Deportacja zagranicznych przestępców skazanych od roku wzwyż
Rząd w Kopenhadze i premier Mette Frederiksen ogłosili reformę wymiaru sprawiedliwości polegającą na automatycznej deportacji zagranicznych przestępców skazanych w Danii na karę więzienia od roku wzwyż, np. w przypadku popełnienia gwałtu.
Rząd Danii zaostrzył już przepisy dotyczące meldowania się w ośrodkach deportacyjnych imigrantów
.Niektórzy będą nam zarzucać, że łamiemy konwencję (Europejską Konwencję Praw Człowieka), ale my widzimy to inaczej. (…) Musimy chronić naszych obywateli – powiedziała na konferencji prasowej premier Danii Mette Frederiksen.
Duńscy eksperci z ministerstwa sprawiedliwości ocenili, że reforma „nie jest w pełni zgodna z dotychczasową praktyką duńskich sądów i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC) w zakresie wydaleń”. Oznacza to, że istnieje ryzyko, iż Dania może zostać skazana w przyszłości za naruszenie artykułu 8 EKPC w postępowaniu apelacyjnym przed ETPC – podkreślono w analizie zmian przepisów.
Rząd Danii zaostrzył już przepisy dotyczące meldowania się w ośrodkach deportacyjnych imigrantów, których wniosek o azyl został odrzucony. Jeśli będą tego unikać, mają zostać przez rok objęci elektronicznym dozorem (bransoleta GPS).
Premier Mette Frederiksen może być narażona na kary unijnego trybunału
.Ponadto zapowiedziano powołanie specjalnego ambasadora ds. wydaleń oraz zacieśnienie współpracy z Afganistanem, aby możliwe było odsyłanie jego obywateli. Ponadto duńskie władze ogłosiły ponowne otwarcie ambasady Królestwa Danii w Syrii, co ma także usprawnić współpracę w kwestii deportacji.
Z raportu duńskiej Fundacji Rockwool, cytowanego przez gazetę „Berlingske”, wynika, że w latach 2021-2025 w Danii skazano 1901 cudzoziemców na karę co najmniej roku więzienia. Spośród nich 455 osób podlega nowym przepisom i może być deportowanych do swoich krajów.
W 2025 r. na karę pozbawienia wolności powyżej roku skazano 72 obywateli Rumunii, 40 – Syrii, 36 – Szwecji, 35 – Somalii, 34 – Turcji, 31 – Litwy, 27 – Iraku, a także po 23 z Iranu oraz Polski.
Migracje dotykają wszystkich
.Idea nowego planu Marshalla na rzecz społeczeństw biedniejszych wydaje się być kluczowym elementem skutecznego scenariusza przyszłości – pisze prof. Michał KLEIBER.
Chyba nikt nie wątpi, że świat stoi dzisiaj przed poważnym wyzwaniami. Dotyczą one m.in. historycznych zaszłości w zakresie ustalania granic międzypaństwowych, lokalnych i regionalnych konfliktów często wywoływanych także narastającymi społecznymi nierównościami i coraz powszechniejszą świadomością ich istnienia generowaną przez coraz szerzej dostępne media, problemów gospodarczych, procesów migracyjnych i ujawnianych za ich pośrednictwem poważnych konfliktów kulturowych, kryzysu w życiu publicznym wielu aspektów funkcjonowania demokratycznych procedur i związane z tym słabości administracji – listę tę można długo kontynuować. Przy pozornie bardzo różnych powodach kłopotów w poszczególnych krajach bądź regionach, u podstaw istnieje bardzo duże ich podobieństwo. A to pozwala myśleć o szerokim, wspólnym na nie spojrzeniu.
Problem migracyjny stał się w ostatnich latach olbrzymim wyzwaniem. O aktualności i jego powadze świadczą skala i dramatyzm aktualnych wydarzeń oraz historyczne dane – szacunkowa liczba osób przebywających poza granicami państw swego urodzenia wynosi 300 mln (około 3,8 proc. ludności świata) i jest aż dwukrotnie większa niż w roku 1990. A to i tak niewiele w porównaniu z ponad 750 mln osób deklarujących w aktualnych sondażach chęć opuszczenia swych krajów.
Ze szczególną mocą problem migracji jest widoczny w państwach UE. Czy nie mają wspólnego, politycznego mianownika sytuacje w zakresie napływu migrantów i środki podejmowane w celu ograniczenia napływu rzesz uchodźców? Budowanie w obawie przed uchodźcami murów, dosłownie bądź w przenośni, stało się przecież powszechnym działaniem polityków. Na południu Europy kolejne państwa próbują szczelnie zamykać swoje granice, tradycyjnie przyjazna imigrantom Szwecja dokonała zasadniczego zwrotu w swej polityce otwartości. W Niemczech, Francji i wielu innych państwach rosną w siłę partie mające na sztandarach przesłanie anty-imigranckie. Poza Europą sprawa migracji jest podobnie trudna – były prezydent USA Donald Trump rozpoczął budowę szczelnego ogrodzenia wzdłuż całej granicy z Meksykiem i chciał wyrzucać miliony tolerowanych dotychczas nielegalnych mieszkańców kraju, Australia przetrzymuje potencjalnych azylantów na odleglej wyspie Nauru, nawet spokojna i bezpieczna Szwajcaria, wykorzystując możliwości oferowane przez dominujący tam model demokracji bezpośredniej, wprowadziła silne ograniczenia na liczbę zagranicznych pracowników, zresztą także pochodzących z obszaru UE.
Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców szacuje, że ich globalna liczba osób zmuszonych do opuszczenia swych miejsc zamieszkania znacznie przekroczyła rekordową wysokość 100 milionów, z czego ponad 40 milionów z nich przebywa aktualnie poza granicami swych krajów. Tylko w ostatnich paru latach około 60 tys. migrantów straciło życie w trakcie ucieczki. Szansa na utrzymanie tego stanu na niezwiększonym poziomie jest w dodatku znikoma, bowiem demografia (wzrost populacji świata w ostatnich 50 latach z 4 do ponad 8 mld), lokalne problemy społeczno-gospodarcze, narastające konflikty zbrojne i zmiany klimatyczne są bezlitosne. 13 z 15 państw mających wskaźnik dzietności (przeciętna liczba dzieci przypadająca na dorosłą kobietę) powyżej 5 leży w Afryce. Kontynent ten wg prognoz ONZ w roku 2050 będzie miał populację przeszło trzykrotnie większą od Europy. Poziom głodu ludności w biednych krajach osiągnął niespotykany dotychczas poziom – wg szacunków ONZ głód dotyka regularnie ponad 1 mld osób, śmiercią głodową umiera jedna osoba co 36 sekund, a problem szybko narasta. Co roku w Afryce ponad 11 milionów młodych ludzi dorasta do wejścia na rynek pracy, a niezdolne do zapewnienia im zatrudnienia rządy z radością popierają ich zamierzenia migracyjne. Wobec coraz liczniejszych, fundamentalnych problemów polityczno-kulturowo-edukacyjnych sytuacja na świecie coraz rzadziej pozwala na uzyskiwanie przez migrantów pozwolenia na pobyt w docelowych państwach i zasadniczo ogranicza możliwości podejmowania tam przez nich pracy, co oczywiście jest zapowiedzią kolejnych konfliktów.
Naiwna okazuje się w tej sytuacji niestety wiara, że czasowy pobyt i praca przybyszów w państwach rozwiniętych, prowadząca do zdobycia przez nich nowoczesnych kompetencji zawodowych, pozwoli im na wykorzystanie tego na rzecz rozwoju polityki społeczno-gospodarczej w ich ojczyznach. Ponad połowa dzisiejszych emigrantów ma ten status już przez ponad 5 lat, co w zasadniczym stopniu ogranicza ich chęć do powrotu do swych ojczyzn.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-michal-kleiber-migracje-dotykaja-wszystkich/
PAP/MB



