„Media z certyfikatem” to niepokojący pomysł prezydenta Emmanuela Macrona [Nathaniel GARSTECKA]

Certyfikacja informacyjna

Prezydent Emmanuel Macron nieustannie budzi kontrowersje. Jego uporczywość w dążeniu do regulacji mediów społecznościowych, a tym samym przepływu informacji budzi uzasadnione podejrzenia wśród opozycji, dziennikarzy i obserwatorów. Najnowszym przykładem są wypowiedzi prezydenta na temat ewentualnej „certyfikacji” mediów.

.Według niego chodziłoby o opracowanie certyfikacji, która pozwoliłaby „odróżnić sieci i strony internetowe zarabiające na spersonalizowanych reklamach od sieci i stron informacyjnych”. Precyzował, że oznaczenie to przyznawaliby „profesjonaliści z branży medialnej” i że z pewnością nie jest to zadaniem rządu.

Logika tego rozwiązania jest zrozumiała: jesteśmy nieustannie bombardowani informacjami, wiele z nich to informacje fałszywe lub służące manipulacji. Niektóre media specjalizują się nawet w dezinformowaniu. Temat ten jest tym bardziej ważny, że jesteśmy celem ataków hybrydowych w dziedzinie komunikacji. Za tymi atakami stoją wrogie mocarstwa lub organizacje zagraniczne, ale także propaganda w naszych własnych krajach. Mają one na celu destabilizację opinii publicznej i osłabienie więzi narodowej. Obywatel nieustannie zasypywany teoriami spiskowymi i manipulacjami będzie żywił coraz większą niechęć i nieufność wobec władzy, a nawet swojego kraju. A zatem jest to obywatel, który w odpowiednim momencie może zostać wykorzystany przez naszych wrogów przeciwko naszemu własnemu społeczeństwu.

Konieczne jest zatem uświadomienie sobie ogólnego spadku jakości informacji. Jednak oświadczenie Emmanuela Macrona zamiast wszystkich uspokoić, wywołało burzę w mediach i środowiskach politycznych, zwłaszcza po stronie prawicy.

„Gdyby prezydentura Republiki chciała karykaturalnie przedstawiać się jako ministerstwo prawdy, nie zrobiłaby tego lepiej” (David Lisnard). „Media publiczne również manipulują informacjami. Francuzi są dorosłymi ludźmi i nikt nie ma prawa mówić im, gdzie mają szukać prawdy” (Sarah Knafo). „Certyfikacja informacyjna ustanowiona z inicjatywy władzy? To niepokojąca tendencja. Żaden rząd nie ma prawa selekcjonować mediów ani dyktować prawdy. Francja nie potrzebuje ministerstwa prawdy. Wolność prasy jest filarem: nie oznacza się jej oficjalnymi pieczęciami, tylko się ją chroni” (Bruno Retailleau). „Rolą państwa nie jest certyfikowanie prawdy: jest nią gwarantowanie wolności prasy i wolności słowa. Odrzućmy projekt Emmanuela Macrona, który w istocie polega na wprowadzeniu kontroli informacji” (Jordan Bardella).

.Wszystkie te reakcje są w pełni uzasadnione i słuszne, choć niewątpliwie nieco przesadzone dla celów politycznych. Władza wykonawcza, która otwarcie ogłasza konieczność reformy w sferze informacji, wysyła raczej zły sygnał opinii publicznej. Niemal automatycznie wyobrażamy sobie, że prezydent ma coś do ukrycia lub ma złe intencje. W końcu wszystkie autorytarne władze w przeszłości próbowały podporządkować sobie media.

Ponadto wypowiedzi Emmanuela Macrona nie wywołałyby takich reakcji, gdyby establishment medialny, który prezydent tak bardzo stara się chronić, nie miał już na koncie poważnych naruszeń zasad etyki zawodowej. Trzeba było lat ciężkiej pracy, aby przywrócić równowagę polityczną i ideologiczną w głównych mediach krajowych, a walka ta najwyraźniej nadal nie została wygrana, o czym świadczy podział dotacji publicznych dla sektora prasowego: tytuły prawicowe są wyraźnie dyskryminowane w stosunku do tytułów lewicowych i centrowych.

Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby we Francji (i w innych krajach zachodnich) nie istniało coraz bardziej ograniczające wolność prawo dotyczące wolności słowa. W ostatnich dziesięcioleciach lista zakazanych wypowiedzi i tematów znacznie się wydłużyła, prowadząc do absurdów niegodnych liberalnych demokracji, takich jak aresztowania w Wielkiej Brytanii lub Niemczech zwykłych obywateli, którzy opublikowali w mediach społecznościowych wiadomości uznane za nacechowane nienawiścią wobec nielegalnych imigrantów, lub mnożenie się hojnie dotowanych stowarzyszeń, których jedyną działalnością jest pozywanie do sądów polityków lub dziennikarzy, którzy zboczyli z właściwej drogi. Nie wspominając już o wielkich skandalach związanych ze zmową między politykami a mediami, których przykładem jest niedawna afera Cohen-Legrand we Francji.

Ponieważ większość dziennikarzy i „profesjonalistów mediów” to osoby o poglądach lewicowych lub centrowych, kto miałby być odpowiedzialny za przyznawanie tych certyfikatów? Na podstawie jakich kryteriów? Otoczenie prezydenta i media o poglądach centrowych starają się rozbroić tę bombę: Emmanuel Macron miałby w rzeczywistości jedynie przejąć zalecenie organizacji Reporterzy bez Granic zawarte w raporcie „Etats généraux de l’information” (ogólnokrajowa konferencja poświęcona informacjom). Chodziłoby o diagnozę „przejrzystości mediów, niezależności redakcyjnej, stosowania metod dziennikarskich i przestrzegania zasad etycznych” poprzez samoocenę za pomocą kwestionariusza. W ten sposób certyfikowane byłoby wewnętrzne funkcjonowanie mediów, a nie same treści dziennikarskie. Trudno uznać tę odpowiedź za satysfakcjonującą, jeśli naprawdę zależy nam na wolności słowa.

.Emmanuel Macron sprawia wrażenie, jakby chciał przyspieszyć przejęcie przez mainstream kontroli nad kanałami informacyjnymi i komunikacyjnymi, które wymykają się jego kontroli, a mianowicie sieciami społecznościowymi. Pod (uzasadnionym) pretekstem walki z dezinformacją, wrogimi działaniami zagranicznymi i przestępczością internetową proponuje po prostu zlikwidować jedną z ostatnich przestrzeni wolności, jaką dysponują obywatele.

Po raz kolejny każdy z nas musi zadać sobie pytanie, w jakim stopniu jest gotowy poświęcić swoją wolność na ołtarzu bezpieczeństwa. Jest to pytanie egzystencjalne, które stawia się całej zachodniej cywilizacji i stanowi to bez wątpienia jedno z największych wyzwań XXI wieku. W tym kontekście propozycja Emmanuela Macrona dotycząca wprowadzenia systemu certyfikacji mediów jest złą odpowiedzią na dobre pytanie.

Nathaniel Garstecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 grudnia 2025