Michał KUCHCIAK: Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa w 1939 roku

Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa w 1939 roku

Photo of Michał KUCHCIAK

Michał KUCHCIAK

Dyrektor Archiwum i Muzeum Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Autor książek: „Pancerniacy z Lublina. Wojska samochodowe i pancerne w Lublinie 1918-1939”, „Czołg lekki Vickers 6-Ton w Wojsku Polskim w latach 1931-1939” i „Samochód pancerny wz. 29 w latach 1929-1939”.

Polskie brygady pancerno-motorowe nie powinny prowadzić samodzielnych działań ofensywnych, szczególnie w odniesieniu do silniejszego lub umocnionego przeciwnika. Takie kroki mogły się powieść tylko w przypadku zaskoczenia, natomiast w innych sytuacjach kończyły się niepowodzeniem i poważnymi stratami zarówno w sprzęcie jak i ludziach – pisze Michał KUCHCIAK

.Zaplanowane na dzień 18 września uderzenie miało rozpocząć się o godzinie 5.00 rano, ale trudności organizacyjne sprawiły, że zostało przeniesione na 7.30. Przed godz. 7.00 zgrupowanie północne zajęło stanowiska wyjściowe. O nakazanej godzinie 1. bateria 2. dywizjonu artylerii motorowej dała sygnał do ataku. 2. szwadron 1. pułku strzelców konnych rozpoczął natarcie wspomagany ogniem jej armat oraz ciężkich karabinów maszynowych i moździerzy. Przy wsparciu czołgów lekkich Vickers szwadron szybko zdobył wzgórze 309,4, skąd nieprzyjaciel wycofał się do Szarowoli. W pościgu za nim szwadron odsłonił jednak swoje prawe skrzydło, które ostrzelały niemieckie samochody pancerne z 9. pułku rozpoznawczego działające z Zamian. Żołnierze szwadronu zajęli więc pozycje na zdobytym wzgórzu i – mimo kilkakrotnie ponawianych prób jego odbicia przez Niemców – nie dali się stamtąd wyprzeć. Znajdujący się na lewym skrzydle I pluton ppor. Mierzikowicza podczas posuwania się w kierunku zachodniego wylotu drogi z Szarowoli został ostrzelany i zatrzymany pomimo wsparcia ogniowego ze wzgórza 309,4.

W tym czasie 1. i 4. szwadrony zdobyły pierwszą linię okopów niemieckich na wzgórzu 318, obsadzoną przez elementy 11. pułku kawalerii zmotoryzowanej, i wzięły jeńców. Poza tym w ogniu prowadzonym przez moździerze plutonu por. Uczciwka zlikwidowano obsługi dwóch armat. Szwadrony zostały jednakże ostrzelane z drugiej linii niemieckiej obrony znajdującej się na tym samym wzgórzu, ponosząc straty w zabitych i rannych. W zajętych już okopach przemieszali się polscy strzelcy i wzięci przez nich do niewoli Niemcy. Prowadzący natarcie rtm. Łukaszewicz rozkazał jeńcom wyjść z okopów i z rękoma w górze odejść na tyły. Gdy Niemcy przerwali ogień, by nie ostrzelać swoich, szwadrony ruszyły do ataku, w efekcie którego zdobyta została druga linia oraz wzięto kolejnych jeńców. W czasie tej walki 4. szwadron stracił czterech strzelców zabitych, dwóch rannych oraz rannego pchor. Rogowskiego.

Oba szwadrony skręciły następnie w kierunku Zamian, odsłaniając tym samym swoje prawe skrzydło, na które uderzyły niemieckie czołgi z Rogóźna (z 33. batalionu pancernego). Po chwilowym zamieszaniu udało się je jednak odeprzeć z powrotem w kierunku tej miejscowości. Zaraz potem artyleria niemiecka z Rogóźna i Tomaszowa Lubelskiego otworzyła silny ogień na dopiero co zdobyte przez polskie szwadrony pozycje. Wtórowały jej ciężkie karabiny maszynowe i samochody pancerne z 9. pułku rozpoznawczego, działające z miejscowości Zamiany. Ciężką sytuację pogarszała własna artyleria, która z uwagi na problemy z łącznością (wykorzystywano do tego celu gońców pieszych, łączność bezpośrednia możliwa była tylko pomiędzy szwadronami) ostrzeliwała wzgórze – artylerzyści nie wiedzieli, że jest w rękach własnych żołnierzy. Pod ogniem tym szwadrony 1. i 4. zaległy.

3. szwadron uderzył na obsadzony przez Niemców lasek na północny zachód od Kolonii Rogóźno i samą wieś. Atak ten wspierały tankietki plutonu czołgów rozpoznawczych 1. pułku strzelców konnych oraz część 11. samodzielnej kompanii czołgów rozpoznawczych. Pomimo ciężkich strat – zginął dowódca III plutonu ppor. Korzybski, zniszczeniu uległo kilka wozów bojowych – szwadron dotarł do drogi Pańków–Szarowola–Zamiany–Pasieki, samej Kolonii Rogóźno nie udało się jednak zająć. (…) I pluton 11. samodzielnej kompanii czołgów rozpoznawczych dowodzony przez por. Zamorskiego „[…] działał na kier[unku] l[eśniczówka] Zielone – Szarowola z zadaniem osłony brygady w kier[unku] Zamościa. Zadanie wykonano zamykając przejście przez mostek i niszcząc 2 sam[ochody] panc[erne] i 1 czołg niemiecki. Wyróżnił się przy tym kpr. Żuk i jeden saper […].

W pewnym momencie niemiecki pocisk artyleryjski trafił w stanowisko łączności pułku (prawdopodobnie chodzi o rejon rozwinięcia telefonicznej centrali polowej), niszcząc go i zabijając kilku żołnierzy (m.in. śmiertelnie ranny został adiutant pułku por. Sierawski) i przerywając łączność ze szwadronami. Ogień nieprzyjacielski korygowały samoloty, które przy okazji ostrzeliwały bezkarnie – dodajmy – także polskie pozycje, gdyż baterie artylerii przeciwlotniczej towarzyszące WBPM znajdowały się przy kolumnie południowej, w odległości około 6-7 km od strefy działań 1. pułku strzelców konnych, co wykraczało znacznie poza skuteczną donośność 40 mm armat przeciwlotniczych Bofors. Wskutek niemieckich kontrataków rtm. Łukaszewicz wysłał do dowództwa brygady rtm. Zawiszę z żądaniem przeniesienia ognia 1. baterii artylerii na Zamiany oraz wsparcia ataku pułku kompanią brygadowego batalionu przeciwpancernego. Jednakże dowódca batalionu mjr Bilik nie zgodził się na to, nie chcąc wystawiać armat na otwarty teren. Równocześnie, aby odciążyć nieco oddziały, które zaległy w polu, rtm. Łukaszewicz rozkazał dowódcy odwodowego szwadronu ppor. Zaleskiemu, by uderzył na wschodnią część Szarowoli  na styku z Zamianami. Osłonięty przez rosnący na przedpolu młodniak szwadron ten początkowo szybko przesunął się w terenie, wkrótce jednak został ostrzelany, ponosząc duże straty.

Wykorzystując zaabsorbowanie Niemców na nowym kierunku, 2. szwadron wraz z plutonem przeciwpancernym pułku uderzył ponownie ze wzgórza 309,4 na Szarowolę. Jego I pluton (por. Mierzikowicz) wdarł się do tej miejscowości od strony zachodniej. Reagując na to posunięcie, Niemcy skierowali do wsi z Zamian kilka samochodów pancernych, lecz polskie armaty przeciwpancerne zniszczyły dwa z nich, pozostałe zaś się wycofały. Tymczasem II i III plutony szwadronu atakowały dalej Szarowolę. (…) W tym samym czasie pod Kolonią Rogóźno 3. szwadron zmuszony został do cofnięcia się do drogi Zamiany – Pasieki, Niemcy pozostali jednakże na swoich pozycjach, zadowalając się odrzuceniem ataku polskiego oddziału.

Około południa 2. szwadron zdobył Szarowolę, docierając w niej do drogi Pańków – Zamiany. Jego dowódca wysłał do lasu Dąbrowa patrol z zadaniem rozpoznania, czy nie ma tam Niemców. Potwierdził on, że las wolny jest od nieprzyjaciela. Tymczasem niemieckie samochody pancerne przesunęły się do południowej części Zamian. Jako że szwadron rozpoznawczy ppor. Zaleskiego wchodził do północnej części tej miejscowości, nieprzyjacielskie pojazdy wycofały się również stamtąd. Następnie do Zamian wkroczył także 4. szwadron i skierował ogień ciężkiej broni maszynowej na Kolonię Rogóźno. Ostrzał wsi prowadził także ze wzgórza 318 pluton ciężkich karabinów maszynowych wachm. Matysiaka, wspierając walki 3. szwadronu.

Dodać należy, że u boku 1. pułku strzelców konnych w działaniach bojowych pod Tomaszowem udział brał zaimprowizowany pluton miotaczy ognia batalionu przeciwpancernego. Major Bilik wspominał: „D[owód]ca plut[onu] miotaczy ppor. Pszczółkowski wykonał napad na wieś (nazwy nie pamiętam), ciężko ranny w drodze zmarł. Pluton zadał ciężkie straty nplowi. Był to jedyny wypadek użycia miotaczy płomieni w kampanii wrześniowej, gdyż inne oddziały tego sprzętu nie posiadały. Niemcy byli zaskoczeni we wsi. Czołgi niemieckie wycofały się, ale piekielny ogień artylerii npla. wyrządził kolosalne straty. Z plutonu pozostało 3 szeregowych (1 plutonowy i 2 szer[egowców]).

Po krótkim odpoczynku rtm. Łukaszewicz nakazał szturm na Rogóźno i Kolonię Rogóźno od strony północnej, przy czym 1. i 3. szwadron miały pozostać na stanowiskach i wesprzeć atak ogniem. 2. szwadron wraz z plutonem moździerzy otrzymał zadanie uderzenia z południowej części lasu Dąbrowa na północną część Rogóźna, zaś 4. szwadron i pluton przeciwpancerny z trzema armatami miały nacierać z południowych Zamian. Z kolei oddział ppor. Zaleskiego miał atakować między oboma tymi szwadronami.

Jednakże zanim doszło do ponownego uderzenia, po południu nastąpił kontratak nieprzyjaciela – był to prawdopodobnie wspomniany już I dywizjon 10. pułku strzelców konnych, który został tu skierowany z rejonu Zamościa, wsparty następnie czołgami II batalionu 3. pułku czołgów z 2. DPanc. (nie jest wykluczone, że brały w nim udział również elementy 11. pułku strzelców konnych i 33. batalionu pancernego). Pod naciskiem nowych sił niemieckich, 1. pułk strzelców konnych musiał się cofnąć.

.Do przeciwnatarcia został wyznaczony dywizjon rozpoznawczy WBPM wsparty 1. baterią artylerii motorowej, który przejściowo zdobył Rogóźno, a następnie wsparł 3. szwadron w walce o Kolonię Rogóźno. Jednakże po ciężkich walkach również to uderzenie zostało zatrzymane przez Niemców. Rotmistrz Łukaszewicz otrzymał rozkaz wstrzymania ataku i wycofania się. Decyzja ta podyktowana była prawdopodobnie groźbą oskrzydlenia pułku przez silniejsze siły nieprzyjaciela. Około godz. 15.00 dowódca 1. pułku strzelców konnych przekazał to polecenie podległym szwadronom. (…)

Michał Kuchciak

Fragment książki pt. “Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa jako zaporowy związek taktyczny w 1939 roku”, wyd. Instytutu Pamięci Narodowej [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 maja 2022