Dom Moskwy w sercu Wilna. „To gniazdo rosyjskich szpiegów”

Dom Moskwy

Wileńska hańba, rosyjskie widmo, gniazdo szpiegów – tak określa w rozmowie mer Wilna Valdas Benkunskas nieukończony budynek Domu Moskwy w centrum litewskiej stolicy. Na mocy decyzji sądu z 2022 roku ma być on zburzony, ale w wyniku przedłużających się formalności ciągle stoi.

Dom Moskwy w sercu Wilna

.Minęło już ponad 1200 dni od wyroku sądu, a to widmo ciągle stoi – mówi zniecierpliwiony Valdas Benkunskas. Niedokończona budowla – sześciopiętrowy gmach o powierzchni 9 tys. metrów kwadratowych – czyli Dom Moskwy znajduje się w centrum Wilna. Budynek położony jest na prawym brzegu Wilii w prestiżowym miejscu naprzeciwko Wieży Giedymina, która jest jednym z symboli litewskiej stolicy, nieopodal mostu imienia jedynego litewskiego króla Mendoga prowadzącego na Plac Katedralny i Stare Miasto.

– Formalnie budynek należy do instytucji publicznej Moskiewskie Centrum Kultury i Biznesu – Dom Moskwy. 75 proc. udziałowców tego podmiotu to osoby z Moskwy, z którymi nie mamy żadnego kontaktu i nie chcemy go mieć – mówi mer.

Po wyburzeniu budynku działka ma być przekazana wspólnocie ukraińskiej. Dzisiaj jedyną ozdobą tego miejsca jest mural przedstawiający młodą ukraińską kobietę w stroju ludowym. Został on wykonany na podstawie autentycznego zdjęcia Tatiany Drobotowej, wolontariuszki pomagającej uchodźcom wojennym i żołnierzom w Zaporożu.

Pomysł powstania w Wilnie Domu Moskwy – ośrodka rosyjskiej kultury i biznesu – zrodził się w 2004 roku podczas wizyty w litewskiej stolicy ówczesnego mera Moskwy Jurija Łużkowa. Uzgodniono wówczas, że w Moskwie powstanie placówka o podobnym przeznaczeniu – Dom Wilna. W 2008 roju samorząd miasta Wilna wydał pozwolenie na budowę.

Zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego w Wilnie

.W 2016 roku sąd uznał, że pozwolenie jest niezgodne z prawem, gdyż narusza wymogi dotyczące wysokości i intensywności zabudowy określone przez samorząd w planie zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Sąd dał trzy lata na przebudowę obiektu lub sześć miesięcy na wyburzenie go. Później termin ten został wydłużony. W 2017 roku Departament Bezpieczeństwa Państwa uznał obecność Domu Moskwy w Wilnie za zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego.

– Dom Moskwy byłby instrumentem nacisku na politykę wewnętrzną i zagraniczną państwa. Każdy obiekt służący szerzeniu idei „ruskiego miru” powinien zostać zlikwidowany – uzasadniał decyzję ówczesny przewodniczący sejmowej komisji bezpieczeństwa narodowego poseł Laurynas Kasziunas.

Wileńska hańba

.W 2022 roku kolejny sąd zobowiązał Państwową Inspekcję Planowania Przestrzennego i Budownictwa do rozbiórki budynku. Proces miał być sfinalizowany do końca 2023 roku. – W ciągu czterech lat inspekcja budowlana zdołała zorganizować zaledwie jeden przetarg na prace rozbiórkowe, który ostatecznie unieważniono, ponieważ żaden z uczestników nie spełnił wymagań formalnych – mówi Valdas Benkunskas. Inspekcja budowlana z kolei tłumaczy, że wynik przetargu na wyburzenie budynku został zaskarżony w sądzie, a poza tym urząd nie ma 2 mln euro, które według szacunków są potrzebne na prace wyburzeniowe.

W ocenia mera „przeciągające się wykonanie wyroku sądowego stanowi naruszenie interesu publicznego”. W marcu 2026 r. Valdas Benkunskas zwrócił się do wileńskich firm budowlanych z propozycją rozbiórki obiektu nieodpłatnie – „w trybie społecznym” i uzyskał wstępną gotowość. Przedstawiciele firm uznali, że „budynek nie jest niczym szczególnym, to po prostu beton i szkło, które można szybko i tanio wyburzyć”.

W Sejmie już zostały zgłoszone poprawki do ustawy o dobroczynności i wsparciu, umożliwiające przeprowadzenie prac wyburzenia budynku „w trybie społecznym”. – Byłoby wspaniale, gdybyśmy wszyscy razem zaczęli coś robić w sprawie rozwiązania tej wileńskiej hańby beznadziejnie zablokowanej w formalnych procedurach – podkreślił mer Wilna Valdas Benkunskas.

O (nie)wpuszczaniu Moskali

.To, że wydawano wizy Moskalom, nie oczekując od nich stawienia się w polskim konsulacie w Rosji, powinno być raczej oczywistością niźli zarzutem. Jeśli zatem to wszystko jest prawdą, to można tylko żałować, iż ta niejawna akcja objęła zaledwie niecałe dwa tysiące Rosjan uciekających przed tyranią, wojną i bezsensowną śmiercią na ukraińskich stepach – pisze Jan ROKITA

Po czwartkowej konferencji prasowej szefa polskiej dyplomacji zrobiło się w Europie głośno o „utracie przez Polskę kontroli nad systemem wizowym”. To powtarzany w zagranicznych mediach (np. w niemieckim „Politico”) cytat z ministra Sikorskiego, który tak właśnie scharakteryzował stan spraw w polskich służbach konsularnych pod rządami Mateusza Morawieckiego. Ten udramatyzowany opis ma się wpisywać w szerszą kampanię propagandową. Jej celem jest przekonanie opinii publicznej, iż PiS z premedytacją nakręcał emocjonalną niechęć ludzi do imigrantów, aby w ten sposób kryć prawdę o masowym ściąganiu do Polski Moskali i Azjatów, i to głównie w ramach zinstytucjonalizowanego systemu łapówkarskiego. Niestety, w dzisiejszych realiach nikt już nie jest w stanie się zorientować, co w lawinowych oskarżeniach o łapówki i oszustwa finansowe poprzedniej władzy jest prawdą, a co kłamstwem. W każdym razie z pewnością jako wiarygodne nie mogą być traktowane raporty NIK – niegdyś świetnej, profesjonalnej instytucji kontrolnej, która dziś stała się instrumentem osobistej zemsty człowieka skompromitowanego ujawnieniem uwikłania w interesy w seksbiznesie. Nawiasem mówiąc, myślę, że to przemieszanie prawdy i kłamstwa w obecnej propagandzie jest czynione z premedytacją, tak by tworzyć społeczną atmosferę nieufności i podejrzeń.

W każdym razie z Sikorskim różni mnie ocena procederu ściągania do Polski pracowników pod konkretne zamówienia polskich firm, których rozwój blokuje deficyt na rynku pracy. W realiach, w których żaden kraj europejski nie jest, i co tu dużo mówić, nie będzie w stanie obronić się przed migracyjnym tornadem, najbardziej ucywilizowaną formą tego zjawiska jest kontrolowany napływ pracowników na potrzeby konkretnych firm. W tym sensie anulowanie przez premiera Tuska programu „Polska. Business Harbour” jest błędem. Po pierwsze – bo lekceważy potrzeby polskich firm, a po drugie – bo imigrację czyni bardziej chaotyczną niźli kontrolowaną. Pod tym względem Polska mogłaby czerpać doświadczenia z praktyk lewicowego rządu Niemiec albo prawicowego rządu Włoch (co kto bardziej lubi), które jednako sprawnie umieją w fatalnym generalnie trendzie do masowych migracji znajdować świadome pożytki dla tamtejszych przedsiębiorstw.

Ale główna rzecz, która po konferencji Sikorskiego zajmuje zachodnie media, to kwestia Moskali, którzy mieli być wpuszczani do Polski po wybuchu wojny na wschodzie i nałożeniu sankcji na Moskwę. Wedle ministra (który, jak rozumiem, posługuje się danymi NIK) miałoby być takich przypadków coś koło dwóch tysięcy. Przy czym nieformalnie dawane konsulom instrukcje (Sikorski mówi o „naciskach na konsulów”) miały umożliwiać wydawanie wiz bez stawiennictwa w polskiej placówce konsularnej. Jest jasne, że w rządowej propagandzie rzecz ta ma być faktem „druzgocącym” dla poprzedniej władzy (wedle określenia użytego przez Tuska). Mnie jednak interesuje tu nie tyle analiza propagandy, grającej na antyrosyjskich nastrojach, ile rzecz dużo poważniejsza. Czyli pytanie o polityczną roztropność zachodniej polityki zamykania wszystkich Moskali w swoistym „kordonie sanitarnym”.

.Od początku wojny uważałem (i nie zmieniłem tu zdania) całą tę politykę za błędną. Polityczna roztropność nakazywała przecież od lutego 2022 roku otworzyć kontrolowaną furtkę dla wszystkich tych Moskali, którzy chcieliby uciec spod tyranii Putina albo po prostu z ludzkich względów nie chcieli umierać na Ukrainie jako żołnierze wysłani tam przez tyrana. Spodziewałem się, że tak postąpią kraje graniczne, i byłem rozczarowany, zwłaszcza gdy państwa bałtyckie w praktyce zablokowały wjazd wszystkim Moskalom. Niestety, atmosfera podejrzeń, iż poszczególne kraje unijne mają jakieś tajne konszachty z Putinem i nie respektują sankcji (skądinąd zresztą całkiem zrozumiała), uniemożliwiła tworzenie tego rodzaju ścieżek ucieczki w sposób jawny. Jeśli więc istotnie tak jest, jak mówi Sikorski, że to Polska stworzyła taką niejawną ścieżkę, to świadczyłoby to tylko o politycznej roztropności poprzedniego premiera. To, że wydawano wizy Moskalom, nie oczekując od nich stawienia się w polskim konsulacie w Rosji, powinno być raczej oczywistością niźli zarzutem. Jeśli zatem to wszystko jest prawdą, to można tylko żałować, iż ta niejawna akcja objęła zaledwie niecałe dwa tysiące Rosjan uciekających przed tyranią, wojną i bezsensowną śmiercią na ukraińskich stepach.

PAP/Aleksandra Akińczo/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 kwietnia 2026