Maciej BENNEWICZ: Zabić coacha czyli o miłości i nienawiści do autorytetów w Polsce

TSF Jazz Radio

Zabić coacha czyli o miłości i nienawiści do autorytetów w Polsce

Maciej BENNEWICZ

Coach, trener, pisarz. Twórca Ośrodka Rozwoju Psychologicznego "Persona". Z wykształcenia socjolog.

zobacz inne teksty autora

Eksperymenty dają nam odpowiedź, że ludzie deklarują różne aktywności, obiecują sobie i innym różne działania, zobowiązują się, przyrzekają, angażują się w najprzeróżniejsze rzeczy dla uzyskania aprobaty, lub choćby chwilowej akceptacji, dla złudzenia miłości.

.Psychologia coraz lepiej rozpoznaje wiele relacyjnych tricków i gier transakcyjnych (Berne): lubię cię, nie lubię; postaraj się bardziej; nie jesteś taki dobry jak myślałem; ludzie są podli; gdybym nie był tak pokrzywdzony to wtedy mógłby wiele osiągnąć; nikomu nie zaufam jednak tobie zaufam ale już ci nie ufam, chyba, że mi udowodnisz, że warto ci zaufać; ludzie są mi obojętni; ludzie są cudowni zwłaszcza ty; tylko ty możesz mi pomóc; gdyby nie ty, nic nie miałby sensu.

Wiele osób zachowuje się dziecinnie wciąż odwołując się do wzorców utrwalonych dawno temu, jednocześnie tylko formalnie pełnią rolę dorosłych. Wciąż nie uznali w sobie osób pełnych, zasobnych, psychologicznie kompletnych. To ich pozbawia radości życia, gdyż wciąż tęsknią to minionego dzieciństwa i oczekują inicjacji w dorosłość, która nie następuje. Są sztuczni i napięci, pełni frustracji i co najwyżej odreagowują dorosłe napięcia, w w przeciwieństwie do dziecięcej autentyczności i spontaniczności. Dawno temu ich otoczenie wychowawcze nie zadbało o ich poczucie siły i wartości, zostali dziećmi w skórze dorosłych. Coaching wzmacniając osobiste wybory i odwołując się do zasobów jednostki, może ów niekorzystny stan zmieniać, może być metodą i siłą wyciągającą człowieka z anomii.

Coaching stanowi szansę rozwojową o ile nie staje się kolejnym sposobem na ucieczkę od dorosłości.

Skuteczny coaching opiera się zasadzie odpowiedzialności. Jeśli w procesach leczenia i terapii pacjent zazwyczaj chętnie oddaje odpowiedzialność za swoje zdrowie w ręce lekarza i często leczenie jest ukrytą nadzieją na powstrzymanie dorosłości, to coaching zmienia ten kierunek oddziaływania. O ile klient coachingu nie zdobędzie się na poszukiwanie silnych wartości, które może łatwo zinternalizować (uznać za swoje), o ile nie wytworzy nowych przekonań, dzięki którym będzie potrafił czerpać siłę z dorosłości — anomia będzie się pogłębiać.

Coaching życiowy zaprasza do zmiany poglądu na dorosłość, tym samym do zmiany tożsamości, sięga głębiej niż pozom przekonań i wartości (Góra lodowa). Jeśli psychologicznemu dziecku, które biologicznie i w jakiejś mierze społecznie, urosło, ma rodzinę, przekroczyło trzydziestkę i wiedzie życie pełne frustracji, dorosłość kojarzy się z ciężarem i wyrzeczeniem, zaś relacje wywołują podświadome oczekiwaniem opieki, to coaching wcześniej czy później wzbudzi opór. Coach stanie się przeniesieniowym obiektem oporu zatem mniej lub bardziej wprost wyrażonej agresji.

.Coaching to również wezwanie do świadomego kreowania swojej przyszłości, odwoływanie się do autorytetów, z których można czerpać nowe wzorce. Jeśli z jednej strony coach mobilizuje do zmiany i budzi sprzeciw, dziecko nie chce dorosnąć, z drugiej zaś pojawia się przemożna chęć naśladowania autorytetu, która związana jest z poszukiwaniem rodzica idealnego, to łatwo w tej sprzeczności o napięcie i pomyłkę.

Coach, który zacznie realizować dziecięce potrzeby swego klienta, oczekiwanie opieki, znajduje się u progu klęski.

Oczywiście coache, terapeuci, nauczyciele pragną odnosić sukcesy, być lubianymi, chcą też podkreślać swoje mistrzostwo, ładują w ten sposób swoje ego. Jeśli jednak uruchomia się przeciwprzeniesienie, projekcja własnych, nieświadomych pragnień wobec pragnień klienta, to w efekcie alienacja pogłębi się, co gorsza może być to alienacja obu uczestników relacji — zarówno coacha ja i coachee (klienta).

Niepowodzenie w coachingu jest dla klienta częstokroć potwierdzeniem skryptu życiowego: nie może mu się powodzić w relacjach z dorosłymi. Dorosły zawsze zawodzi a tym samym on, klient, psychologiczne dziecko raz jeszcze skazane jest na samotność, poczucie niezrozumienia, odrzucenie. Jaka z tego nagroda? Skrypty, czyli życiowe wzorce dają nam częstokroć pokrętne nagrody.

Prześledźmy to na przykładzie. Stereotypowym przekonaniem jest przeświadczenie, że matce zależy na dobru dziecka. Symbol bezwarunkowej miłość, archetyp matki — silnie oddziałują na wyobraźnię i potoczne sądy. Tymczasem jeśli matka wiodła życie nieudane, pełne sprzeczności i życiowych klęsk, jeśli relacje miłosne obfitowały w traumy, to powodzenie jej dorosłego dziecka, udany związek syna lub córki będzie dla niej dowodem, że dziecku się udało, że jest lepsze od niej. Tym samym jej styl życia okaże się błędny, mało tego nie będzie już mogła zrzucać winy na los, ból istnienia, dyskryminację kobiet, byłego partnera lecz będzie musiała wziąć odpowiedzialność równie za przeszłość. Jeśli jednak dziecku nie powiedzie się tak jak jej, jej życie nabierze spójności. Nikomu się nie udaje a zwłaszcza członkom jej rodziny, takie jest życie, tacy są mężczyźni (lub do wyboru: kobiety). Co więcej — tylko na matce można polegać, tylko ona nie zawiedzie swego dziecka. Stąd stereotyp złej teściowej, która wtrąca się w relacje małżeńskie swego dziecko. Na poziomie zachowania — chce dla niego jak najlepiej, jednak na poziomie przekonań i tożsamości, chce potwierdzić swój skrypt. Nie tylko, że ma rację, przede wszystkim chce raz jeszcze wypełnić rytuał. Nieświadoma rytualność, odgrywanie wciąż tych samych ról w relacjach, jest nagrodą samą w sobie. Rytuał uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa, hipnotyzuje.

.Coaching przez duże C, uświadamia klientowi ten mechanizm. Coach pozostaje na zewnątrz skryptu klienta i dlatego może skutecznie wspierać jego osobisty proces doroślenia. Wówczas dorosłość może stać się dążeniem do wolność (Fromm) zamiast ucieczką od wolności w ramiona kolejnego opiekuna, który ma odgrywać rolę rodzica. W chwili, gdy coach identyfikuje się ze skryptem klienta i zaczyna spełniać jego dziecięce potrzeby musi zostać unicestwiony, odrzucony, metaforycznie zabity. Nie jest przecież idealny, co więcej nie jest realnym rodzicem, co gorsza nie spełnia oczekiwań klienta należycie, zgodnie z jego wyobrażeniami — tak czy siak nie spełnia projekcyjnych fantazji klienta.

Zabijanie coacha, to również może być efekt samego skryptu, w którego częścią było odrzucanie rodzica. Coach może być również odrzucany w chwili, gdy paradoksalnie jest niesłychanie skuteczny, odmawia wzięcia udziału w przeniesieniowej grze transakcyjnej klienta, wskazuje obszary odpowiedzialności, odmawia wejścia w rolę opiekuna.

Aprobata społeczna, której oczekuje zarówno coach jak i klient, jeden chcąc być lubianym, drugi chcąc otrzymać opiekę, kończy się zazwyczaj frustracją. Początkowo euforycznie przeżywane relacja zamienia się w kolejne życiowe niepowodzenie.

Wszystkie relacje, w których pojawia się oczekiwanie dziecka i rola mistrzostwa (archetypalnie zbliżona do roli rodzica) obciążone są tego rodzaju blastem. Zważywszy polskie problemy dotyczące życia w rodzinie, wiele jednostek wchodzi w dorosłość z najróżniejszymi deficytami. Ich nieudane relacje w samodzielnym życiu są zazwyczaj echem, tamtych wczesnodziecięcych.

.Dziecko to nasza ulubiona, życiowa rola, nic też dziwnego, że do niej adresowany jest współczesny przekaz propagandowy i manipulacyjny.

Upośledzony odbiorca

.Cytowani przez mnie Noam Chomsky i Naomi Klein, co ciekawe działając niezależnie, twierdzą, że większość mediów (pracujących na rzecz polityki i globalizmu) niemal we wszystkich treściach skierowanych do współczesnych społeczeństw zachodnich Europy i Ameryki, buduje argumentację naiwną, jakby skierowaną do dzieci lub osób umysłowo chorych, w stylu wziętym z XIX wieku. Perspektywa czasowa nie jest tu przypadkowa, gdyż w nowoczesnej pedagogice i rewalidacji, na przykład skandynawskiej lub niemieckiej, nikt nie waży się traktować dziecka lub osoby chorej z protekcjonalną wyższością i naiwnym argumentowaniem, jak robi to telewizja, radio i prasa mainstreamowa wobec całej populacji. Media to chcąc nie chcąc, główny pas transmisyjny: informacji, mody, trendów, czyli zjawisk ściśle związanych a potrzebą aprobaty społecznej i w efekcie wyobcowaniem i omotaniem obywateli, gdy reklamowe obietnice nie zostają spełnione, gdyż życie nie staje się lepsze po ani po zakupie nowej pralki, ani pasty do zębów ani prestiżowego smartfona. W Polsce jest pod tym względem jeszcze gorzej niż w rozwiniętych krajach europejskich.

Naiwna argumentacja, dziecinny ton i język, uproszczenia infantylizują odbiorcę.

Oczywiście nie należy pokazywać, propagować książek, gdyż książki uczą samodzielnego myślenia i wyobraźni a gotowe wiadomości, seriale, informacje — uczą schematów i stereotypów a to jest zadanie najważniejsze z punktu widzenia wszelkiej propagandy. Wzorce zmienią się w postawy a postawy wpływają na konsumpcję. Należy zatem pokazywać gotowe propozycje, proste uzasadnienia, jednoznaczne wybory — tablet, krem, kosmetyk, samochód, bogactwo, alkohol jako symbol zabawy, rozrywki, relaksu. Należy pokazywać rywalizację, która prowadzi do blichtru czyli pozornego sukcesu. Świat wojownika a tym samym sprawy i ofiary nieustannie są ożywiane. Jest słuszna i nie słuszna agresja. Słuszna jest zawsze zemsta. Motywacja, która uproszcza wizję świata.

.Jeśli będziesz mówić do osoby, jakby była dzieckiem, ucieszy się jak dziecko, zareaguje na sugestię. Im mniej jest doświadczona i samodzielna, tym chętniej, bezkrytycznie przyjmie wszelkie sugestie. Żeby mieć pewność, że tak się stanie, że zastraszanie dziecka zadziała, należy je przestraszyć: wojną, terroryzmem, utratą bezpieczeństwa. Żeby nawet najbardziej dojrzali i krytyczni ulegli lękowi warto przenieść zagrożenia do sfery codzienności. Niech coś wybuchnie w dzielnicy mieszkaniowej, niech zagrożenie będzie obecne w metrze i galerii handlowej, niech wróg będzie nieznany, stwórzmy wrażenie, że może być nim sąsiad, matka, znajomy, każdy. Ktoś zabił, ktoś okazał się niebezpieczny, potwór wyszedł z więzienia, matka zakatowała dziecko, wojna u sąsiada, spadł samolot, wykonali wyrok na dziennikarzu, niebezpieczny wirus.

Strach i cukier, nagroda i perspektywa utraty następnej nagrody działają najsilniej — tego rodzaju wahadło stymuluje zachowania uległe i bierne. Z tego powodu należy również używać argumentów emocjonalnych. Cukier ma tu znaczenie zarówno symboliczne jak i dosłowne. Słodkie są naiwne historie przedstawiane psychologicznym dzieciom, słodkie jest masowe jedzenie i napoje, które na każdym kroku można kupić za grosze. Wówczas, gdy czegoś pragniemy, pożądamy, zazdrościmy lub lękamy się wyłączona zostaje racjonalna analiza i zdrowy rozsądek oraz krytycyzm jednostki. W sytuacji silnego pobudzenia uruchamiają się stare atawistyczne mechanizmy adaptacyjne — atak, ucieczka, znieruchomienia lub zachowania automatyczne, nawykowe. Ponadto w przekazie medialnym pojawia się nieustająca sugestia, że wszystko jest ważne, każda reklama, przekaz, każda informacja jest istotna. Tworzy to zjawisko ciągłej, płytkiej uwagi, nieustannego pobudzenia, w czasie którego percepcyjny umysł nie potrafi rozróżniać co jest ważne, co bezużyteczne?

Negatywne emocje

.Użycie negatywnych sugestii emocjonalnych zaszczepia konkretne pragnienia związane z unikaniem, wzbudza lęki i niepokoje, impulsy te wywołują pejoratywne obrazy, tym samym emocje wywołują zaprogramowane zachowania[1]. Gdy manipulujący używa koktajlu lęku i nagrody oderwanego od zasług — wówczas u odbiorcy pojawia się dysonans poznawczy.

Do tej pory aprobowane zachowania prowadziły do nagrody a dezaprobowane do kary. Jeżeli ten porządek zostaje zawieszony lub kara i nagroda pojawiają się niezależnie od zachowań, umysł manipulowanego popada w konfuzję, staje się bezradny i bierny a tym samym uległy. Manipulujący może wówczas działać jeszcze skuteczniej, krytykować rząd, władzę, polityczne sojusze, religię, zasady etyczne, konkretne autorytety i całe grupy.

.Krytykując rząd, wskazując na walkę rządu z opozycją, opozycji z rządem, zwracając uwagę na przeciwieństwa, sprzeczność lokalnych interesów — manipulator uaktywnia w jednostkach postawę wojownika, odwołuje się do podziałów klanowych. Zazwyczaj w takim pomieszaniu wskazywany jest wróg totalny, jacyś oni, kozioł ofiarny, mniejszość zazwyczaj silnie zmitologizowana. Zazwyczaj były to mniejszości etniczne i religijne, które łatwo było zidentyfikować ze względu na obyczaje, zamieszkiwane dzielnice, język i ubiór. Tak jest również dzisiaj. Tak zwana walka z terroryzmem i od niemal dwóch dekad wzniecane nastroje antyislamskie zastąpiły nastroje antykomunistyczne powszechne w krajach Zachodu, podobnie jak wcześniejsze jeszcze postawy antysemickie, przelewające się przez Europę. W historii ludzkości nie brakowało tego rodzaju masowych histerii najczęściej skrzętnie wykorzystywanych lub nawet wzbudzanych przez establishment.

Społeczeństwo podzielone na zwolenników i przeciwników skrajnych poglądów, silnie spolaryzowane łatwiej można kontrolować.

Gdy tworzy się opozycje wobec wartości całkowicie nieważnych z punktu widzenia jakości ludzkiego życia lub dotyczące grup niszowych łatwiej jest spór zideologizować a tym samym uczynić nierozstrzygalnym, gdyż kwestii wiary, wartości i przekonań nie można negocjować. Im bardziej ludzie są podzieleni, tym lepiej, im więcej krytyki tym lepiej, gdyż czarno — białe sądy tworzą silnie wyodrębnione grupy.

Współczesne tematy, tak chętnie nagłaśniane jak metoda invitro, problemy związków partnerskich, antykoncepcja, aborcja, eutanazja wymagają raczej ciszy i rozwagi, dotyczą ludzi znajdujących się w szczególnej sytuacji, będących raczej mniejszością, której prawa zazwyczaj spychane są na plan dalszy przez zbiorowość. Tymczasem ich zawstydzające nagłaśnianie służy jedynie napędzaniu i zideologizowaniu sporów, które dzielą. W ramach tychże sporów zajmują głos ludzie nie mający ani wiedzy na dany temat, ani nawet osobistego lub grupowego interesu by się nimi zajmować.

.W jakim celu tak silnie rozbudza się negatywne spory wokół ideologicznych kwestii? Grupy wzajemnie zantagonizowane, identyfikujące się na zasadzie otoczonej wyspy, nie będą potrafiły ze sobą współdziałać. Ich zdolność do tworzenia grup współzależnych opartych na sile i różnorodności jednostek jest niemal zerowa. Tym samym łatwo takimi grupami kierować i to nie za pomocą nagród materialnych, wzrostu zamożności a tym samym konsumpcji ale za pomocą ideologii, której rozpowszechnianie znacznie mniej kosztuje.

Nie potrzeba dostarczać nagród, poprawiać jakości życia, wystarczy epatować lękiem i sprzecznymi informacjami. Gdy jacyś oni są winni (mogą to być konkretni politycy, globalne instytucje jak Unia Europejska a nawet anonimowi terroryści) a społeczeństwo bezkrytyczne i bierne w wyniku nieustannych konfuzji — wówczas jednostki i całe grupy, zwłaszcza niesamodzielne intelektualnie, popadają w anomię, czyli bezruch i etyczną pustkę, w niemoc i uległość. Stają się niezdolna do samoorganizacji — wówczas, wtórnie stają się niemal zupełnie uległe manipulatorom.

Paradoksalnie w tym mechanizmie nie ma zagrożenia dla władzy, jakiejś obawy dotyczącej rewolucji lub obalenia porządku.

Dopóki państwo gwarantuje jako taką opiekę socjalną, pod dostatkiem jest tanie jedzenie, równie tani i powszechny alkohol a nawet łatwo dostępne narkotyki, korporacyjne systemy dają złudzenie ciągłości kariery, a sukces mierzony jest statusem ekonomicznym dość łatwo osiągalnym dzięki kredytom, efektem jest anomia nie bunt.

Przeciwnie — ów stan anomii służy władzy oraz biznesowym mocodawcom danego systemu. Dlatego w każdym systemie opartym na stymulowaniu anomią społeczną, o ile pojawia się autorytet powszechnie rozpoznawalny i jednocześnie głosi on tezy antysystemowe oraz jest prawdziwie niezależny — musi zostać zabity. Zabity fizycznie lub zdezawuowany społecznie.

Autorytety niszowe, działające z boku mainstreamu nie są zagrażające, dlatego w wąskich kręgach uniwersyteckich, na lamach niszowych pism i niskonakładowych książek mogą spokojnie działać.

.W czasach rządów junty komunistycznej w Polsce przed 1989 w oficjalnej telewizji transmitowano kabarety szydzące z aktualnej sytuacji, które występowały w sztandarowych dla reżimu programach. Pokazywano filmy komediowe parodiujące realia a nawet transmitowano pielgrzymki papieskie i kontrowersyjne homilie. Wbrew powszechnej opinii można było wówczas pokazywać negatywne emocje, drwić z rzeczywistości a nawet ją krytykować. Dawało to złudzenie swobody. Legitymizowało władzę, która nie bała się krytyki a nawet żartów na swój temat. Tego rodzaju strategia przyzwolenia doprowadziła do stopniowej ewolucji władzy, pokojowej zmiany systemu i niestety przejęcia wszystkich wad poprzedniego sytemu — zarówno w sferze gospodarczej, jak i społecznej i etycznej. Zmieszanie wartości, ich niejednoznaczność i jednoczesny dysonans poznawczy, spowodowany żonglowaniem emocjami i oskarżeniami wycofują obywateli do ich środowisk domowych, do wąskiej grupy rodzinnej. Podobnie jak to miało miejsce w czasach rządów komunistycznych w latach 1945 – 1989, gdy ludzie nie ufali instytucjom publiczny a jedynym obszarem osobistej wiarygodności była najbliższa rodzina i sprawdzony krąg przyjaciół.

.Dziś kiedy swoboda wypowiedzi i publikacji jest niemal całkowita, uważana jest za największy przywilej demokracji, mało kto z niej uczciwie korzysta.

Podszyte ideologią spory, racja stanu, która karze politykom przemilczać niewygodne kwestie oraz zmowa, czy to wynikając z nieświadomie realizowanego paradygmatu (Bauman, Dowkins, Kahneman), czy też świadomy rodzaj spisku jak chce Chomsky i Klein, sprawiają, że nieświadomość zbiorowa jest nieustannie stymulowana przez negatywne emocje.

Ignorancja

.Dzięki alienacji z jednej strony i potrzebie aprobaty z drugiej można bez większych przeszkód utrzymać społeczeństwo w ignorancji i przeciętności.

Ważne żeby podsycać konsumpcjonizm na tyle silnie by zastępował on innego rodzaju, bardziej złożone, aspiracje i wartości. Warto żeby również religijność i duchowość zastąpił pusty, materialny rytuał oparty na konsumpcji.

Jak tego dokonać? Kluczem jest edukacja. Warto żeby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik manipulacji oraz kontroli a także niezdolne do samodzielnego wzrostu indywidulanego i grupowego.

Edukacja, z której korzysta większość, musi być uboga intelektualnie, oparta na materiale pamięciowym, zbytecznym dla samodzielnego myślenia, przeciętna w treści, na ile to możliwe. Edukacja ma służyć przyuczeniu ludzi do pracy korporacji.

Przepaść niewiedzy, ignorancji i w efekcie półanalfabetyzm, przepaść pomiędzy większością konsumpcyjną a kierująca elitą ma być dla społeczeństwa niezrozumiała — stwierdza Chomsky.

Jedyne kryterium, które ma być zauważalne, to kryterium konsumpcyjności i bogactwa. Czym się różnią ludzie? Wielkością samochodów, domów, telewizorów, jakością ubrań itd. I znów jak tego dokonać? Oczywiście przede wszystkim zabierzemy im książki i niezależną wiedzę. Jak? Dajmy im książki głupie. Dajmy im historie o bogatych i uwielbianych celebrytach, których należy celebrować, czyli czcić za ich piękno i bogactwo, cudowne miny i piękne stroje, nauczymy ludzi naśladowania celebrytów.

.Dajmy ludziom tematy błahe i głupie i koniecznie filmy na podstawie uproszczonych historii, w których jest przemoc, zemsta, rywalizacja i blichtr. Dajmy im fałszywe cele. Na przykład najpierw utuczmy ludzi a potem zainspirujmy ich konieczną dietą. Zarobimy na jednym i na drugim. Jak? Tak jak tworzy się muzykę według przebadanych algorytmów. Znany jest rytm, linie melodyczne a nawet barwy instrumentów i słowa, które oddziałują na ludzi silniej niż inne. Przebój muzyczny to dziś produkt sklejony z różnych składników, o których wiadomo, że uchodzą za smaczne. W końcu, dzięki technologii, zastąpmy książki, które choć uproszczone, dają jednak pewien element samodzielność, uczą mózgi aktywnej relacji z tekstem, zastąpmy je telewizją i grami internetowymi. Wówczas układy nerwowe będą wyuczane bierności i wzorców konsumpcyjnych. Przestrogi Fromma z lat powojennych stały się rzeczywistością, która tak zasmuca Baumana i Chomsky’ego.

.Piękne ma być to co jest powtarzalne, oczywiste, proste — jak cukier, sól, frytki i biała mąka, które wraz z kukurydzą stanowią podstawę żywności dla mas.

Wówczas uda się wywołać wrażenie, że dobrze jest być naśladowcą celebryty, którego nie pytamy przecież o poglądy, wartości, wykształcenie, życiową misję, osiągnięcia, zaangażowanie we wspólnotę, nie pytamy o umiejętności ale o samochód, seks, ubranie, kosmetyki, o to ile wypił na imprezie i o gołe fotki, które wyciekły do netu.

Dobrze jest być prostakiem, który rozpycha się po świecie byleby wypchnął się na pierwsze miejsce i trąbił głośno w swoim prestiżowym aucie. Im więcej prostactwa tym lepiej, nazwijmy to asertywnością, hipsterstwem, hejterstwem, celebrytą, postawą cool, trendy, jazzy — nadajmy nazwę.

Dlatego de Mello jakby w ślad za przestrogami Fromma twierdzi, że ludzie nie chcą ani szczęścia ani wolności, gdyż nauczono ich wyłącznie pragnień materialnych, ponadto wdrukowana im nieustające poczucie winy oraz lęk. Jakże sprzyja tej postawie katolickie poczucie grzechu oraz społeczne opresja dotycząca obcych, podsycana ksenofobia i rasizm. Z jednej strony oficjalnie napiętnowane, z drugiej wzbudzane przez najróżniejsze zagrożenia, których źródłem ma być jakiegoś rodzaju mniejszość.

.Przykładem może być rząd brytyjski, który oficjalnie rozwija społeczeństwo wielokulturowe i wielorasowe, oburza się na wypowiedzi i reakcje rasistowskie i jednocześnie obarcza odpowiedzialnością za kryzys ekonomiczny mniejszości z nowej emigracji — Polaków, Litwinów, Rumunów. Prowadzi wojny z tak zwanym terroryzmem islamskim w Afganistanie i Iraku, choć w Europie na szczytach władzy oficjalnie powtarza się tezę o pokojowej doktrynie islamu, podwójny komunikat dociera do obiorców. Winna jest mniejszość. Mniejszość zabiera wam pracę i świadczenia, mniejszość zagraża terroryzmem, nie znacie dnia ani godziny. Zagrożenie mieszka za ścianą. Jednak nie możemy powiedzieć, że wszyscy Polacy to oszuści, tak jak nie możemy powiedzieć, że wszyscy muzułmanie to terroryści. Nie sposób jednak rozpoznać uczciwego Polaka od nieuczciwego — wszyscy mają wąsy.

Lewacki zdrajca

.Oczywiście strona konserwatywna przypisuje Chomsky’emu i Klein lewackie poglądy, choć nie bardzo wiadomo, kto to lewak. Przypisuje się również tworzenie teorii spiskowych, zarzuca komfort głoszenia swoich krytycznych poglądów w bogatych Stanach Zjednoczonych, co ma być dowodem nieetycznej postawy.

Podważenie autorytetów zasadza się, jak pamiętamy, na pomówieniu, nadinterpretacji oraz na używaniu określeń, które mają etykietować. Obarczone stereotypem i nasycone emocjami, choć wciąż wieloznaczne a przez to niezrozumiałe same słowa wywołują reakcję niechęci. Ich siła oddziaływania zamianie się z zbiegiem lat. Dawniej były to: komunista, maoista, kołtun, bigot, kułak, rewizjonista, syjonista; dziś należy zaliczyć do nich: gender, pigułka po, aborcja lecz również Żyd, islamista, terrorysta.

Dziś, jak wiemy, już nie trzeba eliminować ludzi fizycznie, wystarczy ich zdyskredytować, ośmieszyć żeby stracili społeczną wiarygodność. Pomaga w tym bezrefleksyjna postawa wielu ludzi. Oraz oczywiście społeczna presja, uproszczenia podsycające lęki.

Klein mówi jednak optymistycznie: Pytając, pytając nieprzerwanie i konsekwentnie zmuszamy decydentów żeby odpowiedzieli na nasze pytania. Odpowiedzi na pytania zmuszą ich do zmiany, bo w gruncie rzeczy oni nas potrzebują bardziej niż my ich.[2]

Klein jednak nie docenia ubóstwa intelektualnego współczesnych społeczeństw Zachodu. Niektórzy telewidzowie oraz fani tak bardzo zostali zindoktrynowani a jednocześnie pozbawieni krytycyzmu, że na przykład utożsamiają aktora z graną rolą. Aktorka X, to już nie jest artystką odtwarzająca rolę w ulubionym serialu lecz naszą panią doktor. Pisze się do niej listy i maile z prośbą o diagnozę lub o przyjęcie do szpitala. Znany aktor, to już nie jest człowiek wykonujący swój zawód ale głupi Fredek albo cwany Gienek. Ludzie idą na spotkanie z aktorem a spodziewają się zobaczyć Gienka! Tego cwaniaka, Fredka — głupiego z najgłupszych. Krzyczą więc do niego nawet na ulicy: ty głupku!

Podobnie jest z tancerzami, piosenkarzami, celebrytami — idealizacja ich postaci sprawia, że są całkowicie odrealnieni. Mechanizm odrealniania idoli niegdyś dotyczył dzieci, nazbyt niedojrzałych by realnie oceniać sytuację, dziś dziecięcość i zdolność do krytycznego postrzegania własnych emocji i sugestii płynących z mediów zmalała.

.Wszyscy staliśmy się dziećmi, które z otwartymi ustami gapią w się telewizor. Wieloletni trening uczynił społeczeństwo konsumpcyjne zadziwiające podatnym na sugestie i jednocześnie obojętnym na wartości. Łatwo ludzi zainteresować nowym idolem i równie łatwo do niego zniechęcić. Moda wybucha z dnia na dzień i gaśnie w jednej chwili. Cała Polska żyje jakimś dramatycznym newsem przez kilka dni, tydzień, miesiąc i nagle traci zainteresowanie człowiekiem, tematem, sprawą — najczęściej już na zawsze. Jednakże w chwili entuzjazmu, u szczytu popularności idol wydaje się niekwestionowanym wzorcem. Ludzie chcą wyglądać jak on, używać jego kosmetyków, ubrań, jogurtów a nawet ubezpieczeń i kredytów takich jak celebryta. Chcą wiedzieć jak żyć od tych, którzy odnieśli sukces, a zatem wiedzą jak żyć, gdyż sukces jest współczesnym synonimem szczęścia. Skąd wiemy, że celebryci wiedzą? Gdyż są w mediach, są popularni, są obecni jak chleb nasz powszedni. Prostym kryterium jest kilkakalność lub oglądalność. Dawniej mawiało się, że ludzie głosowali nogami, dziś głosują włączając lub przełączając kanał lub kilkając daną informację.

Ten mechanizm to transformacja cech. Co prawda zdrowo rozsądkowo wiemy, że od jedzenia pomarańczy nikt się nie robi pomarańczowy, jednak w przypadku cech przypisanych idolom wierzymy, że ich społeczna rozpoznawalność jest równoznaczna z posiadaniem cech, które sami przypisujemy pojęciom tak ogólnym jak szczęście, powodzenie, zasobność, sukces. Jesteśmy jak holenderscy hodowcy tulipanów w XVII wieku w okresie tulipanowej gorączki, gdy pojedyncza odmiana tego kwiatu osiągała zawrotne ceny wartości kamienicy lub okrętu, gdy tymczasem ich pstre, cudowne kolory choć wydawały się efektem krzyżówek, był skutkiem zawirusowania a więc choroby. W efekcie kolejne kwiaty tej samej odmiany nie wykazywały tych samych cech kolorystycznych, co gorsza więdły, gdyż niszczył je wirus.

Dlatego powszechne jest przekonanie, że jakiś poseł może zmieniać los ludzi we wsi Krapkowice a piękna pani, z telewizji jest jednocześnie mądra, dobra i uczciwa, jeśli pracuje w telewizji. Jest jak bogini, której przypisujemy wszelkie nasze projekcje. Jeśli ta dobra, mądra pani pije sok marki X to poprzez transformację i zapośredniczenie jej autorytetu wierzymy, że pijąc sok X staniem się tacy jak ona. Ów mechanizm działa również w drugą stronę, jeśli telewizja kłamie, to pracują i występują w niej sami kłamcy.

Jeśli autorytet spada z piedestału to we wszystkim należy go potępić i odrzucić, zwłaszcza jeśli działa pod prąd nieświadomości zbiorowej i jej symbolom. W jaki sposób ludzie radzą sobie z tą pozornie sprzeczną, schizofreniczną sytuacją. Bez problemu. Za taki stan rzeczy odpowiedzialne jest myślenie wybiórcze, torowanie informacji, które układają się w pozornie logiczny łańcuszek, wyjaśnienia najprostsze, jednak przedstawione w sensacyjny sposób.

Myślenie zatrzymuje się na poziomie najbardziej oczywistym — środowiska i zachowań zaś ukryte głębiej archetypy uruchamiają archetypalne reakcje. Jeśli przedstawiany jest wróg — uruchamia się archetyp wojownika, jeśli królowa — uaktywnia się archetyp poddanego, rycerza, hierarchii; jeśli ofiara — odpowiedzią jest zemsta; jeśli fałszywy autorytet — reakcją jesz szyderstwo, odrzucenie, wypędzenie i tak dalej.

.Jak łatwo zauważyć manipulacje społeczne najczęściej mają charakter mieszany i zmasowany. Są wieloczynnikowe, zawierają najczęściej społeczny dowód słuszności i wpływ autorytetu. Jednak najczęstszą ich formą jest poddawanie obywateli jednoczesnej presji spowodowanej zagrożeniem oraz podsuwania gotowego, jedynie słusznego rozwiązania, które ten lęk złagodzi. Bardziej wyrafinowane manipulacje wywołują stan konfuzji, czyli zaskoczenia, następnie dysonansu, czyli pomieszania, nieprzyjemnego napięcia z powodu sprzeczności, której jednostka doświadcza i wreszcie pojawia się anomia i alienacja, czyli stan wyobcowania zarówno w grupie jak i wobec norm przez nią propagowanych. Osamotniona jednostka dopasowuje obraz świata do tego jak się czuje[3] a raczej wybiera spośród prezentowanych jej informacji te, które najlepiej opisują ów stan zagubienia. Im bardziej czuje się niepewne, im silniejszego doświadcza osamotnienia i bezradności tym bardziej łaknie autorytetu, który podpowie jej jak żyć.

Paradoksalnie wraz z autorytetem, podsuwanym przez współczesnych manipulatorów, pojawi się imperatyw do zniszczenia autorytetu. Autorytet trzeba zniszczyć by zrobił miejsce nowemu, który wylansuje nową modę, trzeba go zniszczyć by podtrzymywać konfuzję i dysonans w obywatelach, by móc kontrolować zjawisko autorytetu i wreszcie kontrolować daną zbiorowość. Sam akt społecznego lub fizycznego unicestwienia osoby znanej utrwala mechanizm wojownika i kolejny raz potwierdza archetypalne zjawisko ofiary i sprawcy.

Uzależnienie

.Oczywiście granica pomiędzy wpływem a manipulacją jest cienka, a jej przekroczenie łatwe. Powtórzymy — manipulujący, manipuluje dla osiągnięcia własnych celów, kosztem drugiej osoby. Jednak wielu polityków, menedżerów, wydawców, artystów, celebrytów — twierdzi, że przecież można wyłączyć telewizor, nie czytać popularnej książki, odwrócić głowę. Otóż nie można. Jeśli ma się słabe wykształcenie i silne nawyki osobowości autorytarnej, skłonnej do ulegania potoczymy opiniom i modom, nie można.

Telewizja, celebrycki przekaz, techniki manipulacji — uzależniają.

Wiele rodzin w zasadzie nigdy nie wyłącza telewizora tu, czy na Ukrainie, w Indiach, czy w Brazylii, w USA czy w Polsce. Telewizor lub Internet pracują na okrągło. Wielki Brat czuwa i znalazł znakomity sposób na obecność w umysłach masowego odbiorcy — telewizor i portale społecznościowe.

Błąd atrybucji jest zatem błędem myślenia oraz interpretacji, a także braku myślenia, lecz również z punktu widzenia współczesnych mediów i polityków jest zaletą. Można przypisać znanej osobie dowolne cechy czy poglądy a ludzie w to uwierzą. Dlaczego? Gdyż utożsamiają obiekt z jego zewnętrznym i cechami, artystę z jego dziełem, polityka z poglądami. To najprostsze wyjaśnienie rzeczywistości, obiegowe opinie, plotki i uproszczenia utrzymują się bardzo długo w obiegowych poglądach.

Pytanie jak żyć jest wciąż aktualne, gdyż realizowanie wczorajszych mód zawodzi. Trzeba realizować nowe, bardzie aktualne, modniejsze od tamtych niemodnych. Chociaż nowe auto i nowy partner tylko przez chwilę dają złudzenie sukcesu i szczęścia, w kolejnym tygodniu, miesiącu lub roku pojawia się ta sama iluzja. Nowy samochód lub nowy związek wszystko odmienią, przyniosą szczęście. Na podorędziu pojawiają się gotowe odpowiedzi. Jak żyć — jak pani doktor z serialu, jak oligarcha albo idol, podziwiany aktor albo znany ekspert a przynajmniej trochę ich naśladując — kosmetykiem, ciuchem, kafelkiem w kuchni.

Uzależnienie wprowadza rytuał, który jest często zamiennikiem w stosunku do niezrealizowanych potrzeb. Jedną z najsilniejszych potrzeb jest nie tylko realizowanie skryptu jak chciał Berne i realizowanie schematów by uzyskać tę samą co zawsze nagrodę lecz również redukcja dysonansu poznawczego. Co prawda spostrzegam osoby żebrzące lub wymagające pomocy ekonomicznej ale nie daję im jałmużny. Jednocześnie uważam się za dobrego człowieka. Żeby zredukować to nieprzyjemne napięcie wytworzę myśl, że to pewnie zawodowy naciągacz prosił mnie o wsparcie. Palę papierosy lecz słyszę o ich szkodliwości. Wówczas pojawi się redukująca napięcie myśl o babci, która paliła papierosy do śmierci w wieku lat osiemdziesięciu. Biję dziecko. Znajomi, na opinii których mi zależy, uważają takie zachowanie za naganne. Wytłumaczę sobie, że to co robię to tylko klapsy lub w ostateczności porzucę znajomych udowadniając sobie, że to głupcy, złośliwcy lub znajdując inny dogodny pretekst.

.Współczesne media ułatwiają i utrwalają rytuały redukujące dysonans poznawczy. Na tym w dużej mierze zasadza się ich siła. Niezliczone programy pokazują ze szczegółami trudne losy bogatych i biednych bohaterów. Upadające gwiazdy i ludzi zwykłych, przeżywających życiowe rozterki. Widz poznaje dramatyczne losy ludzi, takich jak on, gorszych od niego, choćby ze względów ekonomicznych, lub w jego pojęciu lepszych, członków elity. Śledzi ich losy — od programów interwencyjnych po publicystyczne oraz informacyjne. Dzięki tym opowieściom tysiące widzów może z łatwością zrealizować potrzebę redukcji dysonansu. Można się poczuć znacznie lepiej od postaci fikcyjnej, a jeszcze lepiej od realnej, która doświadcza jakiejś krzywdy lub traumy. Można jej również pomóc wysyłając esemesa lub darowiznę, można zamienić się w arbitra oceniającego innych, złych ludzi, łatwo też przy pomocy Internetu przesłać swoją opinię lub komentarz. Z kolei potępianie osób obwinionych przez media będzie nakręcało spiralę niechęci i tendencję do dehumanizowania.

Redukcja dysonansu przez odebranie cech ludzkich lub zawieszenie empatii sprawiają, że nie tylko można godzić się na niesprawiedliwość, krzywdę, prowadzenie wojny i cierpnie ale jednocześnie napiętnować matkę, która krzywdzi dziecko, odbierać jej cechy ludzkie i w tej samej chwili popierać wojnę toczoną przez armię, usprawiedliwiając zbrodnie wojenne i własną obojętność.

.Dla myśliwych krew zabitego zwierzęcia to farba; dla rzeźników niemowlę krowy to cielęcina, dla żołnierzy wrogowie to żółtki, terroryści, islamiści, bambusy; dla inwestorów biedne narody to brudasy a biedni ludzie sami sobie są winni. Raz jeszcze powtórzymy: tworzymy świat takim w jaki wierzymy. Oczekiwania i sądy na temat rzeczywistości oraz innych ludzi wpływają na przetwarzanie danych, wybiórcze ich traktowanie i potwierdzania wcześniejszych hipotez.

Uzależnieniowe rytuały, przywiązanie do wzorca i skryptów rodzinnych wzmacniają poszukiwanie znanego. Tym samym świat wielu ludzi składa się z samospełniających się wróżb. Potęguje to unikanie myślenia o rzeczach nieprzyjemnych lub wykraczający po za schemat myślenia. Na przykład osoby uzależnione od picia alkoholu są przekonane, że piją mniej niż w rzeczywistości, ponadto nie traktują piwa jak alkoholu a małych dawek alkoholu nie traktują jako picie. Często też, kiedy otoczenie zwraca im uwagę na problem z alkoholem uzasadniają ich reakcje wrogością ludzi, chęcią zaszkodzenia ich reputacji lub przypisują niezliczonym, niekiedy wymyślnym, wrogim czynnikom.

Podobnie rzecz się ma z innymi uzależnieniami. Redukcja wewnętrznego napięcia wykorzystująca rytuały, nawyki i zaangażowanie sprawia, że im bardziej jednostka uzależniania się od danego zachowania, tym silniej będzie je racjonalizowała nadając mu uzasadnienie i potwierdzając zasadność zachowania uzależnieniowego. Zasada — im bardziej, tym bardziej, sprawia, że ludzie myślą w taki sposób żeby ich myślenie potwierdzało ich zachowanie. Nie tylko, jak chciał Elis i Maultsby, myśli wywołują działania lecz również w sytuacji, gdy postępujemy niezgodnie z naszymi przekonanymi, na przykład pod wpływem manipulacji, presji społecznej lub mody dostosowujemy nasze przekonania lub wartości do zachowań. Przykładem najbardziej dobitnym jest właśnie uzależnienie się. Osoby, które piją stosunkowo mało alkoholu w chwili, gdy trafiają do środowiska, które ochoczo imprezuje, zaczną pić wraz innymi większe ilości uzasadniając to potrzebą dobrej zabawy, weekendowym odreagowaniem stresu, okazją do testowania dobrych trunków itd.

Tym samym nasze spostrzeganie autorytetu to z jednej strony efekt wzorów wyniesionych z dzieciństwa, pobudzanych przez archetypy i symbole, którymi przesycona jest nieświadomość zbiorowa, z drugiej zaś nasze projekcje, rzutowanie naszych lęków i pragnień na ludzi znanych.

.Jest i trzeci aspekt. O ile przyłączamy się do powszechnej mody, na przykład idąc z przyjaciółmi na mecz jakiejś drużyny, koncert zespołu, oglądając ze znajomymi serial lub blok informacyjny, które początkowo były nam obojętne a nawet niezbyt lubiane, to redukując dysonans z powodu zgody na coś, co było nielubiane, zaczynamy myśleć o danej sytuacji lub osobie, że jest prestiżowa, jest autorytetem, zaczynamy ją lubić, tym samym potwierdzając słuszność wcześniejszego wyboru.

Jeśli jednak paradoksalnie otrzymujemy duże nagrody za czynności lub akceptację ludzi, których i tak lubiliśmy, wówczas przyjemność maleje, nierzadko też charyzma lubianego mistrza gaśnie. Lubiany poeta gaśnie w naszych oczach jeśli zdobywa nagrodę. Wyczekiwany film blednie jeśli stal się powszechnie lubiany i rozpowszechniany jest w tysiącach kopii. Wcześniej nagrodą była elitarność, teraz powszechny dostęp osłabia moc nagrody. Zjawisko ubóstwienie autorytetu często wspierane jest przez efekt niedostępności. Jeśli na przykład pewien aktor uznaje reżysera X za osobowość wyjątkową a możliwości gry w jego filmie za niesłychanie prestiżową, to zbyt łatwe uzyskanie roli, na przykład na zlecenie wytwórni w dodatku z wysoką gażą, sprawią, że autorytet reżysera w oczach aktora osłabnie a charyzma zblednie, zaś wymarzona rola stanie się niechcianą chałturą. Wówczas autorytet zostaje odrzucony.

ZABCOA_okladkaZnów jak w modelu Maulstbego i Festingera ścierają się dwie sprzeczne tendencje. W pierwszym przypadku myśl ocenia rzeczywistość zmieniając uczucia i zachowania lub na skutek przypadkowych, impulsywnych zachowań zmieniamy myślenie (przekonania). W drugim przypadku autorytetem staje się osoba wyłącznie z powodu swojej popularności (może ona wynikać z całkowicie banalnego zachowania, które memetycznie i mimetycznie jest naśladowane[4]) lecz również wraz ze wzrastając jej popularnością maleje reguła niedostępności i wynikająca z niej nagroda — zatem autorytet blednie i wreszcie znika.

Maciej Bennewicz

Fragment najnowszej książki Macieja Bennewicza “Zabić coacha czyli o miłości i nienawiści do autorytetów w Polsce”, wyd. OnePress/Helion POLECAMY: [LINK]

[1] Damasio. A., Błąd Kartezjusza
[2] Klein N., Doktryna Szoku — wykład, https://www.youtube.com/watch?v=TAOFisgryAE
[3] Festinger L., A theory of cognitive dissonance, Stanford, CA: Stanford University Press.
[4] Mimetyzm — pojęcie zaproponowane przez Rene Girarda jako nawykowe naśladownictwo charakterystyczne dla wszystkich grup ludzkich; jako akt replikowania treści jest kulturotwórcze; Memetyzm — pojęcie pochodzące od memu, czyli samoreplikującej się, wirusowej cząsteczki przekazującej podstawową informację kulturową, zaproponowane przez Richarda Dawkinsa

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam