Czym jest system antydronowy SAN?

Premier Donald Tusk wraz z wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, kierownictwem MON i dowódcami wezmą udział w uroczystości podpisania kontraktu na nowy system antydronowy SAN dla polskiego wojska; system zbudują polskie firmy z PGZ wraz z prywatnym APS i z norweskim Kongsbergiem.

Kiedy zostanie dostarczony nowy system?

.Kontrakt ma przewidywać dostawę dla polskiego wojska nowego systemu San – czyli systemu przeciwlotniczego, przystosowanego przede wszystkim do zwalczania wrogich dronów. Według informacji MON, system San będzie się składał z tzw. modułów bateryjnych systemów przeciwlotniczych z możliwością zwalczania bezzałogowych systemów powietrznych.

Jedna bateria systemu San będzie się składać z trzech plutonów ogniowych i plutonu wsparcia. „Każdy z plutonów ogniowych będzie posiadał pełne zdolności do samodzielnego wykrywania, śledzenia, identyfikacji celów powietrznych oraz ich zwalczania” – informuje MON. Zamówienie na nowy system zostanie złożone w ramach tzw. pilnej potrzeby operacyjnej, a całość programu ma zostać zrealizowana w dwa lata. Według nieoficjalnych informacji, koszt programu ma wynieść blisko 15 mld zł.

Cały program będzie stanowić uzupełnienie powstającego w Siłach Zbrojnych RP wielowarstwowego systemu obrony powietrznej, w skład którego wchodzą: program Wisła z amerykańskimi systemami średniego zasięgu Patriot, program Narew oparty na brytyjskich pociskach przeciwlotniczych krótkiego zasięgu (ok. 20 km) z rodziny CAMM, oraz program tzw. bardzo krótkiego zasięgu Pilica i Pilica+, oparty o polskie działka przeciwlotnicze, rakiety Grom i Piorun, a w przyszłości także pociski CAMM.

Na konferencji prasowej szef MON ocenił, że jest to „pierwszy tego typu innowacyjny wielozadaniowy system w Europie”. Poinformował, że zostaną na niego wykorzystane środki z unijnego instrumentu SAFE. – Chcemy, by był on współfinansowany ze środków europejskich, oczywiście już wtedy, kiedy otrzymamy te środki z Brukseli – dodał.

Dopytany, jakie wojska będą posługiwały się San, Kosiniak-Kamysz podkreślił, że jest to system dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Dodał, że w techniki dronowe wdrażani są żołnierze służący w wojskach lądowych, siłach powietrznych czy marynarce wojennej. – San będzie użytkowany zgodnie z decyzjami szefa Sztabu Generalnego, dowódcy generalnego – poinformował Kosiniak-Kamysz. Dodał, że system będzie używany np. w działaniach związanych z „Bezpiecznym Podlasiem”.

Szef MON był także pytany o udział polskich firm w budowie tarczy antydronowej. – Ich udział będzie dominujący, najważniejszy, zarówno firm państwowych, Polskiej Grupy Zbrojeniowej i spółek w niej zrzeszonych, wymienię dwie: PIT-Radwar i Zakłady Mechaniczne Tarnów. Będą też uczestniczyć inne spółki grupy PGZ, do tego prywatna firma APS, i nasi partnerzy z Norwegii – poinformował. Jak zauważył PGZ, APS i Kongsberg to firmy uczestniczące w finalizowaniu dokumentów przygotowywanych do umowy.

Szybka realizacja programu San została zapowiedziana przez rząd po tym, jak w nocy z 9 na 10 września ub.r. w polską przestrzeń powietrzną wtargnęły rosyjskie drony bojowe. W ramach programu wojsko ma otrzymać zestaw narzędzi, które pozwolą mu skutecznie wykrywać i zwalczać tego typu zagrożenia; system ten ma też charakteryzować się względnie niskimi kosztami użycia, by móc efektywnie chronić przed możliwymi atakami dużą liczbą tanich i masowo produkowanych dronów.

System antydronowy SAN ma być odpowiedzią na naruszenia przestrzeni powietrznej

.Obecnie swoje systemy antydronowe różnego typu rozwija wiele państw i spółek zbrojeniowych, zarówno w kraju, jak i za granicą. W Polsce swoje systemy rozwijają np. firmy Hertz i APS, których sprzęt wykorzystywany jest w Ukrainie, a które współpracują także m.in. z norweskim koncernem Kongsberg.

Jak wskazują eksperci, wyzwaniem przy tworzeniu systemów dronowych jest szybka ewolucja dronów stosowanych na polu walki i potrzeba szybkiego reagowania na nowe wyzwania. Kluczowe jest także zapewnienie odpowiedniej gamy sensorów – w tym radarów, kamer, ale także np. czujników nasłuchujących głośnego dźwięku silnika nadlatującego drona.

Rozwijane systemy dronowe stosują też różne rozwiązania, jeśli chodzi o zwalczanie dronów – oprócz „twardych środków”, jak zestrzelenie drona rakietą czy pociskiem z działka przeciwlotniczego, stosowane są także metody takie jak zakłócanie łączności drona, zwalczanie ich laserem czy nawet – w przypadku mniejszych dronów – łapanie ich w wystrzeloną sieć.

Podczas wtargnięcia rosyjskich dronów nad Polskę do ich zwalczania zostało zaangażowane polskie i sojusznicze lotnictwo bojowe; wojskowi i przedstawiciele MON zwracali później jednak uwagę, że zestrzeliwanie tanich dronów kosztującymi miliony dolarów rakietami zaprojektowanymi do zwalczania np. wrogich samolotów jest nieekonomiczne i nieefektywne, a do potencjalnej walki z dziesiątkami czy setkami dronów konieczne są tańsze środki.

Jak jednocześnie zachować bezpieczeństwo obywateli i stabilny rozwój?

.Przy mądrze prowadzonej polityce i ponoszonych obecnie i w przyszłości wydatkach na grożące nam wydarzenia możliwa będzie ochrona stabilnego rozwoju. Od krajowych i międzynarodowych decydentów powinniśmy domagać się głęboko przemyślanej polityki przewidującej zagrożenia i prowadzącej do podejmowania stosownych działań – pisze prof. Michał KLEIBER.

Pojawia się coraz więcej politycznych i medialnych opinii, że znacznie zwiększone wydatki w państwach europejskich na obronność, walkę ze zmianami klimatu i ochronę środowiska naturalnego, zapobieganie pandemiom czy inne grożące nam problemy mogą drastycznie ograniczać wzrost gospodarczy mierzony za pomocą PKB i w konsekwencji powodować niekorzystny dla obywateli wzrost kosztów życia. Opinie te wygłaszane są nie tylko przez osoby generalnie odnoszące się krytycznie do konieczności ponoszenia tych wydatków, ale także przez osoby demonstrujące wiarę w potrzebę ich ponoszenia.

Zauważmy na wstępie, że tak formułowany dylemat wydatki vs PKB nie jest prawidłowo skonstruowany. Po pierwsze, PKB traktowany jest w nim jako najważniejszy bądź wręcz jedyny wskaźnik społecznego rozwoju, a nie reprezentuje on przecież całości rzeczywistego dobrostanu obywateli. Po drugie, społeczne konsekwencje wysokich wydatków chroniących nas przed zagrożeniami są trudne do przewidzenia, są one bowiem bardzo silnie zależne zarówno od przebiegu czekających nas wydarzeń, jak i od sposobu finansowania tych obszarów.

W tej pierwszej sprawie powiedzmy dobitnie, że jakość naszego życia i nasze samopoczucie są wprawdzie skorelowane z naszymi dochodami, ale z pewnością nie do końca od nich zależą. Wśród wielu innych czynników także dla nas ważnych są przecież takie, jak np. ilość wolnego czasu, czystość otaczającego nas powietrza i skuteczność troski o naturalne środowisko, jakość i zasięg świadczonych usług w ochronie zdrowia, standardy i dostępność edukacji przekazującej nam wiedzę oraz budującej kreatywność i obywatelską odpowiedzialność, osobiste bezpieczeństwo, szacunek dla kulturowych tradycji, możliwości społecznej aktywności czy brak deprymujących objawów skrajnej biedy u współobywateli. A to oznacza, że oceniając rezultaty wydatków ponoszonych na takie zagrożenia jak bezpieczeństwo lub walka ze zmianami klimatu, musimy odwoływać się do znacznie szerzej rozumianych konsekwencji, niektórych z pewnością także korzystnych.

Druga sprawa, dotycząca wydatków na walkę z zagrożeniami, jest również daleka od jasności. Decydujący będzie tu bowiem daleki od pewności rozwój sytuacji oraz polityka prowadzona przez kluczowe organizacje ponadnarodowe, czyli UE, NATO i ONZ, a także sposoby realizacji przekazanych przez nie wskazań przez poszczególne państwa.

Zacznijmy od sprawy wydatków na obronność. Troska o bezpieczeństwo wywołana jest oczywiście sytuacją w Ukrainie oraz napięciami narastającymi na całym świecie, nie sposób więc z pewnością kwestionować ponoszonych obecnie i planowanych w przyszłości wydatków na zapewnienie nam spokojnej przyszłości. Niezależnie od tego dyskutować zawsze powinniśmy na temat struktury tych wydatków, a w szczególności doboru partnerów do współpracy oraz zakresu niezbędnych zakupów. Pamiętać przy tym należy, że silna gospodarka zapewnia rządowi większą zdolność do finansowania wszelkich inicjatyw związanych z bezpieczeństwem i tym samym decyzje co do wydatków w tym zakresie powinny zawsze wykazywać dbałość o rozwój. To oznacza m.in. potrzebę wspierania krajowego przemysłu zbrojeniowego, a ze względu na dzisiejsze zagrożenia hybrydowe – konieczność inwestycyjnego i regulacyjnego wzmacniania sektora nowych technologii oraz wspierających je badań naukowych.

Silna gospodarka wpływa korzystnie także na wiele innych elementów ważnych dla bezpieczeństwa, takich jak atrakcyjność dla inwestycji zagranicznych, optymizm firm i obywateli sprzyjający działaniom innowacyjnym czy społeczne poparcie dla wydatków zbrojeniowych. W tej ostatniej sprawie istotne jest, aby wydatki te nie wpływały negatywnie na kluczowe dla takiego poparcia programy społeczne i infrastrukturę. Ważna w tym kontekście jest także tak problematyczna u nas stabilność polityczna zapewniająca kontynuację prowadzonej polityki. Wspomniane sprawy, czyli konsekwentna troska o stabilny rozwój gospodarczy, są w tej sytuacji z pewnością podstawowym elementem dbałości o bezpieczeństwo narodowe.

Powiedzmy więc dobitnie – PKB i bezpieczeństwo są powiązane, ponieważ wysoki PKB przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa narodowego, zapewniając zasoby dla obrony, a solidne bezpieczeństwo chroni i stymuluje działalność gospodarczą oraz tak ważną dzisiaj odporność na zagrożenia hybrydowe. Powyższa, w istocie pozytywna konkluzja nie dotyczy oczywiście dramatycznej sytuacji, do której doszłoby w przypadku konieczności podjęcia realnych działań wojennych – mówienie o rozwoju gospodarczym byłoby wtedy, rzecz jasna, nie na miejscu.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-michal-kleiber-wydatki-na-obronnosc-dobrostan-obywateli/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 stycznia 2026