziliśmy się na grzech, nasze postępowanie z łatwością spełniało nakazy tego naturalnego światła zrozumienia.
Prawo pożądliwości
Jednak przez zazdrość szatana i pyszne nieposłuszeństwo Adama i Ewy na świat przyszły grzech i prawo pożądliwości: gdy pierwsi rodzice zbuntowali się przeciwko Bogu, nasze namiętności i niższe siły natury zyskały zdolność do buntowania się przeciw naturalnemu światłu rozumu. Tomasz cytuje św. Pawła, który opisał to tak dobitnie: „W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu” (Rz 7,23).
Prawo Pisma nadane przez Mojżesza
Na szczęście Bóg przyszedł nam z pomocą, i by zaradzić temu zepsuciu, dał nam za pośrednictwem Mojżesza prawo Pisma Świętego. Dzięki temu objawieniu ludzkość zaczęła nienawidzić grzech, aby uniknąć wiecznej kary. Tomasz pisze, że „lęk przed piekłem i sądem ostatecznym ma szczególną moc, by odwieść człowieka od grzechu”[3]. Jest to więc prawo lęku. W rzeczy samej, bojaźń Pańska nie tylko jest początkiem mądrości, ale i „bojaźń Pańska oddala grzechy” (Syr 1,21; przekłady starożytne).
Prawo Miłości nadane przez Jezusa Chrystusa
Jezus Chrystus przyniósł nam czwarte i najwyższe prawo ze wszystkich, a mianowicie prawo miłości. Kochająca, synowska bojaźń odrzuca niedoskonały lęk sługi przed karą, ponieważ, jak mówi św. Jan, „doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4,18). W znaczenia i konsekwencje „bojaźni Pańskiej” zagłębimy się w następnym rozdziale, badając jej naturę jako daru Ducha Świętego. Chrystusowe prawo miłości jest najwyższym ze wszystkich praw i winno królować w naszych sercach. To prawo ma największe znaczenie, to ono powinno nami kierować i doskonalić nasze życiowe postępowanie. Prawo miłości Jezusa jest tą właściwą księgą prawa dla skrupulatów. Znajdziemy w niej nie długie listy drobnych wykroczeń i naruszeń, lecz proste, pozytywne przykazania miłości, przebaczenia i miłosierdzia.
Tomasz wyjaśnia, iż Chrystusowe prawo miłości różni się od Mojżeszowego prawa lęku i doskonali je na trzy zasadnicze sposoby.
Podczas gdy prawo lęku czyni nas niewolnikami, prawo miłości czyni nas wolnymi, według słów św. Pawła: „gdzie jest Duch Pański – tam wolność” (2 Kor 3,17).
Przestrzegający przepisów pierwszego prawa byli nagradzani dobrami doczesnymi: „Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać” (Iz 1,19). Ale przestrzegającym nowego prawa obiecane są nagrody niebiańskie, na przykład tymi słowami Chrystusa: „Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowuj przykazania” (Mt 19,17) i św. Jana Chrzciciela: „Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 3,2).
Jarzmo starego prawa było ciężkie i dokuczliwe, o czym mówił św. Piotr do faryzeuszy: „Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać?” (Dz 15,10), lecz o swoim prawie Chrystus powiedział: „Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,30).
Wyjaśnijmy te trzy dogłębne różnice:
Kluczowe różnice w dwóch prawach biblijnych
| PRAWO MOJŻESZA | PRAWO JEZUSA |
| Lęk | Miłość |
| Niewolnicy | Wolni |
| Nagrody doczesne | Nagrody wieczne |
| Ciężkie | Lekkie |
Następnym razem, gdy najdzie nas skrupulancka myśl, powinniśmy od razu zadać sobie pytanie, z której księgi prawa ona pochodzi. Czy budzi w naszym sercu lęk? Czy zgina nam plecy jak ciężki ładunek? Jeśli tak, to odwołujemy się do zbyt starego wydania, a nie do tego, które zostało przekształcone i udoskonalone dla naszego dobra przez samego Jezusa, który nas kocha. On nakazał nam nie bać się, ale kochać, nie uginać się pod brzemieniem, ale trzymać się prosto i nieść lekkie obciążenia, nie kurczyć się w cieniu, ale doładowywać naturalne światło naszego rozumu nadprzyrodzonym światłem Bożej miłości i zaangażować się tak głęboko w wymyślanie, jak możemy rozpalać to światło miłości wśród ludzi, że nie będziemy mieć czasu na martwienie się minionymi grzechami, nie mówiąc już o grzechach możliwych. Oczywiście, jedną rzeczą może być poznanie tych pełnych miłości prawd naszym intelektem, a drugą odczuwanie ich w sercu i pragnienie wolą w naszych działaniach. W kolejnych rozdziałach będziemy dalej badać sposoby, które pomogą nam dokonać tego skoku od rozpoznania Bożej miłości do wprowadzania jej w praktykę naszego życia, nawet mimo utrzymujących się czasami wątpliwości i obaw.
Co mówi nauka?
Przyczyny skrupulatyzmu
Dokładna przyczyna skrupulatyzmu nie jest znana. Podobnie jak inne formy OCD, skrupulatyzm może wynikać z kilku czynników, w tym wpływów genetycznych i środowiskowych.
Międzynarodowa Fundacja OCD[4]
Pamiętając, że cnota nauki (wiedzy) poszukuje prawdy dotyczącej przyczyn i skutków, widzimy, że ta ludzka władza intelektualna nie osiągnęła jeszcze swego celu w poznaniu dokładnej przyczyny skrupulatyzmu, ale znalazła kilka czynników z zakresu natury i wychowania, które często się z nim wiążą. Na przykład niektóre badania wykazały korelacje z czynnikami dziedziczonymi genetycznie – nie chodzi o odkrycie jakiegoś konkretnego „genu skrupulanctwa”, ale o to, że skrupulatyzm i inne formy OCD wykazują pewne tendencje do silniejszego działania w niektórych rodzinach. Podczas gdy ogólna częstotliwość występowania OCD wynosi około 2,3 procent dla całej populacji, różne badania pokazują, że gdy u jakiejś osoby zdiagnozowano OCD, szansa, że zdiagnozowano je również u jej krewnego pierwszego stopnia, waha się od około 7 do 15 procent[5]. Nie mamy niestety dokładnych danych dotyczących częstotliwości występowania skrupulatyzmu religijnego, który psychologowie uważają za podtyp OCD.
Inne wyniki badań biologicznych wskazują na większe prawdopodobieństwo wystąpienia obsesji i kompulsji w przypadku między innymi zaburzeń neurologicznych i psychiatrycznych, takich jak choroba Parkinsona, pląsawica Huntingtona, zespół Tourette’a, wybrane rodzaje padaczki (zaburzenia napadowe), schizofrenia oraz urazy i guzy mózgu. (Zauważ, że nie oznacza to, że większość ludzi walczących ze skrupułami ma któreś z tych zaburzeń!) Istnieją badania sugerujące tendencje wśród części osób z OCD do różnych wzorców aktywacji w pewnych obszarach mózgu. Inne dane pokazują, że niektóre rodzaje leków psychoaktywnych, takie jak SSRI (selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny – w tym dobrze znane marki Prozac i Zoloft) pomagają części pacjentów z obsesjami i kompulsjami. To, że mogą istnieć biologiczne powiązania z niektórymi formami ostrego, uporczywego, obsesyjno-kompulsyjnego skrupulatyzmu, nie powinno być zaskoczeniem, skoro Bóg stworzył nas jako zintegrowane istoty złożone z ciała i duszy.
Jeśli chodzi w szczególności o skrupulatyzm religijny, na którym skupiamy się w tej książce, niektórzy mogą przypuszczać, że to sama religia jest jego przyczyną, a jednak nawet świeckie badania naukowe pokazują, że tak nie jest! Międzynarodowa Fundacja OCD (International OCD Foundation) zauważa, że choć „wielu znanych liderów religijnych zmagało się z tym stanem, w tym św. Ignacy Loyola, Marcin Luter, św. Alfons Liguori, John Bunyan i św. Weronika Giuliani (…), nie ma dowodów na to, iż moralny lub religijny charakter osób cierpiących na skrupulatyzm różni się jakkolwiek od charakteru skrupulatyzmu u innych ludzi”[6].
Niekiedy podejrzewano również, że skrupulatyzm jest jakoś szczególnie związany z katolicyzmem. (Być może kojarzycie współczesnych komików, którzy w swoich występach żartują na temat własnych doświadczeń z „katolickim poczuciem winy”). Tu znowu badania pokazują, że tak nie jest. Według Międzynarodowej Fundacji OCD: „Skrupulatyzm jest zaburzeniem o charakterze równościowym. Może dotykać osób z bardzo różnych tradycji religijnych”[7].
Badania naukowe dokumentują skrupulatyzm u ludzi z różnych religii – żydów, muzułmanów, hinduistów, protestantów, katolików, aczkolwiek treść ich skrupułów może się różnić w zależności od odmiennej wiary. Na przykład tureccy studenci muzułmanie w badaniu PIOS uzyskali wyższe wyniki niż kanadyjscy chrześcijanie w części dotyczącej lęku przed Bogiem (podkategoria kwestionariusza PIOS, który poznaliśmy w sekcji Co mówi nauka? pod koniec pierwszego rozdziału)[8]. W trakcie moich badań natknąłem się również na książkę napisaną przez specjalistę zajmującego się leczeniem skrupulatyzmu wśród członków Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (mormonów)[9]. Spotkałem się też z hipotezą, że być może u katolików skrupulanctwo było bardziej powszechne w nieco surowszej epoce przed Soborem Watykańskim II, a teraz nie występuje tak często. Znam jednak wielu księży, którzy potwierdzą, że niestety w naszych czasach to niezdrowe zjawisko jest nadal obecne.
Wracając do ogólnie pojętej religii jako możliwej „przyczyny”, musimy po pierwsze pamiętać, że większość osób religijnych nie doświadcza żadnych poważnych lub długotrwałych problemów ze skrupulatyzmem. Po drugie, trzeba zauważyć, że pewne osoby, które nie chodzą do kościoła i określają się jako niereligijne, doświadczają skrupułów religijnych, obawiając się, że obraziły Boga! Po trzecie, istnieje pokrewna forma skrupulatyzmu, pojawiająca się zarówno wśród ludzi religijnych, jak i niereligijnych, którą można nazwać skrupulatyzmem świeckim albo moralnym, skoncentrowanym na kwestiach dobra i zła lub potencjalnej krzywdy względem innych, bez treści specyficznie religijnych[10]. Ponownie, fakt występowania takiego rodzaju skrupulanctwa nie powinien dziwić katolików. Przypomnijmy sobie te słowa św. Pawła:
Gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające. [Okaże się to] w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie według mojej Ewangelii (Rz 2,14–16).
W sercu każdego z nas zapisane jest „prawo naturalne”, niezależnie od tego, czy je sobie uświadamiamy i czy uznajemy, że pochodzi ono z „prawa Bożego”. Ta ludzka zdolność sumienia, wrodzona umiejętność odróżniania dobra od zła, jest w każdym z nas, a w pewnych okolicznościach może ona zostać źle ukierunkowana na niepotrzebne wątpliwości i obawy, na myśli i zachowania skrupulanckie.
Oprócz wspólnej ludzkiej natury, którą wszyscy dzielimy, jako stworzeni z intelektem i wolą na obraz i podobieństwo Boże, wszyscy jesteśmy także wyjątkowymi, odrębnymi osobami, z unikalnymi doświadczeniami nabywania wiedzy, gromadzonymi przez całe życie. Doniesienia naukowe sugerują również, że „obsesyjnych lęków i kompulsyjnych zachowań można się nauczyć, obserwując członków rodziny, lub nabywać je stopniowo w miarę upływu czasu”[11]. Na szczęście można też nauczyć się sposobów przezwyciężania czy radzenia sobie z niepokojem, a także opracowywać nowoczesne psychoterapie, mogące pomóc skrupulatom zdobyć potrzebną wiedzę, by umieć go pokonać lub zmniejszyć. Poznamy bliżej te metody, gdy dotrzemy do czwartej z kolei sekcji Co mówi nauka?.
Co radzą święci?
Święta Teresa z Lisieux (1873–1897)
Jak zobaczymy dokładniej w rozdziale szóstym dotyczącym modlitwy, święci w niebie chętnie łączą swoje modlitwy do Boga z naszymi, gdy wzywamy ich wstawiennictwa. A niektórzy z nich naprawdę nawiązują kontakt z każdym z nas. Pozwól, że przywołam jedną czy dwie osobiste historie. Jeśli jeszcze nie wiesz, jestem na wskroś człowiekiem św. Tomasza z Akwinu – bo kto napisał większą książkę niż liczącą ponad półtora miliona słów Summę teologii!? Jego dzieła pomogły mi wrócić do Chrystusa i Kościoła po dwudziestu pięciu latach bycia ateistą. A jednak, gdy wróciłem, inną osobą, która wywarła na mnie wielki wpływ, była znacznie mniej imponująca święta, znana ze swojej „małej drogi”.
Na przestrzeni lat św. Teresa i ja (i moja rodzina) wielokrotnie się spotykaliśmy. Gdy w naszej świątyni parafialnej trwała jeszcze przebudowa, Kathy i ja pobraliśmy się w kościele Małego Kwiatka (nazwanym tak na cześć św. Teresy). Kilka lat później nasi synowie zostali ochrzczeni w tym samym kościele, a nawet ukończyli szkołę pod jej patronatem.
A teraz przenieśmy się o kilka dekad do momentu, gdy kilka lat temu zostałem zaproszony do wygłoszenia wykładu na temat cnót w Aquinas College w Nashville (tak, u św. Tomasza!). Otóż pewien profesor występujący przede mną fascynująco mówił na temat utrzymującego się szkodliwego wpływu dziewiętnastowiecznego ateistycznego filozofa Friedricha Nietzschego (którego pisma poznałem dobrze w młodości). Mówca wspomniał mimochodem, że wydaje się, iż Nietzsche spędził jedną noc w tym samym hotelu we Francji, w którym mieszkała Teresa z rodzicami. Może nawet się spotkali! To mocno daje do myślenia, bo wpływy tych dwóch osób nie mogły bardziej się od siebie różnić. W każdym razie, zanim zostałem poproszony do mównicy, prowadzący pół żartem, pół serio ogłosił sugestię profesora, że ja, skoro wydałem ostatnio kilka książek, mógłbym napisać kolejną, o spotkaniu Nietzschego i Teresy. Bardzo mnie to rozbawiło!
Kiedy miałem zabrać głos, ogłosiłem zebranym (też z przymrużeniem oka), że zdecydowałem się podjąć tego zadania i mam już pomysł na tytuł. Ponieważ byłoby o tym, jak Nietzsche, autor The Will to Power [Woli mocy], spotkał Teresę – „the Little Flower”, książka nazywałaby się The Will to Flower Power! (Młode siostry dominikanki w pierwszym rzędzie zachichotały, co wprawiło mnie w jeszcze lepszy humor!)
Mówiąc poważniej, Mała Teresa, która przeżyła swe krótkie dorosłe życie w murach klasztoru, stała się jedną z najbardziej znanych i ukochanych świętych w czasach współczesnych i podobnie jak wielcy święci, Tomasz z Akwinu i Alfons Liguori, została nawet ogłoszona doktorem Kościoła! Cieszy się miłością wiernych za to, co nazwała swoją „małą drogą” kochania i czczenia Boga poprzez proste myśli, uczynki, działania, obowiązki, modlitwy i cierpienia naszego codziennego życia. W krótkiej, pełnej słodyczy modlitwie napisała:
Rzucać kwiaty, to ofiarować Ci w pierwocinach
najlżejsze westchnienia, najcięższy ból.
Moje trudy i radości, moje małe ofiary
– oto moje kwiaty!
Pod koniec życia, w wieku dwudziestu czterech lat, Teresa cierpiała fizyczne bóle z powodu gruźlicy, a 30 września 1897 roku ustały one na wieki w niebie. Wcześniej w swym życiu cierpiała psychiczne i duchowe bóle wywołane skrupulanctwem, doświadczając straszliwych lęków, że jej grzechy obraziły Boga i uczyniły ją niegodną Jego miłości. Później, dzięki pogłębianiu prawdziwej znajomości wiary katolickiej, stałej modlitwie i kierownictwu duchowemu, była w stanie przyjąć z miłością fakt Bożego miłosierdzia i Jego sprawiedliwości. Uświadomiwszy sobie, że On kocha ją (jak i każdego z nas) jako istotę niedoskonałą, wypracowała własną „małą drogę”, by okazywać Bogu i bliźniemu swoją wdzięczność i miłość poprzez wszelkie normalne, małe rzeczy, które mogą nabierać tak wielkiego znaczenia, gdy wykonujemy je w duchu miłosiernej miłości.
Teresa może być najpotężniejszym sprzymierzeńcem w dążeniu do radzenia sobie ze skrupułami, zarówno jako orędowniczka, jak i źródło wielkiej duchowej mądrości, w tym refleksji na temat dobrej woli. Jak to wyraził pewien współczesny nam człowiek, znający skrupulatyzm z własnego doświadczenia:

Kiedy znajdziesz się w niepewnej sytuacji i nie będziesz znał najlepszej odpowiedzi na pytanie, co zrobić (jak skrupulaci przez większość czasu), powiedz: „Panie, Ty wiesz, że chcę postąpić słusznie, nawet jeśli nie jest dla mnie jasne, co to konkretnie znaczy, i zamiast bać się o moją duszę lub o to, czy będę winny grzechu, zaufam, że zaopiekujesz się mną i nie będziesz miał mi za złe, jeśli dokonam błędnego wyboru. Szczerze pragnę podobać się Tobie i to wystarczy”. Oto sposób myślenia, który każda osoba nękana skrupułami powinna pielęgnować[12].
Święto Teresy z Lisieux obchodzimy 1 października.
.Święta Tereso, módl się za nami, aby kamyki naszych skrupułów zostały przemienione w kwiatki miłości!
Fragment książki „Udręka skrupułów. Uzdrów umysł, uwolnij duszę i pozwól Bogu działać”, wyd. „W drodze”, 2026 r. [LINK]
[1] Św. Tomasz z Akwinu, Wykład dwóch przykazań miłości i dziesięciorga przykazań Bożych, przeł. K. Suszyło OP, w: tegoż, Wykład pacierza, przeł. W. Giertych OP, ks. M. Starowieyski, K. Suszyło OP, W drodze, Poznań 1987, s. 99.
[2] Tamże, 2, s. 101.
[3] Tamże, 5, s. 102.
[4] Ulotka informacyjna nt. skrupulatyzmu: https://iocdf.org/wp-content/uploads/2014/10/IOCDF-Scrupulosity-Fact-Sheet.pdf.
[5] Gerald Nestadt, Marco Grados, J.F. Samuels, Genetics of OCD, „Psychiatric Clinics of North America”, marzec 2010, nr 1 (33), s. 141–158, DOI: 10.1016/j.psc.2009.11.001, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2824902/. (Jeśli nie podano inaczej, wszystkie pozostałe dane z badań biologicznych cytowane w tym rozdziale pochodzą z tego artykułu).
[6] Tamże.
[7] Tamże.
[8] Jak podaje na przykład David A. Clark w Cognitive-Behavioral Therapy for OCD and Its Subtypes, s. 316.
[9] Kyle N. Weir, Saints Overcoming Scrupulosity: Embracing Truths about Mental Illness and the Restored Gospel in Treating Religious-Oriented Obsessive-Compulsive Disorder, Finegold Creek Press, Washington 2021.
[10] Jesse S. Summers, Walter Sinnott-Armstrong, Clean Hands? Philosophical Lessons…, s. 44–47.
[11] Obsessive-Compulsive Disorder (OCD), Mayo Clinic, https://www.mayoclinic.org/diseases-conditions/obsessive-compulsive-disorder/symptoms-causes/syc-20354432.
[12] Cytuję za zgodą Michaela Bakera.




