Szymon SZYNKOWSKI vel SĘK: Czas na obóz Wielkiej Polski Karola Nawrockiego

Czas na obóz Wielkiej Polski Karola Nawrockiego

Photo of Szymon SZYNKOWSKI vel SĘK

Szymon SZYNKOWSKI vel SĘK

Poseł na Sejm, były minister spraw zagranicznych i minister ds. Unii Europejskiej w rządzie Mateusza Morawieckiego.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Karol Nawrocki jest liderem nie tylko szeroko rozumianego obozu prawicowego. Jest osią obozu wielkiej zmiany, przełamania fatalnego systemu tuskizmu, uwolnienia Polski z gorsetu koszmarnej polaryzacji, wyjścia z bagna postpolityki i fatalnego hejterskiego dyskursu – pisze Szymon SZYNKOWSKI vel SĘK

.Nieco ponad pół roku temu w tekście „Strategia w czasach początku dekadencji postpolityki” opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” postawiłem tezę, że zwycięstwo Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich w czerwcu 2025 było jaskółką zmiany w nastrojach społecznych, prowadzącą do głębokiej przebudowy polskiej sceny politycznej, przesyconej polaryzacją i postpolityką.

We wspomnianym tekście podnosiłem, że mimo pozornego apogeum spłycenia przekazu, „zasięgozy”, triumfu politycznego „freak fightu” to paliwo, będące podstawową energią napędową Koalicji Obywatelskiej, akolitów i rządu Donalda Tuska, powoli się wyczerpuje. Wskazywałem także, że polska prawica i szerzej patrząc – wszyscy ci, którym leży na sercu dobro naszego kraju – winni szybko odczytać tę dobrą w swojej istocie tendencję i pilnie odpowiedzieć sformułowaniem odpowiedniej strategii. Strategii odwołującej się do powagi, konkretu, profesjonalizmu w planowaniu spraw państwowych na lata – w miejsce chwilowej bijatyki, krzyku, „dramy” w social mediach, których do odciągania uwagi od spraw najważniejszych i braku realizacji własnych obietnic używają rządzący, wciągając niestety w tę retorykę także część prawicowej klasy politycznej.

Mój apel z początku 2026 r. nie był jedynie głosem publicystycznym.

Spór o strategię Prawa i Sprawiedliwości

Zaniepokojony abstrahującym od powyższego kontekstu kierunkiem strategii jedynej partii, do której miałem zaszczyt przynależeć w swej politycznej aktywności, czyli Prawa i Sprawiedliwości, podejmowałem wraz z koleżankami i kolegami, podzielającymi te obawy, rozmowy z prezesem PiS i kierownictwem, w których przedstawiałem swoje refleksje, proponując jednocześnie strategię wyjścia z kryzysu. Proponowaliśmy strategię wejścia w twardy, merytoryczny spór, ukazujący miałkość rządów Donalda Tuska, zamiast grzęźnięcia w emocjonalnej bijatyce, „walce w kisielu”, w którą za wszelką cenę chciał i chce on wciągać Prawo i Sprawiedliwość i całą prawicę. Przeciwna strategia wewnątrz PiS była formułowana przez osoby, które choć wiele lat spędziły poza tą partią w innych ugrupowaniach, postanowiły nagle pchnąć szeroką prawicową formację w stronę nagłej radykalizacji przekazu. Efektem było niepokojące nas spadające dla mojej byłej partii poparcie – w średniej sondażowej od września 2025 r., kiedy ostatni raz remisowała ona z Koalicją Obywatelską (zbliżając się do 30 proc.) – do ok. 24 proc. w lutym 2026 r.

Wraz z grupą osób skupionych wokół byłego premiera Mateusza Morawieckiego przekazywaliśmy urobek intensywnych prac programowych i analitycznych, proponując, by „gałąź” odpowiadająca na wyzwania nowego czasu, który nastąpi po erze postpolityki, mogła rozwijać się, służąc PiS jako stowarzyszenie Rozwój Plus.

Kwiecień 2026 r. i deklaracja prezesa PiS o budowie partii oddychającej „dwoma płucami” dawały nadzieję na możliwość kompromisowego uwzględnienia naszych postulatów. Zgodnie z tą deklaracją partia miała na powrót stać się szerokim obozem, a jej strategia, w dużym uproszczeniu, kompromisem między twardym kursem docierającym do wyborców, dla których PiS stał się „zbyt gładki”, i kursem aspiracyjno-merytorycznym, otwierającym nas na powiększające się grono obywateli, dla których PiS był „zbyt płytki”. Dawałoby to szansę nie tylko na „grę skrzydłami”, dzięki której PiS wygrywał już wybory w latach 2015–2023, ale też na przygotowanie się partii na nadchodzące na scenie politycznej zmiany.

Niestety, stan ten okazał się chwilowy. Kolejne tygodnie przyniosły nasilenie nacisków na prezesa Prawa i Sprawiedliwości, by przyjąć jednoznaczny kurs radykalny – machać jednym skrzydłem, tylko mocniej, a drugie, jako uwierające i niepotrzebne, amputować. W ten sposób kierownictwo PiS doszło do konkluzji, że będzie walczyć o sukces skuteczniej, pozbywając się ze swych szeregów byłego premiera rządów Zjednoczonej Prawicy, współautora jej największych sukcesów, wraz z grupą kilkudziesięciu posłów PiS. Pomijając wszystko inne, można stwierdzić, że dyskusyjna to konkluzja, oględnie rzecz ujmując, a preteksty, które próbowano do tego wykorzystywać – jak ten z rzekomymi problemami z subwencją dla partii, które miało sprokurować stowarzyszenie Rozwój Plus (co przestali po lawinie merytorycznej krytyki ze wszystkich stron forsować nawet sami autorzy pomysłu) – nie umacniają powagi największej partii opozycyjnej.

Oczywiście, między bajki można włożyć snutą przez niektórych opowieść o rzekomym celowym „wyjściu Morawieckiego z PiS” czy „przygotowaniu struktur nowej partii dużo wcześniej”. Zarówno były premier, jak i ja sam wraz z moimi koleżankami i kolegami zostaliśmy zaskoczeni sytuacją nagłego wypchnięcia z PiS. Struktury stowarzyszenia budujemy dopiero teraz, co zresztą idzie całkiem sprawnie i może być przez to dla niektórych dowodem na tezę o wcześniejszym przygotowaniu. Przedstawiane raporty koncepcyjne – o demografii i migracji, a ostatnio o obronności – wykorzystują pracę ostatnich miesięcy, która była wykonywana z ekspertami z myślą o wzmocnieniu merytorycznym PiS. Skoro jednak PiS postanowił tak, a nie inaczej, służą one dzisiaj inicjowaniu debaty publicznej na te niezwykle ważne tematy pod szyldem Rozwoju Plus.

Zwycięstwo Karola Nawrockiego i zmiana sceny politycznej

Wróćmy jednak do szerszego kontekstu. Stawiam dzisiaj tezę mocniejszą niż ta z tekstu z lutego br. – zwycięstwo Karola Nawrockiego z czerwca 2025 r. było nie tylko jaskółką postpolitycznego przesilenia, ale w istocie potężnym uderzeniem kilofa w ubitą od 25 lat glebę polskiej sceny politycznej. Uderzeniem wynikającym z oczekiwań wyborców, którzy oczekują na niej zmian. Od tego uderzenia powoli, acz coraz wyraźniej, choć nie dla wszystkich, na ubitej ziemi w jej różnych miejscach zaczęły pojawiać się uskoki i pęknięcia. Jak to w nagłych ruchach tektonicznych – nie wiemy, gdzie dokładnie przebiegną „rysy”, jakie będzie tempo zdarzeń i jakie dokładnie będą skutki, wiele jednak wskazuje, że znane ukształtowanie politycznego terenu odchodzi do przeszłości.

Tę zupełnie nową sytuację „polityczno-tektoniczną” miało szansę odczytać Prawo i Sprawiedliwość. Mogło ono pójść śladem prezydenta tworzącego nową polityczną jakość, w której nie gubiąc tożsamościowej treści, prezentuje on zupełnie nową, merytoryczną i nowoczesną formę działania i przekazu, budzącą szerokie uznanie. Wskoczyć wraz z nim na tzw. nowy level. Zamiast tego PiS zdecydował się uznać wygraną Karola Nawrockiego za swój wyłączny sukces i próbować dopasowywać go do własnej, znanej formy. Słaby to pomysł – próbować redukować prezydenta cieszącego się uznaniem ponad połowy Polaków do polityki partii mającej zaufanie ok. ¼ wyborców. Wydaje się oczywiste, że winno być dokładnie odwrotnie – to PiS i cała prawica powinni czerpać przykład z aktywności i politycznej zręczności Karola Nawrockiego.

Skoro jednak scena polityczna, uderzona zwycięskim kilofem w czerwcu 2025 r., zaczęła pękać, a postpolityczne paliwo jeszcze szybciej uciekać z pędzących po niej wehikułów, warto pokusić się o przegląd dynamiki sytuacji na rok przed wyborami parlamentarnymi.

Rok przed wyborami parlamentarnymi

Ruchy tektoniczne będą się nasilać w mojej opinii po wszystkich stronach sceny politycznej. Donald Tusk zjadł już w zasadzie koalicyjne przystawki, poza Lewicą, dzięki czemu utrzymuje poparcie dla Koalicji Obywatelskiej, mimo złych notowań rządu, na poziomie ponad 30 procent. Wspólna lista z Lewicą, być może z pozostałymi, przygniecionymi do ściany koalicjantami, jawi się więc dla Koalicji jako atrakcyjny wariant, dający szansę na przekroczenie 40 proc. poparcia. I to jednak może nie wystarczyć Tuskowi do zwycięstwa. Dlatego powstanie kolejnej, „n-tej drogi” (ile ich już było – Ruch Palikota, Nowoczesna, Trzecia Droga?) wydaje się niemal pewne – powstanie partia, przyszły potencjalny koalicjant Donalda Tuska. Czy stanie się to wprost z inspiracji szefa KO, czy też przestrzeń tę zagospodaruje ktoś, kto bardzo chce stać się przyszłym koalicjantem Tuska – trudno przesądzić. Niemal pewne jest jednak to, że powstanie partia liberalna, która będzie próbować zdyskontować efekt świeżości, jednocześnie grając partię w uwerturze Donalda Tuska. Nie jestem jednak pewien, czy ma szansę powielić sukces poprzedniczek.

Wraz ze schyłkiem postpolityki przestrzeń na tego typu wynalazki zacznie się kurczyć. Udawanie, nieautentyczność, fasada zaczną być coraz większym obciążeniem. Partia atrapa może zderzyć się z murem wyrazistych oczekiwań wyborców – także po liberalnej stronie sceny politycznej. Tym bardziej rozdrażnionych jej życzliwym zerkaniem w stronę nieudolnego, archaicznego, postpolitycznego premiera Tuska.

Dużo ciekawsze zjawiska, jak sądzę, zajdą na froncie oczekującym zmiany i zakończenia tuskizmu. Celowo posługuję się tą kategorią, nie pisząc o froncie prawicowym, uważam bowiem, że horyzont wyborców chcących odsunięcia nieudolnego rządu Tuska od władzy sięgać będzie szerzej niż tylko centroprawicowego elektoratu. Dzisiaj Tuskiem zmęczeni są nie tylko prawicowcy i konserwatyści, jak ja. Na atrakcyjną alternatywę oczekuje dużo szersza grupa obywateli, która nie chce głosować ani na KO, ani na jej przystawki, w tym te przyszłe. Co więcej, jest dzisiaj niemała grupa wyborców krytycznie oceniających rząd Tuska i jednocześnie cały czas deklarująca chęć oddania głosu na partie koalicji rządzącej. Gdy przedstawi się jej atrakcyjną ofertę alternatywy, której dzisiaj, jak widać, brakuje, chętnie przekieruje na nią swą uwagę.

PiS i Konfederacja wobec nowych oczekiwań wyborców

Pierwszym beneficjentem rozszczelniania się sceny politycznej, zagospodarowującym najbardziej radykalne emocje, stał się Grzegorz Braun. Piszę to z ubolewaniem, bo choć wiele osób go popierających to niewątpliwie szczerzy patrioci, to jednak uważam, że lider Konfederacji Korony Polskiej swoimi działaniami i wypowiedziami szkodzi Polsce i polskiemu życiu publicznemu, posługując się emocjami antagonizującymi zarówno polskie społeczeństwo, jak i Polskę jako kraj w relacjach z zagranicznymi partnerami. Niestety, proces ten przyspieszyło i wzmocniło Prawo i Sprawiedliwość, które zamiast poszukiwać autorskiego konceptu odbudowy „szerokiego namiotu”, bazując na wzorcu zwycięskiej kandydatury Karola Nawrockiego, postanowiło zradykalizować przekaz i ścigać się na emocje o wyborców z Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej, napędzając się, co gorsza, w tym wyścigu postpolitycznym coraz słabszej jakości paliwem.

Czy można być zaskoczonym, że próba tworzenia podróbki Konfederacji, jak mówią niektórzy „Konfederacji z Temu”, przy wykorzystaniu metod, których najbardziej wyrazistą twarzą był poseł Dariusz Matecki, nie przyniosła wzrostu poparcia PiS, tylko samemu Braunowi?

Czy z kolei wypchnięcie ze swoich szeregów licznej grupy posłów na czele z byłym premierem, która apelowała o poszerzenie oddziaływania formacji i była gotowa wzmacniać jej merytoryczne skrzydło, może przynieść wzrost poparcia dla PiS? Mam daleko idące wątpliwości. Życzę jednak mojej byłej formacji jak najlepiej, licząc, że i ona odnajdzie tożsamość odpowiadającą na nowe oczekiwania wyborców, inną niż tworzenie Solidarnej Polski bis.

Zmiany na scenie politycznej w większym stopniu niż PiS dostrzega, i też jest w pewnej mierze ich profitentem, Konfederacja, notująca w ostatnich miesiącach kilkunastoprocentowe poparcie. Oczywiście, środowisko to ma łatwiejsze zadanie – wcześniej nie ponosiło odpowiedzialności za rządzenie, nie zostało zweryfikowane w praktyce, więc powiedzieć i zadeklarować może naprawdę wiele, jeśli nie wszystko. Z drugiej strony jest to środowisko głęboko podzielone, nie tylko na dwie grupy skupione wokół Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, ale także w odniesieniu do wielu istotnych spraw państwowych. Konfederacja dostrzegła jednak dynamikę zachodzącą na scenie politycznej. Współpracuje z prezydentem, w niektórych sprawach zdaje się wręcz nim inspirować, stara się ograniczać „szaleństwa”, z których była niegdyś znana. Choć wielu jej posłów porusza się mocno „po powierzchni”, jest też istotna grupa, która stara się sięgać w swojej strategii i działaniach politycznych nieco głębiej, co ułatwiło odejście z jej szeregów Grzegorza Brauna. Im większa będzie to grupa, im bardziej Konfederacja sięgnie do polityki merytorycznej zamiast udramatyzowanej, tym lepiej z państwowego punktu widzenia.

Rozwój Plus i polityka konkretu

Jest wreszcie najnowszy projekt polityczny – stowarzyszenie Rozwój Plus – budowane przez Mateusza Morawieckiego, premiera trzech rządów Zjednoczonej Prawicy na przestrzeni ponad 6 lat. Mam głębokie przekonanie, że jego budowana obecnie strategia merytoryczna, forma przekazu i skład osobowy będą odpowiedzią na nowe oczekiwania wielu obywateli. Tych, którzy oczekują polityki konkretu, a nie emocji i pustosłowia. Odpowiedzią na czasy końca postpolityki i początku merytokracji.

Jest jeszcze całkiem wielu wyborców śledzących z pasją polityczny freak-fight. Rośnie jednak grupa tych, którzy rozumieją spór, nawet ostry, ale oczekują, by był on oparty bardziej na argumentach niż emocjach. Coraz większa grupa Polaków oczekuje od polityków powagi, a nie błazenady, rozmowy o konkretnych projektach, a nie o naprędce skleconych obietnicach. Depolaryzacji sceny politycznej w odniesieniu do najważniejszych, strategicznych zagadnień. Odpowiedzialnego horyzontu miesięcy i lat zarządzania państwem, a nie minut i godzin uwagi opinii publicznej, popartych odpowiednią liczbą lajków w mediach społecznościowych. Odnoszenia się do spraw kluczowych, a nie tylko tych, które wzbudzą chwilowe emocje opinii publicznej.

Rozwój Plus zaczął z wysokiego C. W środku wakacji na wydarzeniu, które skupiło ponad dwa tysiące osób, przedstawił raporty odnoszące się do dwóch arcyważnych państwowych zagadnień – polityki demograficznej i migracyjnej. Zawarł w nich przepracowaną z ekspertami diagnozę sytuacji oraz propozycje rozwiązań. Otworzył w tzw. „sezonie ogórkowym” szeroką dyskusję obejmującą te dwa fundamentalne tematy.

Zespół doświadczonych polityków o wysokich kompetencjach praktycznych i merytorycznych, a jednocześnie polityków pełnych energii i kreatywności, który zgrupował Mateusz Morawiecki, przygotował na samym początku sezonu politycznego – z początkiem września – pakiet propozycji legislacyjnych, m.in. projekt ustaw „Lokalny Rozwój”, dający nowe narzędzia inwestycyjne samorządom, projekt ustawy o e-dziennikach, uwalniający rodziców od opłat za dzienniki elektroniczne, oraz projekt rozwiązań ułatwiających wydawanie pozwoleń na budowę i decyzji o warunkach zabudowy. Do Kancelarii Sejmu złożył on także projekt uchwały o powołaniu komisji śledczej w sprawie tzw. afery Zondacrypto wspólnie z Konfederacją i posłami niezależnymi, pokazując swoją zdolność do szukania sojuszników dla ważnych spraw. Zgłosił też i doprowadził do wyboru swojego wicemarszałka, posła Marcina Horały, obejmując ważne stanowisko wpływu, które Prawo i Sprawiedliwość oddawało walkowerem przez niemal trzy lata. W ostatnich dniach dołożył do tego kompleksowy projekt pomysłu na budowę armii „na wojnę, a nie tylko na defiladę”, sygnowany przez byłego ministra Michała Dworczyka. Plan, determinacja, sprawczość i skuteczność są marką grupy Morawieckiego od samego początku jej aktywności.

Ekipa Morawieckiego stawia sobie za ważny cel zakończenie w Polsce tuskizmu, zdefiniowanego jako system psujący państwo, nie tylko niespełniający obietnic złożonych obywatelom, abdykujący z realizacji nowych projektów prorozwojowych, ale nawet nieradzący sobie z elementarnymi wyzwaniami zarządzania państwem. Wobec tego systemowego tuskowego imposybilizmu Rozwój Plus przedstawia bardzo konkretną, programową kontrofertę, której próżno było do tej pory szukać na polskiej scenie politycznej.

Karol Nawrocki jako oś obozu zmiany

Patrząc jednak szerzej, można zauważyć, że dzisiaj niewątpliwie najmocniejszym miejscem powstrzymywania i przełamywania tuskizmu jest Pałac Prezydencki i jego gospodarz. To stąd wychodzą impuls i inspiracja do zmian na polskiej scenie politycznej. Siła prezydenta tkwi jednak nie tylko w niewątpliwym talencie retorycznym, ale przede wszystkim w umiejętności przedstawienia nowej wizji państwa, opartej na merytorycznej ofercie, ale też w umiejętności łączenia. Łączenia różnych wrażliwości i środowisk politycznych. Łączenia ideowej, merytorycznej i jednocześnie tożsamościowej treści z nowoczesną i atrakcyjną formą. To Karol Nawrocki wbił klin w scenę polityczną i każdego dnia wyznacza zupełnie nowy kierunek dla całej klasy politycznej. Kierunek oparty na konkrecie, nowoczesnym patriotyzmie, odpowiedzialności, politycznej sprawczości. Im szybciej klasa polityczna przyłączy się do prezydenckiego sztandaru rozwoju, obrony bezpieczeństwa i suwerenności Polski, tym większa szansa sprostania bezprecedensowym wyzwaniom geopolitycznym i wykorzystania wyjątkowego „okna możliwości”, przed którym stoi nasz kraj. Nie ma czasu do stracenia.

„Nie ma hegemona na prawicy”, powiedział niedawno Mateusz Morawiecki. O ile w wielu kwestiach podzielam diagnozy byłego premiera, o tyle w tej konkretnej nie zgadzam się z nim. Takim hegemonem jest dzisiaj Prezydent RP. Co więcej, Karol Nawrocki jest liderem nie tylko szeroko rozumianego obozu prawicowego. Jest osią obozu wielkiej zmiany, przełamania fatalnego systemu tuskizmu, uwolnienia Polski z gorsetu koszmarnej polaryzacji, wyjścia z bagna postpolityki i fatalnego hejterskiego dyskursu. Jest wielką szansą i nadzieją na rzeczywisty przełom. Czy cała propaństwowo myśląca część klasy politycznej, mimo dzielących ją różnic będzie potrafiła dostrzec tę szansę i ją wykorzystać?

Szymon Szynkowski vel Sęk

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 września 2026