Jak Chiny i USA rywalizują o afrykański kraj wykładając 1,5 mld USD

Afryka staje się kolejną przestrzenią, gdzie Chiny i USA rywalizują o wpływy. Wieczorem 19 listopada do Zambii przybył premier Chin Li Qiang z ofertą odnowy kluczowej linii kolejowej o wartości 1,4 mld dolarów. To pierwsza od 28 lat taka wizyta szefa chińskiego rządu. Dwa dni wcześniej gościła w tym południowoafrykańskim kraju delegacja USA, która zapowiedziała wsparcie w wysokości 1,5 mld USD.
Chiny i USA rywalizują w Afryce
.Chińskie zakłady produkcyjne rozwijane w afrykańskich portach przynoszą Pekinowi duże zyski, zarazem w kontekście ekonomicznym, jak i geopolitycznym. Kontrola nad portami w Afryce jest kluczowym elementem dalekoterminowej strategii Chin, której celem jest osiągnięcie globalnej hegemonii gospodarczej – twierdził już w marcu w „The South China Morning Post”. W przekonaniu portalu Chińczycy będą dążyli do rozwoju na terenie tych placówek infrastruktury wojskowej, która umożliwi im ochronę.
Chińskie firmy są mocno zaangażowane między innymi w wydobycie zambijskiej miedzi, której kraj ten jest jednym z największych producentów na świecie. Problemem jest jednak transport ciężkiego surowca. Przeciążone ciężarówki przez lata wiozą go z północnej części Zambii – gdzie w tzw. pasie miedziowym, na pograniczu z Demokratyczną Republiką Konga znajdują się prowadzone przez Chińczyków kopalnie – do portów Republiki Południowej Afryki, przecinając całą Zambię, Zimbabwe i RPA. Inne jadą na zachód do portów Angoli lub na wschód – do Tanzanii. Ta ostatnia trasa jest najkrótsza, ale drogi są w złym stanie, zwłaszcza po porze deszczowej. A kolej, która oferuje najtańsze rozwiązanie jest w Zambii bardzo zaniedbana i stara, bo zbudowano ją przed 50 laty. Chiny chcą zainwestować w modernizację tzw. linii Tazara, łączącej kopalnie Zambii z tanzańskim portem Dar es Salaam. I na ten projekt już w ubiegłym roku obiecały przeznaczyć 1,4 mld dolarów.
Kontrowersje wokół wydobycia miedzi
.W czwartek premier Li, który jest drugą po prezydencie Xi Jinpingu osobistością w Chinach, spotka się w tej sprawie z prezydentem Zambii Hakainde Hichilemą, o czym poinformował w środę Hichilema w oświadczeniu. Chiński premier może jednak spotkać się w Zambii z przykrymi zarzutami związanymi z kopalniami miedzi. Dwie chińskie firmy górnicze zostały bowiem pozwane przez zambijskich rolników w związku z wyciekiem toksycznych substancji, co lokalne media określiły jako ekologiczną katastrofę. W lutym do gleby przedostało się ponad 50 mln litrów kwaśnych odpadów, które nie tylko zniszczyły zasiewy, ale przedostały się do drugiej największej rzeki zambijskiej, Kafue, zabijając tysiące ryb, będących źródłem utrzymania lokalnych rodzin. Około 200 rolników żąda od chińskich przedsiębiorstw 80 mld dolarów odszkodowania.
Wizyta chińskiego premiera zbiega się z intensywnym zacieśnianiem więzów między Zambią a Stanami Zjednoczonymi. W poniedziałek w Lusace przebywała delegacja rządu USA, która zapewniła władze afrykańskiego kraju, że w ciągu najbliższych pięciu lat Stany Zjednoczone zainwestują w zambijską służbę zdrowia 1,5 mld dolarów. To zacieśnianie zaczęło się jeszcze za poprzedniej prezydencji USA, kiedy Zambię odwiedziła wiceprezydent Kamala Harris, a przed nią – ówczesna sekretarz skarbu Janet Yellen. Zambia to nie tylko stabilna demokracja, ale kraj zasobny w wiele minerałów, oprócz miedzi, posiada kobalt, złoto, srebro i cenione w świecie zambijskie szmaragdy.
Inwestycje czy reparacje?
.Wokół działań, prowadzonych przez Chiny i USA w Afryce toczy się jednak dyskusja, analizująca kolonialne dziedzictwo, z jakim zmaga się Afryka. George MONBIOT przekonuje, że współczesny kryzys klimatyczny jest bezpośrednim skutkiem pięciu stuleci kolonialnej grabieży, podczas których bogate kraje zbudowały swoje majątki na przemocy, eksploatacji ludzi i zasobów oraz emisjach napędzających rewolucję przemysłową. Dziś to najbiedniejsze, dawniej skolonizowane państwa ponoszą największe koszty globalnego ocieplenia, choć w najmniejszym stopniu się do niego przyczyniły. Monbiot dowodzi, że oferowane przez Zachód „wsparcie klimatyczne” – często w formie pożyczek pogłębiających zadłużenie – jest farsą i próbą utrzymania neokolonialnych relacji, a nie realną pomocą. Zamiast jałmużny i roli „białych wybawców” bogate kraje mają moralny obowiązek wypłacić prawdziwe reparacje klimatyczne, uznać własną odpowiedzialność i wysłuchać tych, którzy stają dziś wobec nieodwracalnych strat i szkód powodowanych przez kryzys, na którego powstaniu sami zbudowali swoje bogactwo.
PAP / MK



